Dobra, to spróbuję zwracać uwagę na szczękę i barki. Nie przyszłoby mi do głowy, że to takie konkretne miejsca. A co jeśli w ogóle nie czuję żadnego napięcia? Czy to znaczy, że afirmacja "działa", czy raczej że nie mam kontaktu z ciałem i po prostu niczego nie wychwycę?
Ja mam wrażenie, że ta cała dyskusja o napięciu i oddechu trochę od ruchu odeszła. Zaczęliśmy od afirmacji w biegu, w chodzie, a teraz jesteśmy przy ćwiczeniu czucia ciała w bezruchu. To inna rozmowa, nie?
Myślę, że to się łączy. Nie można sensownie łączyć afirmacji z ruchem, jeśli w ogóle nie ma kontaktu z ciałem. Ta podstawa jest wspólna. Ale masz rację, że wątek o chodzie i biegu trochę przycichł, więc wracam do tego: ktoś z was próbował regularnie, na przykład przez kilka tygodni, afirmacji w ruchu? Nie jednorazowo, tylko jako stałą praktykę?
Ja biegam kilka razy w tygodniu i od jakiegoś czasu zaczynam każdy bieg od jednego zdania, które powtarzam przez pierwsze kilka minut. Nie zawsze to jest 'afirmacja' w klasycznym sensie, czasem to jest coś w rodzaju przypomnienia sobie zamiaru. Ale różnica między dniami, kiedy to robię, a kiedy nie, jest wyraźna w moim nastawieniu po biegu. Nie wiem, czy to sam bieg, czy zdanie, czy jedno i drugie razem.
To co Ludwiczek opisuje to ważna różnica. Afirmacja zakorzeniona w czymś, w co faktycznie możesz uwierzyć, działa inaczej niż zdanie, które brzmi jak życzenie. W ruchu to jeszcze bardziej widać, bo ciało szybko reaguje na fałsz. Trudno biec i głośno myśleć coś, w co zupełnie nie wierzysz, bez jakiegoś zgrzytania wewnętrznego.
a jak mam znalezc zdanie w ktore wierze? bo jak próbuje myslec cos pozytywnego to od razu przychodzi mi do glowy 'no ale to nieprawda'. jak mam afirmowac w biegu jesli nie mam czego afirmowac
Mam pytanie do Ludwiczka. Pisałeś, że nie wiesz czy efekt to sam bieg, zdanie czy kombinacja. A próbowałeś któregoś dnia iść bez zdania i porównać nastrój po? Bo to by trochę oddzieliło zmienne.
Dziękuję wam bardzo za tę dyskusję, bo dużo z niej wyciągam. Mam jeszcze jedno małe pytanie: czy te zdania trzeba mówić głośno podczas ruchu, czy wystarczy myśleć? Chodzę po parku i trochę głupio mi mówić do siebie na głos.
A czy taniec to nie jest osobna kategoria w tym wszystkim? Bo ja jak tańczę w domu, to zupełnie inaczej wyglądają mi te zdania niż przy chodzeniu. Przy chodzie mam rytm regularny, przy tańcu ciało robi co chce i afirmacja jakoś inaczej wchodzi, bardziej chaotycznie, ale też jakby głębiej.
Może źle się wyraziłam. Nie chodzi o to, że chaos zastępuje rytm, tylko że przy tańcu nie ma jednego, stałego rytmu kroku, więc afirmacja nie przyczepia się do mechanicznego powtarzania nogi. Zamiast tego wchodzi jakby całym ciałem naraz, nie wiem jak to inaczej opisać. Może głębiej to złe słowo, ale inaczej na pewno.
A czy w ogóle afirmacja musi być zdaniem? Pytam, bo jak tańczę, to czasem mam jeden obraz w głowie albo jedno słowo, nie całe zdanie. Czy to też się liczy?
Ja bym powiedziała, że słowo też może działać. Sama testowałam i kiedy w ruchu miałam po prostu 'spokój' albo 'wystarczam', to było bardziej jak dotknięcie czegoś niż recytacja. Trudno mi powiedzieć, czy to sama afirmacja, czy coś w rodzaju intencji, ale granica między nimi przy tańcu jest dla mnie płynna.
Mistralia, a jak odróżniasz afirmację od intencji? Bo dla mnie to brzmią jak prawie to samo i nie wiem, czy to ma znaczenie, którym słowem to nazwiemy.
Mam pytanie, może trochę z boku. Czy to ma znaczenie, jaki rodzaj tańca? Bo wyobrażam sobie, że taniec towarzyski z partnerem to zupełnie co innego niż taniec solo w domu. Przy partnerze chyba trudniej skupić się na sobie.
a jak sie zaczac w ogole? mam na mysli najpierw tanczyc a potem dodac zdanie, czy od razu naraz? bo jak bym probował obydwu rzeczy na raz to bym sie chyba pogubil
Wracając do pytania o rodzaj tańca, które Alojzy zadał, myślę, że różnica jest też między tańcem swobodnym a tańcem do konkretnej muzyki z mocnym rytmem. Przy mocnym rytmie afirmacja znów zaczyna się synchronizować z taktem i wracamy do podobnego mechanizmu co bieg. Przy muzyce ambientowej albo bez muzyki jest bardziej jak to, co Zanetka opisała.
A wracając do muzyki, którą Mistralia i Novaria78 wcześniej poruszały - to mnie zastanawia, czy przy tańcu bez muzyki afirmacja nie staje się zbyt... abstrakcyjna? Chodzi mi o to, że sam ruch bez rytmu zewnętrznego może być trudniejszy do utrzymania, a wtedy i zdanie w głowie gdzieś ginie. Czy ktoś próbował tańczyć w ciszy?
Mam pytanie do wszystkich: co z muzyką bez słów kontra z tekstem? Bo jak tańczę przy piosence z tekstem w obcym języku, to słowa mi nie przeszkadzają, ale jak po polsku - to mój mózg chce śledzić tekst zamiast własnej afirmacji. Czy ktoś to zauważył?
Ja zwykle tańczę przy muzyce z wyraźnym rytmem i tekstem w innym języku niż polski, ale teraz zaczynam myśleć, że może przez to moja afirmacja jest bardziej powierzchowna, bo idzie razem z zewnętrznym strumieniem, a nie sama. Będę próbować w tym tygodniu przy samych bębnach albo w ciszy i zobaczę, co z tego wyjdzie.
A właściwie to mam pytanie może bardziej podstawowe: jak w ogóle pamiętać o afirmacji w trakcie tańca? Ja jak coś tańczę, to skupiam się na tym żeby się nie przewrócić i nie myślę o niczym innym. Czy to wymaga treningu, żeby te dwie rzeczy jednocześnie?
Czyli to, co wcześniej Konwalka84 pisała o jednym słowie albo obrazie - to może być bardziej praktyczne niż całe zdanie, nie tylko inne, ale po prostu skuteczniejsze w ruchu. Trochę się wcześniej upierałam przy zdaniu, ale zaczynam rozumieć, czemu krótsze może lepiej działać.
Mnie to coraz bardziej przekonuje, że afirmacja w ruchu to nie jest jeden sposób robienia, tylko cała rodzina różnych praktyk. Słowo, obraz, zdanie, rytm, cisza, partner, solo - każde z tego działa inaczej i może pasować do innych celów albo innych ludzi. Nie wiem, czy jest jeden właściwy sposób.
To, co napisała Mistralia.pl o całej rodzinie praktyk - mnie to jakoś porządkuje. Bo jak czytałam ten wątek od początku, to miałam wrażenie, że szukamy jednej dobrej metody, a tu wychodzi na to, że może ich być kilkanaście i każda do czego innego. Ale mam pytanie: czy można w ogóle zamiennie stosować raz ruch, raz ciszę, raz jedno słowo, raz zdanie - i to dalej będzie działać jako spójna praktyka? Czy nie traci się wtedy jakiejś ciągłości?
A skoro mowa o czuciu - mnie zastanawia, czy sam ruch ciała coś dodaje do afirmacji niezależnie od formy. Znaczy, czy taniec działa inaczej niż np. spacer? Bo jedne i drugie to ruch, ale zupełnie inne angażowanie ciała.
Spacer u mnie w ogóle nie działa przy afirmacjach, bo zaczynam myśleć o wszystkim innym - zakupach, mailach, co powiedziałam rano. Taniec jakoś wyłącza ten strumień myśli codziennych. Może dlatego, że wymaga ode mnie jednak jakiegoś zaangażowania i nie mogę jednocześnie planować listy zakupów.
To jest coś, o czym nie myślałam wcześniej - że taniec może być rodzajem przerywnika dla myśli potocznych, które przy spacerze wchodzą same. Tylko czy to nie jest po prostu efekt ogólnej uważności przy ruchu wymagającym koncentracji, a nie coś specyficznego dla tańca jako takiego? Bo może to samo by działało np. przy wspinaczce?
A jak w ogóle zacząć, jeśli się nie umie tańczyć? Pytam serio, bo czytam ten wątek i wszystko brzmi sensownie, ale ja jak próbuję cokolwiek zrobić przy muzyce to czuję się niezręcznie i przestaję myśleć o afirmacji, a zaczynam myśleć o tym, jak wyglądam.
