To znaczy, że przez cały ten czas mierzyłam swoje próby z afirmacjami źle? Bo też czekałam na jakiś wyraźny moment 'klik, teraz jest ok'. Skoro tego nie ma, to jak długo można robić coś i nie wiedzieć czy to idzie w dobrą stronę?
A skąd w ogóle wiadomo gdzie jest ten jeden krok niżej? Czy ktoś to po prostu sam wymyśla czy jest jakaś metoda żeby to wyznaczyć?
Chcę tu wejść z czymś, co trochę rozszerza to co Nasturcja pisze. Kiedy pracuję z czymś związanym z presją środowiska, zauważam, że przekonania mają warstwy. Pierwsze, wierzchnie, dotyczą konkretnych sytuacji, na przykład komentarzy przy stole. Głębsze dotyczą tego, czy w ogóle mam prawo do własnych wyborów. Afirmacja zaadresowana w pierwszą warstwę przy głębszym problemie będzie działać słabo. Dlatego warto zapytać siebie: czy to co czuję przy tych komentarzach istniało już zanim ta konkretna rodzina zaczęła to mówić?
to nie znaczy, że afirmacje nie pomogą, to znaczy, że potrzebujesz zdania trafiającego w tę głębszą warstwę, a nie w objaw. Zamiast 'akceptuję swoje wybory', może 'moje potrzeby są równie ważne jak potrzeby innych'. To zdanie nie mówi o rodzinie, mówi o czymś bardziej pierwotnym. I właśnie tam może być więcej pracy do zrobienia.
Słucham tej rozmowy i myślę, że wchodzi tu jeszcze jeden element, o którym nikt nie powiedział wprost. Kiedy presja pochodzi od rodziny, a nie od przypadkowych ludzi, problem z afirmacją jest taki, że część nas nie chce zmieniać relacji z tymi ludźmi. Chcemy się czuć dobrze przy jednoczesnym zachowaniu bliskości z nimi. A te dwa cele czasem stoją w konflikcie i wtedy żadne zdanie nie przynosi ulgi, bo podświadomie bronimy się przed pełną zmianą.
Hej, a trochę inaczej: czy ktoś próbował afirmacje stricte na barierę między presją a sobą, nie na wartość własną w ogóle? Coś w stylu 'ich opinia to ich sprawa, moja decyzja to moja sprawa'. Wydaje mi się ze takie zdanie adresuje konkretnie mechenizm presji, a nie poczucie wartości jako takie.
To pytanie Rozmarynki jest ważne, bo ona wskazuje na coś, co mi się wydaje, że ta rozmowa trochę pomija. Mówimy o afirmacjach jakby to był jeden mechanizm, a tu naprawdę chodzi o dwie różne prace. Jedna to praca z granicą, druga to praca z przekonaniem o sobie. Afirmacje na jedną nie zastąpią pracy z drugą. I czasem trzeba prowadzić obie równolegle, różnymi zdaniami, a nie szukać jednego które 'załatwi temat'.
to zmienia konkretnie jedno: zdanie nie powinno mówić o reakcji innych, tylko o tobie. Nie 'mam prawo do swoich wyborów mimo że rodzina tego nie akceptuje', bo to wciąż trzyma rodzinę w centrum. Lepiej coś w stylu 'wiem czego chcę i ufam temu co wiem'. Rodzina znika ze zdania, a problem zostaje zaadresowany.
A skąd wiadomo, że afirmacja 'wchodzi'? Znaczy, jak to wygląda w praktyce? Czy to jest jakieś odczucie w trakcie powtarzania, czy to się widzi dopiero po czasie w zachowaniu?
A co jeśli ktoś przez długi czas powtarza zdanie i nie widzi żadnej zmiany w zachowaniu, nawet po czasie? To znaczy, że złe zdanie wybrał, czy że w ogóle ta metoda do niego nie pasuje?
Mam pytanie do Seid i Betalia, bo oboje dużo wiecie o tej technice: czy jest jakaś różnica między robieniem tego rano zaraz po wstaniu a wieczorem przed snem? Słyszałam że wieczorem umysł jest bardziej otwarty, ale nie wiem czy to ma znaczenie w kontekście tej pracy z presją środowiska.
Wracając do tego co Eleonorka56 mówiła o dwóch równoległych pracach, to trochę mnie przytłacza. Jak ktoś dopiero zaczyna i ma i ten problem z granicą i to głębsze przekonanie, to od czego w ogóle zacząć, żeby nie robić wszystkiego naraz i nie zdezorganizować sobie tego?
to nie musi być dwa tory naraz od pierwszego dnia. Zacznij od jednego zdania, które mówi o tym co jest bliżej powierzchni, czyli o granicy, o tym że czyjeś oczekiwania są ich sprawą. Kiedy poczujesz że to zdanie trochę się ustabilizowało, wtedy możesz dołożyć drugie, dotyczące głębszej warstwy. Sekwencja ma sens. Nie ma sensu walczyć z fundamentem kiedy ściany jeszcze się chyboczą.
Pytanie do Betalia i Seid: a co jeśli ta zmiana w zachowaniu przyszła, ale wywołała takie tarcia z rodziną, że człowiek cofnął się do starego wzorca, żeby jakoś przetrwać? Czy to znaczy że afirmacja przestała działać, czy że po prostu środowisko jest za silne?
to nie znaczy że afirmacja przestała działać. To znaczy, że środowisko aktywnie przeciwdziała zmianie i to jest zupełnie odrębny problem. Afirmacje nie są tarczą przed zewnętrznym naciskiem, one mogą zmieniać twój punkt startowy, ale nie zmieniają ludzi dookoła. Jeśli środowisko jest bardzo silne, to sama praca wewnętrzna może być niewystarczająca bez jakiegoś równoległego działania na zewnątrz, choćby bardzo małego.
To co Seid opisuje jako 'dwie prace które mogą się rozminąć' jest chyba kluczem do tego całego wątku. Sama miałam długi czas, kiedy wewnętrznie coraz bardziej rozumiałam że mam prawo do własnych decyzji, a na zewnątrz nadal zachowywałam się jak gdyby tego rozumienia nie było. I nie chodziło o brak odwagi, tylko o to że nie miałam żadnego pomostu między tymi dwiema rzeczami.
Trochę się tu gubie, bo wychodzi że trzeba mieć jednocześnie zdanie na przekonanie, zdanie na granicę i zdanie na konkretną sytuację. Czy to nie za dużo? Jak ktoś dopiero próbuje cokolwiek z tym zrobić, to taka lista może go całkowicie zablokować zamiast pomóc.
To co Betalia opisuje jako sygnał, że zdanie 'w pewnych sytuacjach przestaje być dostępne', to dokładnie to co mi się zdarza z rodziną. Mam zdanie, które gdzieś w tle funkcjonuje, ale jak siedzę przy stole i słyszę kolejny komentarz o swoich wyborach, to jakby tego zdania w ogóle nie było. Czy to znaczy że źle dobrałam zdanie, czy że potrzeba czegoś jeszcze?
to nie jest zły dobór zdania. To jest bardzo konkretna sytuacja, która uruchamia stary wzorzec szybciej niż nowe przekonanie zdąży zadziałać. Stare wzorce mają ogromną przewagę, bo są wyćwiczone latami i w dokładnie takich sytuacjach jak ta przy rodzinnym stole. Nowe zdanie potrzebuje czasu, żeby wejść do tego samego poziomu automatyczności. Pytanie jest inne: czy poza tymi sytuacjami, kiedy jesteś sama, zdanie jest jakoś dostępne? Jeśli tak, to jesteś na właściwej drodze.
