Mam pytanie, które może być trochę z tyłu, ale nie do końca rozumiem jednej rzeczy - jeśli napisałam afirmację i przez kilka dni nic nie czuję, ani oporu, ani ulgi, to co to znaczy? Że jest dobrze, czy że coś nie działa?
Wracając do konfliktów wartości jako takich - mam wrażenie, że stabilność kontra przygoda i bliskość kontra samotność to jednak dwie różne kategorie trudności. W tej drugiej parze jest drugi człowiek. W pierwszej jesteś tylko ty i twoje własne wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać życie. Czy to nie sprawia, że praca afirmacyjna przebiega zupełnie inaczej?
To, co napisała Czeslawa, pojawia się bardzo często i ma swoją nazwę w literaturze psychologicznej - lęk przed własną sprawczością. Afirmacja ujawnia, że coś jest możliwe, a to bywa bardziej przerażające niż przekonanie, że nic nie można zmienić. Wygodniej jest zostać w konflikcie niż wziąć za niego odpowiedzialność.
Ale zaraz - czy nie jest tak, że część ludzi pisze afirmacje właśnie po to, żeby poczuć, że 'coś robi', i nigdy nie wyjść poza ten etap? Czyli afirmacja jako substytut działania, nie jego wstęp? Bo im więcej czytam ten wątek, tym bardziej mi się wydaje, że sama afirmacja bez żadnego ruchu w świecie zewnętrznym to trochę kręcenie się w kółko.
Czy ktoś próbował pisać dwie konkurujące afirmacje równolegle i świadomie je ze sobą zderzać? Coś w stylu: jednego dnia 'czuję się bezpiecznie w stabilności', drugiego dnia 'czuję się żywa w zmianie' - i obserwować, która wywołuje więcej prawdziwego odzewu? Zastanawiam się, czy to ma sens, czy raczej rozbija całą pracę.
Dobra, to jeszcze jedno pytanie, bo wciąż mi to nie daje spokoju - jeśli ktoś pracuje z konfliktem wartości przez wiele tygodni i nadal jest w tym samym miejscu, to kiedy można powiedzieć, że ta metoda po prostu nie jest dla tej osoby? Czy jest jakiś moment, kiedy uczciwie trzeba przyznać, że afirmacja tutaj nie wystarczy?
Okej, to rozumiem, ale jak mam być bardziej precyzyjny, jeśli sam nie wiem, skąd bierze się ten konflikt? Czyli najpierw muszę wiedzieć, a dopiero potem pisać afirmację. A skąd mam wiedzieć, jeśli nie piszę? To trochę błędne koło, nie?
