Możliwe. Teraz jak tak patrzę, to on chyba chciał wiedzieć coś o jednej osobie w zespole, z którą miał problem. Tylko nie powiedział mi tego wprost. Więc ja robiłem ogólny rozkład grupowy, a on słuchał pod kątem tej jednej osoby.
To jest bardzo ważne co teraz mówisz. Odbiorca miał swoje ukryte pytanie, ty miałeś brak pytania, i obaj z tego siedzieliście. W takich warunkach nawet najlepiej zrobiony rozkład jest interpretowany krzywo. To nie jest kwestia czy karty działają dla grupy - to jest kwestia komunikacji przed rozkładem.
Można zapytać jedno proste pytanie zanim zaczniesz - 'co chciałbyś z tego wynieść'. Nie 'o co pytasz', tylko właśnie 'co chcesz wynieść'. Większość ludzi wtedy mówi co naprawdę ich interesuje, bo to brzmi mniej jak egzamin a bardziej jak rozmowa.
Przy runach zawsze proszę żeby osoba sama wzięła do ręki i trzymała chwilę zanim ciągnie. Nie wiem czy to fizycznie coś zmienia, ale ludzie wtedy częściej mówią mi czego naprawdę szukają. Może coś podobnego można zrobić z kartami - dać je do rąk odbiorcy na chwilę.
To jest dobre pytanie Zbych. Czy intencja odbiorcy ma znaczenie dla jakości rozkładu? Bo jeśli szef traktował to jak ciekawostkę, a Sylwester z kolei był pod presją i nie miał jasnego pytania, to co właściwie w ogóle zostało odczytane?
Wracając do tytułu wątku - czy w takim razie rozkłady grupowe w ogóle mają sens bez poprzedzającego je wspólnego ustalenia co wszyscy chcą wiedzieć? Bo z tej rozmowy wynika że problem nie leżał w tym że karty nie działają dla grupy, tylko że nikt nie wiedział po co ten rozkład się odbywa.
Chyba właśnie tak to teraz rozumiem. Gdybym wiedział co pytam i szef wiedział że to o tym robimy, to może byłoby inaczej. Nie wiem czy bym był spokojniejszy, bo ta relacja zależności i tak by była, ale przynajmniej miałbym punkt odniesienia do interpretacji. A tak to siedziałem z kartami i z poczuciem że mówię w pustkę.
To co mówi Sylwester na końcu jest dla mnie nowe - że szef miał ukryte pytanie o konkretną osobę. Czy to znaczy że rozkład 'poszedł' w tamtą stronę nawet bez świadomości Sylwestra? Bo jeśli tak, to karty jednak jakoś trafiły w sedno, tylko nikt nie umiał tego odczytać.
Ale właśnie o tym mówię od początku tej dyskusji. Jeśli rozkład może 'złapać' pytanie z głowy odbiorcy zamiast z pytania osoby robiącej, to co właściwie steruje tym co wychodzi? Intencja pytającego, intencja odbiorcy, albo coś zupełnie trzeciego?
Nie wiem czy rozkład złapał pytanie szefa. Może tak, może nie. Powiem tyle - karta która wyszła na pozycji 'przeszkoda' była bardzo konkretna i mogła pasować do tej jednej osoby o której szef pewnie myślał. Ale mogła też pasować do czegoś innego. Nigdy się nie dowiem.
To co opisujesz to klasyczny problem interpretacji bez kontekstu. Karta nie zmienia znaczenia dlatego że odbiorca ma ukryte pytanie - ona po prostu jest wieloznaczna i każdy nakłada na nią swój filtr. Szef widział to co chciał widzieć, ty widziałeś coś ogólnego. To nie jest magia karty, to jest psychologia odbioru.
A ja mam inne pytanie do Sylwestra - wróciłeś do tego szefa po fakcie i zapytał cię o tamten rozkład? Bo może on rzeczywiście wziął z tego to czego szukał i problem rozwiązał się sam, tylko ty o tym nie wiesz.
To jest chyba najtrudniejsze pytanie w całym wątku. Czy wróżący, który zna już trochę sytuację, w ogóle może mieć pewność że to karta coś powiedziała a nie jego własna wiedza? Szczególnie przy rozkładach dla kogoś bliskiego albo kogoś z własnej pracy.
Przy runach to samo - jak ciągnę dla siebie to zawsze mam z tyłu głowy 'a może chcę żeby wyszło to i to'. Nie wiem czy da się tego w pełni uniknąć. Ale jest różnica między 'znam sytuację' a 'znam sytuację i jestem emocjonalnie w niej'. Sylwester był w tej drugiej grupie bo to jego miejsce pracy.
Dokładnie tak. I to wróci do pytania z tytułu właściwie - bo ja wróżyłem dla grupy do której sam należę. Więc nie byłem neutralnym obserwatorem grupy, byłem jej częścią. Może to jest osobna kwestia - czy można wróżyć dla grupy z której się jest.
Moim zdaniem jak jesteś w grupie to karty i tak to wiedzą i dadzą ci to co musisz zobaczyć 🙂 Nie ma sensu się zamartwiać że jesteś wewnątrz tej sytuacji.
Wróćmy do sedna - Sylwester masz teraz retrospektywnie przekonanie że tamten rozkład był do czegoś użyteczny, czy uważasz że to był zmarnowany czas? I co byś zrobił inaczej gdybyś miał to powtórzyć w podobnej sytuacji?
