Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy pełnia księżyca naprawdę coś zmienia w rozkładach. Nie chodzi mi o jakąś mistykę dla samej mistyki, ale mam wrażenie, że kiedy siadam do kart podczas pełni, coś jest inaczej. Trudno to opisać - jakby karty byly bardziej... wyraziste? Albo ja jestem bardziej skupiona. Problem w tym, że nie wiem, czy to efekt samej pełni, czy po prostu rytual, który wtedy robię, wprowadza mnie w inny stan. Czy ktoś w ogóle rozróżnia te dwie rzeczy, kiedy pracuje z kartami?
Też to czuję i też nie wiem, jak to wytłumaczyć. Ostatnio robiłam rozkład podczas pełni i wyciągnęłam same duże arkany, jeden za drugim. Przypadek? Może. Ale zastanawia mnie, czy pełnia jakoś wpływa na to, które karty "wychodzą". Czy ktoś prowadzi jakiś dziennik rozkładów i porównywał, co wychodzi podczas pełni a co przy nowiu?
Dziennik rozkładów to świetny pomysł, sama prowadzę od kilku lat i rzeczywiście są pewne wzorce. Przy pelni częściej wychodzą mi karty związane z emocjami - Księżyc, Wysoka Kapłanka, dziewiątka kielichów. Ale uczciwie powiem, że nie wiem, czy to karty, czy ja wtedy bardziej skupiam się na emocjonalnych aspektach pytania. Liki, a co dokładnie robisz inaczej podczas pełni? Masz jakiś konkretny rytuał przed rozkładem?
Czytam i zastanawiam się nad jedną rzeczą - mówicie, że przy pełni jesteście bardziej skupione albo wyrazistsze są karty, ale czy to nie jest po prostu to, że pełnia nas nastraja inaczej? Ja np. podczas pełni gorzej śpię, jestem bardziej rozedrgana. I jak wtedy robię rozkład, to interpretacje wychodzą mi dużo bardziej dramatyczne, bo ja sama jestem wtedy nakręcona. Czy to żeby naprawdę słuchać kart, czy żeby słuchać siebie w danym momencie?
To jest właśnie kluczowe pytanie. W tradycji okultystycznej pełnia księżyca łączona jest z kulminacją energii - to nie jest wymysł z internetu, znajdziesz to już u Agrippy w "De Occulta Philosophia". Ale co to znaczy praktycznie dla tarota? Karty nie "wiedzą", że jest pełnia. Zmienia się czytający - poziom czuwania, hormony, rytm snu. Hematytka80 trafnie to złapała. Pytanie, które warto zadać sobie przed rozkładem podczas pełni: czy jestem teraz spokojniejsza czy bardziej pobudzona? Bo to będzie wpływało na odczyt bardziej niż faza księżyca.
Wchodzę tu, bo mam dokładnie ten problem z tytułu - rytuał przed rozkładem albo mnie nakręca, albo mnie dosłownie blokuje. Ostatnio przez pół godziny układałam świece, patrzyłam na księżyc, nastrajałam się i w końcu... nie wzięłam kart. Za dużo presji na siebie nałożyłam. Jak wy w ogóle decydujecie, kiedy rytuał pomaga, a kiedy staje się problemem?
eh, wracając do pytania o dziennik - tak, widzę różnicę miedzy pełnią a nowiem. Przy nowiu rozkłady wychodzą mi bardziej "otwarte", dużo kart z grupy kijów, miecze, jakby energia była bardziej w ruchu. Przy pełni - tak jak mówiłam, więcej emocji i domknięć. Ale Lila89 ma racje, że nie wiem, co jest przyczyną. Może po prostu inaczej stawiam pytania w zależności od fazy. Zuzanka55, a co ty pytałaś tego wieczoru, kiedy się zablokowałaś?
Czytam i mam pytanie do tych co prowadzą dzienniki - czy notujecie też swój nastrój przed rozkładem, nie tylko fazę księżyca? Bo zastanawiam się, czy da się w ogóle oddzielić "energię pełni" od tego, jak się wtedy czujemy. 🙂
Muszę wejść z trochę innej strony, bo ja patrzę na to przez numerologię. Pełnia to kulminacja cyklu, koniec jednej fazy - i dokładnie to samo widzę w liczbach przy datach pełni. Teraz powiem coś, co może być kontrowersyjne: nie wierzę, że karty są bardziej "aktywne" podczas pełni, ale wierzę, że my jesteśmy bardziej otwarci na pewne informacje. Liki, czy zauważyłaś kiedyś, że podczas pełni twoje pytania do kart są inne, głebsze albo bardziej precyzyjne?
Czytam tę rozmowę i mam mieszane uczucia. Nie chcę gasić entuzjazmu, bo widzę, że te obserwacje są autentyczne. Ale chciałabym zapytać: czy ktoś z was próbował celowo robić rozkłady podczas pełni i poza nią, z takim samym nastawieniem i takim samym pytaniem, żeby sprawdzić, czy wyniki się różnią? Bo inaczej rozmawiamy o intuicji i odczuciach, a inaczej o tym, czy pełnia faktycznie coś robi z kartami.
To co mówi Edytka.ka o jakości pytania - to mi bardzo pasuje... oj, przepraszam, nie miałam użyć tego słowa. Chciałam powiedzieć, że to do mnie przemawia. Jakość pytania to dla mnie największy problem przy rozkładach. Podczas pełni mam wrażenie, że mniej się cenzuruję. Ale wracając do Zuzanki55 i jej blokady - Zuzanka, czy próbowałaś kiedyś zrobić rozkład bez żadnego rytuału, po prostu usiąść i wziąć karty? Dla porównania?
To co Liki mówi o cenzurowaniu siebie - to mnie uderza. Chyba właśnie dlatego się zablokowałam tamtym razem. Wiedziałam, jakie mam prawdziwe pytanie, ale bałam się je zadać wprost. I cały ten rytuał ze świecami, księżycem, nastrajaniem się - może to był sposób na odwlekanie tego momentu?
Przepraszam, że wchodzę z buta, ale tracę wątek. Czy wy w ogóle wierzycie, że pełnia coś robi z kartami, czy już dawno przestałyście w to wierzyć i tylko analizujecie swoje emocje? Bo ja weszłam do tego tematu z pytaniem, czy robić rozkład dziś w nocy, i po dwudziestu postach jestem bardziej zagubiona niż na początku
Właśnie dlatego pytałam wcześniej o notowanie nastroju. Bo to co opisuje Tamarka83 - wiedzieć, a nie chcieć wiedzieć - to chyba najuczciwszy opis tego, po co czasem siadamy do kart. I wtedy pełnia nie jest już kwestią energii w kartach, tylko odwagi w nas. Zastanawiam się, czy Rena79 widzi to w swoim dzienniku - czy przy pełni więcej jest takich "trudnych" pytań?
