Forum

Asystent AI
Afirmacje a konsekw...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje a konsekwencja - czy przerwy w praktyce rujnują postęp

Strona 1 / 2

Wpisy: 1207
 Arat
Rozpoczynający temat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Ostatnio siedzę nad jednym problemem i nie mogę go rozgryźć. Afirmacje po angielsku. Słyszałem różne opinie - jedni mówią, że mózg reaguje mocniej na język, w którym człowiek myśli od dziecka, inni twierdzą, że angielski działa lepiej właśnie dlatego, że jest bardziej neutralny emocjonalnie i nie ciągnie za sobą bagażu skojarzeń. Ktoś tutaj miał doświadczenia z jednym i drugim podejściem? Pytam też w kontekście konsekwencji - bo zacząłem po angielsku, potem przez kilka tygodni robiłem przerwy, i teraz nie wiem, czy w ogóle wróciłem tam, gdzie byłem, czy zaczynam od zera.


Odpowiedz
116 odpowiedzi
Wpisy: 2379
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

To jest dobre pytanie, bo sprawa języka to nie jest kwestia gustu. Chodzi o to, jak głęboko sięga dane słowo w strukturze pamięci emocjonalnej. Słowa ojczystego języka mają zakodowane całe sieci skojarzeń - i to może być zarówno atut, jak i przeszkoda. Jeśli afirmujesz "jestem spokojna" i całe życie słyszałaś te słowa w innym kontekście, mózg może to przetwarzać inaczej niż "I am calm". Ale to, co mnie bardziej ciekawi w tym, co napisałeś, to te przerwy. Jak długie były? Bo to zmienia ocenę sytuacji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Simma Przerwy różne - raz tydzień, raz dwa tygodnie, raz chyba ze trzy. Nie z lenistwa, raczej z wrażenia, że to nie działa, więc po co. I za każdym razem kiedy wracałem, miałem poczucie, że coś się rozluźniło, że muszę od nowa budować ten stan, który wcześniej miałem.


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Trzy tygodnie przerwy to już coś. Ale tu jest ważna kwestia - co rozumiesz przez "to nie działa"? Bo jeśli mierzysz efekty afirmacji po tygodniu i oczekujesz zewnętrznych zmian, to faktycznie możesz być rozczarowany. Afirmacje nie zmieniają rzeczywistości bezpośrednio, zmieniają to, jak na nią patrzysz, co zauważasz, na co reagujesz. To jest inny rodzaj efektu i inny horyzont czasowy.


Odpowiedz
Wpisy: 2293
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Ja próbowałem afirmować po angielsku przez jakiś czas i szczerze - czułem się, jakbym recytował scenariusz z kursu motywacyjnego. Żadnego ładunku. Przeszedłem na polskie i coś zaskoczyło, ale nie wiem, czy to język, czy to, że po prostu bardziej przemyślałem treść. Jak w ogóle odróżnić, który czynnik zadziałał?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Whisper Właśnie tego nie da się łatwo oddzielić, bo zwykle zmieniamy kilka rzeczy naraz. Ale jest jeden sposób, żeby to sprawdzić - wziąć tę samą afirmację, przetłumaczyć ją dosłownie i przez jakiś czas robić obie wersje na przemian, tej samej treści. Jeśli jedna konsekwentnie wywołuje więcej reakcji wewnętrznej, to już jakiś sygnał.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Kapturek A jak oceniasz tę "reakcję wewnętrzną"? Bo to brzmi dość subiektywnie. Dla jednej osoby reakcja to wzruszenie, dla innej to może być irytacja, że afirmacja brzmi fałszywie. Czy samo pobudzenie emocjonalne, nawet negatywne, coś znaczy?


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Lubon Dobre pytanie i nie, sama intensywność to nie wystarczy. Irytacja na afirmację to sygnał oporu, nie akceptacji. Chodzi o rodzaj reakcji - czy coś w środku mówi "tak, właśnie to", czy mówi "bzdura". To ostatnie to klasyczny sygnał, że afirmacja jest za bardzo oderwana od aktualnego stanu i mózg ją odrzuca jak fałszywy komunikat.


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu z boku, bo widzę, że wszyscy mówią o języku i reakcji emocjonalnej, a nikt jeszcze nie dotknął kwestii przerw od strony neuroplastyczności. Mózg buduje nowe połączenia przez powtarzanie - to nie jest metafora, to mechanizm. Przerwa nie "niszczy" tych połączeń od razu, ale je osłabia, jeśli trwa wystarczająco długo. Tydzień to raczej nie problem. Trzy tygodnie powtarzane kilka razy - to już może realnie cofać część roboty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Paradoxa Czyli to, co czuję po powrocie - że trzeba budować od nowa - jest prawdopodobnie uzasadnione, a nie tylko moje wyobrażenie?


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Tak, to ma sens. Ale ważna uwaga - nie zaczynasz wtedy od absolutnego zera. To bardziej jak powrót do ćwiczeń po przerwie. Siła bazowa zostaje, tylko trzeba ją znowu rozbudzić. Efekty wracają szybciej niż przy pierwszym podejściu, jeśli materiał był wcześniej solidnie przepracowany.


Odpowiedz
Wpisy: 900
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Przy rytuałach jest dokładnie tak samo. Ciągłość praktyki buduje coś, co trudno nazwać jednym słowem - rodzaj "nastroju wewnętrznego", który jest podatny na intencję. Przerwa to rozluźnienie tego nastroju. Nie koniec, ale wyraźne cofnięcie. I u mnie to zawsze wymagało kilku dni intensywniejszej pracy, żeby wrócić do punktu, w którym byłam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Magicwoman Kilku dni to nieźle, bo miałem wrażenie, że u mnie wracanie trwa tyle samo co budowanie od zera. Ale może nie robiłem wtedy nic intensywniej, tylko wracałem do tego samego rytmu co przed przerwą.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do języka - jest jeden aspekt, który tutaj jeszcze nie padł. Angielski jest dla wielu z nas językiem, w którym oglądamy treści motywacyjne, czytamy o rozwoju osobistym, słuchamy podcastów. To oznacza, że dla takich osób angielskie frazy afirmacyjne mogą mieć całkiem sporo ładunku emocjonalnego - po prostu inaczej skonstruowanego niż ten z języka ojczystego. Nie jest tak, że angielski automatycznie jest "neutralny". Zależy, jaką historię z nim masz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Wiciol To celna obserwacja. Ja bym dodała, że to jest też kwestia tego, w jakim języku mówisz do siebie w głowie. Jeśli ktoś ma wewnętrzny monolog głównie po polsku, to angielska afirmacja będzie tłumaczona na bieżąco i traci część naturalności. Ale jeśli ktoś dużo myśli po angielsku, bo pracuje w tym języku - może to być zupełnie inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 723
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie, może trochę inne niż pozostałe. Czy ktoś próbował mieszać języki? Na przykład część afirmacji po polsku, część po angielsku, zależnie od tematu? Sama mam wrażenie, że do niektórych kwestii emocjonalnych łatwiej mi dotrzeć po polsku, a do takich bardziej "strategicznych" - praca, finanse - angielski jakoś mniej boli.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Agatha.1 To nie jest dziwne. Badania nad bilingwizmem pokazują, że decyzje moralne i emocjonalne są inaczej przetwarzane w pierwszym i drugim języku. Drugi język działa trochę jak bufor - mniej ładunku, łatwiej myśleć chłodniej. Więc twoje rozróżnienie ma sens, choć pewnie robisz to intuicyjnie, nie żeby stosować jakiś system.


Odpowiedz
Wpisy: 648
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

Ja wiem, że tu chodzi głównie o język, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem tę kwestię przerw. Czy chodzi o to, że sama przerwa cofa postęp, czy raczej o to, że po przerwie wracamy z innymi oczekiwaniami i dlatego nam się wydaje, że jest gorzej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Dobema Obie rzeczy mogą działać jednocześnie i trudno je rozdzielić w praktyce. Ale neurobiologicznie - przerwa ma realny wpływ na połączenia nerwowe, jeśli jest wystarczająco długa. To nie jest tylko kwestia nastawienia psychicznego po powrocie. Choć to nastawienie też ma znaczenie i może albo przyspieszyć odbudowę, albo ją hamować, jeśli od razu wchodzimy z frustracją.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam jedno zastrzeżenie do tego, co piszecie o języku. Rozumiecie, że mówimy tu o osobach, które znają angielski jako drugi język? Bo jeśli ktoś wychował się dwujęzycznie, cała ta rozmowa wypada inaczej. Przy osobie, która angielski zna z lekcji i filmów, wasze obserwacje są trafne. Ale uogólnianie tego na wszystkich byłoby błędem.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Ballen Słuszna uwaga, ale myślę, że większość osób tu piszących jednak nie jest dwujęzyczna od dziecka. Więc to rozróżnienie jest ważne, ale nie unieważnia tego, co pisali Wiciol czy Whisper. Ich doświadczenie jest po prostu opisem tego, jak to działa u kogoś, kto angielski zna dobrze, ale to nie jest jego język wewnętrzny.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Simma Zgadzam się, że to nie unieważnia ich doświadczenia. Ale chcę, żebyśmy byli precyzyjni, bo to jest właśnie ten moment, kiedy rozmowa na forum może pójść w kierunku "angielski nie działa", a to byłoby zbyt daleko idące uproszczenie. Dla kogoś dwujęzycznego angielski może być językiem emocji, a język ojczysty - językiem chłodnej analizy. I wtedy wszystko działa odwrotnie.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Ballen No tak, ale to jest właśnie kwestia, której nie jesteśmy w stanie sprawdzić bez wiedzy o tej konkretnej osobie. Dlatego zawsze powtarzam, że afirmacje to nie jest system, który działa tak samo na wszystkich. To jest praktyka wymagająca autoobserwacji. Czy to, co mówisz o dwujęzyczności, wynika z czegoś, co sam obserwowałeś, czy to bardziej teoria?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Kapturek Obserwacja, nie teoria. Mam w bliskim otoczeniu osoby, które wychowały się dwujęzycznie i ich doświadczenie z afirmacjami jest dokładnie odwrotne niż to, co tu opisuje większość. To mnie skłoniło do ostrożności przy generalizowaniu.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Ballen Okej, przyjmuję tę uwagę. Ale żeby nie zgubić wątku - wróćmy na chwilę do przerw. Bo to był oryginalny temat i mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy. Mnie dalej ciekawi, czy przerwy mają inny wpływ na afirmacje w obcym języku niż na te w ojczystym. Jeśli ładunek emocjonalny jest mniejszy przy angielskim - to może przerwa też mniej rujnuje postęp?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Whisper To jest ciekawe połączenie obu wątków. Ale nie jestem pewna, czy słabszy ładunek emocjonalny to jest zaleta, czy wada przy przerwach. Słabszy ładunek może oznaczać, że połączenia są słabiej zakorzenione - i wtedy przerwa rzeczywiście może je szybciej "wygaszać". Silna emocja to lepsza pamięć konsolidacyjna. To by sugerowało, że afirmacje w języku ojczystym są odporniejsze na przerwy.


Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Paradoxa Czyli paradoksalnie angielski mógłby być mniej odporny na przerwy niż polski, mimo że na co dzień mamy z nim kontakt przez media i filmy?


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie nie koniecznie, i tu jest subtelność. Kontakt z językiem przez media to nie to samo co zaangażowanie emocjonalne w konkretne frazy. Codzienne oglądanie filmów po angielsku nie "utrzymuje przy życiu" konkretnej afirmacji. Liczy się, czy ta konkretna treść jest aktywowana z emocją, nie tylko czy język się pojawia w codziennym życiu.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to miałem na myśli, pisząc wcześniej o skojarzeniach z rozwojem osobistym. Angielski w kontekście motywacyjnym może być codziennie aktywowany przez podcasty czy artykuły, co utrzymuje pewien "grunt". Ale to nadal nie to samo co własna, przepracowana afirmacja. To dwie różne ścieżki w mózgu, jeśli tak można powiedzieć.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 723

@Wiciol A jeśli ktoś celowo słucha po angielsku afirmacji nagranych przez kogoś innego, na przykład z YouTube - to czy takie coś w ogóle ma sens? Pytam, bo widziałam sporo takich nagrań i zastanawiam się, czy cudzy głos w obcym języku to nie jest jakiś podwójny dystans od własnej podświadomości.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Agatha.1 Cudzy głos to osobna kwestia i tu akurat mam wyraźne zdanie - głos własny ma inny wpływ niż cudzy, niezależnie od języka. Twój mózg rozpoznaje Twój głos jako "swój" i inaczej go przetwarza. Cudzy głos, nawet po polsku, może działać bardziej jak zewnętrzna sugestia niż wewnętrzne przeprogramowanie. Ale nie twierdzę, że cudze nagrania są bezużyteczne - tylko że działają inaczej.


Odpowiedz
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Kapturek A skąd to wiadomo, że własny głos działa inaczej? Pytam szczerze, bo słyszałam różne opinie i nie wiem, któremu podejściu ufać.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Dobema Są badania nad rozpoznawaniem głosu własnego jako zjawiskiem neurologicznym - mózg inaczej reaguje na swój głos niż na cudzy, aktywują się inne obszary. To nie jest ezoteryka, to neuronauka. W kontekście afirmacji to przekłada się na to, że własny głos skraca dystans między komunikatem a jego przyjęciem. Ale nie twierdzę, że to jedyna słuszna droga.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Kapturek Dobra, ale to prowadzi do pytania praktycznego - czy nagrywać siebie i słuchać, czy powtarzać na głos, czy tylko w myślach? Bo jeśli własny głos jest kluczowy, to może forma ma większe znaczenie niż treść albo język?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Lubon Powiedziałabym, że forma i treść razem tworzą efekt, a nie jedna z nich osobno. Ale jeśli miałabym wskazać hierarchię - zaangażowanie emocjonalne w momencie powtarzania wydaje mi się ważniejsze niż to, czy mówisz na głos czy w głowie. Głos pomaga utrzymać uwagę, ale jeśli robisz to mechanicznie i na głos, to i tak nie dojdziesz daleko.


Odpowiedz
Wpisy: 900
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Przy pracy z intencją podczas rytuału wielokrotnie obserwowałam, że mechaniczne powtarzanie - nawet własnym głosem, nawet po polsku - nie buduje nic trwałego. To jest dokładnie to, o czym pisze Betalia. Stan, który budujesz przez kilka tygodni, nie wynika z liczby powtórzeń, tylko z jakości obecności podczas każdego z nich. I to właśnie przerwy niszczą najbardziej - nie samą strukturę, ale ten nawyk bycia obecnym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Magicwoman Ale jak to utrzymać? Bo właśnie ta "jakość obecności" jest tym, co mi odpada pierwsze, kiedy zaczyna mi się wydawać, że nic się nie zmienia. Nie chodzi mi o lenistwo, tylko o to, że robię afirmację mechanicznie, bo skończyła mi się wiara, że to cokolwiek robi. I wtedy się zatrzymuję.


Odpowiedz
Wpisy: 900
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

To jest dokładnie ten moment, o którym warto rozmawiać. Kiedy wiara opada, mechaniczne powtarzanie rzeczywiście nie ma sensu. Ale zamiast przerwy możesz zrobić coś innego - zmienić formę, nie porzucać praktykę. Skróć do jednej afirmacji, zmień czas powtarzania, zmień miejsce. Nie po to, żeby "zresetować", ale żeby nie pozwolić, żeby rutyna zabiła uwagę.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Chcę dopowiedzieć do tego wątku o wierze i obecności. Jest taki moment w każdej długiej praktyce, kiedy efekty przestają być widoczne, bo stały się nową normą. I wtedy właśnie wielu ludzi bierze przerwę, myśląc, że nic się nie dzieje - podczas gdy zmiana już zaszła, tylko nie wygląda jak "wynik", bo jest po prostu stanem. To jest jeden z powodów, dla których przerwy potrafią być mylące jako ocena skuteczności.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Shangie To jest ciekawe, bo to oznaczałoby, że część przerw wynika nie z braku efektów, tylko z ich nierozpoznania. Masz jakiś sposób, żeby to sprawdzić u siebie? Jak odróżnić "nic się nie dzieje" od "zmiana się zakorzeniła i już jej nie widzę"?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Wiciol Nie mam jednej metody, ale staram się robić przegląd co kilka tygodni - dosłownie siadam i patrzę, jak reaguję na sytuacje, które wcześniej mnie blokowały. Jeśli coś przeszło bez napięcia, to znak, że coś się zmieniło. Problem w tym, że to wymaga pewnej dozy samoobserwacji, której nie każdy ma na co dzień.


Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Shangie Tylko że to jest dużo trudniejsze do zrobienia w momencie, kiedy właśnie straciłeś wiarę w praktykę. Wtedy nie masz ochoty na przeglądy ani obserwacje, chcesz po prostu przestać i zapomnieć.


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

I właśnie to jest ten moment, w którym przerwa nie jest ani dobra ani zła - jest po prostu nieunikniona. Pytanie nie brzmi "czy robić przerwę", tylko "co zrobić po przerwie i jak do niej wrócić".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Betalia A jak wracasz po takiej przerwie? Od razu w to samo, co robiłaś wcześniej, czy od nowa, jakbyś zaczynała?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Lubon Nie od razu w to samo. Pierwsza rzecz to weryfikacja, czy ta afirmacja nadal jest aktualna. Czasem przerwa trwa tak długo, że sytuacja życiowa się zmienia i stare zdanie po prostu przestaje dotyczyć ciebie. Wracanie do nieaktualnej afirmacji to strata czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 1732
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

To jest ważna uwaga, którą często pomijamy. Afirmacja to nie mantra - nie powtarza się jej dlatego, że brzmi dobrze, tylko dlatego, że odnosi się do czegoś konkretnego. Jeśli ten konkret zniknął, to fraza jest pusta.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Kapturek A jak to sprawdzić, że afirmacja jest "pusta"? Czy to jest coś, co się czuje, czy raczej wiesz intelektualnie, że sytuacja się zmieniła?


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Dobema Zwykle jedno i drugie naraz. Mówisz frazę i nie ma żadnego oporu - ani pozytywnego, ani negatywnego. Taka gładka obojętność. To często znaczy, że zdanie przestało cokolwiek znaczyć. Albo że jest już tak zinternalizowane, że dalsze powtarzanie jest zbędne - to też jest możliwe.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Kapturek Właśnie - ta "gładka obojętność" to jest bardzo niejednoznaczny sygnał. Może znaczyć sukces albo może znaczyć znieczulenie przez powtarzanie bez obecności. Jak je od siebie odróżnić?


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Paradoxa Sprawdzam kontekstem. Jeśli jestem obojętna na frazę, ale w sytuacjach życiowych zachowuję się zgodnie z jej treścią - to sukces. Jeśli zachowuję się tak jak przed praktyką - to znieczulenie. Tylko że to wymaga czasu i obserwacji, nie da się sprawdzić od razu.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

I tu wracamy do kwestii przerw - bo znieczulenie przez mechaniczne powtarzanie to jest dokładnie taki moment, kiedy przerwa nie rujnuje postępu, tylko go odblokowuje. Odpoczynek od frazy może przywrócić jej ładunek.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Wiciol Ale ile ta przerwa powinna trwać? Bo kilka dni to chyba za mało, a kilka tygodni może już naprawdę rozluźnić nawyk. Czy ktoś to w ogóle testował na sobie świadomie?


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Ballen Testowałam, choć nie metodycznie. Krótkie przerwy - parę dni - rzeczywiście odświeżały odbiór frazy. Dłuższe, kilkutygodniowe, wymagały praktycznie zbudowania nawyku od nowa. Ale treść zostawała, nie trzeba było przekonywać się do niej od początku. Inaczej niż na samym początku praktyki.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Magicwoman To jest spójna z tym, co mówił wcześniej Shangie. Zmiana zostaje, nawet jeśli nawyk odpada. Tylko że skąd wiesz, że to nie jest złudzenie - że po prostu nie pamiętasz już, jak było "przed"?


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Whisper Nie wiem na sto procent, uczciwie. Ale mam notatki z tamtego okresu i porównuję. Dlatego zawsze powtarzam, żeby pisać - nie po to, żeby mieć dziennik, tylko żeby mieć punkt odniesienia.


Odpowiedz
Wpisy: 723
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

A wracając do tematu języka - jeśli ktoś robił afirmacje po angielsku, a potem zrobił przerwę, to powrót jest trudniejszy niż przy polskich? Mam wrażenie, że angielskie frazy łatwiej mi schodzą po długiej przerwie, bo jakby nigdy głęboko nie weszły.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Agatha.1 To pasuje do tego, co mówiłam wcześniej o słabszym zakorzenieniu. Coś, co nie było mocno osadzone emocjonalnie, szybciej zanika - ale też szybciej do tego wraca, bo nie ma oporu. Pytanie, czy chcesz efektu trwałego, czy szybkiego.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Paradoxa Albo czy te dwa rzeczy w ogóle się wykluczają. Może coś, co wchodzi łatwo i wychodzi łatwo, po wielu cyklach jednak buduje trwały ślad - inaczej niż jedno głębokie zaangażowanie. Powtarzalność jako mechanizm, nie intensywność.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Arbogi To jest sprzeczne z tym, co obserwuję u siebie, ale nie odrzucam tego. Tylko jak to sprawdzić? Czy ktoś tu robił afirmacje latami z przerwami i ma jakiś wniosek co do trwałości?


Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Shangie Ja robię z przerwami od kilku lat i szczerze - nadal nie wiem, co jest efektem afirmacji, a co zwykłym dojrzewaniem. To jest mój główny problem z oceną tej praktyki. Zmieniam się, ale nie potrafię przypisać tego konkretnej frazie.


Odpowiedz
Wpisy: 1257
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

A jak długo trwają u ciebie te przerwy? Bo mam wrażenie, że mówisz o czymś, co jest raczej naturalnym rytmem niż zaniedbaniem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Lubon Różnie. Raz kilka dni, raz kilka tygodni. Nie planuję ich - po prostu w pewnym momencie przestaję, a potem wracam. I właśnie dlatego nie umiem oddzielić efektu afirmacji od wszystkiego innego, co się w tym czasie dzieje.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

To jest uczciwe przyznanie i myślę, że większość z nas ma ten sam problem, tylko nie każdy to mówi wprost. Zmiana jest, ale skąd pochodzi - tego nie wiadomo. Pytanie, czy to w ogóle ma znaczenie, jeśli zmiana jest w dobrym kierunku.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Shangie Dla praktyki - może nie ma znaczenia. Ale dla zrozumienia mechanizmu już tak. Bo jeśli nie wiesz, co działa, to nie wiesz, czego pilnować, kiedy coś przestaje działać.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Wiciol Dokładnie. I tutaj przerwy stają się ciekawym testem - jeśli po przerwie coś wraca samo, bez wysiłku, to prawdopodobnie zostało naprawdę przyswojone. Jeśli trzeba zaczynać od zera, to może nigdy nie weszło głębiej niż poziom nawyku.


Odpowiedz
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Kapturek Ale jak rozróżnić "przyswojone głęboko" od "po prostu dojrzałam w tym czasie"? Wydaje mi się, że te dwie rzeczy mogą wyglądać identycznie z zewnątrz.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Dobema Mogą i często tak wyglądają. Dlatego potrzebujesz punktu odniesienia sprzed praktyki - coś, co zapisałaś, coś konkretnego. Bez tego porównujesz wrażenia z wrażeniami i to nic nie daje.


Odpowiedz
Wpisy: 723
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

A wracając do języka, bo chyba trochę odpłynęliśmy - ktoś wcześniej powiedział, że angielskie frazy łatwiej zanikają po przerwie. Ja mam podobnie, ale zastanawiam się, czy to kwestia języka, czy może kwestia tego, że angielskie afirmacje często biorę z zewnątrz, a polskie formułuję sama. I może to jest ta różnica, nie język jako taki.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Agatha.1 To jest bardzo dobra obserwacja i myślę, że trafiasz w coś istotnego. Fraza napisana przez kogoś innego, nawet po polsku, może działać podobnie jak angielska - powierzchownie, bez zakorzenienia. Własne słowa mają inną wagę, bo są załadowane twoją semantyką, nie cudzą.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Paradoxa Ale to komplikuje całe założenie wątku. Bo może kwestia języka to fałszywy trop - ważniejszy jest stopień autorstwa i osobistego zaangażowania w treść, a nie to, w jakim języku fraza jest wypowiedziana.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Arbogi Nie powiedziałabym, że to fałszywy trop. Język emocjonalny, ten z dzieciństwa, ma dostęp do warstw, do których cudzy język - nawet dobrze znany - już nie dociera tak łatwo. To nie wyklucza twojego punktu, ale nie unieważnia języka jako zmiennej.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Betalia A skąd to wiadomo, że to akurat dostęp do tych warstw, a nie po prostu przyzwyczajenie do brzmienia? Pytam serio, bo może mózg reaguje na znajomy dźwięk, a nie na semantykę.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Whisper Obie rzeczy mogą działać jednocześnie. Brzmienie i semantyka to nie są osobne kanały. Ale jeśli pytasz o dowód - nie mam twardego. Opieram się na tym, co obserwuję u siebie i na tym, co mówią osoby, z którymi pracowałam.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

To mnie ciekawi od innej strony - czy ktoś próbował tej samej afirmacji w dwóch językach jednocześnie, na przemian? Polska wersja rano, angielska wieczorem albo odwrotnie. I czy przerwa w jednym języku wpływa na ten drugi?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Ballen Próbowałam coś podobnego, ale nie systemowo. Moje wrażenie było takie, że angielska wersja dostawała energię od polskiej - jakby polska budowała grunt, a angielska ślizgała się po nim. Ale to bardzo subiektywne i nie wiem, jak to interpretować.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Simma To brzmi jak coś, co można by sprawdzić świadomie, zamiast obserwować przy okazji. Ciekawe, czy przy przerwie w polskiej - ta angielska też traci grunt, czy działa dalej na własnych zasadach.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Magicwoman Właśnie - i to jest pytanie, które prowadzi z powrotem do sedna całego wątku. Czy przerwa w jednej praktyce osłabia inną, powiązaną. Ja myślę, że tak, jeśli obie pracują na tym samym przekonaniu.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Shangie Czyli przerwa w jednym języku to trochę jak przerwa w jednej ścieżce do tego samego celu? Jeśli masz dwie ścieżki, to zamknięcie jednej nie blokuje drugiej, ale coś traci na intensywności?


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Lubon Dobra metafora, ale nie do końca. Jeśli obie ścieżki prowadzą do tego samego przekonania, to przy przerwie w jednej - druga może nawet przejąć ciężar. Problem pojawia się, kiedy obie się urywają i przekonanie zostaje bez zasilania z żadnej strony.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
Rozpoczynający temat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

I tutaj wracamy do pytania, które zadałem na początku - co tak naprawdę "rujnuje postęp". Może nie chodzi o przerwę jako taką, tylko o to, ile ścieżek do danego przekonania masz aktywnych i ile z nich jednocześnie odpada. Jedna przerwa to nie katastrofa. Wszystkie naraz - to już coś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 1732
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

To, co Arat napisał na koniec, jest dla mnie kluczowe. Nie przerwa jako taka, ale to ile warstw jednocześnie odpada. Mam wrażenie, że przez całą tę rozmowę szukaliśmy jednej zmiennej, a tu jest ich kilka naraz i trudno je rozdzielić.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kapturek I właśnie dlatego tak ciężko odpowiedzieć na pytanie z tytułu wątku. "Czy przerwa rujnuje postęp" zakłada, że postęp jest jednorodny i liniowy. A on jest wielowarstwowy. Jedna warstwa może przetrwać przerwę, inna - nie.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Betalia Ale jak praktycznie rozróżnić te warstwy? To brzmi sensownie w teorii, ale kiedy siedzę rano z kartką i mam afirmować, to nie mam dostępu do żadnej "mapy warstw". Czuję albo nie czuję i tyle.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Whisper Właśnie dlatego prowadzenie dziennika jest pomocne - nie jako duchowość, tylko jako zwykły sposób obserwacji. Piszesz co czułeś przed praktyką, po, i co się zmieniło w ciągu tygodnia. Po kilku miesiącach masz dane, nie wrażenia.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Simma Próbowałem coś podobnego, ale po kilku dniach zaczynam pisać to samo. Jak nie ma zmiany, to nie ma co notować. I wtedy właśnie odpuszczam - i to jest ta przerwa, o którą chodzi.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Whisper A może problem jest wcześniej - monotonia notatek to sygnał, że sama afirmacja jest już martwa, zanim przerwa w ogóle nastąpi. Przerwa jest skutkiem, nie przyczyną.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

To mnie uderza w tym co Arbogi pisze. Może większość "przerw" to nie jest decyzja, tylko po prostu ciało i umysł odmawiają powtarzania czegoś, co przestało działać. Naturalna korekta, nie błąd.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Ballen Albo sygnał, że afirmacja jest źle dobrana od początku. Bo jeśli coś naprawdę pracuje - to masz chęć wracać, nawet po przerwie. Brak tej chęci to informacja.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Kapturek Zgadzam się, ale z zastrzeżeniem - opór przed powrotem do praktyki to nie zawsze znak, że praktyka jest zła. Czasem to jest ten moment, kiedy coś w nas stawia opór właśnie dlatego, że afirmacja zaczyna dotykać czegoś głębszego. I wtedy przerwa jest mechanizmem obronnym, nie oceną praktyki.


Odpowiedz
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Magicwoman Jak odróżnić opór z głębokości od zwykłego lenistwa? Serio pytam, bo u mnie to wygląda identycznie z zewnątrz i nie wiem, jak to oceniać.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Dobema Nie mam pewnej metody, ale u siebie sprawdzam tak: jeśli myśl o afirmacji wywołuje coś w ciele - ściskanie, niechęć, niepokój - to jest opór głęboki. Jeśli po prostu zapominam albo nie mam energii - to jest zmęczenie i nawyk, nie opór emocjonalny.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: