Mam pytanie, bo czytam ten wątek od początku i nie rozumiem jednego. Skoro ta podatność na sugestię, jak tutaj mówicie, to w zasadzie nie to, o czym myślałam, to po co w ogóle robić afirmacje, jeśli i tak efekt zależy od tego, jak mam zbudowany umysł? Czy to nie jest trochę bez sensu?
A mnie zastanawia coś innego. Czy ta różnica w podatności może mieć coś wspólnego ze znakiem zodiaku albo typem energetycznym? Bo Wagi i Ryby są generalnie uważane za bardziej otwarte, a Byki i Koziorożce za bardziej oporne. Czy ktoś to obserwował u siebie?
Ale może to pytanie Silaria66 jest ciekawe w innym sensie. Nie o to, czy zodiak decyduje, tylko o to, czy typ osobowości, cokolwiek by go wyznaczało, ma znaczenie. Bo jeśli tak, to wracamy do tytułu wątku. Podatność na sugestię nie bierze się z nikąd, skądś pochodzi.
Dokładnie. I to chyba najuczciwsza odpowiedź na ten wątek: tak, łatwiej wchłaniają afirmacje osoby, które mają niższy poziom wewnętrznego sprzeciwu wobec nowych przekonań. Ale ten poziom sprzeciwu to efekt historii, nie urodzenia. Można nad nim pracować, tylko trzeba wiedzieć, że się pracuje właśnie nad tym.
To jak w ogóle można sprawdzić, że afirmacje działają, a nie coś innego? Serio pytam, bo zawsze mam z tym problem. Robi się coś przez miesiąc i nie wiadomo, co dało efekt.
Ja mam takie obserwacje po tych kilku dniach rano. Nie wiem czy to działa, ale zacząłem zauważać, kiedy mój wewnętrzny głos mówi coś przeciwnego do afirmacji. Wcześniej tego nie słyszałem w ogóle. Czy to jest jakaś zmiana, czy raczej efekt uboczny?
To, co opisuje Emilek53, to klasyczny opór ego. I tu właśnie wracamy do pytania z tytułu. Osoby, które tego głosu nie słyszą albo słyszą go ciszej, będą miały wrażenie, że afirmacje 'działają od razu'. Nie dlatego, że są bardziej podatne na sugestię w sensie naiwności, tylko dlatego, że mają mniej materiału do przepracowania.
Ale czy to nie jest wtedy trochę niesprawiedliwe? Jedni wchodzą do afirmacji z czystą kartą, a inni z górą negatywnych przekonań i dla nich praca jest pięć razy cięższa, żeby dojść do tego samego punktu?
to wychodzi ze byc mniej krytycznym to jakby pomaga? bo to troche dziwne, myslalam ze myslenie jest dobre
Myślenie jest dobre, ale krytyczny umysł to nie to samo co myślący umysł. Możesz myśleć intensywnie i jednocześnie nie odrzucać automatycznie każdego nowego przekonania. Chodzi o to, czy twój wewnętrzny cenzor reaguje na afirmację jak na zagrożenie, czy jak na propozycję do sprawdzenia.
Dobra, to mam pytanie do całej rozmowy, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czyli na początku lepiej nie zastanawiać się za bardzo, czy afirmacja jest prawdziwa, tylko po prostu ją powtarzać? I dopiero z czasem zaczyna mieć znaczenie? Czy źle to rozumiem?
