Robię poranny journaling od jakichś dwóch lat, klasyczne trzy strony strumienia świadomości jak u Cameron. Ostatnio zaczęłam wplatać w to afirmacje i mam dylemat. Z jednej strony fajnie się to spina, bo wypisuję najpierw lęki, a potem na końcu wklejam afirmacje które mają je równoważyć. Z drugiej strony czuję, że trochę traci to spontaniczność - jakbym pisała pod tezę. Ktoś łączy te dwie praktyki na stałe?
U mnie się to nie spina. Próbowałem przez miesiąc i wyszło coś dziwnego - strumień świadomości zaczynał być sztuczny, bo już w trakcie pisania wiedziałem, że za chwilę będę musiał wrzucić afirmację. Mózg sam zaczynał układać tekst tak, żeby pasował do tej afirmacji. Czyli zamiast wyrzucić z siebie surowy materiał, już go obrabiałem. Rozdzieliłem to potem - rano trzy strony, wieczorem afirmacje. Dużo lepiej.
A jak rozpoznać, że afirmacja jest dobrze sformułowana? Pytam, bo próbowałam pisać sobie rano typu 'jestem spokojna i pewna siebie' i czułam się głupio, jakbym kłamała sama do siebie. Może źle to piszę?
Z mojej strony dorzucę praktyczną rzecz - jeśli już ktoś chce łączyć obie praktyki w jednym poranku, to kolejność ma znaczenie. Najpierw trzy strony, dopiero potem afirmacje. Odwrotnie nie działa. Afirmacja przed strumieniem ustawia umysł na konkretny tor i strumień przestaje być strumieniem, staje się ilustracją tezy. Sprawdzałem to u siebie i u osób, które prowadziłem.
Mam jeszcze inną perspektywę na temat. U mnie journaling poranny zastąpił potrzebę afirmacji w ogóle. Po jakimś czasie regularnego pisania zauważyłam, że sama z siebie zaczynam formułować w głowie zdania wspierające, bo widzę gdzie mi się zacina. Afirmacja jako oddzielna technika stała się zbędna. Ciekawe, czy ktoś jeszcze tak ma.
A jak odróżnić tę irytację od oporu, o którym wcześniej mówiła Paradoxa? Bo z tego co rozumiem, opór jest wtedy, kiedy afirmacja jest źle sformułowana, a tu mówicie o irytacji jako sygnale, że już działa. To brzmi podobnie.
Wracając do tego rozdzielenia praktyk - czy ktoś próbował robić strumień rano, a afirmacje zapisywać dopiero po południu, w jakimś dzienniku osobno? Zastanawiam się, czy fizyczne rozdzielenie miejsca też ma znaczenie, czy wystarczy rozdzielić czas.
Chciałabym dorzucić jedną rzecz, o której nikt jeszcze nie wspomniał. Strumień świadomości w wersji Cameron miał konkretny cel - oczyścić umysł ze śmieci, żeby zrobić miejsce dla kreatywności. Afirmacja ma cel odwrotny - wprowadzić konkretną treść. Łączenie ich w jednym akcie pisania jest jak jednoczesne sprzątanie pokoju i wnoszenie nowych mebli. Da się, ale efekt będzie chaotyczny.
A jak rozpoznać, że strumień wyrzucił coś trudnego, a nie tylko zwykły codzienny szum? Pytam, bo czasem piszę i nie wiem, czy to było ważne, czy nieważne. Wszystko wygląda dla mnie tak samo na kartce.
Dorzucę jeszcze coś z innej strony. Jeśli już ktoś łączy obie praktyki, warto raz na jakiś czas zrobić tydzień samego strumienia, bez żadnej afirmacji. To jest test - sprawdzasz, czy bez afirmacji nadal funkcjonujesz, czy nagle czujesz, że czegoś brakuje. Jeśli brakuje, to znaczy że afirmacja stała się podporą, bez której nie umiesz już chodzić. A o to nie chodzi.
Dodam jeszcze, że ten test odstawienia działa też w drugą stronę. Można odstawić sam strumień, a zostawić afirmacje. Wtedy widzisz, czy strumień był ci do oczyszczania potrzebny, czy z przyzwyczajenia. Część osób odkrywa, że żyła jednym z dwóch, a drugie ciągnęła z poczucia obowiązku.
Wracając do samego łączenia - czy ktoś z was próbował zamiast pisać afirmacje pod strumieniem, wyciągać je z niego? Czytasz to, co napisałaś, znajdujesz jakieś zdanie, które brzmi mocno, i to staje się afirmacją na dany dzień. Zastanawiam się, czy to nie jest jeszcze inny tryb pracy.
Dorzucę jeszcze, że nawet jeśli wyciągasz afirmację ze strumienia, dobrze ją potem przepisać w innym miejscu. Nie zostawiać w środku tych trzech stron, bo wtedy gubi się w masie reszty. Przeniesienie do osobnego zeszytu albo na osobną kartkę nadaje jej rangę. Mózg widzi, że to nie jest kolejne zdanie z potoku, tylko coś, co wybrałeś świadomie.
A jak długo zazwyczaj jedno zdanie zostaje aktualne? Tydzień, miesiąc, dłużej? Bo z tego, co tu czytam, wygląda na to, że afirmacja nie jest czymś, co się ustawia raz na zawsze, tylko ciągle się zmienia. Trochę mnie to dziwi, bo zawsze myślałam, że to ma być stałe.
A jak rozpoznać, że zdanie się już wyczerpało? Bo u mnie często jest tak, że powtarzam coś tygodniami i nie wiem, czy to nadal pracuje, czy już mielę pustkę.
A czy wtedy lepiej od razu szukać nowego, czy zrobić przerwę między starym a nowym? Bo zastanawiam się, czy nie ma sensu mieć dnia czy dwóch bez żadnej afirmacji, żeby pole się oczyściło.
Dorzucę, że ten opór często słabnie w ciągu kilku dni. Jeśli zdanie, które dziś wydaje się nie do przyjęcia, po pięciu dniach brzmi już znośnie, znaczy że robi swoje. Jeśli po dwóch tygodniach nadal generuje taki sam opór, to znak, że trzeba do niego podejść inaczej - może rozbić na mniejsze kawałki.
Rozbić na mniejsze kawałki - to znaczy jak? Bo nie wyobrażam sobie, jak podzielić jedno zdanie na coś jeszcze prostszego.
Ta metoda stopniowania ma jeszcze jedną zaletę - chroni przed efektem odbicia. Jeśli rzucasz w siebie afirmacją, w którą nie wierzysz, podświadomość ją odrzuca i wzmacnia przekonanie przeciwne. Dlatego ludzie, którzy mielą 'kocham siebie' z zaciśniętymi zębami, czasem wychodzą z tego z gorszym samopoczuciem niż na wejściu.
A jak pilnujesz tej granicy w praktyce? Bo u mnie często jest tak, że jak zaczynam pisać strumień ze świadomością, że potem wyciągnę afirmację, to już od pierwszego zdania piszę pod kątem tego wyciągania. I wtedy to nie jest już strumień, tylko notatki.
Czyli zeszyt zostaje otwarty, tylko ty robisz przerwę między pisaniem a wyciąganiem? Bo ja myślałam, że trzeba zamknąć, schować i wrócić później.
A co z porą dnia? Bo widzę, że wszyscy mówicie o poranku, a ja jestem sową i poranek mam tępy. Strumień u mnie wychodzi sensownie dopiero wieczorem.
A czy są jakieś znaki, że strumień jest zrobiony dobrze i można z niego wyciągać? Bo czasem mam wrażenie, że trzy strony to po prostu narzekanie i nic z tego nie da się wyłowić.
Dodam, że pod narzekaniem często leżą dwa albo trzy różne wątki naraz. Wtedy nie szukasz jednej afirmacji, tylko sprawdzasz, który wątek jest najbardziej napięty. Pozostałe zostawiasz na później, nie próbuj rozwiązać wszystkiego jednego poranka.
A jak rozpoznać, który wątek jest najbardziej napięty? Bo u mnie często wszystkie wydają się równie ważne, jak je czytam po pisaniu.
Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz - czy ktoś z was wplata afirmację bezpośrednio w strumień, czyli pisze ją w trakcie tych trzech stron, czy zawsze osobno na końcu albo na marginesie?
A jeśli ktoś próbuje zmienić afirmację co tydzień, bo się nudzi tą samą? Bo mam taką pokusę, że po pięciu, sześciu dniach zaczynam czuć, że to już słyszałem i biorę nową.
