Zaczęłam się ostatnio zastanawiać, czy afirmacje mogą naprawdę pomóc w stawianiu granic. Mam na myśli konkretnie takie sytuacje, kiedy ktoś prosi mnie o przysługę, a ja mówię 'tak', choć wszystko we mnie krzyczy 'nie'. Próbowałam różnych afirmacji w stylu 'mam prawo odmawiać' albo 'moje granice są ważne', ale szczerze? Nie czuję żeby cokolwiek się zmieniło. Może źle to robię, może to kwestia doboru słów. Ktoś miał podobnie i wyszedł z tego?
Dokładnie to samo przechodziłam. Myślę, że problem z tymi gotowymi afirmacjami jest taki, że brzmią jak coś, co ktoś nam narzucił, a nie jak nasz własny głos. Kiedy zaczęłam przerabiać je na swoje sformułowania, coś się ruszyło. Zamiast 'mam prawo odmawiać' zaczęłam mówić sobie 'mogę powiedzieć nie i nadal być dobrym człowiekiem'. To subtelna różnica, ale dla mnie była kluczowa. Ale też nie wiem, czy to wystarczy, bo u mnie działało stopniowo, powoli.
A jak w ogóle zacząć z afirmacjami od zera? Czytałam trochę o tym, ale nie wiem czy powtarzać je rano, wieczorem, ile razy, czy zapisywać... Trochę się w tym gubię i nie chcę robić czegoś źle.
Te 21 dni to mit, który niestety krąży po internecie od lat. Wzięło się to z przestarzałej interpretacji obserwacji chirurga plastycznego z lat 60. Mózg nie działa według tak prostego schematu. Czas potrzebny na przeprogramowanie przekonań jest bardzo indywidualny i zależy od tego, jak głęboko zakorzeniony jest dany wzorzec. Przy granicy i odmawianiu często chodzi o bardzo stare, dziecięce schematy i tam afirmacja wypowiedziana rano przez 3 tygodnie po prostu nie wystarczy.
regularność jak najbardziej tak. Ale zamiast myśleć o konkretnej liczbie dni, wolę pytanie: jak głęboko rozumiesz, skąd pochodzi ten wzorzec z tym 'tak' zamiast 'nie'? Bo afirmacja bez tej świadomości to trochę jak malowanie ściany bez usunięcia wilgoci. Wygląda lepiej przez chwilę, potem wraca.
Mam wrażenie, że przy takim temacie jak granice ważne jest też co czujesz w ciele, kiedy mówisz 'tak', choć chcesz powiedzieć 'nie'. Ja zauważyłem u siebie, że to jest zawsze jakiś ścisk w klatce piersiowej albo napięcie w ramionach. Zacząłem łączyć afirmacje z chwilowym skupieniem na tym odczuciu i to dało więcej niż samo powtarzanie słów.
A czy ktoś próbował nagrywać sobie afirmacje własnym głosem i słuchać ich np. przed snem? Słyszałem, że to działa szybciej niż powtarzanie na głos. Chciałbym żeby to zadziałało od razu, bo mam w robocie sytuację, że ciągle mi ktoś zleca nadgodziny i nie umiem odmówić.
To przekonanie, że odmowa równa się kłopoty, jest bardzo głęboko wpisane w pewien schemat numerologiczny, który widzę często u osób z silną dwójką w numerogramie. Dwójka to harmonia, unikanie konfliktu, potrzeba akceptacji. Jeśli masz silną dwójkę w liczbie życia albo w liczbie duszy, to praca tylko przez afirmacje może być uphill battle bez zrozumienia, skąd ten mechanizm pochodzi na głębszym poziomie.
Nie rozumiem tego z numerologią, ale to co mówicie o tym przekonaniu 'odmowa równa się kłopoty' brzmi logicznie nawet bez mistyki. To chyba zwykłe warunkowanie? Człowiek raz powiedział nie, było niedobrze, więc mózg zapamiętał. Jak to w ogóle afirmacja ma przepisać coś takiego?
A czy są jakieś konkretne afirmacje, które sprawdziły się właśnie przy odmawianiu? Szukam czegoś na teraz, bo mam konkretną osobę w życiu, która mnie non stop o coś prosi i naprawdę nie wiem jak się zatrzymać.
Wiem, że tu mówimy o afirmacjach, ale chcę dodać, że na zdolność do odmawiania bardzo mocno wpływa pozycja Saturna w horoskopie. Saturn to planeta granic, struktury, mówienia 'nie'. Jeśli Saturn jest słabo zaaspektowany albo w znakach, które mu nie służą, jak Ryby czy Rak, to stawianie granic może być naprawdę strukturalnie trudniejsze dla takiej osoby. Afirmacje pomogą, ale warto to sprawdzić.
Mnie w tym wszystkim najbardziej pomogło rozróżnienie dwóch rzeczy: automatycznego 'tak', które wypada powiedzieć, i 'tak', które faktycznie czuję. Na początku w ogóle ich nie odróżniałem - zgoda wychodziła ze mnie, zanim zdążyłem pomyśleć. Afirmacja typu 'mam prawo się zastanowić' zadziałała u mnie dopiero wtedy, kiedy nauczyłem się robić tę malutką pauzę przed odpowiedzią. Bez tej pauzy każda afirmacja szła w próżnię, bo decyzja i tak zapadała wcześniej.
A jak w ogóle ćwiczyć to rozróżnianie? Bo to, co mówi Zawilec, brzmi sensownie, ale jak ja stoję przed tą osobą, która czegoś chce, to nie mam czasu na żadne zatrzymania. Wszystko dzieje się za szybko i już po fakcie żałuję.
To, co opisuje Adept, ma solidne oparcie. Takie stopniowanie trudności jest zbliżone do technik stosowanych przy pracy z unikaniem. Ciało i umysł muszą zebrać dowody na to, że odmowa nie kończy się katastrofą. Afirmacja sama w sobie tego dowodu nie dostarczy, ale może zmniejszać opór przed wejściem w te małe sytuacje. To jest jej realna funkcja tutaj, nie przeprogramowanie przez powtarzanie, tylko obniżanie progu do działania.
Wracając jeszcze do tego, co mówiłam o numerologii, bo widzę, że wątek trochę poszedł w stronę technik. Chcę dodać, że jeśli ktoś ma w swoim numerogramie silną szóstkę jako liczbę życia lub ekspresji, to będzie miał bardzo podobny problem. Szóstka to opiekuńczość, potrzeba bycia potrzebną, lęk przed odrzuceniem przez wspólnotę. Takie osoby często formułują afirmacje zbyt miękko, bo podświadomie nie chcą brzmieć 'twardo'. Coś w stylu 'staram się szanować swoje potrzeby' zamiast 'moje granice są ważne'. Czy ktoś z was zauważył u siebie coś takiego?
Chcę nawiązać do tego, co mówiłam o Saturnie, bo to się łączy z tym, co teraz mówi Krokusik. Saturn w złym aspekcie do Wenus albo Księżyca często daje ten schemat, gdzie granice są albo za miękkie, albo człowiek stawia je z ogromnym poczuciem winy. Afirmacje przy takim układzie naprawdę warto budować wokół słów związanych z Saturnem, odpowiedzialność, struktura, prawo. Coś w stylu 'mam prawo do własnej przestrzeni' działa na innym poziomie niż ogólne 'jestem wolna'.
Wróćmy może do tych konkretnych afirmacji, bo to mi jest teraz najbardziej potrzebne. Wiesia91 pytała wcześniej o to, co działa, Zawilec podała swoje przykłady. Czy ktoś ma jeszcze jakieś konkretne sformułowania, które sprawdziły się przy właśnie takim codziennym, praktycznym odmawianiu? Szukam czegoś, co nie brzmi sztywno ani agresywnie, ale jest wyraźne.
Dokładnie to mi chciałam powiedzieć na początku tego wątku, tylko nie umiałam tego tak nazwać. Że problem z granicami to nie jest kwestia słów, tylko kwestia przekonania, że masz prawo w ogóle te granice mieć. I afirmacje, które działają, to te, które trafiają właśnie w to przekonanie, nie uczą cię odmawiania, tylko dają ci wewnętrzną zgodę, żeby to robić. Cieszę się, że rozmowa doszła właśnie tutaj.
Goździka, to ciekawe, co napisałaś o przekonaniu, że masz prawo do granic. Bo ja właśnie tak to czuję, jakby sam problem nie leżał w tym, że nie umiem powiedzieć nie, tylko w tym, że gdzieś w środku myślę, że nie mam do tego prawa. I pytanie: czy afirmacje mogą to przekonanie realnie zmienić, czy tylko przykrywają je ładnymi słowami?
a jak szukać tych dowodów? Bo to brzmi trochę abstrakcyjnie. Masz jakiś konkretny sposób, żeby to zrobić?
Mnie też to zastanawia, co mówi Goździka. Bo jak mam szukać dowodów, że mam prawo do granic, skoro całe życie działałam odwrotnie? Nie ma tych dowodów, to chyba jest właśnie ten problem.
Ja przez jakiś czas pracowałem z czymś w stylu 'jestem bezpieczna, kiedy mówię co myślę' albo 'moje słowa nie niszczą relacji'. Nie wiem, czy to jest to, o czym mówi Kapturek, ale u mnie taki kierunek działał lepiej niż bezpośrednie afirmacje o granicach. Granice to temat bardzo konkretny, a bezpieczeństwo to poziom niżej.
Przy okazji, co mówi Krokusik, chcę dodać, że w astrologii Księżyc w Rybach albo Waga na Ascendencie bardzo często współgra z dokładnie tym schematem, o którym tu rozmawiamy. Mocna potrzeba harmonii i unikanie konfliktu za wszelką cenę. Afirmacje przy takim układzie najlepiej formułować w czasie teraźniejszym i konkretnie, na przykład 'wybieram siebie i to jest miłość, nie egoizm'.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, bo się zgubiłam. Rozumiem, że sama afirmacja to za mało, że potrzeba działania. Ale czy jest jakaś afirmacja, która mogłaby pomóc w tej chwili przed trudną rozmową? Takie coś krótkie, co pomogłoby się uspokoić i nie ugryźć w język, jak przychodzi moment.
A ja wciąż zastanawiam się nad tym, co mówiła Kapturek o afirmacjach o bezpieczeństwie. Próbowałam ostatnio 'jestem bezpieczna, kiedy mówię co myślę' i po kilku dniach zauważyłam, że przed trudną rozmową trochę mniej mi siada głos. Nie znikło to zupełnie, ale jest jakby mniejsze. Nie wiem, czy to efekt tej frazy, czy po prostu oswajam się z myślą.
Właśnie, nie ma jednej złotej pory. Badania nad autosugestią, jeszcze od Coué, wskazywały raczej na powtarzalność i stan relaksu niż na konkretną godzinę. Rano przed wstaniem i wieczorem przed snem działają podobnie, bo ciało jest bardziej rozluźnione. Ważniejsze jest, żebyś robiła to w spokoju, nie w pośpiechu między kawą a wychodzeniem z domu.
a skąd wiadomo, że Coué miał rację? Pytam serio, bo to stare podejście i zastanawiam się, czy ktokolwiek to sprawdzał nowoczesnymi metodami.
