Ostatnio zacząłem się zastanawiać nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost w kontekście afirmacji. Większość poradników każe walczyć ze złymi nawykami - "przestań to robić", "wyrzuć cukier", "nie prokrastynuj". I zazwyczaj to nie działa. Albo działa na chwilę. Zacząłem eksperymentować z czymś innym - zamiast afirmować "nie jem słodyczy", powtarzam zdania o tym, co już robię dobrze albo o tym, kim chcę być. I zauważam, że to zmienia nie tyle zachowanie, co to, na co zwracam uwagę w ciągu dnia. Jakby filtr percepcji się przesunął. Nie twierdzę, że to magia w sensie dosłownym, ale coś tu działa na poziomie, którego nie umiem do końca nazwać. Ktoś to obserwował u siebie?
To, co opisujesz, ma swoje wytłumaczenie w mechanizmie działania RAS - czyli siatki aktywacji wstępującej w mózgu. To jest ta część układu nerwowego, która filtruje, co trafia do świadomości. Kiedy powtarzasz zdanie wystarczająco często, dajesz mózgowi sygnał, że to jest ważne. I on zaczyna to "szukać" w otoczeniu. Ale - i tu jest ważna różnica - to nie znaczy, że rzeczy się materializują. Znaczy, że zaczynasz je zauważać, bo wcześniej przechodziłeś obok nich obojętnie.
Zatrzymajmy się przy tym rozróżnieniu, bo to ważne. Jest różnica między "afirmacja zmienia to, co widzę" a "afirmacja zmienia to, co istnieje". Myślę, że większość osób wchodzi w praktykę z drugim założeniem i potem albo to działa, bo zmiana percepcji napędza zmiany realne, albo nie działa, bo za afirmacją nie idzie żadne działanie. Lurisk - w Twoim przykładzie z nawykami: czy zmieniło się tylko to, co zauważasz, czy też zmieniło się coś w tym, co faktycznie robisz?
Ja bym tu dorzucił jeszcze jeden element. Afirmacje, które są zbyt oderwane od rzeczywistości, często działają wbrew intencji. Mózg lubi spójność - jeśli powtarzam "jestem bogaty" a wiem, że ledwo wiążę koniec z końcem, gdzieś w środku pojawia się opór. Natomiast jeśli zamiast tego powiem "podejmuję decyzje, które wzmacniają moją stabilność finansową" - to już jest coś, w co mogę uwierzyć. I to chyba jest klucz: afirmacja musi być na granicy między tym, czym jesteś, a tym, czym chcesz być. Nie za daleko od obecnego stanu.
To co opisuje Whisper jest faktycznie sprawne w praktyce, ale chciałbym dodać jeden niuans. Forma "staję się" działa przy nawykach działaniowych. Przy nawykach emocjonalnych, czyli np. nawykowym lęku albo nawykowej złości, czasem lepsza jest forma opisująca stan docelowy jako już istniejący - nie dlatego, że kłamiemy, ale dlatego, że emocje reagują na obraz, nie na narrację. Mózg emocjonalny nie rozumie "uczę się spokoju" tak samo jak rozumie "jestem spokojny". To są dwa różne procesy.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy nie za bardzo skupiamy się na mechanizmie psychologicznym, a omijamy coś istotnego. Afirmacje w tradycjach, z którymi pracuję, nie są tylko autosugestią. Są deklaracją intencji, która wchodzi w relację z czymś zewnętrznym. To zmienia całą logikę - nie pytamy "czy mój mózg to zaakceptuje", tylko "czy to, co mówię, jest zgodne z tym, co chcę uruchomić". To jest inne pytanie.
Myślę, że forma może być podobna, ale intencja za nią jest inna. W podejściu psychologicznym afirmacja jest sposobem dla mnie - mam się nią przekonać. W tradycji, o której mówię, afirmacja jest aktem - wypowiadam ją nie żeby przekonać siebie, ale żeby ustanowić coś. Dlatego powtarzalność ma inne znaczenie - nie chodzi o zapamiętanie, tylko o zakorzenienie.
Chciałbym wrócić do początku, bo coś mnie w tym nurtuje. Lurisk napisał, że zmienił się "filtr percepcji". Bryza to skomentowała przez RAS. Paradoxa dorzuciła intencję. A ja się zastanawiam - czy te trzy opisy nie mówią o tym samym zjawisku, tylko różnym językiem? I czy ważne jest, który język wybierzemy, jeśli efekt jest podobny?
A co z sytuacją, kiedy afirmacja zaczyna działać i nagle przestaje? Mam na myśli nie "nigdy nie działała", tylko "działała przez jakiś czas, coś się zmieniło, i teraz to samo zdanie nic mi już nie daje". Miał ktoś coś takiego?
To co mówi Bryza wydaje mi się kluczowe dla całego wątku. Napisałem w tytule "zamiast walki z tym, co źle" i właśnie o to chodziło - żeby nie atakować nawyku frontalnie. Ale teraz rozumiem, że "nie walczyć" to nie znaczy "zignorować skąd nawyk pochodzi". Raczej: nie atakować go bezpośrednio, ale i nie udawać, że nie istnieje.
Lurisk to ładnie ujął. Ale mam pytanie do całej grupy: czy ktoś próbował afirmacji, które wprost nazywają stary wzorzec? Nie "jestem spokojny" zamiast "jestem nerwowy", tylko coś w stylu "widzę, że mam w sobie nawyk nerwowości i wybieram coś innego". Zastanawia mnie, czy to nie działa lepiej przy głębszych schematach.
Cała ta rozmowa o głębokości wzorca i trwałości zmiany jest sensowna, ale brakuje mi jednego elementu. Kiedy mówimy o afirmacjach "zamiast walki", to zakładamy, że sam podmiot wie, z czym walczy. A często nawyk jest niewidoczny - widzimy tylko skutki, nie sam mechanizm. Czy afirmacja może działać, nawet jeśli nie rozumiemy, co napędza nawyk?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, które chodzi mi po głowie. Cały czas rozmawiamy o mechanizmach - RAS, habituacja, uznanie przed intencją, sonda. Ale czy ktoś z was zaobserwował, że ta sama afirmacja działa zupełnie inaczej w zależności od pory dnia, stanu ciała, kontekstu? Pytam, bo mam wrażenie, że skupiamy się na treści zdania, a pomijamy warunki, w których jest wypowiadane.
Gebda trafia w coś, co mnie zastanawia od początku. Napisałem w tytule "zamiast walki", bo wydawało mi się, że chodzi o zastępowanie. Ale teraz widzę, że może chodzi raczej o skracanie pętli - nie blokowanie nawyku, tylko szybszy powrót. Czy ktoś tak to stosuje w praktyce? Świadomie, jako korektę, nie jako tarczę?
Pracuję tak od dłuższego czasu i to właśnie ten model. Nie próbuję złapać wzorca zanim odpali - bo to jest walka, której nie wygram. Zamiast tego mam zdanie, do którego wracam po. I z czasem ta pętla faktycznie się skraca. Nie dlatego, że blokuję stary impuls, tylko dlatego, że mam dokąd wrócić. Ale to wymaga, żeby zdanie było naprawdę zakorzenione, inaczej w stanie pobudzenia i tak go nie znajdziesz.
Wchodzę tu z boku. Rozmowa poszła w kierunku sygnałów z ciała i rozróżniania stanów, ale chcę wrócić do wątku, który Gebda rzuciła wcześniej - korekta po, nie blokowanie. To brzmi zdrowo, ale widzę w tym pewną pułapkę. Jeśli afirmacja staje się tylko strategią radzenia sobie po wybuchu, to wciąż reagujemy na stary wzorzec. Czy to nie jest jednak trochę zarządzanie objawem, a nie zmiana?
Słucham tej rozmowy o doborze zdania i zakotwiczeniu w ciele i mam wrażenie, że weszliśmy w coraz bardziej subtelne terytorium, gdzie trudno cokolwiek sprawdzić. Nie mówię, że to złe - ale czy ktoś próbował podejść do tego bardziej behawioralnie? Mierzyć coś konkretnego zamiast pytać co czuję, kiedy wypowiadam zdanie?
Słucham tego wątku o mierzeniu i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że chodzi o wyjście poza wrażenie "coraz lepiej". Z drugiej - czy nie ma ryzyka, że samo obserwowanie i notowanie zmienia zachowanie? Klasyczny efekt obserwatora w sensie psychologicznym, nie fizycznym.
Wracam do pytania Zengui, bo mnie też to trapi od początku tego tematu. Pisałem o "zamiast walki", bo chciałem uniknąć sytuacji, gdzie obserwuję siebie z nastawieniem kontrolera. Ale czy notowanie nie wciąga właśnie w tę pułapkę? Czy da się mierzyć i jednocześnie nie walczyć z tym, co się mierzy?
To zależy od tego, jak się prowadzi te notatki. Jeśli piszę "dzisiaj znowu odpaliło, piąty raz w tym tygodniu, fatalnie" - to jest walka. Jeśli piszę "dzisiaj odpaliło, wróciłam po jakimś czasie, co pomogło" - to jest obserwacja. Intencja za notatką robi różnicę, tak samo jak intencja za afirmacją.
Chcę wrócić do czegoś, co Seid napisał wcześniej o lekkim oporze jako kryterium dobrego zdania. Zastanawiam się, czy to kryterium nie jest bardziej przydatne na początku pracy z konkretnym nawykiem niż po kilku tygodniach. Bo kiedy zdanie jest już bardziej zakorzenione, opór zanika - i co wtedy? Szukasz nowego zdania?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno zastrzeżenie do całego modelu skracania pętli. Zakładacie, że stary wzorzec jest czymś, od czego się odchodzi. Ale co, jeśli wzorzec pełni jakąś funkcję i ta funkcja nie zniknęła? Wtedy skracanie pętli powrotu jest możliwe, ale wzorzec będzie wracał, bo coś go utrzymuje, czego afirmacja nie dotyka.
Cohen trafia w coś, o czym nie myślałem kiedy pisałem temat. Założyłem, że nawyk to coś, co chcemy po prostu zmienić, nie pytając dlaczego jest. A jeśli pytanie "dlaczego ten wzorzec wciąż wraca" jest ważniejsze od pytania "jak go zastąpić" - to może cały temat afirmacji jako substytucji nawyku jest odpowiedzią na złe pytanie?
Dobre pytanie, ale chcę je odwrócić. Czy zakładasz, że jeśli wzorzec pełni funkcję, to afirmacja nie może pomóc? Moim zdaniem może, tylko działa inaczej - nie usuwa funkcji, tylko zmienia sposób jej zaspokajania. Ale to wymaga, żeby zdanie było sformułowane odpowiednio szeroko. "Jestem spokojny" nie zastąpi mechanizmu regulacji emocji, który ten wzorzec pełnił. "Mam inne sposoby, żeby wrócić do siebie" już bardziej.
Wracając do tego, co Cohen wprowadził - funkcja wzorca. Myślę, że to jest właśnie punkt, gdzie temat z tytułu nabiera sensu. "Zamiast walki" nie oznacza ignorowania tego, po co wzorzec w ogóle istnieje. Oznacza, że nie zaczynamy od pytania "jak go wyeliminować", tylko "co się dzieje, kiedy pojawia się ta sytuacja". To zmienia całe podejście do formułowania zdań.
A skąd wziąłeś to rozróżnienie na początku? Z jakiegoś konkretnego doświadczenia, czy raczej z obserwacji, że klasyczne afirmacje "nie robię X" nie działają tak jak powinny?
To jest dokładnie to, co czytałem o selektywnej uwadze. Mózg nie przetwarza negacji w ten sam sposób co stwierdzenia. Ale mam pytanie - czy mówiąc o tym, co rejestrujesz w ciągu dnia, chodzi ci o to, że zacząłeś dostrzegać inne rzeczy, czy raczej że inaczej interpretujesz te same rzeczy?
