Znalazłam gdzieś afirmację 'Jestem wartościową osobą' i kiedy ją powtarzam, to czuję jakbym kłamała sama sobie. Nie wiem czy to normalne, że zamiast lepiej - czuję się gorzej po afirmacjach? Czy ktoś miał tak samo na początku? Chcę zacząć pracę nad poczuciem własnej wartości, ale nie wiem czy afirmacje to dobry kierunek, skoro tak reaguję.
To normalne, że na początku mózg się broni. Afirmacje działają na zasadzie powtarzania - im więcej razy powiesz, tym mocniej wchodzi w podświadomość. Musisz po prostu wytrwać i mówić je codziennie, najlepiej przy lustrze, przez przynajmniej 21 dni. Potem samo zacznie się zmieniać.
właśnie o to chodzi - nie zaczynasz od 'jestem wartościową osobą', jeśli w to nie wierzysz. Zaczynasz od zdań, które są prawdziwe i trochę bliżej celu. Na przykład zamiast 'jestem pewna siebie' - 'uczę się być pewna siebie' albo 'mogę być pewna siebie'. To jest tzw. afirmacja pomostowa. Zmniejsza ten dysonans, który opisujesz. Claude Steele badał coś, co nazwał self-affirmation theory - chodzi o to, że afirmacje najlepiej działają, kiedy odnoszą się do wartości, które rzeczywiście uznajesz za swoje, nawet jeśli ich nie realizujesz. Nie musisz twierdzić, że już jesteś - wystarczy, że uznajesz, że to w tobie jest możliwe.
Ja miałam dokladnie to samo co Jaskier. Mówiłam afirmacje i czułam ze mnie smieje. Spróbowałam pisać zamiast mówić - zeszyt, codziennie wieczorem. Troche łatwiej jakoś, nie wiem czemu.
siła afirmacji pomostowej jest porównywalana, a w wielu przypadkach wyższa, bo nie wywołuje oporu. Afirmacja, której nie możesz zaakceptować, jest po prostu ignorowana przez umysł - albo co gorsza, uruchamia wewnętrznego krytyka, który zaczyna zbierać dowody na to, że to nieprawda. Wtedy pracujesz przeciwko sobie.
Przepraszam że się wtrącę, ale nie bardzo rozumiem - skąd wiadomo że afirmacja już przestała wywoływać ten sprzeciw? Czeka się aż samo się poczuje inaczej, czy jest jakiś sposób żeby to sprawdzić?
To wszystko ciekawe, ale zastanawiam się czy afirmacje to nie jest trochę okłamywanie siebie? Bo jeśli mówię coś, w co nie wierzę, to nie jest tak samo jak wmówienie sobie czegoś nieprawdziwego?
Jest jedna rzecz, o której mało kto tu mówi - intencja i stan, w jakim się afirmuje. Mówienie afirmacji z pozy desperacji czy strachu ('muszę w to uwierzyć, bo inaczej') działa odwrotnie niż zamierzone. To jak modlitwa o zdrowie pełna lęku przed chorobą - co jest w centrum uwagi? Jeśli zaczyna się od miejsca, gdzie prawie się nie szanuje, najpierw trzeba znaleźć jedno zdanie, które jest absolutnie prawdziwe i neutralne. Dosłownie jedno. 'Oddycham. Żyję. Jestem tutaj.' I z tego buduje się dalej.
Moim zdaniem zaczynacie od złej strony. Afirmacje bez pracy energetycznej to jak sadzenie nasion bez podlewania. Trzeba najpierw oczyścić pole energetyczne, usunąć blokady, bo inaczej afirmacje nie mają jak przeniknąć do głębszych warstw. Polecam połączenie afirmacji z medytacją nad czakrą serca.
Mam pytanie może trochę z boku - czy afirmacje działają tak samo na każdą osobę? Bo czytałam, że to zależy od znaku zodiaku albo od tego, jaki mamy ascendent. Panny podobno lepiej reagują na afirmacje logiczne, a Ryby na obrazy i wizualizacje. Czy ktoś to sprawdzał?
To pytanie o zodiak i afirmacje jest ciekawe, ale bym go nie przeceniała. Metody wizualizacji czy afirmacji słownych to kwestia preferencji poznawczych, nie znaku Słońca. Ktoś konkretny i analityczny może faktycznie lepiej reagować na zdania logiczne, ale to nie znaczy, że urodzony w Rybach nie może działać z afirmacją słowną - po prostu może potrzebować innych sformułowań.
Wracając do tego, o czym pisała Sabineczka wcześniej - to zdanie 'jestem tutaj' próbowałam kilka razy w ciągu dnia i faktycznie coś w tym jest. Nie czuję oporu. Ale zastanawiam się, czy to nie jest za proste, żeby cokolwiek zmieniło?
'za proste' to nie zarzut. Układ nerwowy zmienia się przez małe, powtarzalne sygnały, nie przez dramatyczne deklaracje. Zdanie, które nie wywołuje sprzeciwu, wchodzi bez filtru. To jest właśnie punkt wejścia - nie meta, nie docelowa afirmacja, tylko pierwszy krok, żeby umysł w ogóle przestał się bronić.
Pytanie do jaskier - codziennie to powtarzasz czy tylko jak pamietasz? Bo ja mialam problem z regularnością i nie wiedzialam czy to w ogole ma sens jak się nie robi codziennie
Regularność ma znaczenie, ale nie musi być sztywna godzina. Ważniejsze jest zakotwiczenie - przypiąć to do czegoś, co i tak robisz. Rano przy kawie, przed snem kiedy gaszone jest światło, po myciu zębów. Mózg uczy się przez skojarzenia, a nie przez kalendarz.
Nadal uważam, że pomijanie aspektu energetycznego to błąd. Regularność i kotwice to psychologia, ok, ale jeśli czakra splotu słonecznego jest zablokowana, żadna afirmacja tego nie odblokuje mechanicznie. Poczucie własnej wartości siedzi właśnie tam i jeśli tam jest zastój, to te zdania w głowie krążą w zamkniętym kole.
Mam pytanie może naiwne - jak długo zazwyczaj trzeba czekać, żeby zauważyć jakąkolwiek zmianę? Bo boję się, że zacznę, nie będę widzieć efektów i rzucę po tygodniu.
Opór i zniechęcenie różnią się tym, że zniechęcenie jest płaskie - nie chce mi się, odkładam, wracam. Opór jest aktywny - samo myślenie o tej afirmacji wywołuje napięcie, ironiczny komentarz wewnętrzny, fizyczny dyskomfort w ciele. Zniechęcenie mówi: nieee, dzisiaj nie. Opór mówi: to głupie, to kłamstwo, nie jestem tego warta. Czujesz różnicę?
obojętność bywa trudniejsza niż opór, bo jest niewidoczna. Opór przynajmniej sygnalizuje, że dotykasz czegoś ważnego. Obojętność może oznaczać, że afirmacja jest zbyt odległa od czegokolwiek, co czujesz jako realne - ani wiarygodna, ani zagrażająca. Może warto sprawdzić, czy zdanie, które powtarzasz, w ogóle coś w tobie rusza?
ja mialam tak samo, obojetnos i ze niby ok ale jakby nic. A potem sie okazalo ze po prostu za szybko przeskoczylam do duzych zdan. Wróciłam do malych i coś drgnelo
Wracam do tej dyskusji o energetyce, bo czuję, że temat został zamknięty zbyt szybko. Sabineczka mówiła o obiektywnch sygnałach w ciele, oddech, napięcie. Ale to są właśnie sygnały czakryczne, tylko opisane innym językiem. Nie twierdzę, że każdy musi używać tego słownictwa, ale żeby nie robić z tego zupełnie rozłącznych systemów.
A co jeśli ktoś próbuje i nic nie wywołuje żadnego oporu, ale też żadnego efektu? Pytam, bo mam wrażenie, że moje zdania po prostu przez mnie przepływają i nic nie zostaje. Nie wiem, czy robię coś źle, czy po prostu jeszcze za krótko.
Tylko czy to w ogóle jest jeszcze afirmacja, czy to jest już terapia? Bo im dłużej czytam ten wątek, tym bardziej mam wrażenie, że rozmawiamy o pracy terapeutycznej, tylko bez terapeuty. I zastanawiam się, czy to jest bezpieczne dla kogoś z naprawdę niskim poczuciem własnej wartości.
To co Kosma napisał - różne poziomy - to mi coś uświadomiło. Może właśnie dlatego pytałam na początku, jak zacząć, kiedy afirmacje brzmią jak kłamstwo. Bo to jest właśnie ten poziom, gdzie wszystko brzmi jak nieprawda, ale nie jest tak ciężko, żeby nie funkcjonować. I nie wiedziałam, czy to już jest za trudny teren dla afirmacji, czy jeszcze nie.
Właśnie ten poziom, który opisujesz, jest dokładnie tym, dla którego afirmacje-pomosty zostały opisane przez Haysa i innych. Nie afirmacje docelowe, tylko tymczasowe zdania, które są prawdziwe już teraz i otwierają drzwi do czegoś większego. 'Jestem tutaj' jest takim pomostem. 'Pozwalam sobie sprawdzić, czy coś może się zmienić' też nim jest.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może trochę z boku - czy jest jakaś różnica między powtarzaniem afirmacji w myślach a mówieniem na głos? Bo widziałam sprzeczne informacje i nie wiem, co jest skuteczniejsze.
