To jest ciekawe bo w numerologii jak liczysz coś dla rodziny to bierzesz imiona konkretnych osób. Nie możesz liczyć dla 'rodziny w ogóle'. Może przy kartach jest podobnie i rozkład grupowy po cichu i tak sprowadza się do tych osób których jesteś świadomy?
Hmm, ale 'niepełny' to chyba każdy rozkład jest w jakimś sensie niepełny, nie? Pytam szczerze, bo to brzmi jakby można to było powiedzieć o każdym wróżeniu i wtedy nie wiadomo co z tym zrobić praktycznie.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie z innej strony. Czy ktoś tu myślał o tym że może rozkład grupowy w ogóle nie polega na tym żeby 'mieć dostęp' do każdej osoby, tylko że pyta się o coś co jest ponad osobami - jakiś wspólny kierunek, siłę, dynamikę? Jak jak pytasz kartę o to gdzie pójdzie rzeka, to nie pytasz o każdą kroplę wody osobno.
No właśnie, i tu wracam do początku - szef mnie zapytał i ja po prostu usiadłem i zrobiłem. Nie zastanawiałem się czy to jest właściwe pytanie dla rozkładu grupowego. Może to był główny błąd, a nie to że byłem zdenerwowany.
Albo oba sa problemem jednoczesnie i dlatego tak trudno to rozplatac. Złe pytanie plus zły stan to podwójne zakłócenie. Chociaz mnie ciekawi jedno - czy byl jaki konkretny wynik tego rokladu co sie nie zgodzil z rzeczywistoscia, czy wciaz nie wiadomo bo projekt trwa?
I to jest właśnie ta sytuacja gdzie emocja należąca do czegoś poza tematem weszła do środka rozkładu. Twój niepokój związany z byciem zapytanym mógł wyciągnąć kartę która formalnie pasuje do tematu, ale naprawdę dotyczy ciebie w relacji do szefa. Nie ma sposobu żeby to teraz rozplątać bez nowego rozkładu, i to z bardzo precyzyjnym pytaniem.
Sylwestrze, jeśli chcesz zrobić ten nowy rozkład, to może warto zacząć od pytania nie o projekt, tylko o to co konkretnie cię wtedy niepokoiło. Nie 'jak idzie projekt' tylko 'co ja czuję w tej relacji z szefem'. I to osobno. A potem ewentualnie drugie pytanie o projekt, ale już bez tamtego balastu.
Sylwestrze, to co opisujesz z tą kartą ukrywania informacji to chyba najlepszy przykład w całym wątku na to, że stan emocjonalny naprawdę wchodzi do rozkładu. Bo ta karta mogła dosłownie być lustrem twojego niepokoju, a nie informacją o zespole. I to jest pytanie które mnie trapi praktycznie - skoro nie masz weryfikacji i projekt trwa, to czy w ogóle ma sens teraz robić nowy rozkład, czy czekać aż coś się rozstrzygnie?
Właśnie wróciłam do tego wątku i mam pytanie do Kasiulki z poprzedniego posta - mówisz żeby zrobić dwa osobne pytania: jedno o relację z szefem i jedno o projekt. Ale czy to nie jest trochę sztuczne rozdzielenie? Bo relacja z szefem i projekt to jest to samo stresujące wydarzenie, nie?
Tak właściwie to czemu ja właśnie przy tym rozkładzie poczułem tyle oporu. Szef mnie zapytał, ja powiedziałem ok, usiadłem, rozłożyłem. Ale cały czas miałem poczucie że robię coś nie do końca swojego. Nie wiem czy to był sygnał żeby nie robić, czy po prostu trema.
To co opisujesz, to brzmi bardziej jak granica niż trema. Trema zwykle odpuszcza jak już zaczniesz, a to 'coś nie do końca swojego' zostaje przez cały rozkład. Czy tak było? Bo to by oznaczało że naprawdę nie chciałeś tego robić i zrobiłeś mimo to.
Ja raz robilem rozkład dla kolegi bo naciskał i przez cały czas miałem to samo uczucie. I wyszły kompletne bzdury, przynajmniej tak powiedział kolega. Moze to jest właśnie ten sygnał żeby nie robić - jak czujesz opór to karty też oporują.
Przy runach mówi się że jak drżą ci ręce przed ciągnięciem to właśnie powinieneś, bo coś ważnego chce wyjść. Ale jak masz pustkę i robisz mechanicznie, to wynik jest pusty. Nie wiem czy przy kartach jest tak samo, ale to chyba coś podobnego do tego co opisuje Sylwester - robił mechanicznie pod presją.
Myślę że to jest kwestia źródła tego napięcia. Napięcie przed własnym pytaniem, o własne sprawy, to co innego niż napięcie wynikające z tego że ktoś cię poprosił i czujesz się w obowiązku. To pierwsze może być produktywne. To drugie to właśnie to co Sylwester opisuje.
Czy ktoś tutaj w ogóle wróży dla innych na prośbę, tak regularnie? Bo przez całą rozmowę wychodzi że to jest pełne pułapek i zastanawiam się czy w ogóle to robić kiedy ktoś prosi, czy zawsze odmawiać.
To jest ciekawa obserwacja. Jak czytałem od początku to myślałem że problem jest techniczny - rozkład grupowy czy nie, znasz ludzi czy nie. Ale teraz widzę że problem jest relacyjny. Sylwester był w pozycji zależności, a nie swobodnej interpretacji. Czy w ogóle można wróżyć w takiej pozycji?
No właśnie, to mnie zastanawia po tej rozmowie. Jakby to był znajomy który mnie prosi, to pewnie bym się nie zastanawiał dwa razy. Ale szef to jednak co innego. Niby zgoda na prośbę, ale w środku to wygląda trochę jak polecenie.
I to jest właśnie jeden z powodów dla których większość osób które traktuję karty poważnie nie wróży w środowiskach zawodowych. Nie dlatego że karty tam nie działają, tylko że relacje władzy zaburzają intencję. Wróżący nie może być obiektywny gdy wynik może go ocenić albo zadowolić przełożonego.
Ale poczekajcie. Martynka mówi 'nie wróżyć w pracy'. Ale jak ktos sie tym zajmuje to i tak to zrobi prędzej czy później. Może lepiej wiedziec jak robić to z ochroną niż mówić żeby nie robić wcale.
Okej ale jak wrócę do tytułu wątku, bo trochę odpłynęliśmy - czy ktoś w ogóle ma doświadczenie z rozkładem dla grupy zrobionym w dobrych warunkach? Czyli spokojny stan, jasne pytanie, znasz ludzi? Bo może problem Sylwestra to były złe warunki, a nie to że rozkład grupowy w ogóle nie działa.
To co mówi Kasiulka o tym wyjezdzie brzmi przekonująco, ale zastanawiam się czy znanie tych osób naprawdę jest tu kluczowe. Bo jeśli robię rozkład dla kogoś obcego, to karty też przecież działają, nie? Co sprawia że znajomość grupy ma takie znaczenie przy pytaniu zbiorowym?
Ale przy pytaniu o grupę to i tak interpretujesz ogólnie, nie dla każdej osoby osobno. Więc czy to znasz ich czy nie, wynik jest ten sam - coś o grupie jako całości. Nie rozumiem po co ta znajomość.
Właśnie, i tu był mój problem. Jak rozkładałem dla tego zespołu, to wyszła karta która mogła dotyczyć konkretnej osoby albo relacji szef-reszta. I nie wiedziałem co z tym zrobić. Powiedziałem coś ogólnego i miałem poczucie że to nic nie mówi.
A jak sformułowałeś pytanie zanim zacząłeś? Bo to może być źródło tej niejednoznaczności. Pytanie o 'zespół' jest już samo w sobie rozchwiane - czy pytasz o dynamikę między ludźmi, o wynik projektu, o potencjał grupy? Karty odpowiadają na to co pytasz, nie na to co masz na myśli.
Szczerze? Nie sformułowałem żadnego konkretnego pytania. Szef powiedział coś w stylu 'sprawdź jak to z nami wygląda' i ja tak po prostu usiadłem i rozłożyłem. To był błąd, widzę to teraz.
No to już nie wiadomo co właściwie mierzył ten rozkład. Jak nie ma pytania, to po czym poznać co wyszło? Ciekawe że w ogóle coś dałeś się zinterpretować - co wtedy powiedziałeś szefowi?
To ciekawe że szef pokiwał głową. Może właśnie taka ogólna odpowiedź go satysfakcjonowała bo pasuje do każdego zespołu w każdej chwili. 'Napięcie ale potencjał' to można powiedzieć o chyba każdej grupie ludzi.
