- tu właśnie jest punkt, który mnie od początku w tym temacie zastanawia. Czy afirmacja może zmienić przekonanie o planie, czy tylko opisuje zmianę która już zaszła? Innymi słowy - czy afirmacja jest sposóbm transformacji, czy raczej potwierdzeniem transformacji? Pytam, bo mam wrażenie, że używamy jej w obu funkcjach naraz i stąd część zamieszania.
Słucham tej wymiany i mam odczucie, że dotykamy czegoś bardzo konkretnego. Lęk przed stagnacją to inny rodzaj lęku niż lęk przed porażką albo przed nieznanym. I myślę, że afirmacje dla każdego z tych typów powinny być inaczej skonstruowane. Czy ktoś z was to rozróżniał w praktyce - nie tylko co czujesz, ale jakiego rodzaju jest ten lęk?
Wracając do pytania Jagusieńki.pl o to, czy afirmacja ma dotyczyć zmiany czy teraźniejszości - mam wrażenie, że to jest fałszywy wybór. Teraźniejszość i przyszłość nie są oddzielone, jeśli mówisz o wewnętrznym stanie. Afirmacja, która mówi 'jestem otwarty na zmianę', jest jednocześnie teraźniejsza i zwrócona ku przyszłości. Nie musisz wybierać jednej osi.
Jagusienka, ja sobie z tym długo nie radizłam. Czułam dokładnie to samo - że afirmacja to udawanie. Dopiero kiedy ktoś mi powiedział, żebym zamiast mówić 'jestem spokojna' mówiła 'chcę być spokojna' albo 'uczę się spokoju', to coś kliknęło. Bo to było prawdziwe. Może właśnie o to chodzi - afirmacja nie musi opisywać gotowego stanu, może opisywać kierunek.
To jest dobra intuicja, ale z jednym zastrzeżeniem. Afirmacje w formie 'chcę' mogą utrwalać stan pragnienia, a nie stan posiadania. Część badań nad językiem afirmacji pokazuje, że lepiej sprawdzają się formy procesualne - 'uczę się', 'buduję', 'odkrywam' - niż zarówno 'jestem' jak i 'chcę'. Galaktyka, twój przykład z 'uczę się spokoju' jest akurat dobry właśnie dlatego, że jest procesualny.
Mam pytanie trochę z boku tej dyskusji. Czy afirmacje procesualane - 'uczę się', 'buduję' - działają podobnie przy lęku, który jest bardzo nagły, napadowy? Bo u mnie lęk przed przyszłością potrafi przyjść nagle i wtedy nie jestem w stanie wejść w żaden proces, potrzebuję czegoś natychmiastowego.
Ja mam w notatkach coś, co gdzieś kiedyś wynotowałam - że afirmacja, której nie wierzysz w stu procentach, działa lepiej niż ta, której wierzysz w stu procentach, bo ta pierwsza jeszcze jest 'w ruchu'. Czy to ma sens w kontekście tego, co tu piszecie? Zastanawiam się, czy to nie jest ten sam mechanizm.
Mam wrażenie że trochę odpłynęłyśmy od lęku przed przyszłością konkretnie. Wracam do tego - czy ktoś ma doświadczenie z afirmacjami, które dotyczą rzeczy niepewnych, które mogą się nie wydarzyć? Bo mi łatwo afirmować spokój tu i teraz, ale jak mam coś przed sobą, o czym nie wiem jak się skończy - egzamin, zmiana pracy, cokolwiek - to afirmacja w stylu 'wszystko się ułoży' brzmi dla mnie kompletnie fałszywie.
Galaktyka, dokładnie ten sam problem mam. 'Wszystko się ułoży' to zdanie, którego mój umysł po prostu nie kupuje, bo wie, że nie wiem jak się ułoży. Próbowałam różnych wersji i najbliżej prawdy było dla mnie coś w stylu 'jestem w stanie poradzić sobie z tym, co przyjdzie'. To jest coś, w co mogę uwierzyć, bo nie mówi nic o rezultacie, tylko o mnie.
Mam taką sytuację osobistą, jeśli mogę wrzucić - czeka mnie coś, na co długo czekałem i jednocześnie bardzo się boję rezultatu. I nie wiem, czy powtarzać sobie coś o tym wydarzeniu, czy raczej skupić się na afirmacjach niezwiązanych z tym konkretnie, żeby po prostu być stabilniejszy. Czy ma znaczenie, czy afirmacja jest 'o tym' czy ogólna?
Cieszę się, że temat wrócił do lęku przed konkretnym wydarzeniem, bo o to mi chodziło od początku. Mam taką obserwację z własnego doświadczenia - im bardziej starałam się afirmować wynik, tym bardziej cały dzień myślałam o tym, czy wynik będzie dobry. Czyli afirmacja w teorii o przyszłości, a w praktyce generowała ciągłe monitorowanie przyszłości. Czy ktoś miał podobnie?
Galaktyka, dokładnie tak. Mam na to swoją nazwę - 'afirmacyjny radar'. Zamiast dać spokój sprawie, zaczynam skanować każdy dzień pod kątem sygnałów, czy moja afirmacja 'się sprawdza'. To jest absurdnie wyczerpujące i chyba odwrotne do zamierzonego celu.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku - czy te wszystkie zasady, o których piszecie, dotyczą tylko afirmacji mówionych? Bo ja jakoś łatwiej mi pisać niż mówić i zastanawiam się, czy zapisana afirmacja działa inaczej.
Mam takie pytanie do całej rozmowy - czy ktoś z was miał tak, że afirmacje o zasobach działały przez jakiś czas, a potem przestały? Pytam bo u mnie tak było. Przez jakiś czas 'daję radę niezależnie od wyniku' naprawdę coś robiło, a potem stało się puste. Nie wiem, czy zużyłam tę afirmację, czy po prostu potrzebuję czegoś innego.
U mnie też tak bywało. Myślę że to normalne - afirmacja traci swój efekt jak staje się nawykiem czysto mechanicznym. Wtedy pomaga albo zmienić sformułowanie, albo dodać do niej konkretny obraz czy wspomnienie, kiedy naprawdę dałaś radę. Sama treść przestaje wystarczać.
To co pisze Miroslawa.pl bardzo do mnie trafia. Ja to opisałabym tak, że afirmacja bez wspomnienia jest jak mapa bez terenu. Ale mam pytanie - co zrobić, kiedy człowiek jest w takim momencie, że nie może w siebie uwierzyć i trudno mu przypomnieć sobie coś, kiedy dał radę? Nie każdy ma gotowe takie wspomnienia pod ręką.
Mam pytanie które może być trochę z boku - czy jest jakaś różnica między afirmacją a po prostu mówieniem sobie w myślach czegoś pozytywnego? Bo słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy ja już to robię, tylko nie wiedziałam, że to afirmacja.
