Zastanawiam się, czy to, o czym mówi Saturnina, nie wyjaśnia też dlaczego różnym osobom to działa albo nie działa. Jeśli ktoś naturalnie wraca do swojej afirmacji przy zadaniu, może nawet nieświadomie, efekt jest. Jeśli robi to tylko rano i tyle, nie ma połączenia. I może obie osoby myślą, że robią to samo, a robią zupełnie coś innego.
I właśnie dlatego rozmowy o tym, czy afirmacje działają, są tak trudne. Każdy ma inne dane, bo każdy robił coś innego pod tą samą nazwą. Jeden mówi 'działają' - robił to z zakotwiczeniem. Drugi mówi 'nie działają' - robił to w próżni. Obaj mają rację co do swojego doświadczenia.
Trochę się tu zgubiłam, bo weszłam w połowie 🙂 Rozumiem, że samo mówienie zdania rano nic nie daje bez jakiegoś 'zaczepu' przy zadaniu? Dobrze to rozumiem czy coś mi umkneło?
To mnie zastanawia, bo wcześniej Saturnina mówiła o zakotwiczeniu przy konkretnym działaniu, a teraz wychodzi, że nawet forma nie musi być stała. Czy to nie sprawia, że właściwie niemożliwe jest powiedzenie, kiedy afirmacja działa, a kiedy nie? Bo można zawsze powiedzieć, że 'robiłeś to źle'.
To jest uczciwy zarzut i sam go sobie stawiałem. Ale tu nie chodzi o niepodważalność metody - chodzi o to, czy zmienna jest behawioralna, czyli czy po afirmacji coś zrobiłeś inaczej. Jeśli tak, metoda zadziałała niezależnie od formy. Jeśli nie - nie zadziałała, niezależnie od tego, jak poprawnie ją wykonałeś. Efekt prokrastynacji da się sprawdzić po czasie, to nie jest magia bez sprawdzalności.
