Wrzucam temat, bo od jakiegoś czasu próbuję walczyć z odkładaniem wszystkiego na później i trafiłem na porady, żeby używać afirmacji w stylu 'działam teraz', 'jestem osobą, która kończy to co zaczyna' itp. Powtarzam to rano, wieczorem, czasem w ciągu dnia. I szczerze? Nie wiem czy cokolwiek się zmienia. Może trochę, ale nie jestem pewien czy to afirmacje, czy po prostu fakt, że w ogóle zacząłem się tym tematem interesować. Czy ktoś miał podobnie? Czy afirmacje faktycznie coś robią z prokrastynacją, czy to tylko takie... pocieszenie, które sprawia, że czujemy się lepiej, ale zachowanie zostaje bez zmian?
Ja to przerabiałam i mam mieszane odczucia. Przez jakiś czas powtarzałam afirmacje rano przed lustrem, te wszystkie 'jestem zdyscyplinowana', 'kończę zadania z łatwością'. Na początku rzeczywiście miałam więcej energii do działania, ale po kilku tygodniach efekt jakby wyparował. Zastanawiam się, czy nie chodzi o to, że sama afirmacja bez żadnego konkretnego kroku to trochę jak mówienie zaklęcia bez intencji. Energia musi gdzieś odpłynąć, prawda? Samo słowo bez działania to puste powietrze.
Dokładnie na tym polega ten pat. Dlatego lepiej działają afirmacje w formie pytań albo takich 'miękkich' stwierdzeń. Zamiast 'jestem zdyscyplinowany' - 'co sprawia, że potrafię działać, kiedy chcę?' albo 'zaczynam robić więcej rzeczy na czas niż kilka miesięcy temu'. Umysł nie protestuje, bo nie zmuszasz go do przyjęcia przekonania, które czuje jako fałsz.
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale jak to jest z tą prokrastynacją a afirmacjami - to w ogóle ma coś wspólnego z czakrami? Bo czytałem gdzieś, że blokady w czakrze splotu słonecznego mogą powodować brak motywacji i właśnie odkładanie rzeczy. Czy afirmacje działają na tym samym poziomie co praca z czakrami, czy to zupełnie coś innego?
Dorzucę swoje trzy grosze, bo pracuję z kamieniami od lat i mam obserwację z tej strony. Cytrynem i tygrysim okiem pracuję właśnie przy tematach z motywacją i wolą działania. I zauważyłem, że kiedy łączę noszenie kamienia z wypowiadaną afirmacją, to jakby kamień 'zakotwicza' intencję lepiej niż samo słowo. Nie wiem jak to tłumaczyć, ale po kilku takich sesjach naprawdę łatwiej mi wstawać i brać się za rzeczy, które odkładałem. Może to placebo, może nie - efekt jest.
A ja mam pytanie trochę z boku - bo słyszałam, że afirmacje działają lepiej jak się je mówi na głos niż jak się je tylko czyta w myślach. To prawda? Bo jakoś nie wyobrażam sobie mówić do siebie przez lustro rano, trochę to dziwnie wygląda 🙂
Słyszałam kiedyś, że afirmacje trzeba powtarzać dokładnie 21 dni, żeby weszły w nawyk i wtedy zaczynają działać. Czy to jest jakaś potwierdzona zasada, czy tylko mit? Bo jak na razie powtarzam od jakiegoś czasu i nie widzę wielkiej różnicy.
Hmm, jak tak piszesz, to może rzeczywiście. Mam wrażenie, że chyba kilka razy zaczęłam coś robić szybciej niż zwykle, ale myślałam, że to przypadek. Może faktycznie szukam jakiegoś dużego przełomu i małe rzeczy mi umykają.
To co mówi Karrot jest ważne. Ja zacząłem robić prosty zapis - krótka notatka wieczorem, co zrobiłem przez dzień bez odkładania. Nie oceniam, nie analizuję, tylko zapisuję fakty. Po kilku tygodniach miałem dowód, że coś się zmieniło, zanim w ogóle to 'poczułem'. Bez tego zapisu pewnie bym myślał, że nic nie działa.
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale czy afirmacje na prokrastynację trzeba jakoś specjalnie formułować? Czytałam gdzieś, że nie mogą być w formie 'nie będę odkładać', bo umysł nie rozumie przeczenia i skupia się na słowie 'odkładać'. Czy to prawda, czy to taka miejska legenda?
Wchodzę tu od strony, której jeszcze nikt nie poruszył. W astrologii prokrastynacja bardzo często wiąże się z pozycją Saturna i Marsa w kosmogramie - odpowiednio z blokowaniem struktury i z hamowaną energią działania. Ciekawe jest to, że afirmacje, jeśli ktoś je stosuje w sposób świadomy, robią coś podobnego do tego, co w pracy z kosmogramem nazywamy 'przepisywaniem narracji'. Ale to działa inaczej u kogoś z silnym Saturnem, który ma problem z perfekcjonizmem i dlatego odkłada, a inaczej u kogoś z osłabionym Marsem, kto po prostu nie ma energii do startu. Jedna afirmacja dla wszystkich to trochę jak jedna pigułka na wszystkie choroby.
Wchodzę tu od strony, której jeszcze nikt nie poruszył. W astrologii prokrastynacja bardzo często wiąże się z pozycją Saturna i Marsa w kosmogramie - odpowiednio z blokowaniem struktury i z hamowaną energią działania. Ciekawe jest to, że afirmacje, jeśli ktoś je stosuje świadomie i zna swój kosmogram, mogą być formułowane zupełnie inaczej w zależności od tego, co blokuje. Ktoś z trudnym Saturnem w domu szóstym będzie potrzebował zupełnie innego przekierowania niż ktoś z Marsem w opozycji do Neptuna. Czy ktoś z was próbował dopasowywać treść afirmacji do swoich rzeczywistych aspektów, a nie używać tych gotowych z internetu?
Dokładnie tak - za ogólne. 'Jestem zmotywowany i działam z łatwością' to zdanie, które nic nie mówi o tym, co konkretnie blokuje daną osobę. Jeśli ktoś ma napięcie Saturn-Mars, jego opór jest strukturalny, związany z lękiem przed niedoskonałością, a nie z lenistwem. Afirmacja skrojona pod to będzie zupełnie inna niż ta dla kogoś, kto po prostu nie ma jasnego celu. Gotowe zestawy z internetu to jak przepisywanie ziół bez diagnozy.
To co mówi Saturnina o ciele bardzo mi pasuje - znaczy, mam podobne odczucie, nie chodzi mi o słowo. Ja też zauważyłam, że kiedy siedzę przy zadaniu, które odkładam, to to jest coś fizycznego, nie tylko 'nie chce mi się'. I zastanawiam się, czy właśnie dlatego afirmacje wypowiadane na głos mogą działać inaczej - bo wchodzi głos, oddech, ciało. Czy ktoś próbował łączyć afirmacje z jakimś ruchem albo oddechem, żeby to jakoś zaczepiło się o to fizyczne?
Wracając do tego co mówiła Betalia o 'miękkich' afirmacjach w formie pytań - próbowałem przez kilka dni takiego pytania zamiast stwierdzenia i muszę przyznać, że coś w tym jest. Stwierdzenie 'jestem skupiony' wywoływało u mnie natychmiastowe 'ale to nieprawda'. Pytanie 'co sprawia, że potrafię zacząć?' jakoś nie uruchamiało tego oporu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak było.
To co opisujesz ma nazwę w psychologii - to się wiąże z tym, że pytanie aktywuje poszukiwanie, a stwierdzenie aktywuje ocenę. Mózg przy stwierdzeniu sprawdza, czy jest prawdziwe. Przy pytaniu zaczyna szukać odpowiedzi. To dlatego technika pytań afirmatywnych działa inaczej na osoby, które mają silny wewnętrzny krytyk - i przy prokrastynacji taki krytyk bywa bardzo głośny.
Trochę się tu pogubiłem, bo cały czas mówicie o afirmacjach jako o zdaniach do powtarzania, ale Saturnina mówiła o ciele, Betalia o oddechu - to mi to wygląda bardziej jak medytacja niż afirmacja. Czy to w ogóle jeszcze są afirmacje, czy to już coś innego?
Czytam tę dyskusję od początku i ciągle zastanawiam się nad jedną rzeczą - czy ktoś tu rzeczywiście przestał prokrastynować przez afirmacje, czy bardziej jest tak, że pomagają trochę, ale nie rozwiązują sprawy do końca? Bo mam wrażenie, że wszystkie te techniki, o których piszecie, brzmią sensownie, ale nikt nie powiedział wprost 'to działa i skończyłam z odkładaniem'.
Mam wrażenie, że ta rozmowa cały czas krąży wokół jednego - czy afirmacja robi coś sama w sobie, czy jest tylko pretekstem do zrobienia czegokolwiek. I może to jest w ogóle złe pytanie? Może lepiej pytać: kiedy afirmacja pomaga, a kiedy nie - i co decyduje o tej różnicy?
Moim zdaniem to jest lepiej postawione pytanie. I odpowiedź, którą widzę po tej dyskusji, jest taka: afirmacja pomaga, kiedy trafia w stan, w którym jesteś. Jeśli jesteś w stanie lekkiego zawieszenia - może wystarczyć. Jeśli jesteś w silnym oporze ciała, lęku, napięciu - sama afirmacja nie przebije się przez to. Potrzebujesz najpierw zmiany stanu, a potem afirmacji jako kierunku.
Słuchajcie, mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was próbował afirmacji na coś bardzo konkretnego, jak 'zrobię te dwa maile przed południem', a nie ogólne 'jestem zorganizowany'? Bo mam wrażenie, że wszystkie przykłady, które tu padają, są bardzo ogólne.
Masz rację, że granica jest cienka. Intencja implementacyjna to bardziej sposób planowania niż afirmacja w klasycznym rozumieniu. Różnica jest taka, że afirmacja klasyczna powtarzana jest wielokrotnie, żeby zmieniać przekonania, a intencja to jednorazowe konkretne zdanie przed działaniem. Zresztą może właśnie o to chodzi - część tego, co ludzie nazywają afirmacjami, to po prostu planowanie z delikatną warstwą nastawienia. I może dlatego działa lepiej niż 'jestem silny i mogę wszystko'.
Mam wrażenie, że im dłużej czytam tę dyskusję, tym bardziej się okazuje, że to, co działa, to nie jest afirmacja jako taka, tylko cokolwiek, co przerywa autopilot odkładania. Dla jednej osoby to afirmacja pytająca, dla innej oddech, dla innej konkretna intencja. Czy to nie znaczy, że prokrastynacja jest po prostu bardzo różna u różnych ludzi i nie ma jednej odpowiedzi?
I tu właśnie wracamy do początku - czy afirmacje na motywację pomagają w prokrastynacji, czy są złudnym pocieszeniem. Po tej dyskusji myślę, że mogą być i jednym, i drugim, zależnie od tego, jak i kiedy się je stosuje. Sama 'motywacyjna' afirmacja bez żadnego dopasowania do tego, co blokuje - to naprawdę może być tylko pocieszenie. Ale świadomie dobrana, w odpowiednim momencie - to już inna sprawa.
Wracam do swojego pytania, bo nikt jeszcze nie odpowiedział wprost - ile czasu dawać afirmacji, żeby ocenić, czy działa? Piszę o tym konkretnie: mam zwyczaj, że testuję różne rzeczy przez trzy tygodnie, bo gdzieś czytałem, że tyle trwa kształtowanie nawyku. Ale z afirmacjami nie wiem, czy ta sama zasada w ogóle ma sens.
A to mnie ciekawi - czy ktoś z was faktycznie używa afirmacji bezpośrednio przed zadaniem, dosłownie chwilę przed? Nie rano przy kawie, tylko 'za dwie minuty siadam do raportu, powtarzam coś przez minutę i siadam'? Pytam, bo to brzmi bardzo konkretnie, ale nie słyszałem, żeby ktoś tak robił.
Właśnie tak zaczęłam to robić i powiem szczerze, że różnica jest. Nie wiem, czy to 'afirmacja' w czystym sensie, bo mówię sobie raczej jedną krótką rzecz - coś w stylu 'zaczynam, nie kończę'. Ale to przerywa ten moment, kiedy siedzę i patrzę na zadanie zamiast je robić. Czy to jeszcze afirmacja, czy już coś innego - nie wiem, ale działa lepiej niż poranne listy.
