Teraz zaczynam od pytania: co mnie blokuje przed tym, żeby to było prawdą? I z odpowiedzi na to pytanie wyciągam sformułowanie. Nie zawsze działa od razu, ale przynajmniej nie piszę w próżnię.
To dobra metoda, ale mam pytanie: co jak na to pytanie nie ma odpowiedzi? Albo raczej - jest ich za dużo i nie wiadomo, od której zacząć? Bo u mnie tak było przy jednym z większych celów i skończyłam na tym, że pisałam trzy różne afirmacje do tego samego tematu jednocześnie.
Mam podobny podział w notatkach od jakiegoś czasu i to rzeczywiście pomaga nie mieszać. Ale wróciłabym do pytania Fiolki - bo ona pytała nie tylko o sformułowanie, ale też o to, czy afirmacje działają inaczej na duże cele niż na codzienne nawyki. I wydaje mi się, że ta rozmowa trochę od tego odpłynęła.
A wracając do małych celów kontra duże - mam wrażenie, że przy codziennych nawykach afirmacja bardziej działa jak przypomnienie niż jak przeprogramowanie. 'Wybieram zdrowe jedzenie' to nie zmiana tożsamości, to bardziej taki sygnał przed decyzją. Czy to w ogóle jest to samo, co afirmacja do dużego celu życiowego?
To co Zaklinacz pisze o żywieniu afirmacji 'w tle' - właśnie tak to u mnie zaczęło działać. Przestałam traktować powtarzanie jako zadanie do odhaczenia i bardziej jako coś, co towarzyszy. Nie wiem, czy to zmiana metody, czy zmiana nastawienia, ale czuję różnicę. I chyba to jest odpowiedź na moje własne pytanie z początku wątku, tyle że dotarłam do niej okrężną drogą.
Fiolka, a jak długo trwało u ciebie przejście od traktowania tego jako zadania do tego towarzyszącego trybu? Bo ja właśnie czuję, że wciąż to odhaczam i nie wiem, czy to kwestia czasu, czy trzeba coś konkretnie zmienić.
Właśnie o tym rozmawiałyśmy wcześniej z Janeczką przy okazji warstw - że przekonanie i działanie to dwa różne rejestry. A teraz wychodzi, że jest jeszcze trzecia warstwa: czy afirmacja w ogóle mieści się w przestrzeni wiarygodności. I to może być nawet ważniejsze niż sam dobór słów. Zastanawiam się, czy nie powinno się od tego zaczynać przy układaniu afirmacji - od testu wiarygodności.
Słucham tej rozmowy i myślę, że to, co Gituska opisuje z ciałem, to po prostu reakcja na dysonans. Nie trzeba tego nazywać testami - to jest po prostu naturalna odpowiedź na coś, w co nie wierzymy. Tylko że większość ludzi nie zwraca na to uwagi, bo jest przyzwyczajona ignorować własne sygnały. Ja przez długi czas powtarzałam afirmacje kompletnie odcięta od tego, co czuję, i zero efektów. Dopiero kiedy zaczęłam to robić uważniej, coś drgnęło.
Wracam do głównego pytania z tytułu, bo trochę od niego odpłynęliśmy. Fiolka pytała też o to, czy afirmacje działają inaczej na duże cele niż na małe nawyki. Na podstawie tej rozmowy mam wrażenie, że przy małych nawykach możesz sobie pozwolić na prostsze zdania i bardziej mechaniczne powtarzanie, bo nie trafiasz w głębsze warstwy. Przy dużych celach - ten sam mechanizm nie wystarczy, bo tam jest opór. Czy ktoś ma inne zdanie?
Właśnie przeczytałam ostatnie posty i mam pytanie do Zaklinacza - mówisz, że decyduje liczba warstw tożsamości. Ale jak to rozpoznać przed rozpoczęciem pracy z afirmacją? Czy jest jakiś sposób, żeby sprawdzić, czy mały cel jest naprawdę mały?
Dobre pytanie i szczera odpowiedź brzmi: często dopiero w trakcie. Ale jest jeden sygnał wstępny - spróbuj wyobrazić sobie, że ten cel jest już osiągnięty, i obserwuj, co czujesz. Jeśli pojawia się coś nieprzyjemnego - ulga zamienia się w niepokój, albo zamiast radości jest pustka - to znak, że cel dotyka czegoś głębszego niż wygląda z zewnątrz. Przy naprawdę płytkich nawykach tego nie ma.
Wracając do pytania z tytułu wątku, bo ta rozmowa jest naprawdę dobra, ale trochę od niego odpłynęliśmy. Pytanie Fiolki dotyczyło też tego, czy zmieniać sformułowania. I tu jest coś, o czym jeszcze nie powiedzieliśmy wprost: zmiana sformułowania i zmiana celu to dwie różne decyzje. Można trzymać ten sam cel, ale szukać zdania, które lepiej trafi - i to jest uzasadnione. Ale zmiana celu co kilka tygodni to już inna sprawa.
A ja mam inne pytanie - czy ktoś próbował mieć jednocześnie afirmację na duży cel i oddzielną na mały nawyk? I czy to w ogóle jest sensowne, czy raczej rozproszenie?
Właśnie o to mi chodziło na początku, tylko nie umiałam tego tak sformułować. Mój cel jest duży - chodzi o pewność siebie w pracy - ale zastanawiałam się, czy nie lepiej zacząć od czegoś małego, żeby w ogóle poczuć, że to działa. Teraz rozumiem, że jeśli to małe jest związane z tym dużym, to może być dobry start.
