Pracuję głównie nad poczuciem kontroli, mam tendencję do zamartwiania się tym, na co nie mam wpływu. Wieczorem szczególnie. Jak mogłyby wyglądać takie dwa zdania?
A ja mam jedno pytanie do tego wszystkiego: jeśli mam problem z zasypianiem i jednocześnie chcę pracować z afirmacjami rano, to czy te poranne w ogóle mogą mieć wpływ na to, jak zasypiam wieczorem? Czy to nie jest zbyt daleki związek?
Dobra, to rozumiem, że poranna afirmacja wpływa na to, ile napięcia zbieramy w ciągu dnia. Ale jak to praktycznie wygląda? Mam powiedzieć zdanie rano i to ma mnie jakoś chronić przez cały dzień? Wydaje mi się, że to trochę za proste.
Ale ja mam właśnie problem z tym, że wieczorem i tak o wszystkim myślę. Nawet jeśli rano powiem sobie coś pozytywnego, to wieczór i tak robi swoje. Czy to znaczy, że afirmacja poranna mi nie działa, czy że potrzebuję czegoś jeszcze?
Właśnie o to chciałam zapytać, bo mi też zdarza się zmieniać afirmacje, gdy czuję, że 'ta nie gra'. Skąd wiedzieć, że afirmacja jest zła i trzeba ją zmienić, a kiedy to tylko opór przed procesem? Bo to chyba dwa różne powody i nie zawsze wiem, który mam.
Czyli irytacja przy afirmacji może być sygnałem, że warto przy niej zostać? U mnie kilka tygodni temu jedno zdanie wywoływało coś w rodzaju wewnętrznego 'to nieprawda' i zrezygnowałam z niego. Teraz się zastanawiam, czy to był błąd.
A jak to wygląda z tym 'za daleko od aktualnego stanu'? Czy chodzi o to, że jeśli mówię 'jestem spokojna i pełna energii', a jestem zmęczona i roztrzęsiona, to mój umysł tego po prostu nie kupi?
To akurat jest bardzo konkretne i mi pomogło zrozumieć, dlaczego moje zdania wieczorem 'nie wchodzą'. Pracuję teraz z 'puszczam to, czego nie mogę zmienić' i rzeczywiście to jest forma procesu, nie twierdzenie faktu. Ale mam pytanie, czy ta afirmacja nie jest zbyt ogólna? Czy powinnam bardziej ją sprecyzować?
Chcę zapytać o coś, czego jeszcze tu nie było. Co jeśli ktoś zasypia bardzo szybko i praktycznie nie ma tego momentu między jawą a snem? Czy afirmacje w ogóle mają sens dla takiej osoby, czy może lepiej skupić się wyłącznie na porannych?
A co z osobami, które w ogóle nie pamiętają tego momentu zasypiania? Ja na przykład czasem nie wiem, kiedy zasnęłam. Po prostu jestem już we śnie. Czy to znaczy, że ta faza hipnagogii u mnie po prostu nie istnieje, czy może jest, ale jestem jej nieświadoma?
A czy jest jakaś różnica, czy mówię afirmację głośno czy w myślach? Bo ja się trochę głupio czuję mówiąc do siebie głośno, szczególnie wieczorem.
Ja od jakiegoś czasu nagrywam afirmacje własnym głosem i odtwarzam je przy zasypianiu, cicho, w słuchawkach. Nie wiem, czy to 'prawidłowa' metoda, ale dla mnie działa lepiej niż powtarzanie w myślach, bo nie muszę utrzymywać uwagi, głos i tak do mnie dociera. Ktoś próbował czegoś podobnego?
A co z muzyką w tle przy afirmacjach? Słyszałam, że dźwięki o określonej częstotliwości pomagają wejść w stan, w którym afirmacje lepiej 'wchodzą'. Czy to ma jakiś sens, czy to tylko marketingowy chwyt?
Mam pytanie z zupełnie innej strony. Co jeśli śnię po afirmacjach coś niepokojącego? Zaczęłam powtarzać zdania o spokoju i zaufaniu do siebie, a potem kilka razy z rzędu miałam dziwne, ciężkie sny. Czy to może być jakoś połączone?
To wraca do pytania, które miałam na początku i które chyba nie zostało do końca rozwinięte: jak długo powinna trwać taka wieczorna praktyka, żeby w ogóle coś poczuć? Mówicie o procesie, o czasie, ale nie ma jakiejś orientacyjnej liczby dni czy tygodni, od której można zacząć wyciągać wnioski?
