To, co Magicwoman opisuje z ciałem, to coś, o czym rzadko się mówi w kontekście afirmacji. Większość podejść zakłada, że masz powtarzać mechanicznie i efekt przyjdzie sam. A tu jest sugestia, że ciało sygnalizuje coś o jakości praktyki. I że przerwa może być odpowiedzią na ten sygnał.
Właśnie - i to wraca do języka. Afirmacja po angielsku może omijać ten sygnał z ciała, bo jest jakby obok. Nie wywołuje ani głębokiego oporu, ani głębokiej chęci. Jest po prostu neutralna. I może dlatego łatwiej ją zarzucić - bo jej brak też jest neutralny.
Wchodzę tu z boku, bo cały czas kręciło mi się w głowie pytanie o runy. Jeśli przyjmiemy, że język ojczysty ma inny ładunek emocjonalny, to co z afirmacjami opartymi na symbolach, które w ogóle nie są słowami? Galdr - śpiewanie run - omija ten problem. Nie ma języka polskiego ani angielskiego, jest dźwięk i intencja. Ciekawe, czy przerwa w takiej praktyce działa inaczej.
Kadula i Wiciol otworzyli coś, o czym warto powiedzieć wprost w kontekście przerw. Jeśli galdr działa przez dźwięk i wibrację, a nie przez semantykę, to przerwa w tej praktyce ma zupełnie inny charakter niż przerwa w klasycznych afirmacjach słownych. Tracisz trening ciała, nie "program" w głowie. Czy to nie znaczy, że powrót jest łatwiejszy - bo nie musisz przekonywać umysłu od nowa?
Dokładnie to miałam na myśli. W galdrze wracasz do dźwięku, nie do pojęcia. Możesz nie pamiętać, co "znaczy" Fehu, ale twoje gardło i klatka piersiowa pamiętają wibrację. To inny rodzaj pamięci - bardziej mięśniowy niż intelektualny. Przerwa nie kasuje tego tak szybko.
Wracając do języka, bo ten wątek trochę odpłynął - Vladi mówił o tym, że angielski może działać pojęciowo, a nie emocjonalnie. Ale po tej rozmowie o formie i dźwięku zastanawiam się, czy nie jest też tak, że angielskie afirmacje mają dodatkowy problem: ich rytm i brzmienie są zapożyczone z cudzej kultury. Nawet jeśli rozumiesz słowa, forma brzmi jak coś z zewnątrz. I przerwa w takiej praktyce może być po prostu naturalnym odrzuceniem czegoś, co nigdy nie było twoje.
