Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy to, że ktoś łatwo wierzy w afirmacje, sprawia, że szybciej widzi efekty. Ćwiczę regularnie, powtarzam swoje zdania rano i wieczorem, ale mam wokół siebie osoby, które mówią 'no dobra, spróbuję' i podobno po tygodniu czują zmianę. Ja potrzebuję miesięcy. Czy to kwestia tego, jak bardzo angażujemy się emocjonalnie, czy po prostu jedni są bardziej podatni na sugestię i dlatego 'przeprogramowanie' idzie im szybciej?
Też nad tym myślałam. Jak zaczynałam z afirmacjami, byłam bardzo sceptyczna i efekty przychodziły powoli. Potem trochę odpuściłam ten intelektualny opór i coś się zmieniło. Ale nie wiem, czy to był opór, czy po prostu za mało regularności. Trudno mi to rozdzielić. Czy Ty tę zmianę u siebie jakoś konkretnie poczułaś, czy bardziej wywnioskułaś po czasie?
Problem polega na tym, że 'podatność na sugestię' to bardzo szerokie pojęcie. W kontekście hipnozy to jedna rzecz, a w kontekście pracy z afirmacjami to inna. Osoba, która bezkrytycznie powtarza zdania, wcale nie musi osiągać lepszych wyników, bo brakuje jej intencji i rozumienia, co właściwie robi. Widziałem wiele przypadków, gdzie ktoś recytował afirmacje jak formułkę i nic się nie zmieniało. A ktoś inny, kto był wręcz dość analityczny, budował to powoli i solidnie.
A co w ogóle znaczy 'lepsze wyniki' w przypadku afirmacji? Bo dla jednej osoby to będzie poprawa samopoczucia, dla innej konkretna zmiana w życiu, a dla jeszcze innej poczucie spokoju. Pytam, bo zupełnie inaczej mierzyłabym sukces afirmacji 'jestem zdrowa' a inaczej 'przyciągam spokój'.
Nie do końca. Jeśli ktoś tylko bezkrytycznie akceptuje sugestię, to działa ona powierzchownie, na poziomie samopoczucia, ale nie zmienia głębszych wzorców. To trochę jak wzięcie środka przeciwbólowego zamiast leczenia przyczyny. Analityczne budowanie przekonania jest wolniejsze, ale zostawia trwalszy ślad. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie.
Czytam i zastanawiam się, czy nie mieszamy tu dwóch różnych mechanizmów. Podatność na sugestię to jedno, a otwartość na zmianę to drugie. Można być bardzo otwartym, a jednocześnie krytycznym wobec nowych przekonań. I właśnie taka kombinacja, moim zdaniem, działa najlepiej. Widziałam to u siebie w pracy z afirmacjami dotyczącymi własnych ograniczeń.
Nie za bardzo rozumiem tej różnicy. Czy otwartość na zmianę nie jest po prostu tym samym co niski opór? Jak ktoś jest otwarty, to przecież łatwiej mu przyjąć nowe przekonanie, więc w efekcie jest bardziej podatny na sugestię.
Szczerze mówiąc podchodzę do afirmacji ze sporym dystansem, ale właśnie dlatego tu czytam. Chcę zrozumieć, jak to ma działać. Czy to nie jest po prostu samookłamywanie się? Mówię sobie 'jestem pewna siebie', kiedy nie jestem, i mam w to uwierzyć?
A jak długo właściwie trzeba ćwiczyć, żeby cokolwiek poczuć? Bo czytałem różne rzeczy, jedni mówią 21 dni, inni że to mit, jeszcze inni że zależy od osoby. Zaczynam i nie wiem, ile dać sobie czasu.
Wracając do samego pytania z tematu, bo zeszliśmy trochę w bok. Moje obserwacje są takie, że osoby mało krytyczne często zaczynają entuzjastycznie, szybko czują jakiś efekt, bo sugestia działa na poziomie emocjonalnym, ale po jakimś czasie efekt zanika, bo nie ma pod tym solidnych podstaw. Osoby bardziej analityczne zaczynają wolniej, ale gdy coś się u nich zmienia, to zostaje.
Ja zawsze myślałam, że afirmacje to po prostu powtarzanie pozytywnych zdań i tyle, każdy to może robić tak samo. Nie wiedziałam, że jest tu tyle poziomów i że to w ogóle tak działa inaczej u różnych osób. Czy to znaczy, że te popularne afirmacje z internetu są do niczego?
Czyli ile to jest 'dość czasu'? Bo to jest dokładnie to, o czym pisałem wcześniej. Każdy mówi co innego i w kółko wychodzi to samo: 'zależy od osoby'. Czy jest cokolwiek bardziej konkretnego?
Jest jeszcze jedna kwestia, którą chciałam dorzucić do wątku o podatności. Pracowałam przez jakiś czas z afirmacjami pisanymi ręcznie i zauważyłam, że moja reakcja na to samo zdanie potrafi być różna zależnie od dnia. Raz brzmi znajomo, raz wciąż obco. Zastanawiam się, czy ta zmienność to naturalny etap, czy raczej znak, że coś robię nie tak.
Właśnie o tym myślałam czytając wcześniejszą dyskusję. Czy jeśli afirmacja zaczyna działać, to raczej czujemy to najpierw emocjonalnie, a potem widzimy w zachowaniu, czy na odwrót? Bo z tego co tu czytam, te dwie warstwy są traktowane oddzielnie.
Czy to nie jest trochę tak, że te łagodniejsze afirmacje to właśnie dla takich jak ja, które sceptycznie podchodzą do tych mocnych twierdzeń? Nigdy o tym nie myślałam, że można to stopniować.
A wracając do tego, co pisała Mimoza63 o podatności na sugestię - czy to znaczy, że osoby bardziej analityczne powinny po prostu używać innych form afirmacji niż osoby, które łatwiej przyjmują sugestię? Czy to jest ta faktyczna różnica między nimi, a nie sama skuteczność?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy my nie omawiamy przypadkiem dwóch różnych rzeczy jednocześnie. Podatność na sugestię to jedna sprawa, a umiejętność wyciszenia krytycznego głosu to inna. Można być mało podatnym na sugestię z zewnątrz i jednocześnie dobrze radzić sobie z własnymi afirmacjami, jeśli się rozumie mechanizm. Czy ktoś to rozróżnia?
Pytanie w tytule wziął się stąd, że w wielu tekstach o afirmacjach pojawia się sugestia, że osoby 'otwarte' osiągają lepsze wyniki. Mnie interesowało, czy to rzeczywiście podatność na sugestię jako taka, czy może coś innego, co tylko wygląda podobnie. Z tej rozmowy wyłania mi się odpowiedź, że to drugie.
No to w końcu coś konkretnego. Czyli podatność na sugestię to zły termin, a chodzi raczej o to, ile oporu ma dany umysł wobec nowego przekonania. Dobrze to rozumiem?
To ciekawe co piszesz o porze dnia. Ja zawsze robiłem to przy biurku w ciągu dnia i może dlatego zawsze miałem wrażenie, że to takie... sztuczne. Nigdy mi nie przyszło do głowy, że pora może mieć znaczenie.
Ale zaraz, bo coś mi tu nie pasuje. Jeśli filtr krytyczny jest po prostu mniej aktywny rano, to co to ma do podatności na sugestię? Bo wydaje mi się, że to nie jest to samo. Mózg po przebudzeniu jest po prostu niewyspany, nie bardziej otwarty.
Ja zacząłem próbować rano, tak jak pisała Klimcia90. Na razie kilka dni, więc trudno powiedzieć. Ale rzeczywiście jest jakieś inne odczucie niż przy biurku w południe. Mniej tego poczucia, że mówię coś, w co nie wierzę. Nie wiem, czy to działa, ale przynajmniej nie czuję się głupio.
Hej, ale mam pytanie do Ilonka65, bo wcześniej pisałaś o afirmacjach pomostowych, te z 'wybieram' i 'uczę się'. Czy one działają tak samo rano, czy to jest coś osobnego? Bo teraz mam wrażenie, że mamy dwa różne wątki naraz i się gubię.
A ja mam głupie pytanie, bo może pominęłam coś wcześniej. Czy afirmacje pomostowe to jest jakaś konkretna metoda z nazwą, czy Ilonka65 sama to tak nazywa? Pytam, bo chciałabym poczytać więcej.
Wracam do wątku z tytułu, bo rozmowa poszła w ciekawą stronę, ale trochę odpłynęłyśmy. Mnie zastanawia, czy to co opisuje Emilek53, to znaczy to poczucie, że 'nie czuję się głupio', jest właśnie tym, co w tekstach o afirmacjach nazywa się otwartością. Może 'podatność na sugestię' to po prostu zły termin na brak tego dyskomfortu?
Chyba o to właśnie chodzi. Osoby opisywane jako 'podatne na sugestię' w kontekście afirmacji to nie są osoby łatwowierne. To osoby, które nie generują silnego sygnału odrzucenia na nowe przekonanie. To zupełnie inna rzecz i dobrze, że Mimoza63 to wyciągnęła.
ale jak to potem nazwiemy to nie zmienia przecie tego ze jedni maja latiwiej a drudzy trudniej, nie? Mnie bardziej interesuje co z tym zrobic jak sie jest ta trudniejsza osoba, bo o tym juz troche bylo ale nie do konca
