Mniej więcej tak bym to rozumiała, choć dodałabym jeszcze jeden waurnek. Nawet jeśli pytanie jest o coś innego, to jeśli choroba zajmuje ci w tej chwili osiemdziesiąt procent uwagi, masz osiemdziesiąt procent mniej zasobów na uczciwe czytanie. Więc to nadal jest problem, tylko trochę mniejszy.
Ja widzę to jeszcze z trochę innej strony. w astrologii mamy coś takiego jak moment zadania pytania i jest on w horarii kluczowy. I tak samo w kartach, moment ciągnięcia ma swoje znaczenie. Więc może choroba, migrena, ból gardła, to jest właśnie informacja zakodowana w momencie odczytu? Może karty, które wyciągasz, są adekwatne do tego, w jakim jesteś stanie?
Wracając do tego,co mówiłem o skanowaniu intencji. Jasnoslyszka powiedziała, że retrospektywnie zobaczyła, po co tak naprawdę sięgała po karty. Pytanie jest, czy to skanowanie zrobiłoby różnicę, gdybyś zrobiła je przed, a nie po. Czy wiedząc, że sięgasz po potwierdzenie, byłabyś w stanie odłożyć karty, czy i tak byś ciągnęła?
Obserwuję ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno proste pytanie. Czy ktoś z was miał kiedyś sytuację, że zrobił odczyt w złym stanie, wiedział, że jest zły, i mimo to odczyt okazał się trafny? Bo może to nie jest tak zero-jedynkowe jak próbujemy to tu poukładać.
Obserwuję ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno proste pytanie. Czy ktoś z was miał kiedyś sytuację, że zrobił odczyt w złym stanie, wiedział, że jest zły, i mimo to odczyt okazał się trafny? Bo może to nie jest tak zero-jedynkowe jak próbujemy to tu poukładać
Wracając do pytania Jasnoslyszki, bo myślę, że trochę za bardzo odeszliśmy od jej konkretnej sytuacji. Ona pytała o migrenę i ból gardła. To nie jest stan, w którym cokolwiek działa dobrze, nie tylko tarot. Przy migrenie masz zaburzoną percepcję wzrokową, ból, często nudności. Jak masz zamiar w ogóle skupić uwagę na kartach?
To co Jasnoslyszka teraz opisuje, ta potrzeba kontroli przez karty, kiedy ciało wymknęło się spod kontroli, to jest chyba najbardziej szczere postawienie tego problemu w całym wątku. I to jest właśnie ten moment, w którym obiektywność odpada pierwsza, bo karty przestają być sposóbm odczytu, a stają się sposobem radzenia sobie z lękiem. 🙂
A czy jest w ogóle możliwe, żeby rozróżnić te dwie funkcje w trakcie, a nie dopiero po fakcie? Bo ja zawsze widzę to retrospektywnie. W momencie ciągnięcia jestem przekonana, że robię prawdziwy odczyt.
Jest jedna rzecz, którą można zrobić przed, a nie po. Zadać sobie pytanie nie "co chcę wiedzieć", tylko "czego się boję, że zobaczę". Jeśli odpowiedź jest mocna, to znaczy, ze jest duże pole do zniekształcenia. Przy migrenie czy gorączce ta odpowiedź będzie prawdopodobnie bardziej dramatyczna niż normalnie, co samo w sobie jest informacją, że nie czas
to wtedy właśnie masz potwierdzenie, ze nie powinnać ciągnąć. Jeśli twoja odpowiedź na "czego się boję" powoduje, że koniecznie musisz sprawdzić, to jest sygnał, że nie szukasz wiedzy, tylko potwierdzenia albo zaprzeczenia lęku. I żadne z nich nie jest rzetelnym odczytem.
Mam wrażenie, że cała ta dyskusja zakłada, że obiektywność w tarocie w ogóle jest osiągalna, co moim zdaniem jest błędnym założeniem. Tarot z definicji angażuje intuicję, a intuicja jest zabarwiona stanem. Może zamiast szukać obiektywności, lepiej szukać świadomości subiektywności? Wtedy choroba nie dyskwalifikuje, tylko zmienia filtr.
Czytam tę wymianę i mam pytanie do obu stron. Zakładając, że tarot dostarcza jakiejś informacji, to skąd ta informacja pochodzi? Bo od tego zależy, czy stan czytającego w ogóle ma znaczenie. Jeśli to jest odczyt energii zewnętrznej, to stan może być przeszkodą w odbiorze. Jeśli to projekcja wewnętrzna, to choroba zmienia samą treść projekcji. Jasnoslyszka, jak ty to rozumiesz?
Ja bym dodał, że w astrologii mamy podobny problem z horari robionym dla siebie w sytuacji kryzysowej. Ale tam jest coś, co tu się nie pojawia, mianowicie obiektywny moment. Data, godzina, ascendent, to wszystko jest poza wpływem stanu czytającego. W tarocie nie masz takiej kotwicy. Karty, które wyciągniesz, są wynikiem ruchu twojej ręki, który jest pod wpływem twojego stanu. Więc to bardziej skomplikowane.
Mam pytanie, które mnie gryzie od jakiegoś czasu w tej rozmowie. Wszyscy mówimy o tym, że stan choroby zniekształca odczyt, ale nikt nie powiedział wprost, czy ktoś porównał odczyt zrobiony w chorobie z tym samym pytaniem zadanym po wyzdrowieniu? Bo ja mam jedno takie doświadczenie i karty wyszły zupełnie inne.
