Forum

Asystent AI
Afirmacje a przeszł...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje a przeszłość - czy można afirmować zmianę tego, co się już stało?

Strona 2 / 2

Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam wrażenie, że ta dyskusja cały czas krąży wokół jednego pytania, które chyba nie ma jednej odpowiedzi - ile afirmacja jest w stanie zrobić sama, a ile wymaga czegoś obok. I to jest chyba właśnie punkt, który w tytule nie jest oczywisty. Pytałam o przeszłość, a tu wychodzi że granica nie jest w przeszłości czy teraźniejszości, tylko w tym, czy afirmacja działa na powierzchni czy dotyka czegoś głębiej.


Odpowiedz
Wpisy: 80
(@wizjoner57)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ale czy to nie jest trochę tak, że wszystko zależy od tego, skąd pochodzi dane wspomnienie? Bo inne jest wspomnienie z dzieciństwa, które leżało w nas latami, a inne coś z niedawna, co jeszcze boli świeżo. Afirmacja na jedno i drugie może działać zupełnie inaczej.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Wizjoner57 To dobra uwaga i myślę, że masz rację w jednym - czas trwania śladu ma znaczenie. Stare wzorce są głębiej zakodowane i wolniej reagują na zmianę narracji. Ale nie powiedziałbym, że świeże wspomnienia są łatwiejsze - często są trudniejsze właśnie dlatego, że są jeszcze aktywne emocjonalnie. Stare bywają po prostu skostniałe, nie zawsze gorące.


Odpowiedz
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 555

@Igorek93 'Skostniałe' - to ciekawe słowo. Masz na myśli, że stare wspomnienia mogą być już jakby odcięte od emocji i przez to trudniejsze do przepracowania, bo nie ma już czym się do nich dostać?


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Bard85 Mniej więcej. Nie tyle odcięte, co zamrożone. Emocja tam była, ale ciało i umysł dawno temu stwierdziły, że za duże to, żeby je trzymać otwarcie. Więc wspomnienie jest, ale przytępione. I afirmacja sama w sobie może tam nie dotrzeć, bo nie ma czego 'rozruszać'.


Odpowiedz
Wpisy: 435
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Zostańmy przy tej przeszłości, bo Adeptka miała rację, że tu leży sedno. Mam pytanie do Igorka albo Norberta - czy jest w ogóle jakiś sens afirmować coś o konkretnym zdarzeniu z przeszłości, np. 'to co mnie spotkało miało sens', czy to już jest zbyt duże naginanie rzeczywistości?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Janeczka Szczery jest ten dylemat. Myślę, że zależy od tego, czy za tym stwierdzeniem stoi jakaś realna zgoda wewnętrzna, czy tylko chęć żeby tak było. Bo powiedzieć 'to miało sens' kiedy w środku masz opór - to jest właśnie to naginanie, o które pytasz. Natomiast jeśli ktoś dochodzi do tego przekonania po czasie, przez pracę, przez rozumienie - to afirmacja może być po prostu potwierdzeniem czegoś, do czego już doszedł. Nie startem, tylko pieczęcią.


Odpowiedz
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 555

@Igorek93 To ciekawe rozróżnienie - afirmacja jako pieczęć, nie jako start. Ale jak rozpoznać, że jest się już w miejscu, gdzie ta pieczęć jest uczciwa? Bo wydaje mi się, że to bardzo łatwo pomylić z wishful thinking.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Bard85 Właśnie to jest trudne do uchwycenia. Jedno kryterium, które mi dość dobrze działa - sprawdzam, czy jak mówię tę afirmację, to pojawia się ulga czy napięcie. Ulga sugeruje, że coś w środku to akceptuje. Napięcie - że coś protestuje. To nie jest naukowa miara, ale w praktyce mi się sprawdza.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Janeczko, myślę że to jest właśnie to pytanie, które w tym temacie jest kluczowe. Bo 'to co mnie spotkało miało sens' - to nie jest afirmacja o sobie, tylko o zewnętrznym zdarzeniu. I tu widzę wyraźną różnicę. Afirmacja o sobie może stopniowo zmieniać wewnętrzną narrację. Afirmacja o zdarzeniu... to już bardziej racjonalizacja. Nie wiem, czy to jeszcze leży w tym, co afirmacja faktycznie robi.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Ulga kontra napięcie - to mi coś otwiera. Mam swoje przykłady, gdzie właśnie to napięcie powinno było mnie ostrzec, że afirmacja jest przedwczesna. A ja to napięcie interpretowałam jako 'opór przed zmianą', który trzeba przebić powtarzaniem. Może to był błąd.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Dianka98 To ważna obserwacja. Ja też przez jakiś czas myślałam, że opór to przeszkoda do pokonania. A może opór jest informacją, że coś jeszcze nie jest gotowe? Ciężko to rozróżnić samodzielnie.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Dobra, ale wróćmy do Adeptki, bo ona pytała konkretnie o przeszłość. Bo te wszystkie rzeczy o oponie, napięciu, pieczeciach - to ma sens gdy afirmujemy coś o sobie teraz. Ale co jeśli chcesz afirmować, że przeszłość wyglądała inaczej? Że było okej, gdy nie było? Czy to w ogóle ma sens?


Odpowiedz
Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Właśnie o to mi chodziło. Nie o to, żeby kłamać sobie że coś było dobre gdy było złe. Raczej o to, czy przez zmianę nastawienia w teraźniejszości można zmienić to, jak przeszłość na mnie działa. Tzn. samo zdarzenie zostaje, ale jego ciężar - czy to się da przepisać?


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

To, o czym mówisz, jest moim zdaniem możliwe, ale nie przez afirmację samą w sobie - raczej przez zmianę perspektywy, do której afirmacja może być jednym z wejść. Bo ciężar wspomnienia to nie jest właściwość samego zdarzenia, tylko sposób, w jaki je trzymamy. I to się zmienia. Ale powoli, i nie zawsze przez powtarzanie zdań.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wizjoner57)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 80

@Elwirka92 A jak w takim razie odróżnić, że to się faktycznie zmieniło, a nie że po prostu przestałam o tym myśleć? Bo milczenie na temat wspomnienia i rzeczywista zmiana jego ciężaru to chyba dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Wizjoner57 To bardzo dobre pytanie i sama nad nim siedzę od jakiegoś czasu. Myślę, że test jest prosty: wracasz do tego wspomnienia celowo i sprawdzasz, co czujesz. Jeśli pojawia się neutralność albo nawet spokój - coś się zmieniło. Jeśli unikałaś tego wspomnienia i po powrocie jest tak samo ciężko - to tylko cisza, nie zmiana.


Odpowiedz
Wpisy: 1257
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Czy nie jest tak, że większość ludzi, którzy pracują z afirmacjami, nigdy tej próby nie robi? Czyli właśnie nie wraca celowo do wspomnienia, żeby sprawdzić - tylko po prostu stara się żyć dalej i zakłada, że jest lepiej. A jak pytanie wraca, to wracają też emocje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Lubon Myślę, że masz rację i to jest jeden z większych problemów z afirmacjami stosowanymi mechanicznie. Nie ma momentu weryfikacji. Mówisz, powtarzasz, zakładasz że działa. A kiedy okazuje się że coś wraca - trudno stwierdzić, czy afirmacja nie zadziałała, czy zadziałała za słabo, czy w ogóle nie trafiała w to co trzeba.


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ale jak często tę weryfikację robić? Bo jeśli mam co tydzień wracać do czegoś bolesnego żeby sprawdzić czy przestało boleć - to brzmi jak odwrotność terapii. To chyba by tylko nakręcało.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Henio83 Nie chodzi o cotygodniowe powracanie do wszystkiego. Raczej o to, żeby raz na jakiś czas, w spokojnym momencie, sprawdzić konkretne miejsce. Nie rozkopywać - tylko przyłożyć rękę i poczuć, czy jest tam jeszcze ciepło. Różnica między intencjonalnym sprawdzaniem a rozgrzebywaniem jest spora.


Odpowiedz
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 555

@Norbert85 'Przyłożyć rękę i poczuć czy jest tam ciepło' - to ładny obraz, ale mam pytanie praktyczne. Co jeśli ta weryfikacja coś uruchamia? Tzn. wracasz, przyładasz rękę, i nagle wraca coś, czego się nie spodziewałeś. Czy to znak, że afirmacja nie działa, czy że trafiłeś w coś głębszego?


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Bard85 Powiedziałbym, że to raczej drugi przypadek niż pierwszy. Jeśli coś wychodzi przy kontakcie, to znaczy, że tam było - i że afirmacja może dotknęła warstwy wyżej, ale poniżej jest coś, do czego jeszcze nie dotarła. To nie jest porażka, to mapa. Choć rozumiem, że z zewnątrz może wyglądać jak jedno i to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

A co z afirmacjami, które dotyczą nie tyle konkretnego wspomnienia, co ogólnego wzorca? Np. 'byłam traktowana dobrze' albo 'ludzie w moim życiu mnie wspierali' - kiedy to nie jest prawda obiektywnie, ale chcesz przepisać to ogólne przekonanie o przeszłości. Czy to jest w ogóle etyczne wobec siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Kazia, to jest właśnie to pytanie, które mnie tu przyciągnęło. Bo ja nie szukam kłamstwa - szukam czy można zmienić to, jak przeszłość działa na moje dzisiejsze decyzje. Nie przepisać faktów, tylko ich wpływ. I ciągle nie jestem pewna, czy afirmacja jest do tego właściwym środkiem, czy tylko daje złudzenie zmiany.


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Myślę że to, o czym mówisz, jest możliwe - ale wymaga czegoś, czego sama afirmacja nie ma: konkretnego zdarzenia, które potwierdza nowy wzorzec. Tzn. możesz mówić 'byłam traktowana dobrze', ale jeśli nie masz żadnego realnego przykładu, na którym możesz to oprzeć - afirmacja będzie wisieć w powietrzu. Natomiast jeśli znajdziesz choć jeden przykład, który pasuje do tej nowej narracji - afirmacja może zacząć się do niego przyklejać. I to jest ten moment, gdzie zaczyna działać inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Elwirka92 Dokładnie i to jest kluczowy punkt, który często gubi się w rozmowach o afirmacjach. Bez zakorzenienia w realnym przykładzie afirmacja staje się w najlepszym wypadku neutralna, w najgorszym - pogłębia rozdźwięk między tym, co mówisz, a tym, co w środku wiesz. Bo część ciebie pamięta, jak było naprawdę.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

No ale Elwirka, skąd wziąć ten przykład, jeśli przeszłość rzeczywiście była w większości zła? Piszesz, że trzeba mieć coś realnego, na czym można oprzeć nowy wzorzec - ale co jeśli ktoś tego nie ma? Że naprawde nie było takiego momentu, do którego można by sięgnąć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Kazia84 To uczciwe pytanie. Myślę, że wtedy trzeba zejść niżej - nie szukać całego dobrego okresu, tylko jednego dnia, jednej chwili, jednej osoby. To nie musi być duże. Jeden moment, w którym ktoś był dla ciebie dobry, nawet jeśli potem wszystko się posypało. Afirmacja zakorzeniona w mikrozdarzeniu jest wciąż lepsza niż zakorzeniona w niczym.


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

A co jeśli ktoś po prostu nie pamięta? Albo nie chce grzebać w przeszłości żeby szukać tych dobrych chwil, bo ryzyko jest takie że wyciągnie przy okazji coś gorszego? Mówicie o tym jakby to było proste ćwiczenie, a dla niektórych ludzi to jest kopanie w bardzo niestabilnym gruncie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Henio83 Masz rację, że to nie jest proste dla każdego. Ale myślę, że tutaj warto rozróżnić dwie sytuacje. Jedna to taka, gdzie grząski grunt to realna trauma, która wymaga ostrożności albo wsparcia z zewnątrz. Druga to taka, gdzie jest opór przed kontaktem z przeszłością, ale ten opór sam w sobie nie jest niebezpieczny - po prostu wymaga czasu. Afirmacja nie wchodzi tam z butami. Można zacząć od teraźniejszości i czekać, aż grunt sam trochę stwardnieje.


Odpowiedz
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 555

@Norbert85 Ale jak to rozpoznać, w której z tych dwóch sytuacji się jest? Bo z zewnątrz i z wewnątrz to może wyglądać identycznie - opór to opór. Czy jest jakiś sygnał, że tu afirmacja może pracować stopniowo, a tu już nie powinna wchodzić bez dodatkowego wsparcia?


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Bard85 Sygnał, który mi działa: czy po kontakcie z tematem (nawet krótkim) wracasz do równowagi w ciągu godziny czy kilku godzin - czy raczej coś się otwiera na dni albo tygodnie i nie zamyka. Pierwsze - to opór, który afirmacja może obsłużyć. Drugie - to coś głębszego i tu afirmacja nie wystarczy sama.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, ja rozumiem ten podział, ale zastanawiam się czy nie wpadamy w pułapkę zakładania, że afirmacja to jedyne wejście do zmiany przekonań o przeszłości. Bo ja zmieniłam kilka głęboko zakorzenionych przekonań z dzieciństwa - i nie przez żadną afirmację, tylko przez rozmowy. Jeden człowiek, który inaczej zinterpretował zdarzenie, które ja nosiłam jako swój wstyd.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Dianka98 To jest ważne, co piszesz. Czyli zewnętrzna perspektywa zrobiła to, czego wewnętrzne powtarzanie by nie zrobiło? A czy myślisz, że gdybyś zaczęła afirmować po tej rozmowie - to już by działało? Tzn. że ta zmiana przekonania otworzyła dopiero miejsce, gdzie afirmacja ma sens?


Odpowiedz
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Janeczka Właśnie o to mi chodzi. Może afirmacja działa dobrze jako utrwalenie czegoś, co już się zaczęło zmieniać - ale sama z siebie nie zapoczątkuje tej zmiany, jeśli przekonanie jest mocno zakorzenione. Rozmowa, zdarzenie, inna perspektywa - coś musi przyjść pierwsze.


Odpowiedz
Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To, co Dianka napisała, dużo mi wyjaśnia. Może stawiałam afirmacji za wysokie wymagania - że ma sama zainicjować zmianę. A może jej rola jest bardziej konserwująca niż inicjująca. Ale wtedy pytanie wraca do początku tego wątku: czy w ogóle można afirmować przeszłość, skoro afirmacja jedynie utwierdza to, co już zmienia się skądinąd?


Odpowiedz
Wpisy: 1257
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Może to jest właśnie odpowiedź na tytuł tego tematu? Że nie afirmujesz przeszłości jako faktu, tylko afirmujesz swoje aktualne nastawienie do tego faktu. 'Przeszłość mnie ukształtowała, ale mnie nie definiuje' - to jest zdanie o teraźniejszości, nie o przeszłości. Fakty nie zmieniają się, zmienia się tylko miejsce, z którego na nie patrzysz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wizjoner57)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 80

@Lubon Ale czy to nie jest tylko kwestia słów? Tzn. czy ta afirmacja o nastawieniu naprawdę coś zmienia w tym, jak funkcjonujesz, czy tylko sprawia że masz ładniejszą formułkę do powtarzania?


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Wizjoner57 Nie wiem, szczerze. To jest właśnie pytanie, na które szukam odpowiedzi w tej dyskusji - nie mam gotowego zdania. Wydaje mi się, że dla niektórych to działa, dla innych jest dokładnie tym pustym powtarzaniem, o którym mówisz. I nie wiem, co decyduje o różnicy.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@pawelek77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Myślę że decyduje właśnie to zakorzenienie, o którym wcześniej mówiła Elwirka. Sama zmiana sformułowania z 'byłam traktowana źle' na 'przeszłość mnie ukształtowała' to za mało. Ale jeśli masz już ten jeden realny przykład, jedno wspomnienie, które potwierdza nową wersję - wtedy ta afirmacja dostaje jakiś grunt pod sobą. Bez gruntu to rzeczywiście tylko ładna formułka.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Pawełku, ale co z sytuacją, gdzie ktoś ma same złe wspomnienia i próbuje afirmować przez lata, żeby zmienić wzorzec? Czy to w ogóle może zadziałać bez żadnego zewnętrznego kotwiczenia? Bo Dianka mówiła o rozmowie, Elwirka o mikrozdarzeniu - ale nie każdy ma dostęp do takich rzeczy na zawołanie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Kazia84 Wtedy, moim zdaniem, afirmacja może co najwyżej utrzymać pewien poziom - że nie schodzi niżej. Ale żeby realnie zmienić głęboki wzorzec, sama nie wystarczy. I to nie jest zarzut wobec afirmacji - po prostu to inne sposób... znaczy, inny rodzaj pracy. Afirmacja nie jest substytutem kontaktu z rzeczywistymi ludźmi czy zdarzeniami.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Norbert85 To jest według mnie najuczciwsze podsumowanie, jakie tu padło. Afirmacja może podtrzymywać albo utrwalać, ale nie zastąpi realnego doświadczenia, które zmienia perspektywę. Problem w tym, że w większości poradników ezoterycznych to jest przedstawiane odwrotnie - że afirmacja sama z siebie może wszystko. I przez to ludzie się rozczarowują albo, co gorsza, obwiniają siebie, że za mało wierzyli.


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Faddi No właśnie, to jest ten mechanizm, który mnie zawsze irytował. Jak nie działa, to znaczy że za słabo afirmujesz albo że gdzieś nie wierzysz. To jest zamknięte koło bez wyjścia. Skąd wiadomo, że właśnie dosyć 'uwierzyłem', żeby to zadziałało?


Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Henio83 I to jest właśnie moment, w którym afirmacja przestaje być praktyką, a staje się obwinianiem siebie. Jeśli efekt jest uzależniony od siły wiary, a tej siły nie można obiektywnie zmierzyć - to jest gotowy przepis na spiralę. Myślę, że zdrowsza forma afirmacji to taka, która nie wymaga od ciebie stuprocentowej wiary od razu, tylko wystarczającego otwarcia, żeby nowe zdanie mogło wejść. I sprawdzasz po czasie - czy coś drgnęło, czy nie.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Elwirka92 To, co piszesz o spirali obwiniania, to jest chyba najcelniejsze spostrzeżenie w tym wątku. Sam widziałem to u ludzi, którzy afirmowali miesiącami i zamiast się poprawiać, czuli się coraz gorzej - bo skoro nie działa, to 'moja wina, za słabo wierzę'. Ale mam do ciebie pytanie: jak ta 'zdrowsza forma afirmacji' wyglądałaby w przypadku przeszłości konkretnie? Bo przy teraźniejszości albo przyszłości jeszcze to widzę, ale przy przepracowywaniu tego, co było - jak to miałoby być sformułowane, żeby nie wpaść w tę samą pułapkę?


Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Igorek93 Szczerze? Nie mam gotowej odpowiedzi. Ale wydaje mi się, że kluczowe jest to, żeby afirmacja nie zaprzeczała temu, co naprawdę czujesz. Nie 'moja przeszłość była dobra', bo ciało od razu to odrzuci. Raczej coś w stylu 'mogę patrzeć na to, co było, bez utraty siebie teraz'. To jest zdanie, które nie kłamie - i które jest sprawdzalne w małych kawałkach, bo albo czujesz że stoisz na nogach kiedy myślisz o tamtym, albo nie. Dla mnie test jest właśnie taki: czy po powiedzeniu tej afirmacji jestem bardziej zakorzeniona, czy bardziej zawieszona?


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: