Ale wracając do tego, co Zbych62 opisał - te 'twarze postaci' i 'rozbudowane miejsca'. To jest dokładnie coś, co chciałam zgłębić. Bo u mnie po afirmacjach dotyczących pewności siebie zaczęły pojawiać się sny, w których byłam gdzieś i rozmawiałam ze spokojnymi, życzliwymi ludźmi. Wcześniej takich snów w zasadzie nie miałam. Przypadek?
Jeszcze chciałam wrócić do tego co Shangie pisała o afirmacji przed i po śnie. Czy w takim razie treść afirmacji powinna być jakoś dostosowana do pory - inna wieczorna, inna poranna? Czy ta sama działa w obie strony?
A jak już mowa o porannej afirmacji - czy to nie zaburza tego zapisywania snu? Bo jeśli od razu po przebudzeniu zaczynam powtarzać afirmacje, to czy sen mi nie ucieka przez to skupienie na czymś innym?
Ja rozumiem co Shangie mówi o neurologii i układzie nerwowym, ale jedno drugiego nie wyklucza. Energetyczny aspekt praktyki też przekłada się na stan ciała. To nie jest tak, że albo jedno albo drugie.
Wracając do pytania Strzaski.ka o to, czy śni się więcej czy lepiej pamięta - myślę, że to jest jedno z ważniejszych rozróżnień w tym całym wątku i trochę uciekło. Czy ktoś próbował monitorować to świadomie, np. oceniać co noc liczbę zapamiętanych scen zamiast tylko opisywać ogólnie?
Szczerze - nie wiem. Przestałem być tak systematyczny jak zacząłem dodawać afirmacje i dane mi się urwały. Żałuję, bo teraz nie mam czego porównywać.
To co Marcel05 opisał z urwanymi danymi jest bardzo wymowne. Systematyczność w tym konkretnym temacie jest chyba trudniejsza niż w jakimkolwiek innym, bo sen jest ze swojej natury ulotny i trudno go uchwycić bez zniekształcenia. Ale właśnie dlatego mnie ciekawi, czy ktoś próbował prostszej metody niż skale liczbowe - np. samo zapisywanie jednego słowa opisującego nastrój po przebudzeniu, przez kilka tygodni. Czy coś takiego dawałoby w ogóle jakiś obraz?
Dziękuję za poprzednie odpowiedzi, naprawdę mi to poukładało. Ale mam jeszcze jedno pytanie, bo nie daje mi spokoju - jeśli afirmacja dotyczy czegoś, w co jeszcze nie wierzę, to czy sen może 'wiedzieć' o tym rozdźwięku? Mam na myśli to, że czasem śniłam coś wyraźnie sprzecznego z treścią afirmacji i zastanawiałam się, czy to opór, czy po prostu przypadek.
Wracając do pytania Runiarki o prostsze metody monitorowania - próbowałam kiedyś właśnie jednego słowa dziennie. Przez trzy tygodnie. I powiem szczerze, że zaczęłam widzieć pewien wzorzec dopiero gdy zebrałam te słowa razem i popatrzyłam na nie z dystansu. Sama w sobie jedna noc nic nie mówi, ale seria zaczyna coś pokazywać. Czy ktoś jeszcze tak robił?
A właśnie - to co Modrzewka79 mówi o samym śledzeniu snów jest bardzo ważne. Mam wrażenie, że u mnie zmiana zaczęła się już w momencie, kiedy postanowiłam zwracać uwagę na sny, jeszcze zanim zaczęłam afirmacje. Ale treść snów - te spokojne rozmowy, o których pisałam wcześniej - zaczęły się po afirmacjach. Czy to jest sposób na odróżnienie tych dwóch efektów?
To jest naprawdę dobra obserwacja i właśnie takie samoistne eksperymenty naturalne są najciekawsze. Czy pamiętasz, jak długo trwał ten pierwszy etap samego śledzenia zanim dodałaś afirmacje? I czy w tym pierwszym etapie treści snów też się zmieniały, czy tylko lepsza była pamięć?
Przepraszam, że wchodzę z innym pytaniem, ale chciałam dopytać bo wcześniej Magicwoman pisała o tej kolejności po przebudzeniu. Czy to działa tak samo, jeśli ktoś ma problem z w ogóle zapamiętywaniem snów? Bo ja prawie nigdy nic nie pamiętam i nie wiem, od czego zacząć, żeby to zmienić.
Dodam jeszcze jedno z własnego doświadczenia, bo widzę że ta rozmowa kręci sie głównie wokół obserwacji i zapisywania. Jak robiłem silne afirmacje energetyczne przed snem, skupione na ochronie i wzmocnieniu pola energetycznego, to przez pierwsze noce miałem sny bardzo intensywne ale nieprzyjemne. Dopiero po jakimś czasie sie uspokoiło. Może to właśnie ta faza oporu, o której mówiłem, albo oczyszczanie, nie wiem. Ale samo zapisywanie bez energetycznej intencji to za mało.
Dodam jeszcze jedno z własnego doświadczenia, bo widzę że ta rozmowa kręci sie głównie wokół obserwacji i zapisywania. Jak robiłem silne afirmacje energetyczne przed snem, skupione na ochronie i wzmocnieniu pola energetycznego, to przez pierwsze noce miałem sny bardzo chaotyczne, jakby coś się przestawiało. Potem spokojniej. To jest właśnie ten proces przebijania sie przez stare wzorce.
Właśnie - chętnie posłucham więcej konkretnych opisów. Bo moje doświadczenie, które tu opisałam, jest bardzo subiektywne i trudno mi ocenić, czy jest typowe, czy wyjątkowe.
To co Shangie opisuje - ta trudność z izolowaniem przyczyny - jest chyba najuczciwszym ujęciem całego tematu. Moje doświadczenie jest podobne: sny zmieniały się, ale zawsze w tle działo się też coś innego. Jedyne, co mogę powiedzieć z większą pewnością, to że sama intencja przed snem - niezależnie od treści afirmacji - robiła różnicę w tym, jak rano pamiętałam sny. Ale to inna kwestia niż ich treść.
Faza hypnagogiczna to ten moment, kiedy jesteś jeszcze świadomy otoczenia - możesz słyszeć dźwięki z zewnątrz - ale zaczynają pojawiać się obrazy, urywki zdań albo wrażenia, których sam nie inicjujesz. To coś innego niż zwykłe odpływanie w sen, bo tam świadomość już gaśnie. W hypnagogii ona jeszcze działa, tylko inaczej. Można to rozpoznać po tym, że jesteś w stanie obserwować te obrazy, jakbyś patrzył z boku - i właśnie to okno jest, moim zdaniem, kluczowe dla afirmacji. Intencja wypowiedziana chwilę wcześniej może tam jeszcze pasować... przepraszam, działać. Czy to znaczy, że godzina przed snem jest za wcześnie? Nie zawsze, ale jeśli w tej godzinie robisz jeszcze dużo innych rzeczy - scrollujesz, rozmawiasz, oglądasz - to intencja może po prostu zginąć w szumie.
Mam pytanie do Wiciola i Modrzewki - bo to, co opisujecie, jest bliskie mojemu doświadczeniu, ale nie do końca. Ja zazwyczaj robię afirmacje jeszcze przy zapalonym świetle, siedzę, mówię do siebie. Dopiero potem kładę się. Czy według was to w ogóle może działać, czy to jest za wcześnie i za mało 'graniczne'?
To, co opisujesz, to jest raczej praca z intencją w stanie czuwania - i to też ma sens, tylko inaczej. Działasz wtedy bardziej na poziomie świadomym: przekonujesz siebie, porządkujesz myślenie. Efekt w snach może się pojawić, ale z opóźnieniem i bardziej pośrednio - przez zmianę nastawienia w ciągu dnia, które potem wpływa na to, co przynosi sen. Nie oczekuj, że temat snu bezpośrednio 'odpowie' na wieczorną afirmację. Czasem ta odpowiedź przychodzi za kilka dni.
A jak w ogóle rozpoznać, że sen zmienił się przez afirmacje, a nie po prostu dlatego, że coś się zmienia w życiu? Pytam, bo zaczynam próbować i nie wiem, na co właściwie zwracać uwagę.
Prowadzę od jakiegoś czasu i powiem jedno - sama regularność notowania zmienia to, co pamiętasz. Po kilku tygodniach zaczynasz budzić się z bardziej wyrazistymi snami. Nie wiem, czy to afirmacje, czy samo pisanie, ale coś się przestawia.
No właśnie, Magicwoman dobrze to ujęła. Praktyka rządzi się innymi prawami niż nauka akademicka. Znam osoby, które przez miesiąc codziennych afirmacji przed snem całkowicie przestawiły swoje sny z ciężkich, lękowych na spokojniejsze. Nie potrzebowały do tego żadnych zmiennych.
Mogę wejść z innym pytaniem? Bo słucham tej dyskusji o zmiennych i zastanawiam się - jeśli ktoś dopiero zaczyna, to od czego w ogóle ma zacząć? Dziennik, afirmacje, stan graniczny... co jest ważniejsze na początku?
Właśnie o tym chciałam zapytać - jak to 'emocjonalnie prawdziwe'. Bo moje afirmacje brzmią dla mnie sztucznie i zastanawiam się, czy właśnie dlatego nie widzę zmian w snach. Że mózg to po prostu odrzuca?
To jest bardzo konkretna obserwacja. I tak, jest na to sensowne wytłumaczenie - jeśli afirmacja jest sprzeczna z aktualnym przekonaniem, może wywołać coś w rodzaju oporu, który właśnie w snach się ujawnia. Czasem zamiast spokojnych snów pojawiają się sny konfliktowe, jakby umysł 'przerabiał' tę sprzeczność. Czy to obserwowałaś?
To by tłumaczyło coś, co u mnie było - kiedy zaczęłam afirmacje dotyczące granic osobistych, przez jakiś czas śniły mi się sytuacje, w których kłóciłam się z ludźmi. Zupełnie inaczej niż wcześniej. Potem to minęło i sny się uspokoiły. Myślałam, że to zbieg okoliczności.
U mnie był podobny etap na początku dziennika - pierwsze wpisy były bardzo chaotyczne, dużo fragmentów, dużo napięcia w treści. Po jakimś czasie sny zaczęły mieć więcej struktury. Nie wiem, co to znaczy, ale zaobserwowałem wzorzec.
