Słuchajcie, ale czy ktoś w ogóle myślał o tym, że to poczucie winy przy afirmacji może być sygnałem, że afirmacja jest po prostu niespójna z tym, co naprawdę uważasz o sobie? Nie że coś złego robisz, tylko że twój system przekonań mówi 'to nie dla ciebie' i stąd ta reakcja.
Właśnie siedzę i czytam całą tę rozmowę od góry i dziękuję wam za to, co tu piszecie. Zacząłem ten temat z konkretnym pytaniem, a teraz widzę, że to było pytanie o coś znacznie głębszego. Mam jeszcze jedno, bo mi się kręci w głowie. Czy to poczucie winy przy afirmowaniu rzeczy, które ma ktoś bliski, jest silniejsze niż gdy ta osoba jest obca? U mnie tak jest i zastanawiam się, czy to ma jakieś znaczenie.
To ma znaczenie i to spore. Przy osobie bliskiej zawiść jest obciążona relacją, lojalnością, historią. Przy obcej jest 'czystsza', bo nie ma tła. Dlatego przy bliskich ten opór jest większy, bo poza zawiścią jest też dodatkowa warstwa, że 'nie powinienem tak czuć wobec kogoś, na kim mi zależy'. To podwójne obciążenie.
Ale hej, zatrzymajmy się chwilę. Bo rozmawiamy o poczuciu winy, o warstwach, o bliskich i obcych, a ja wciąż nie rozumiem jednej rzeczy. Czy samo porównywanie się do kogoś bliskiego jest już problemem, czy to jest normalne i afirmacje po prostu to wyciągają na wierzch?
a ja sie zastanawiam czy to co mowi Froen nie oznacza ze jak mam te poczucie winy to znaczy ze gdzies gleboko nie wierze ze mi sie to nalezny? bo jakbym wierzyla to chyba bym sie nie wstydizla
Słyszę w tym co pisze Ludwinia coś, co mnie dotyczy bezpośrednio, ale z nieco innej strony. U mnie to nie jest kwestia domu, tylko konkretnej osoby, której zazdroszczę. I za każdym razem gdy zaczynam afirmować sobie to samo, mam w głowie jej twarz. Czy to jest problem samo w sobie?
Wchodzę tu z boku, bo uważam, że trochę za mocno szukamy definicji i kategorii. W praktyce te stany są płynne i zmieniają się w trakcie sesji afirmacyjnej. Ważniejsze wydaje mi się to, co zrobić gdy któraś z tych rzeczy się pojawi, niż to, jak ją nazwać.
Wiem, że trochę zbaczamy, ale to wszystko dotyczy mojego pytania z początku. Właśnie to jest to, z czym przyszedłem. Nie wiedziałem, czy to co czuję to zawiść, czy coś innego, i czy w ogóle powinienem afirmować. A teraz widzę, że to było kilka pytań naraz i dlatego kręciłem się w kółko. Czy możemy jeszcze wrócić do tego, czy samo branie wzorca od kogoś bliskiego jest etycznie okej? Bo to mi nadal nie daje spokoju.
To co napisał Zlata_83 na końcu bardzo mi pasuje, bo ja też przyszedłem z jednym pytaniem, a teraz widzę że miałem z pięć i nie umiałem ich rozdzielić. Ale mam nowe, konkretne. Jak sobie radzić w trakcie afirmowania, gdy ta osoba, o którą chodzi, jest kimś, kogo widujesz regularnie? Bo u mnie to jest współpracownik. I jak wchodzę w afirmację, to mam go w głowie i nie mogę się skupić na sobie.
Słuchając tej rozmowy o porze i bodźcach zastanawiam się, czy nie pomijamy czegoś podstawowego. Mamy całą tę dyskusję o tym kiedy i jak, a mało było o tym, co konkretnie afirmować w takiej sytuacji. Bo jeśli ktoś afirmuje sobie dokładnie to samo co ma ta konkretna osoba, to czy to nie wzmacnia samego porównania zamiast je rozluźniać?
przepraszam ze sie wciskam ale mam podobnie. jak robe afirmacje to mi sie pojawia siostra i juz nie moge skupic na sobie. i zastanawiam sie czy to jest tak ze moj umysl caly czas chce sie porownywac i afirmacje to tylko wyciagaja? czy moze jest jakis sposobu zeby to zatrzymac?
Słyszę tu dużo o technikach i praktyce, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Czy to nie jest tak, że jeśli przez całą sesję afirmacyjną ktoś inny ci chodzi po głowie, to może afirmacja w ogóle nie jest dla ciebie w tej chwili? Może trzeba najpierw przepracować tę zawiść czy cokolwiek to jest, a dopiero potem afirmować?
Patrzę na tę rozmowę i myślę, że na początku wątku pytałem, czy mogę afirmować coś, co ma ktoś inny. I odpowiedź, którą tu zebrałem brzmi mniej więcej tak: możesz, ale to co przy tym czujesz jest informacją, nie przeszkodą. I że nie ma jednej kolejności. Czy dobrze to podsumowuję, bo chciałem się upewnić że dobrze rozumiem?
Zlata_83 dobrze to podsumowałeś. Ale chciałbym dodać jedno, bo myślę że to ważne: ta informacja, o której piszesz, nie jest neutralna. Emocja która pojawia się przy afirmacji to nie tylko sygnał, że coś do przepracowania, ale też wskazówka co konkretnie blokuje. Jeśli pojawia się smutek, to inne ćwiczenie, jeśli złość, to inne, jeśli wstyd, to zupełnie inne podejście. Czy ktoś z was rozróżnia te emocje w praktyce, czy traktujecie to jako jeden worek?
Ja chyba odpowiem na pytanie Darka, bo mam coś konkretnego do dodania. Przez kilka tygodni próbowałem robić afirmacje i walczyć z tym co mi chodziło po głowie. Nic z tego nie wyszło. Dopiero jak zacząłem prowadzić coś w rodzaju dziennika, w którym pisałem co czuję do tej osoby, afirmacje zaczęły jakoś działać. Może dla mnie to pisanie było tym 'krokiem wcześniej'.
przepraszam ze wchodze ale własnie sobie pisalam to o siostrze i napisalam 'chce miec to co ona ma bo...' i sie zatrzymalam bo naprawde nie wiem dlaczego. to znaczy ze nawet nie wiem czego chce, tylko ze ona to ma i mnie to boli? jak sie z tym pracuje?
Balbina79 napisałaś coś co mnie zatrzymało. Bo ja też na początku tego wątku myślałem że wiem czego chcę, a teraz nie jestem pewien. Może chcę tego co ma ta osoba, bo wtedy byłbym 'na tym samym poziomie', a nie dlatego że to mnie naprawdę potrzebne. To trochę zmienia całe pytanie z tytułu.
Czyli wychodzi na to, że pytanie z tytułu 'czy mogę afirmować sobie coś czego inny ma' ma odpowiedź: możesz, ale najpierw sprawdź dlaczego tego chcesz? Czy dobrze to rozumiem?
Dobra, ale wróćmy do podstaw bo mi umyka jedno. Całą rozmowę gadamy o przepracowywaniu emocji przed albo w trakcie afirmacji. Ale przecież idea afirmacji jest taka, że po prostu powtarzasz i to działa na poziomie podświadomości. Czy to nie znaczy że za bardzo komplikujemy?
a ja mam pytanie troche inne. wróciłam do tego co napisał Froen wczesniej o poczuciu rownosci. bo u mnie z siostra to chyba o to chodzi. nie chce tego co ona ma, chce zeby ona nie miala wiecej niz ja. to jest inne? jak sie afirmuje jak sie chce rownowagi a nie konkretnej rzeczy?
Balbina79 bardzo mi pomogłaś tym co napisałaś, bo ja też to czułem ale nie umiałem nazwać. Jak to opisałaś, to dotarło do mnie że ja też może nie chcę rzeczy dla siebie, tylko chcę przestać czuć że tamta osoba jest przede mną. Dzięki za to.
Ale czy to w ogóle można afirmować? Że chcę być 'wystarczający'? Bo mi się wydaje że to jest takie ogólne, że umysł nie wie co z tym zrobić. Czy afirmacja nie powinna być konkretna?
czytam ten watek od poczatku i mam takie pytanko. mowicie o przepracowaniu i emocjach i dziennikach. ale czy to nie za duzo myslenia? bo ja jak zaczynam za duzo analizowac to sie blokuję kompletnie i juz nic nie robie. moze niektorzy lepiej dzialaja jak po prostu zacznac i nie myslec?
