Wracając jeszcze do tego, co mówiłam o zmianie zdania na słabsze - chcę dopowiedzieć jedną rzecz, bo mam wrażenie, że to może być źle odczytane. Nie chodzi o to, żeby afirmować coś, w co ledwo wierzysz i tak zostać. Chodzi o to, żeby wejść przez drzwi, które są otwarte, a nie cisnąć na te zamknięte. Po kilku tygodniach te słabsze zdania same zaczęły się wzmacniać, bo nie wywoływały oporu.
kilka tygodni na przestanie drażnić, kilka miesięcy na poczucie, że coś realnie pracuje. Ale nie byłam konsekwentna, więc może u kogoś inaczej. I szczerze - przez jakiś czas nie wiedziałam, czy to afirmacje, czy po prostu czas i inne rzeczy, które robiłam równolegle.
A czy można łączyć afirmacje z czymś innym? Znaczy, czy samo powtarzanie zdań wystarczy, czy potrzeba jakiegoś rytuału albo konkretnej praktyki, żeby to działało? Czytałam różne rzeczy i każdy mówi co innego.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie - czy wszystkie te techniki działają tak samo jeśli porównujesz się nie z kimś znajomym, ale z obcymi osobami z internetu? Bo dla mnie to jest właśnie ten problem, nie porównuję się z koleżankami, tylko z kimś, kogo w ogóle nie znam.
A jak w ogóle sformułować taką afirmację, żeby była o własnej wartości i jednocześnie nie brzmiała jak coś z plakatów w gabinecie psychologa? Bo jak próbuję coś takiego powiedzieć na głos, to od razu mam poczucie, że to sztuczne i śmiesznie. I potem jeszcze gorzej niż przed.
