Wróciłam ostatnio z weekendowych warsztatów rozwojowych, gdzie sporą część czasu spędziliśmy na afirmowaniu w kręgu. Każdy mówił swoją afirmację głośno, reszta powtarzała ją chórem, kierując ją do tej osoby. Efekt w danym momencie był mocny - łzy, dreszcze, poczucie wspólnoty. Ale wróciłam do domu i kiedy próbuję afirmować sama przed lustrem, czuję tylko własny głos w pustym pokoju. Zastanawiam się czy to faktycznie energia grupy wzmacnia afirmacje, czy raczej presja społeczna i atmosfera robi swoje. Ktoś miał podobnie?
Też byłem na takich warsztatach kilka razy i znam to uczucie dokładnie. Moim zdaniem to dwie różne rzeczy działają jednocześnie. Po pierwsze sama obecność innych ludzi podnosi pobudzenie emocjonalne, a to ułatwia zapadanie afirmacji głębiej. Po drugie rzeczywiście jest tam efekt grupy - jeśli dwadzieścia osób mówi do ciebie, że jesteś wartościowy, mózg ma trudniej to odrzucić niż gdy mówisz to sobie sam. Pytanie tylko, czy to się utrzymuje po wyjściu z sali.
Mam wrażenie, że mylimy tu dwa zjawiska. Jedno to skuteczność afirmacji jako praktyki zmiany przekonań, a drugie to intensywność doświadczenia w danym momencie. Krąg daje intensywność, ale czy daje trwałość? Bo jeśli po tygodniu od warsztatów wracasz do tych samych schematów myślowych, to ten chwilowy zryw niewiele dał poza dobrym wspomnieniem.
A czy to nie jest tak, że w kręgu działa coś w rodzaju lustra? Wszyscy odbijają twoją afirmację z powrotem do ciebie i przez chwilę naprawdę słyszysz ją od zewnątrz, jakby to była prawda potwierdzona przez świat. Pytam, bo sama nie byłam na takich warsztatach, ale opisy mi to przypominają.
Wracając do pytania o grupę - z mojej praktyki wynika, że krąg afirmacyjny jest najsilniejszy nie wtedy, kiedy wszyscy powtarzają to samo, tylko kiedy każdy afirmuje coś innego, a reszta po prostu trzyma przestrzeń. Brzmi to subtelnie, ale różnica jest zasadnicza. W pierwszym przypadku jest efekt skandowania, prawie hipnotyczny. W drugim jest świadek, który nie ocenia. To drugie zostaje w człowieku znacznie dłużej.
A jak to wygląda w praktyce, jeśli ktoś chciałby zorganizować taki krąg sam w domu z kilkoma znajomymi? Trzeba jakoś specjalnie się przygotować, czy wystarczy się umówić i zacząć?
Ostatnio prowadziłem coś takiego z trzema kolegami i muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że to zadziała. Każdy mówił jedną afirmację, pozostali słuchali. Po dwóch rundach poczułem coś, co trudno nazwać - jakby moje słowa nabrały ciężaru. Pytanie, które do teraz mi zostało: czy to ja sam zacząłem wierzyć w swoje afirmacje, bo powiedziałem je przy świadkach, czy faktycznie energia grupy coś dodała?
Czytam wasze odpowiedzi i zaczynam rozumieć, dlaczego u mnie w domu nie działa tak samo. Wracam po warsztatach pobudzona, próbuję powtórzyć doświadczenie i jestem rozczarowana, że nie ma już tego ciepła. Może problem jest w tym, że oczekuję, że samotna afirmacja da mi to samo, co grupowa, a to dwie różne praktyki służące dwóm różnym rzeczom?
A czy są jakieś znaki, po których można poznać, że afirmacja zaczyna realnie działać? Pytam, bo słyszałam o tym dużo, ale nie wiem, co właściwie miałabym obserwować u siebie.
A czy w takim razie krąg afirmacyjny może też zadziałać negatywnie? Załóżmy, że ktoś w grupie ma bardzo silne wątpliwości albo zazdrość. Czy to przenosi się na innych uczestników?
A jeśli ktoś w trakcie afirmowania zaczyna płakać albo czuje silne emocje, to się przerywa krąg czy idzie dalej?
Czy ten skan grupy da się zrobić bez doświadczenia? Pytam, bo wyobrażam sobie, że ktoś może chcieć poprowadzić mały krąg ze znajomymi, ale nie ma za sobą setek takich spotkań.
Dodam do tego coś, co u mnie się sprawdziło. Przed kręgiem ze znajomymi proszę każdego, żeby przez chwilę pomyślał o pozostałych w wersji, w której im się już udało. Nie jako życzenie, tylko jako obraz. To zmienia ustawienie świadków w grupie z 'patrzę jak próbujesz' na 'patrzę na ciebie już po zmianie'. Banalne, a robi różnicę.
A jak rozpoznać po kręgu, że coś się we mnie naprawdę przesunęło, a nie tylko że jestem podekscytowana atmosferą? Bo wyobrażam sobie, że można wyjść z takiego spotkania w euforii, która po kilku dniach znika.
Czytam was i widzę, że to znacznie bardziej zniuansowane niż mi się wydawało, jak zaczynałam ten wątek. Mam jeszcze jedno pytanie z innej beczki. Czy są afirmacje, których lepiej w kręgu nie używać? Bo wyobrażam sobie, że niektóre tematy są zbyt osobiste, żeby je wypowiadać przy innych, nawet w bezpiecznej grupie.
Dorzucę do tego, że nie każdy krąg musi być głęboko zsynchronizowany. Są kręgi celowo luźniejsze, gdzie chodzi o ekspresję, a nie o wspólne pole. Wtedy każdy afirmuje we własnym tempie, na głos, w swoim rytmie. To inna szkoła, bardziej w stronę pracy z głosem niż z energią grupy. Działa, ale daje inny efekt, raczej oczyszczenie niż wzmocnienie.
Wracam do swojego pierwotnego pytania, bo trochę odpłynęliśmy. Czy ktoś z was porównywał efekt afirmacji w kręgu z efektem tej samej afirmacji robionej samemu przez ten sam okres? Bo cała ta rozmowa o synchronizacji sugeruje, że krąg jest lepszy, ale to chyba zależy od osoby.
A jak długo trzyma się efekt po kręgu? Bo wyobrażam sobie, że wychodzi się stamtąd naładowanym, ale po kilku dniach to opada. Czy potem trzeba samej powtarzać te afirmacje w domu, żeby utrzymać efekt?
Czy są afirmacje, które absolutnie nie powinny być robione w grupie? Pytam, bo zastanawiam się, czy są tematy zbyt prywatne na krąg.
Dorzucę, że afirmacje finansowe w kręgu też bywają problematyczne, choć z innego powodu. Ludzie mają bardzo różne progi wstydu wokół pieniędzy. Jedna osoba mówi 'zarabiam dziesięć tysięcy miesięcznie' z lekkością, inna ma blok już przy słowie tysiąc. Wspólne afirmowanie konkretnych kwot rozjeżdża grupę, bo każdy słyszy co innego.
Czy ktoś z was prowadził kiedyś mały krąg domowy, w sensie trzy, cztery osoby u kogoś w salonie? Bo zastanawiam się, czy efekt synchronizacji o którym mówiliście wcześniej wymaga większej grupy, czy w czwórkę też to działa.
