A właściwie to teraz mam inne pytanie. Przez cały wątek mówimy o afirmacjach w ruchu jako o czymś, co robimy sami. A co z grupowymi praktykami - taniec w kręgu, wspólny ruch przy intencji? Czy afirmacja wypowiadana lub pomyślana razem z innymi działa jakoś inaczej, czy to już zupełnie inna kategoria?
Mnie w pytaniu Alojzego zastanawia coś innego - czy w ogóle chodzi o to, żeby afirmacja działała mocniej, czy o coś innego? Bo może grupowy taniec z intencją ma inną funkcję niż solo - nie wzmacnia afirmacji, tylko buduje jakiś wspólny nastrój, który potem każdy zabiera ze sobą?
Ja u siebie rozpoznaję to tak - kiedy afirmacja działa, to po jej wypowiedzeniu nie pojawia się w głowie natychmiast głos, który mówi 'ale nieprawda'. Jak tańczę i po skończeniu czuję, że tamten głos jest cichszy niż zwykle, to traktuję to jako znak, że coś weszło głębiej. To niezbyt naukowe, ale u mnie jest wiarygodne.
Czy ten wewnętrzny głos mówiący 'ale nieprawda' to jest właśnie ten główny problem z afirmacjami? Bo jak czytam ten wątek, to chyba wychodzi, że ruch i taniec pomagają głównie dlatego, że wyciszają ten głos, a nie dlatego, że jakoś wzmacniają samą treść afirmacji?
A czy to znaczy, że jak ktoś ma złe wspomnienia z tańcem - na przykład wyśmiano go kiedyś - to taniec nie zadziała jako kontekst dla afirmacji? Że te stare emocje mogą blokować nowe skojarzenia?
Mnie to pytanie Lunaki76 też dotyczy trochę - nie tyle złych wspomnień, ile ogólnego dyskomfortu z ruchem przy kimś. Sama przy sobie jakoś sobie radzę, ale w grupie totalnie blokuję.
To, o czym mówi Konwalka84 i Lunaki76, to chyba jeden z powodów, dla których ta praktyka w ogóle nie jest dla wszystkich tańcem. Ja na początku nazwałam to tańcem, bo tak mi pasowało, ale w praktyce szłam bardziej w stronę wolnego kołysania się, prawie bez przemieszczania. To nie był taniec z żadnego obiektywnego punktu widzenia, ale działało tak samo. Może ważniejsze jest znalezienie własnego słowa na to, co się robi - żeby nie blokować się cudzą definicją.
Czytam ten watek i mam proste pytanie bo nie rozumiem jednego - jak sie tańczy to sie myśli o krokach czy o afirmacji? Bo jak musiałabym myśleć i o jednym i o drugim naraz to by mi głowa pekła
No więc właśnie, Wiezowa.pl zadała pytanie, które chyba każdy ma na początku - o kroki czy o słowa. U mnie przez długi czas to był problem, bo próbowałam pilnować obu naraz i wyszło z tego takie rozkojarzenie, że ani jedno, ani drugie nie działało. Dopiero jak przestałam myśleć o krokach w ogóle, czyli dosłownie chodziłam w miejscu albo kołysałam się bez żadnej choreografii, to afirmacja zaczęła mieć przestrzeń.
Aha czyli to nie jest prawdziwy taniec tylko takie kiwanie sie? Bo jak mowia taniec to mysle ze trzeba umiec tancyc a ja nie umiem
A ja ciągle mam ten problem z ruchem przy kimś - przy sobie OK, ale w grupie coś się zamyka. Czy jeśli ćwiczę sama, to i tak mogę 'dorobić' grupową praktykę kiedyś, czy one to jednak zupełnie osobne rzeczy?
Ja mam inne pytanie do całego tego wątku - ile czasu potrzeba, żeby w ogóle zobaczyć jakiś efekt z łączenia ruchu z afirmacjami? Bo czytam tu dużo o mechanizmach, ale nie wiem czy to kwestia tygodnia czy miesięcy.
Na to pytanie naprawdę trudno odpowiedzieć ogólnie, bo u mnie pierwsze wyraźne 'coś się zmienia' pojawiło się po kilku tygodniach codziennej praktyki, ale znam osoby, które czuły różnicę po kilku dniach - i takie, które po miesiącu mówiły, że nic. Myślę, że czas nie jest tutaj główną zmienną - ważniejsza jest regularność i to, czy w ogóle jesteś w tym naprawdę, a nie tylko odfajkowujesz.
Dziękuję za tę szczerość, bo właśnie takich konkretnych doświadczeń mi tu brakowało. Ale chcę zapytać - skąd wiedziałaś, że jesteś 'naprawdę w tym', a nie tylko mechanicznie wykonujesz ruch? Jak to odróżnić od środka?
Ten spokój po zakończeniu - to bardzo konkretny opis, dziękuję. Ale mam jeszcze jedno pytanie: czy jak ten spokój nie przychodzi, to znaczy, że coś zrobiłaś źle, czy że po prostu ten dzień był inny?
A wracając do tego, o co pytałam - czy tygodnie to minimum, żeby cokolwiek poczuć? Bo mam wrażenie, że tu każdy mówi o procesie i regularności, ale nikt nie powiedział, od kiedy zaczął w ogóle coś zauważać. Mistralia pisała o kilku tygodniach, Kaplanka dopytuje o obecność - ale co z tymi, co po tygodniu nadal nie czują nic?
Mam pytanie trochę z innej strony - czy afirmacje przy ruchu trzeba mówić na głos, czy myślenie ich też działa? Pytam bo mieszkam z kimś i głośne mówienie jest dla mnie problem logistycznie.
