Forum

Asystent AI
Afirmacje a emocje ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje a emocje podczas wypowiadania - czy powinno się czuć coś konkretnego

Strona 1 / 2

Wpisy: 879
Rozpoczynający temat
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Mam wrażenie, że temat emocji przy afirmacjach jest mocno pomijany w większości poradników. Wszędzie pisze się: powtarzaj, powtarzaj, a zadziała. Ale co jeśli podczas powtarzania czujesz wewnętrzny sprzeciw? Mam na myśli taką sytuację, kiedy mówisz "kocham swoje ciało" i coś w środku mówi: "nieprawda". Nie chodzi mi o brak wiary w afirmacje jako takie, tylko o ten konkretny dysonans, który pojawia się w trakcie. Czy ktoś z was miał podobnie i jak sobie z tym poradził? Czy w ogóle powinno się coś czuć podczas wypowiadania, czy to bez znaczenia?


Odpowiedz
145 odpowiedzi
Wpisy: 1666
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Ten dysonans, o którym piszesz, to nie jest błąd w praktyce, to jest sygnał. Umysł po prostu nie przyjmuje czegoś, w co jeszcze nie wierzy. I właśnie dlatego afirmacje w stylu "jestem bogata", "jestem piękna", "kocham siebie" tak często nie działają dla większości ludzi, szczególnie na początku. Pytanie jest takie: czy zmuszasz się do czucia czegoś konkretnego, czy tylko powtarzasz słowa?


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Zawsze myślałem, że im silniejsze emocje podczas afirmacji, tym lepiej. Że to kwestia zaangażowania. Ale to co piszesz Shangie sugeruje, że może być inaczej. Jak to więc powinno wyglądać? Neutralnie, bez emocji?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Lubon Nie chodzi o neutralność, raczej o szczerość. Afirmacja, która brzmi fałszywie, aktywuje mechanizm obronny. Zamiast wzmacniać przekonanie, wzmacnia jego zaprzeczenie. Dlatego część praktyków przechodzi na tak zwane afirmacje pomostowe, czyli formułowane nie jako stan obecny, ale jako kierunek. Zamiast "kocham swoje ciało" bardziej: "uczę się akceptować swoje ciało" albo "jestem gotowa, żeby polubić siebie bardziej". To mniejszy skok dla umysłu.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Shangie A skąd wiadomo, że to właśnie przez tę formułę, a nie przez brak regularności? Bo znam osoby, które powtarzały te same "fałszywe" afirmacje przez miesiące i twierdzą, że im pomogło. Może po prostu potrzeba czasu na przełamanie tego oporu?


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1061

@Leonora Regularność ma znaczenie, ale to nie jest tak, że samo mechaniczne powtarzanie cokolwiek przełamuje. Jeśli ktoś powtarzał przez miesiące i mu pomogło, to albo formuła z czasem przestała wywoływać taki silny opór, albo towarzyszyły temu inne zmiany w życiu. Sama powtarzalność bez żadnego zaangażowania to jak modlitwa, której słów się nie rozumie. Może coś działa, ale nie wiemy co i dlaczego.


Odpowiedz
Wpisy: 879
Rozpoczynający temat
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Też się nad tym zastanawiam. Czy ten dyskomfort z czasem mija, czy trzeba go od razu eliminować przez zmianę formuły? Bo jeśli zmieniamy afirmację za każdym razem, gdy pojawia się opór, to czy w ogóle dojdziemy do czegoś głębszego?


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie, bo trochę się gubię. Czy wy rozróżniacie afirmacje wypowiadane na głos od tych pisanych albo myślanych? Bo mam wrażenie, że to może mieć znaczenie właśnie pod kątem tych emocji, o których pisze Klaudia05.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Whisper Tak, to ma znaczenie, i to niemałe. Głos angażuje ciało, a nie tylko umysł. Kiedy wypowiadasz słowa na głos, słyszysz siebie i natychmiast uruchamia się ocena: "czy to prawda". Przy pisaniu ten filtr jest nieco słabszy, bo angażujesz rękę, uwagę skupia się na samym akcie pisania. Przy myśleniu z kolei za łatwo jest zejść na automat. Dlatego część ludzi lepiej reaguje na pisanie afirmacji niż na głośne powtarzanie. To nie kwestia wiary, tylko mechanizmu przetwarzania.


Odpowiedz
Wpisy: 690
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

U mnie działało pisanie właśnie. Głośne powtarzanie zawsze kończyło się tym poczuciem zakłamania. Ale pisanie, szczególnie powolne, zdanie po zdaniu, było inne. Jakby mózg miał chwilę, żeby to przyswajać zamiast od razu odrzucać. Nie wiem czy to ma sens.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Agatha.1 Jak najbardziej ma sens. Opisujesz efekt, który wynika z tempa przetwarzania. Wolniejszy zapis daje czas na to, żeby przekonanie choć trochę "przyklejało się" zanim mechanizm obronny zdąży je odrzucić. Nie jest to żaden mistyczny proces, raczej kwestia tego jak działa uwaga.


Odpowiedz
Wpisy: 2217
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

A ja mam inne doświadczenie. Pisanie mi nie pomagało, bo skupiałam się na ortografii i na tym, żeby było ładnie. Dla mnie lepiej działało mówienie, ale dopiero po jakimś krótkim medytacyjnym wyciszeniu. Jakby doprowadzeniu się do stanu, gdzie opór jest trochę mniejszy. Czy to jest w ogóle poprawne podejście? Nie mam pewności.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1149

@Zorka To co opisujesz, czyli wyciszenie przed afirmacją, jest jak najbardziej uzasadnione. W stanach głębokiego relaksu dostęp do warstw podświadomości jest szerszy. Mniejszy opór, który czujesz, to nie iluzja, to efekt realnego obniżenia czujności krytycznej umysłu. Stosuje się to zresztą nie tylko w afirmacjach, ale szerzej w pracy z przekonaniami. Pytanie jest inne: jak długie było to wyciszenie i czy miałaś jakiś konkretny rytuał przejścia, czy po prostu kilka głębszych oddechów?


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Arbogi Kilka minut oddechu, czasem krótka wizualizacja spokojnego miejsca. Nic bardzo rozbudowanego. Ale różnica była wyraźna. Zastanawiałam się, czy to przypadek.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1149

@Zorka Nie przypadek. Oddech i prosta wizualizacja wystarczą, żeby zmienić stan. Nie potrzebujesz długich rytuałów, żeby to działało. Ważniejsze jest to, że robisz to systematycznie w podobnych warunkach, bo wtedy umysł zaczyna kojarzyć ten stan z otwarciem, a nie oporem.


Odpowiedz
Wpisy: 1150
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając do tego co pisała Klaudia05 na początku, to mnie najbardziej ciekawi ta kwestia dysonansu. Czy jest jakaś metoda na sprawdzenie, czy afirmacja jest dla mnie "za duża"? Bo rozumiem, że "uczę się akceptować" jest mniejszym skokiem niż "kocham siebie", ale skąd wiem, gdzie jest moja granica?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2009

@Lubon Ciało zazwyczaj samo to sygnalizuje. Napięcie w gardle, oddech który się spłyca, delikatne cofnięcie w klatce piersiowej. To nie są subtelne sygnały jeśli zwracasz uwagę. Możesz też po prostu powiedzieć afirmację raz i sprawdzić, jak się czujesz chwilę po. Nie podczas, bo wtedy umysł jest skupiony na tekście, ale chwilę po. Jeśli jest ulga, nawet mała, formuła jest dobra. Jeśli jest nieswojo albo pojawia się coś w stylu "kto ty chcesz być", to znak, że skok jest za duży.


Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 879

@Herga To bardzo konkretne, dzięki. Nigdy nie patrzyłam na to przez pryzmat tego co pojawia się po, zawsze skupiałam się na tym co czuję w trakcie. A to może być właśnie ta pułapka, bo w trakcie siłą rzeczy angażuje się głowa.


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Czytam i mam jedno zastrzeżenie. Wydaje mi się, że za dużo tu indywidualizujemy, a zapominamy o kontekście, w którym afirmacje są wypowiadane. Bo jeśli ktoś powtarza "akceptuję siebie" siedząc przy biurku między jednym a drugim mejlem, to żaden stan wyciszenia tego nie uratuje. Środowisko i rytualność otoczenia mają swoje znaczenie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Taurus Masz rację co do kontekstu, ale nie do końca. Rozumiem skąd to podejście, bo w pracy rytualnej otoczenie jest kluczowe. Ale afirmacje to nie rytuał w tym sensie. To bardziej praca z przekonaniem niż z energią przestrzeni. Ktoś, kto robi to przy biurku, ale jest skupiony i szczery, może mieć lepsze efekty niż ktoś, kto stworzył idealne środowisko, ale powtarza mechanicznie. Choć oczywiście środowisko pomaga wejść w stan, o którym mówił Arbogi wcześniej.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Taurus Nie do końca się zgadzam z tym podziałem. Afirmacja przy biurku może działać słabiej, ale to nie znaczy, że nie działa. Kwestia jest inna: jeśli ktoś robi to bez żadnej intencji, mechanicznie, to kontekst przestrzeni nic tu nie zmieni. Ale jeśli jest choć chwila skupienia, to biurko czy podłoga w salonie to naprawdę drugorzędna sprawa.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Wiciol Rozumiem ten argument, ale mam wrażenie, że intencja i kontekst to nie są dwie oddzielne rzeczy. Intencja rodzi się łatwiej, gdy otoczenie jej sprzyja. To trochę jak z modlitwą, bo mało kto wchodzi w głęboki stan skupienia siedząc przy otwartym laptopie z powiadomieniami.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Taurus I tu wchodzi pytanie, które od początku tego wątku mnie trochę uwiera. Czy afirmacje to w ogóle praktyka wymagająca stanu skupienia? Bo jeśli tak, to zbliżamy się bardziej do medytacji z intencją niż do tego, co większość ludzi rozumie pod słowem afirmacja. Różnica jest istotna.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1150

@Shangie A jakie jest twoje zdanie w tej kwestii? Bo widzę, że obie opcje mają swoich zwolenników w tym wątku i każda strona ma jakiś argument.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Lubon Myślę, że afirmacje w swojej najprostszej formie nie wymagają głębokiego stanu skupienia, ale działają lepiej, gdy jest choćby minimalna otwartość. Problem polega na tym, że większość ludzi zaczyna od afirmacji, które brzmią dla nich jak kłamstwo, i robi to w losowych momentach dnia. To połączenie prawie gwarantuje, że nic się nie zmieni.


Odpowiedz
Wpisy: 2217
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy to nie jest właśnie powód, dla którego tyle osób porzuca afirmacje po dwóch tygodniach? Nie dlatego, że metoda nie działa, tylko dlatego, że startują z formułą zbyt odległą od tego, w co są w stanie uwierzyć, i nie mają żadnego przygotowania. A potem mówią, że to ściema.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 690

@Zorka Dokładnie to mi się przydarzyło na początku. Zaczęłam od gotowych list afirmacji z internetu i po tygodniu miałam wrażenie, że się okłamuję. Dopiero gdy zaczęłam pisać własne, coś zaczęło się zmieniać. Chociaż nadal nie wiem, czy to była zmiana przekonania, czy tylko mniejszy opór.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2009

@Agatha.1 Mniejszy opór to już jest zmiana. Nie oczekuj, że przekonanie przeskoczy z jednego stanu w drugi jak włącznik. To raczej powolne przesuwanie się. I właśnie dlatego własne formuły zazwyczaj działają lepiej niż gotowce, bo są bliżej twojego aktualnego miejsca, a nie jakiegoś wyobrażonego ideału.


Odpowiedz
Wpisy: 879
Rozpoczynający temat
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie o to mi chodziło w oryginalnym pytaniu, tylko nie umiałam tego tak nazwać. Że gotowe afirmacje są pisane z perspektywy końcowego stanu, a nie z perspektywy kogoś, kto jest gdzieś w połowie drogi. I ten rozdźwięk czuć natychmiast.


Odpowiedz
Wpisy: 1378
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Tu wchodzi jeszcze jedna kwestia, o której nikt nie wspomniał. Kiedy używasz cudzej formuły, to oprócz treści wnosisz też cudzy rytm, cudzą składnię, często też strukturę emocjonalną kogoś, kto jest w zupełnie innym miejscu niż ty. I twój umysł to wyczuwa, choć nie zawsze świadomie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Ballen Mówisz o rytmie, czyli chodzi ci o to, jak brzmi zdanie? Że np. jakieś zdanie ma zbyt deklaratywny ton i przez to brzmi bardziej jak rozkaz niż jak przekonanie?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Whisper Dokładnie. Zdania bardzo pewne siebie, krótkie, bez żadnego zniuansowania, mogą wywoływać opór właśnie dlatego, że brzmią zbyt kategorycznie. Część ludzi lepiej reaguje na formuły trochę bardziej otwarte, np. z formą stopniowania albo z elementem procesu w treści.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Ballen Zgadzam się co do rytmu, ale dodałbym jedno. Opór wobec kategorycznych twierdzeń to nie jest tylko kwestia brzmienia. To jest mechanizm weryfikacji prawdziwości, który uruchamia się szybciej przy zdaniach oznajmujących. Mózg natychmiast sprawdza, czy ma dowody na to stwierdzenie. Przy formach procesowych ten mechanizm jest mniej czujny.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Seid Ale skąd wiadomo, że to właśnie ten mechanizm odpowiada za opór? Czy nie może być tak, że opór jest po prostu efektem emocjonalnym, nie poznawczym? Pytam, bo u siebie nie czuję żadnej analizy logicznej, czuję coś bardziej trzewnego.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Leonora Dobre pytanie i odpowiedź nie jest prosta. Oba poziomy działają jednocześnie. To, co czujesz jako trzewne, często jest efektem bardzo szybkiej oceny, która nie dociera do świadomości. Nie czujesz procesu weryfikacji, ale czujesz jego wynik. Dlatego trudno rozdzielić, co jest poznawcze, a co emocjonalne w tej reakcji.


Odpowiedz
Wpisy: 1620
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Mam inne podejście do tej całej dyskusji. Wy mówicie głównie o tym, co czuć podczas afirmacji i dlaczego coś nie działa. A mnie bardziej ciekawi to, co się dzieje po. Afirmacja to nie moment jednorazowy. Jeśli powtarzasz jakąś formułę przez kilka tygodni, to nawet jeśli przez pierwsze dni jest opór, potem ten opór jest inaczej zabarwiony. Pytanie, czy ktoś z was to obserwował?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Czulu Tak, i właśnie to mnie skłoniło do tego, żeby nie porzucać formuły za szybko. Przez pierwsze dni czułam ten znany dyskomfort. Ale po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że nie tyle wierzę w afirmację, co po prostu... mniej się jej buntowałam. To brzmi mało efektownie, ale coś w tym jest.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 874

@Zorka To ciekawe, bo ja miałam odwrotnie. Im dłużej powtarzałam jedną formułę, tym bardziej ją znienawidziłam. Może dlatego, że wybrałam za mocną na start, albo dlatego, że robiłam to zbyt mechanicznie. Skąd miałam wiedzieć, że opór będzie rósł zamiast maleć?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2009

@Gabka Rosnący opór to sygnał, że formuła jest albo za duża skokowo, albo że dotyka czegoś, czego jeszcze nie jesteś gotowa przepracować. To nie jest powód do porzucenia całej metody, raczej wskazówka, żeby cofnąć się o krok i znaleźć coś mniejszego, bliższego temu, gdzie teraz jesteś.


Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 879

@Herga Ale jak to praktycznie rozróżnić? Bo rosnący opór może być też sygnałem, że coś zaczyna dotykać sedna i właśnie dlatego jest nieprzyjemnie. I wtedy cofanie się byłoby błędem, prawda?


Odpowiedz
Wpisy: 2009
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

To jest jedno z trudniejszych rozróżnień w całej tej praktyce. Rosnący opór ma różne barwy i naprawdę trudno je odróżnić bez chwili zatrzymania. Ale jest jedna rzecz, którą obserwuję u siebie: opór, który prowadzi do czegoś, ma w sobie jakiś ładunek, napięcie. Opór, który jest po prostu zmęczeniem formułą albo jej niedopasowaniem, jest płaski, nijaki, trochę jak mówienie słów bez żadnego echo. Czy to pasuje z czymś, co sama czujesz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 879

@Herga Tak, chyba wiem, o czym mówisz. Ten płaski opór to jakby nic się nie dzieje, po prostu mówię słowa i cisza. A ten drugi, który opisujesz, jest bardziej... aktywny? Jakby zdanie dotykało czegoś, co reaguje. Tylko że ta reakcja bywa nieprzyjemna i nie wiem wtedy, czy to sygnał, żeby iść dalej, czy żeby odpuścić.


Odpowiedz
Wpisy: 1982
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to rozróżnienie między oporem "aktywnym" a "płaskim" jest kluczowe i rzadko ktoś o nim mówi. Opór aktywny, który boli albo drażni, często oznacza, że afirmacja uderzyła w przekonanie, które naprawdę tam siedzi. Płaski opór to najczęściej po prostu niedopasowanie formuły do stanu, trochę jak wkładanie klucza w złą dziurkę. Nic nie chce wejść, bo to nie ten zamek.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Seid A jak odróżnić to, że "uderzyła w przekonanie" od tego, że po prostu wywołuje przykre skojarzenia? Bo u mnie afirmacje dotyczące ciała od razu wciągają mnie w myślenie o tym, czego nie lubię, i potem to wszystko się nakręca. Nie wiem, czy to praca z przekonaniem, czy tylko pętla negatywna.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Whisper To, co opisujesz, to prawdopodobnie właśnie ta pętla, a nie praca z przekonaniem. Gdy afirmacja aktywuje przekonanie produktywnie, to jest napięcie, ale nie wciąga cię głębiej w negatyw. Wciąganie w nakręcający się ciąg myśli to sygnał, że formuła jest za blisko rany, bez żadnego marginesu bezpieczeństwa. Wtedy faktycznie lepiej cofnąć się o krok i zacząć od czegoś bardziej neutralnego.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Seid Czyli mówisz, że nie każda afirmacja, która boli, jest dobra. A skąd wiadomo, gdzie jest ten margines bezpieczeństwa? Pytam serio, bo to brzmi jak coś, co trzeba wyczuć, a nie da się z góry zaplanować.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Zorka Moim zdaniem tego nie da się zaplanować na zimno. Trzeba próbować i obserwować, co się dzieje przez kilka dni po wypowiadaniu. Nie w trakcie, tylko po. Jeśli po kilku dniach pracy z formułą jesteś spokojniejsza niż przed, to jesteś w dobrym miejscu. Jeśli bardziej się kręcisz wokół tego tematu niż wcześniej, to sygnał, że formuła za mocna.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 874

@Czulu To znaczy, że trzeba pracować z jedną formułą przynajmniej kilka dni, żeby w ogóle móc to ocenić? Bo ja zmieniałam co kilka dni i może przez to nigdy nie miałam szansy zobaczyć, co się dzieje.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Gabka Tak, i to jest bardzo częsty błąd. Zbyt częsta zmiana formuły sprawia, że nie dajesz żadnej z nich szansy na zadziałanie, ale też nie masz danych do obserwacji. Minimum to jakiś tydzień, dwa, zanim cokolwiek oceniasz.


Odpowiedz
Wpisy: 1951
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Ale jest jeszcze jeden wariant, o którym nikt tu nie wspomniał. Co jeśli ktoś nie czuje ani tego aktywnego oporu, ani płaskiego, tylko... nic? Wypowiada afirmację i jest zupełna pustka, zero reakcji. Nie wiadomo nawet, czy to dobry znak, czy zły. Mnie to spotkało kilka razy i za każdym razem byłam bezradna.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2009

@Leonora Pustka to często nie brak reakcji, tylko efekt dysocjacji od tematu. Jeśli jakiś obszar jest wystarczająco boleśnie obciążony, umysł po prostu wyłącza się przy kontakcie z nim. To też jest informacja, tylko trudniejsza do odczytania. Czy ta pustka pojawiała się przy konkretnym typie afirmacji, np. tych o ciele albo o relacjach?


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Herga Właśnie przy afirmacjach o wartości własnej. Wszystko o ciele, o sukcesie dawało jakieś echo, ale "jestem wystarczająca" albo "zasługuję na dobre rzeczy" to była totalna cisza. Teraz jak to mówię, to nawet brzmi jak diagnoza.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Leonora To jest bardzo ważna obserwacja i nie brzmi jak diagnoza, brzmi jak po prostu precyzyjna samoobserwacja. Afirmacje dotyczące wartości własnej są jedne z najtrudniejszych, bo sięgają bardzo głęboko osadzonych przekonań, często zbudowanych długo przed tym, zanim ktokolwiek o afirmacjach słyszał. Nie ma sensu zaczynać od "zasługuję", jeśli całe ciało temu przeczy. Zacznij od czegoś jeszcze bardziej krok wstecz.


Odpowiedz
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 690

@Ballen A co to mogłoby być, ten krok wstecz? Bo jak słyszę "coś bardziej neutralnego", to nie wiem, jak to wygląda w praktyce przy tak podstawowym temacie jak poczucie własnej wartości. Jakiś przykład?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Agatha.1 Zamiast "zasługuję na dobre rzeczy" można zacząć od czegoś w stylu "uczę się zauważać, kiedy coś mi służy". To nie jest deklaracja o wartości, tylko o procesie. Umysł nie musi w to wierzyć od razu, bo to nie twierdzenie, to opis ruchu. I ten ruch jest łatwiejszy do zaakceptowania.


Odpowiedz
Wpisy: 1666
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

To, co Ballen opisuje, to coś, co w pracy z afirmacjami nazywa się czasem przejściem od twierdzeń do pytań albo od stanu do procesu. I dla mnie to jest właśnie sedno całego wątku otwartego przez Klaudię, że gotowe formuły zakładają, że jesteś już na końcu drogi, a praca z umysłem wymaga spotkania go tam, gdzie teraz jest.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 879

@Shangie Tak, to dokładnie to. I mam wrażenie, że ten wątek o emocjach podczas wypowiadania w pewnym sensie jest tylko powierzchnią, bo pod spodem jest właśnie pytanie, czy mówię z miejsca, w którym jestem, czy z miejsca, w którym chcę być. I chyba większość problemów z afirmacjami bierze się właśnie z tej drugiej opcji.


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wracając do tego, co Herga i Seid mówili o oporze aktywnym i płaskim. Zastanawiam się, czy ta różnica nie jest też zależna od pory dnia albo stanu, w jakim się jest. Rano, zaraz po przebudzeniu, bywa, że to samo zdanie brzmi zupełnie inaczej niż wieczorem. Ktoś to obserwował?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Taurus Tak, zdecydowanie. Rano zaraz po przebudzeniu mam najniższy opór wobec wszystkiego, łącznie z afirmacjami. Wieczorem ten sam tekst brzmi bardziej pusto albo wręcz drażni. Nie wiem, czy to ma jakieś głębsze uzasadnienie, ale zaczęłam pracować głównie rano właśnie z tego powodu.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Taurus To, co opisujesz, jest całkiem dobrze udokumentowane jeśli chodzi o ogólny rytm poznawczy. Zaraz po przebudzeniu, przez pierwsze kilkanaście minut, mózg przechodzi ze stanu theta do alfa i jest wtedy bardziej otwarty na sugestię, krytyczny filtr jest jeszcze uśpiony. Wieczorem, gdy jesteś zmęczona, ten filtr często działa mocniej albo odwrotnie, jest tak obniżony, że treść wpada bez żadnego przetworzenia i zamiast działać, po prostu się nie przykleja. Rano to złote okno, ale nie jedyne.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 874

@Wiciol A jak długo trwa to okno theta-alfa po przebudzeniu? Bo jak rozumiem, jeśli wstaję i od razu lecę do kuchni, zalewa mnie codzienność i to okno się zamyka zanim zdążę cokolwiek zrobić z afirmacjami.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1380

@Gabka W literaturze to okno szacuje się różnie, od kilku do kilkunastu minut. Ale szczerze, to nie jest tak ostre, że po piętnastu minutach klapa opada. Chodzi bardziej o to, żeby nie wchodzić od razu w tryb zadaniowy, telefon, wiadomości, planowanie. Jeśli pierwsze co robisz rano to sprawdzasz powiadomienia, to sam sobie zamykasz tę możliwość, niezależnie od czasu.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Wiciol To tłumaczy, dlaczego afirmacje rano przy kawie, jak jeszcze jest cisza, działają zupełnie inaczej niż te same słowa wypowiedziane po godzinie pracy. Miałam to intuicyjnie, ale nie wiedziałam, jak to nazwać.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Zorka No właśnie, i tu wychodzi kolejna rzecz. Afirmacje przy kawie brzmią często miękko, prawie sennie, masz do nich mniejszy opór. Ale wieczorem ten sam tekst możesz już oceniać bardziej krytycznie i to krytyczne spojrzenie jest inne niż poranny opór. Które z tych stanów daje ci lepszą informację o tym, gdzie naprawdę jesteś z danym przekonaniem?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Taurus To jest dobre pytanie, ale myślę, że oba stany dają różne informacje, nie ma tu jednego lepszego. Rano widzisz, jak łatwo afirmacja wchodzi. Wieczorem widzisz, ile masz wobec niej realnego oporu po całym dniu w świecie. Żadnego z tych odczytów nie wyrzuciłabym.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1150

@Shangie Czyli sugerujesz, żeby pracować z afirmacjami dwukrotnie, raz rano i raz wieczorem, i porównywać to, co się czuje? To by dało jakiś obraz tego, jak przekonanie zachowuje się w ciągu dnia?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Lubon Nie sugerowałabym tego jako reguły dla wszystkich. Dla kogoś, kto lubi obserwację i zapisuje spostrzeżenia, to może być ciekawe ćwiczenie przez jakiś czas. Ale jeśli ktoś już i tak ma trudność z utrzymaniem praktyki raz dziennie, dokładanie drugiej sesji to prosta droga do porzucenia całości.


Odpowiedz
Wpisy: 879
Rozpoczynający temat
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się nad tym, co Taurus podniósł, bo to się łączy z tym, co próbowałam opisać na początku. Jeśli rano afirmacja wchodzi łatwo, bo filtr jest niższy, to czy to nie oznacza, że to nie jest naprawdę moje przekonanie, tylko coś, co wchodzi przez otwarte drzwi? I potem kiedy drzwi się zamkną, ono znika. Czy ktoś to obserwował u siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 1982
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

To jest konkretne i dobre pytanie. Różnica jest taka, że jeśli afirmacja zostaje tylko dopóki filtr jest niski, to faktycznie nie ma trwałego efektu. Ale jeśli powtarzasz ją wystarczająco długo w tym oknie, zaczyna ona zostawiać ślad, który z czasem jest dostępny też poza nim. To nie dzieje się po jednej sesji, ale też nie jest tak, że rano to tylko chwilowe złudzenie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2009

@Seid Ale jak odróżnić ten trwały ślad od tego, że po prostu przyzwyczaiłaś się wypowiadać te słowa bez myślenia? Bo znam kogoś, kto przez miesiące powtarzał formułę rano i w pewnym momencie przyznał, że to jest jak odmawianie alfabetu. Słowa są, efektu brak.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Herga To jest jeden z realnych problemów z powtarzaniem mechanicznym. Ślad, o którym mówię, to nie nawyk wypowiadania słów. Weryfikacja jest prosta, ale nie przyjemna: wyjdź z rutyny i powiedz tę afirmację w momencie, gdy coś cię dotknęło emocjonalnie w tym obszarze. Jeśli cokolwiek drgnęło, przekonanie jest osadzone. Jeśli cisza, to rzeczywiście zostało tylko powtarzanie.


Odpowiedz
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 690

@Seid I co wtedy? Jeśli po tym teście wychodzi, że zostało tylko powtarzanie, to czy wracasz do punktu wyjścia z formułą, czy zmieniasz podejście?


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Agatha.1 Zmieniasz formułę, nie rezygnujesz z praktyki. Najczęściej problem tkwi w tym, że formuła jest zbyt ogólna albo zbyt odległa od faktycznego miejsca, w którym jesteś. I tu wracamy do tego, o czym Ballen pisał wcześniej, że przejście do zdań opisujących proces zamiast stan to często dobry reset.


Odpowiedz
Wpisy: 1951
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do kogoś, kto pracował z tymi formułami procesowymi dłużej. Czy jest jakiś moment, w którym powoli przestajesz potrzebować "uczę się" i możesz powiedzieć "wiem" albo "jestem"? Czy to w ogóle jest cel, do którego dąży ta praktyka, czy raczej zostaje się przy procesie na stałe?


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Leonora Tak, ten moment jest, ale rzadko kiedy siadasz i świadomie zmieniasz formułę z "uczę się" na "jestem". Raczej w pewnym momencie zauważasz, że kiedy mówisz "uczę się zauważać swoje potrzeby", to brzmi to dla ciebie zbyt skromnie, bo już to robisz. I wtedy naturalnie pojawia się gotowość na mocniejsze zdanie. Wiadomo, że to nastąpiło nie przez decyzję, tylko przez obserwację.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Leonora Dodam do tego, co Ballen napisał. Ten moment przejścia jest często poprzedzony tym, że stara formuła po prostu przestaje robić cokolwiek. Nie drażni, nie uspokaja, jest neutralna. Jeśli czujesz, że dane zdanie stało się zupełnie niewidoczne, to zwykle znak, że jesteś gotowa na krok dalej.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 874

@Czulu A co z formułami, które przez cały czas są neutralne i nigdy nie przechodziły przez żaden etap? Bo słuchając was mam wrażenie, że moje problemy z afirmacjami mogą wynikać z tego, że od początku sięgam po zbyt mocne zdania i od razu lądują w tej martwej strefie.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Gabka Bardzo prawdopodobne. Jeśli wejdziesz za wysoko na początku, umysł nie ma się do czego przyczepić i dostaje neutralność, nie spokój, nie opór, tylko pustkę. To jest właśnie ten wariant, o którym Leonora pisała wcześniej. Przy czym pustka wywołana zbyt mocną formułą jest inna niż ta wywołana dysocjacją, choć z zewnątrz wyglądają tak samo.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Czulu Skoro wyglądają tak samo, to jak w ogóle można rozróżnić, z którą pustką się ma do czynienia? Pytam, bo sam nie wiem, co u mnie było przyczyną tej ciszy przy niektórych formułach.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2009

@Whisper Jeden ze sposobów, który mi działa przy ocenie cudzych przypadków, to pytanie: czy ta pustka pojawia się tylko przy jednym konkretnym temacie, czy przy wielu? Jeśli tylko przy jednym obszarze, który wiesz, że jest dla ciebie trudny, to bardziej dysocjacja. Jeśli przy wszystkich mocnych afirmacjach niezależnie od tematu, to raczej zbyt wysoki poziom formuły. Przy czym to nie jest reguła absolutna.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Herga Rozumiem to kryterium jednego obszaru vs wielu. U mnie to jest jeden konkretny temat, więc według tego, co mówisz, bardziej dysocjacja niż pustka z przesadzenia. Ale co z tym zrobić dalej? Czy w ogóle da się pracować z afirmacją dotyczącą obszaru, który mocno dysocjujesz?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2009

@Whisper Tak, da się, ale nie przez forsowanie tej samej formuły. Jeśli to dysocjacja, to znaczy, że temat jest chroniony i umysł odcina się od niego automatycznie. Bezpośrednia afirmacja wtedy uderza w tę ochronę i dostaje zero odpowiedzi. Trzeba wejść przez boczne drzwi, czyli przez coś, co jest bliżej twojego faktycznego stanu, nawet jeśli brzmi bardzo skromnie. Pytanie do ciebie: czy w tym temacie, który dysocjujesz, jesteś w stanie sformułować jedno zdanie, które jest absolutnie prawdziwe i nie wywołuje żadnego sprzeciwu?


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 874

@Herga To pytanie do Whispera, ale pozwolę sobie wejść, bo sama przez to przeszłam. U mnie z ciałem było dokładnie tak. Żadne zdanie o akceptacji nie było absolutnie prawdziwe. Aż któregoś razu zapisałam: "moje ciało działa, nawet jeśli mi się nie podoba". To zdanie nie miało żadnej wartości motywacyjnej, ale było prawdziwe. I od tego zaczęłam.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Gabka I to zdanie wzbudzało jakiś opór, czy przechodziło neutralnie?


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 874

@Leonora Neutralnie, co na początku mnie trochę rozczarowało, bo myślałam, że afirmacja powinna coś robić od razu. Dopiero po czasie zrozumiałam, że neutralność przy prawdziwym zdaniu to nie to samo, co neutralność przy zdaniu, które jest za mocne. Tamta pierwsza neutralność jest punktem wyjścia, a nie ślepą uliczką.


Odpowiedz
Wpisy: 879
Rozpoczynający temat
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

I to jest właśnie to, co próbowałam uchwycić pisząc ten temat. Że jest różnica między neutralnością, która jest wyjściem, a neutralnością, która jest ścianą. Ale jak osoba, która zaczyna, ma to w ogóle odróżnić? Bo z zewnątrz wyglądają identycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 1982
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Różnicę widać w tym, co dzieje się po kilku powtórzeniach, nie po pierwszym. Jeśli po kilku dniach zdanie nadal jest neutralne, ale zaczynasz zauważać, że gdzieś obok niego pojawia się myśl, cokolwiek, nawet sprzeciw, to znaczy, że zdanie żyje. Jeśli po kilku dniach jest tak samo jak pierwszego, to masz ścianę, a nie wyjście.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Seid Dobre kryterium, ale co ze zdaniami, przy których po kilku dniach pojawia się myśl, ale ta myśl to wyłącznie ironiczny komentarz? Znam osoby, u których po tygodniu przy afirmacji pojawia się automatyczne: "no tak, jasne". Czy to też jest znak, że zdanie żyje?


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Czulu Tak, to jest znak życia, nawet jeśli ironiczny. Ironiczny komentarz wymaga oceny, a ocena wymaga zaangażowania. To znacznie więcej niż pustka. Problem z tym wariantem jest inny: jeśli na ironię nie reagujesz świadomie, to może wzmacniać sceptycyzm zamiast go rozluźniać. Trzeba to zauważyć i zapytać siebie, skąd ten komentarz pochodzi.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Czulu Właśnie to mnie zawsze śmieszyło w podejściu "powtarzaj i zaufaj procesowi". Bo jeśli powtarzasz przez tydzień i masz tę ironię, to bez refleksji nad nią rzeczywiście możesz wzmacniać odwrotne przekonanie. Słyszałem nawet o kimś, kto po miesiącu afirmacji o pewności siebie zaczął się czuć gorzej, bo codziennie konfrontował się z tym, jak bardzo to zdanie jest nieprawdziwe.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Taurus To jest realny mechanizm i nazywa się go czasem efektem kontrastu. Ale tu jest ważna rzecz: to nie jest wina afirmacji jako metody, tylko wina doboru zdania. Jeśli dystans między afirmacją a stanem faktycznym jest zbyt duży, umysł zamiast mierzyć do góry, mierzy różnicę i się od tego dystansu odpycha. Dlatego zdania procesowe, o których mówił Ballen, są bliżej bezpiecznej granicy.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Shangie To wyjaśnia, czemu mi nigdy nie działało "jestem pewny siebie". Ale mam pytanie: czy zdania procesowe muszą być sformułowane konkretnie, że coś robię, czy mogą być też w stylu "pozwalam sobie na"? Bo widziałem takie formuły i zawsze wydawały mi się trochę bez sensu gramatycznie.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Whisper Oba warianty działają, ale mają różny charakter. "Uczę się" jest aktywne i zakłada ruch. "Pozwalam sobie na" jest bardziej pasywne i usuwa barierę, ale nie nadaje kierunku. Który z tych mechanizmów ci bardziej odpowiada, zależy od tego, gdzie twój opór jest większy: czy w robieniu czegoś, czy w dopuszczeniu czegoś do siebie?


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Ballen To jest dla mnie nowe rozróżnienie. Mogę zapytać: jak w praktyce wygląda "usuwanie bariery" przez afirmację? Bo zawsze myślałam o afirmacjach jako o czymś, co mówi mi, kim jestem lub kim będę, a nie o czymś, co czegoś nie robi.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Zorka Dobry przykład: "kocham swoje ciało" mówi ci, kim jesteś lub powinna być. "Pozwalam sobie czuć się komfortowo we własnym ciele" nie deklaruje stanu, tylko zdejmuje zakaz. Umysł inaczej przetwarza zakaz niż deklarację. Przy deklaracji porównuje ją ze stanem faktycznym. Przy zdjęciu zakazu nie ma z czym porównywać, bo to nie twierdzenie o rzeczywistości.


Odpowiedz
Wpisy: 1317
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Widzę tu pewne uproszczenie. Zdanie "pozwalam sobie" też jest deklaracją, tylko mniej konkretną. Umysł i tak może ją porównywać ze stanem faktycznym, szczególnie jeśli od lat się czegoś nie pozwalał. Pytanie do Ballena: czy masz obserwacje, że ten format naprawdę omija ocenę, czy raczej zmniejsza jej intensywność?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1378

@Cohen Zmniejsza intensywność, nie omija. Masz rację, to było za mocno powiedziane. Różnica jest stopniowa, nie jakościowa. Ale przy osobach z silnym krytykiem wewnętrznym ta różnica stopnia bywa wystarczająca, żeby zdanie w ogóle weszło, zamiast zostać odrzuconym na wejściu.


Odpowiedz
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 690

@Cohen Ale czy nie o to w tym wszystkim chodzi? Że szukamy formuł, które zmniejszają tę ocenę na tyle, żeby można było w ogóle zacząć? Klaudia pisała na początku o formułach, które brzmią fałszywie. I zdaje mi się, że "pozwalam sobie" jest po prostu mniej fałszywe dla kogoś, kto jeszcze nie jest w miejscu pełnej akceptacji. Niekoniecznie musi to całkowicie omijać ocenę.


Odpowiedz
Wpisy: 2009
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do sedna tematu, bo trochę odeszliśmy od emocji przy wypowiadaniu. Wszystko, o czym rozmawiamy, formuły procesowe, zdania zdejmujące zakazy, poziom prawdziwości, to są strategie doboru afirmacji. Ale pytanie brzmiało też: co powinna czuć osoba, gdy ją wypowiada. I nadal nie padła tu jasna odpowiedź, czy jest coś, co powinna czuć, czy coś, co nie powinno jej niepokoić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 879

@Herga Właśnie. Cieszę się, że to wróciło. Bo gdy zaczęłam ten wątek, miałam to konkretne pytanie: czy brak emocji mnie dyskwalifikuje. I po całej tej rozmowie wydaje mi się, że odpowiedź brzmi: nie, ale brak emocji przy każdej formule przez długi czas to sygnał, że coś w doborze nie gra. Czy dobrze to podsumowuję?


Odpowiedz
Wpisy: 2009
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

I właśnie to jest, moim zdaniem, jedno z trudniejszych pytań w tej dyskusji. Bo sygnał do zmiany formuły nie jest oczywisty. Ja przez długi czas nie wiedziałam, czy trwać przy zdaniu, czy je zmienić. Co cię przekonało, że czas na korektę?


Odpowiedz
Wpisy: 879
Rozpoczynający temat
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Przekonało mnie to, że przy pewnych zdaniach po kilku tygodniach nic się nie przesuwało. Żadna myśl obok, żaden opór, żadna reakcja ciała. Czysta pustka przy każdym powtórzeniu. I to nie było kojące, tylko mechaniczne. Jakbym recytowała rozkład jazdy autobusów.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: