Mam takie pytanie, bo ostatnio ktoś mi zaproponował rozkład przez Skype i zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens. Czy energia osoby pytającej rzeczywiście przechodzi przez kamerę, przez internet, przez telefon? Bo z jednej strony rozumiem, że intencja jest ważna, ale z drugiej... nie wiem, wydaje mi się, że coś się gubi po drodze. Ktoś mial doświadczenie z takim zdalnym rozkładem i może porównać z wizytą na żywo?
Pracuję z kartami od wielu lat i robię rozkłady zarówno na żywo, jak i przez internet. Szczerze? Nie zauważam zadnej różnicy w jakości odczytu. Pytanie jest gdzie indziej: to nie telefon przenosi energie, tylko intencja. Jak obie strony są skupione, połączone mentalnie na pytaniu, to medium techniczne nie robi różnicy. Chociaż rozumiem sceptycyzm, bo to brzmi abstrakcyjnie.
Ja miałam dwa rozkłady przez internet i jeden był zdecydowanie lepszy niż niejedna wizyta u wróżki na żywo. Myślę, że to bardziej kwestia osoby, która czyta, niż odległości. Choć przyznam, że przy tym pierwszym zdalnym czułam się trochę głupio, bo nie wiedziałam co ze sobą zrobić podczas gdy ona tasowała. Siedziałam z telefonem i myślałam o pytaniu, ale czy dobrze? Nikt mi nie powiedział jak mam to robić po swojej stronie.
Mam inne pytanie. Bo w tym temacie chodzi chyba też o coś głębszego, nie tylko o technikalia. Czy jeśli ktoś pyta przez telefon bo boi sie na przykład odejścia bliskiej osoby albo samego lęku przed stratą, to czy tarot w ogóle jest dobrym miejscem na przepracowanie tego? Bo to brzmi jak coś więcej niż wróżba.
Ale jak wygląda taki rytuał do pracy z lękiem przed odejściem? Bo to brzmi jak coś co mogłoby mi pomóc, mam od dawna ten temat u siebie. Nastka, możesz rozwinąć?
Ja się zastanawiam nad czymś innym. Piszecie o intencji, o skupieniu, ale czy ktoś próbował porównać konkretnie: ten sam rozkład, to samo pytanie, raz na żywo, raz zdalnie? Bo to byłby dopiero test. Intuicyjnie czuję, że wyniki byłyby inne, choć niekoniecznie jedno lepsze od drugiego.
Wtrące sie bo mam takie zdanie: energia nie zna odleglości. Jak ktoś modli się za kogoś po drugiej stornie świata to czy modlitwa nie działa? Ten sam mecahnizm. Intencja jest kierunkowa, nie lokalna. Widziałem efekty zdalnych prac które mnie samego zaskoczyły
Dobra, słucham i mam szczere pytanie. Nie jestem tu żeby obalać, ale żeby zrozumieć. Jak to jest możliwe, że ktoś odczytuje moje karty przez telefon i to ma sens, skoro karty tasuje on, a nie ja? Skąd w tych kartach jest moja energia, jeśli ich nie dotknęłam?
Ale czy ktoś mógłby powiedzieć, od czego zacząć jeśli chcę spróbować sama zrobić sobie taki rozkład w domu na temat lęku? Bo jedna osoba tu pisała o świeczce i intencji, ale nie rozumiem czy to jest jeszcze tarot czy już coś innego?
To jest ciekawy trop, Druidko. Że własna energia może być zbyt głośna, żeby usłyszeć coś nowego. Właśnie dlatego niektórzy wolą iść do kogoś obcego niż robić sobie sami, bo ta zewnętrzna perspektywa wnosi coś, czego sami nie zobaczymy. I tu wraca pytanie z tytułu, czy to zewnętrzne spojrzenie działa tak samo przez ekran jak na żywo?
Właśnie o to mi chodzi przez cały ten wątek i jakoś nie możemy tego rozstrzygnąć. Bo z jednej strony słyszę, że intencja wystarczy, z drugiej, że kontakt fizyczny z tasowaniem daje coś innego. Ale nikt nie powiedział wprost, jak to doświadczył po obu stronach. Czy ktoś tu robił rozkład i online i u wróżki i mógłby powiedzieć czy poczuł różnicę?
Ja robiłam, pisałam o tym wcześniej. Różnica była, ale trudno mi powiedzieć czy to przez medium kontaktu, czy przez samą osobę, która czytała. Wróżka na żywo była bardziej ogólna, zdalna była precyzyjniejsza. Ale zdalna miała więcej lat doświadczenia. Więc nie wiem, co zaważyło.
Słuchajcie, ja wróciłam do tego co Nastka pisała o rytuale z lękiem przed odejściem bo to jest blisko mojej sytuacji. Pisałaś o świeczce i intencji i karcie jako pytaniu. Ale co jeśli sama karta co wyjdzie mnie przestraszy? Bo ja jak patrzę na pewne karty to od razu reaguję lękiem i nie wiem czy to mi wtedy pomoże.
Ja w ogóle nie wiedziałam, że można samej sobie robić rozkłady i że to ma sens. Myślałam, że tarot to tylko do wróżki się idzie. A to co piszecie o rytuałach i lęku to brzmi dla mnie jak coś między terapią a modlitwą. Czy wy tak to traktujecie?
ehh, Przepraszam że wchodzę, ale ja nadal nie rozumiem jednej rzeczy. Jak wróżka przez telefon tasuje karty, to ona tasuje swoje karty, nie moje. Więc skąd te karty mają wiedzieć, że chodzi o mnie, a nie o nią albo o kogokolwiek innego?
Ale Elzuchna, skoro efekty bywają podobne, to moze to w ogóle nie jest kwestia energii tylko kwestia tego, że dobra czytaczka po prostu jest dobra niezależnie od medium? Bo mnie zawsze bardziej interesowało, czy ta osoba po drugiej stronie umie interpretować, niż czy energia jakoś przeleciała przez kabel.
To co Druidka mówi ma sens, ale to znowu ta sama pułapka, że nie możemy wyizolować zmiennych. albo sprawdzamy energię albo sprawdzamy umiejętności, a łączymy jedno z drugim i potem nie wiemy co sprawdziliśmy.
Słuchajcie, ale tu wraca kwestia, którą ja pierwotnie miałam na myśli. Zapytałam o to, bo sama przeżywam coś trudnego i zastanawiam się, czy zdalna sesja może mi pomóc z tym lękiem przed odejściem bliskich. I teraz czytam tę dyskusję i widzę, że nie ma prostej odpowiedzi, ale też nikt tak naprawdę nie powiedział, czy w kontekście takiego bardzo osobisteog tematu rozkład zdalny ma sens. Czy ktoś to robił właśnie z takim ciężkim pytaniem?
Tak, robiłam i prowadziłam. I z mojego doświadczenia zdalne sesje z naprawdę ciężkimi tematami działają inaczej niż te o codziennych sprawach. Nie gorzej, ale inaczej. Osoba jest u siebie, w swoim środowisku, co dla jednych jest ukojeniem, a dla innych rozpraszaczem. Pytam, bo piszesz o lęku przed odejściem, i chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Chodzi ci o kogoś konkretnego czy o sam fakt, że ludzie odchodzą?
oj, ja właśnie dlatego czytam ten wątek od początku, bo mam bardzo podobnie. I właśnie z tego powodu bałam się Wieży, o czym pisałam wcześniej. Bo jak zaczynam myśleć o tym, że kogoś mogę stracić, to mi się robi czarno przed oczami i żdana karta nie wygląda dobrze.
wiesz co, są różne sposoby i różne szkoły. Jedna z prostszych metod to zapytanie: "co pomaga mi w tej chwili kontaktować się z tym lękiem" albo "czego ten lęk mnie uczy". To przekierowuje uwagę z przyszłości na to, co jest teraz. Czy to działa przez telefon tak samo jak na żywo, o co chodzi w tym wątku? Myślę że tak, bo pytanie kierujesz do siebie, nie do karty jako wyroczni.
Bo karta daje ci coś konkretnego do zaczepienia, zamiast krążyć w głowie. Wiem, że to brzmi prosto, ale jak masz przed sobą obraz, symbol, coś wizualnego, to myśl nie ucieka w nieskończoność. Przynajmniej u mnie tak działa. Radgost a ty próbowałeś kiedyś po prostu siedzieć z pytaniem bez żadnego punktu odniesienia?
A propos kamieni, to czy do takiego rytuału z lękiem przed odejściem polecacie jakiś konkretny? Czytałam że obsydian pomaga przy przejściach i stracie, ale nie wiem czy to prawda czy mit.
Chciałam zapytać o ten rytuał, o którym Nastka pisała wcześniej, ze świeczką i intencją. Czy można go zrobić samodzielnie w domu, czy lepiej żeby ktoś prowadził przez telefon? Bo właśnie zastanawiam się, czy nie byłabym za bardzo przestraszona żeby zrobić to sama.
To jest bardzo obrazowe, te drzwi. I właśnie dlatego pytałam o sesje zdalne, bo zastanawiałam się, czy wróżka przez telefon może naprawdę być z tobą w tym momencie, kiedy coś trudnego wychodzi. Czy jest w stanie to utrzymać na odległość, czy to tylko złudzenie bliskości.
A wracając do tego co Eugenka pisała o pytaniach do kart, bo to mi zostało w głowie. Pytanie "czego ten lęk mnie uczy" brzmi pięknie, ale jak siadam do kart i próbuję coś takiego sformułować, to mi wychodzi pusto. Jakby pytanie było za duże na mnie. Czy to normalne?
No i właśnie to jest to, co chciałem wcześniej powiedzieć. Jak karta działa jako punkt wejścia do emocji, to to jest technika terapeutyczna, nie wróżba. I nie ma sensu wtedy zastanawiać się czy energia przechodzi przez telefon, bo nie o enregię chodzi tylko o projekcję. Karty jungiańskie działają na tej zasadzie od dziesięcioleci.
