Mam pytanie, które chodzi za mną od jakiegoś czasu. Afirmuję regularnie od około pięciu miesięcy, codziennie rano i wieczorem, głównie wokół poczucia własnej wartości i pewności w pracy. Efekty są - zmieniło się moje nastawienie, dostałam podwyżkę, której wcześniej bałam się prosić. Ale teraz pytanie: jeśli przestanę, czy to wszystko wróci do punktu wyjścia? Czy w pewnym momencie nowe przekonanie się utrwala i można odpuścić praktykę? Czy afirmować trzeba do końca życia?
Z mojego doświadczenia jest tak, że po jakichś sześciu miesiącach systematycznej pracy nowe przekonanie wchodzi w tryb autopilota i nie trzeba już codziennie powtarzać. Mózg po prostu przyjmuje to za swoje. Ja sam odpuściłem afirmacje wokół pieniędzy ponad rok temu i nic nie wróciło.
A czy nie jest tak, że jak już zmiana raz się zadzieje, to potem życie samo ją podtrzymuje? Znaczy - jak Leonora dostała podwyżkę, to teraz codziennie żyje w sytuacji, w której jest osobą, która dostała podwyżkę. To samo w sobie wzmacnia nowe przekonanie bez afirmacji.
To trochę mnie martwi. Bo szczerze - dalej czasem łapię się na myśli „a może to przypadek, może mi się upiekło”. Czyli stary obraz siebie jeszcze siedzi gdzieś z boku. To znak, że nie powinnam jeszcze odpuszczać?
Jeśli pojawia się taka myśl, to odpowiedź sama się napisała. Stary wzorzec dalej jest aktywny, tylko mniej głośny. To nie znaczy, że masz afirmować do końca życia - znaczy, że jesteś w fazie przejściowej. Ja u siebie i u osób, z którymi pracuję, obserwuję trzy etapy: intensywna praktyka, faza stabilizacji i faza przypominania. W trzeciej fazie afirmacja schodzi do roli „dotknięcia”, np. raz w tygodniu, albo wtedy, gdy coś chwieje przekonaniem.
Mnie ciekawi co innego. Czy ktoś z was zauważył, że niektóre afirmacje utrwalają się szybciej, a inne praktycznie nigdy? Bo u mnie kwestie zawodowe weszły bardzo łatwo, a relacyjne - mimo dwóch lat pracy - dalej wymagają przypominania.
To mocne porównanie. Trochę mi się odwraca obraz afirmacji, bo myślałam, że to coś, co działa samodzielnie. A wy mówicie, że to raczej dopełnienie.
A wracając do mojego pytania - jeśli zauważam, że dalej mam tę myśl „a może to przypadek”, to powinnam dalej afirmować to samo zdanie, czy może zmienić formułę na coś bardziej dopasowanego do tej konkretnej wątpliwości?
Zmień formułę. Stara afirmacja swoje już zrobiła - przesunęła cię z punktu A do punktu B. Teraz jesteś w innym miejscu i potrzebujesz innego zdania. Zamiast ogólnego „jestem wartościowa w pracy” spróbuj czegoś, co odpowiada bezpośrednio na tę myśl o przypadku. Na przykład „to, co osiągnęłam, jest wynikiem moich wyborów i moich kompetencji”. Afirmacje trzeba aktualizować razem ze sobą, inaczej zaczynają być pustym powtarzaniem.
Czyli kluczem jest obserwacja zachowań, a nie samego uczucia w trakcie afirmacji? To trochę zmienia perspektywę, bo ja zawsze patrzyłam, czy zdanie mnie jeszcze 'porusza' - znaczy, czy coś we mnie reaguje, kiedy je mówię.
Wrócę do pytania Leonory o trwałość. W mojej praktyce widziałem, że afirmacje pracujące na poziomie tożsamościowym - czyli zdania typu 'jestem kimś, kto…' - trzymają się dłużej niż te dotyczące konkretnych rezultatów. Bo tożsamość zostaje, a rezultat zawsze może zostać podważony przez kolejne wydarzenie.
To bardzo mi pomaga ułożyć sobie to wszystko. Bo moja afirmacja była dokładnie rezultatowa - dotyczyła konkretnie wartości w pracy i podwyżki. A teraz słyszę, że może powinnam ją przekształcić na tożsamościową, żeby utrzymać efekt. Dobrze rozumiem?
Tak, dokładnie o to chodzi. Skoro rezultat już się zmaterializował, teraz pracujesz nad tym, żeby tożsamość dogoniła sytuację. Zamiast 'zasługuję na podwyżkę' - 'jestem osobą, która wie, ile jest warta swojego czasu i pracy'. To zdanie ma cię nieść dalej, a nie zatrzymać na jednym wydarzeniu.
Dodam jedną rzecz, o której często się zapomina. Afirmacja po osiągnięciu celu powinna zmienić też strukturę gramatyczną. Z formy dążącej ('chcę', 'staję się') na teraźniejszą i opisową ('jestem', 'mam'). Jeśli zostawisz starą formę, mózg dalej traktuje to jak proces nieukończony i może wręcz cofać do stanu sprzed zmiany.
Czyli forma 'staję się' może w pewnym momencie zacząć działać przeciwko zmianie? To brzmi trochę paradoksalnie, ale ma sens.
A czy ktoś próbował kiedyś całkowicie przestać afirmować i wrócić do tego po dłuższej przerwie - powiedzmy roku? Ciekaw jestem, czy efekt utrzymał się, czy trzeba było zaczynać od zera.
Czyli afirmacja ma swój cykl życia, podobnie jak intencja w rytuale? Bo to brzmi bardzo podobnie do tego, co robi się z intencjami - aktualizuje je albo zamyka.
Robicie mi takie porządki w głowie, że mogłabym wam stawiać pomnik. To znaczy, że po tych kilku miesiącach powinnam usiąść i sprawdzić, które z moich zdań są jeszcze celem, a które już rzeczywistością. I dopiero potem decydować, co zostawić, co przepisać, a co odpuścić.
Dokładnie. I bardzo polecam to robić na papierze, nie w głowie. Bo w głowie wszystko się rozmywa, a kiedy musisz napisać jedno zdanie obok drugiego i ocenić każde z osobna, od razu widzisz, gdzie jest dysonans. Ja taki przegląd robię mniej więcej co kwartał.
Dorzucę jeszcze jedno spostrzeżenie do pytania o trwałość. To, co zostaje po zaprzestaniu afirmacji, w dużej mierze zależy od tego, czy w międzyczasie podjąłeś działania zgodne ze zdaniem. Sama afirmacja bez działania zostawia kruchą warstwę. Afirmacja plus działanie - to zostaje, bo masz dowody w realu, do których psychika może wrócić.
Tak, faktycznie zauważyłam, że zaczęłam inaczej mówić o swojej pracy. Mniej tłumaczyć, mniej przepraszać za stawkę. Nie wiązałam tego z afirmacjami, ale teraz patrząc wstecz - to się zmieniło mniej więcej w tym samym okresie.
I to jest ten moment, kiedy odpowiedź na twoje pierwotne pytanie staje się jasna. Nie afirmujesz całego życia, jeśli zmiana zeszła już na poziom zachowania i języka. Afirmujesz tylko wtedy, gdy chcesz uruchomić kolejną zmianę albo gdy zauważasz, że stary wzorzec próbuje wrócić. To coś sezonowego, a nie codzienna higiena na zawsze.
A czy zdarza się, że stara afirmacja wraca po latach i znów ma sens? Bo wyobrażam sobie sytuację, w której temat pieniędzy wraca w innym życiowym momencie i może to samo zdanie znów byłoby na miejscu.
Mam jeszcze jedno pytanie do tego, co mówił Barni o połączeniu zdania z działaniem. Co jeśli na początku afirmuję coś, na co jeszcze nie mam pomysłu, jak działać? Czekać z afirmowaniem, aż wymyślę plan, czy jednak zacząć?
Zaczynaj. Sama praca z afirmacją czasami otwiera widzenie kroków, których wcześniej nie widziałaś. Ale obserwuj się - jeśli po kilku tygodniach żaden pomysł na działanie się nie pojawił i nadal tylko powtarzasz, to znak, że trzeba zejść z poziomu zdania na poziom pytania: co konkretnie mogę dziś zrobić w stronę tego, co afirmuję.
Wracając do pytania o trwałość - mam jeszcze jedno spostrzeżenie. To, co najbardziej zostaje po zaprzestaniu praktyki, to nie konkretne zdanie, ale nawyk obserwowania własnego języka wewnętrznego. Człowiek, który przeszedł przez kilka miesięcy afirmacji, później łapie się na negatywnym monologu znacznie szybciej.
To mi rozjaśnia jeszcze jedną rzecz. Ostatnio zauważałam, że kiedy łapię się na starym schemacie myślenia o pieniądzach, jakoś automatycznie pojawia się inne zdanie obok. Nie walczę z tym pierwszym, po prostu drugie też tam jest. Może to właśnie to, o czym mówisz - efekt został.
