ehh, mam do was pytanie, bo od jakiegoś czasu mnie to gryzie. Wróżę sobie sama od paru lat i generalnie daję radę zachować dystans, ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle możliwe. Konkretnie chodzi mi o taką sytuację: czuję się kiepsko fizycznie, boli mnie gardło, głowa pulsuje jak szalona i chcę sprawdzić, co z tym fantem. Ale właśnie wtedy, kiedy człowiek jest rozbity, chyba najłatwiej interpretować karty tak, żeby pasowały do tego, czego się boi albo czego pragnie. Zrobić rozkład można, ale czy ma to sens? Jak wy w ogóle podchodzicie do wróżenia dla siebie, kiedy jesteście w takim stanie?
To jest jedno z tych pytań, które wracają co jakiś czas i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ale zadam ci najpierw pytanie, bo to ważne: czy ty w tym momencie, kiedy chcesz zrobić ten rozkład, czujesz, że szukasz odpowiedzi, czy raczej potwierdzenia? Bo to dwie zupełnie różne rzeczy i od tego zależy, czy w ogóle warto siadać do kart.
A co to za różnica? Przy wróżeniu zawsze wychodzi to, co ma wyjść, nieważne, czego szukasz. Przynajmniej tak mi się wydaje. Może jestem w błędzie, ale po co czekać, jak można po prostu rozłożyć karty i zobaczyć?
Właśnie to mnie niepokoi. Tzn. rozumiem teorię, że karty coś pokazują niezależnie od stanu. Ale praktycznie, jak leżysz z throbującą głową i piszesz, że coś jest nie tak, to czy jesteś w stanie przeczytać np. Wieżę bez paniki? Albo odwrotnie, Słońce bez ulgi, która zaciemnia obraz?
To jest sedno sprawy. Kiedy ostatnio miałam grypę i mimo wszystko usiadłam do rozkładu, to potem porównałam interpretację ze swoją notatką sprzed tygodnia i byłam zdziwiona, jak bardzo różnie czytałam te same karty. Ta sama pozycja, ta sama karta, zupełnie inny odczyt. Więc mówię z własnego doświadczenia, nie z teorii.
A jakie karty wtedy wyszły, jak porównałaś te dwa odczyty? Bo mnie ciekawi, w którą stronę to szło, czy robiłaś z choroby coś dramatyczniejszego, czy odwrotnie, za bardzo wszystko bagatelizowałaś?
no to, o czym mówi Ludwinia, to klasyczny efekt projekcji. Ciało jest w złym stanie, więc psychika szuka potwierdzenia, że jest źle. Karty dają wystarczająco dużo przestrzeni interpretacyjnej, żeby ta projekcja się zmieściła bez problemu. Pytanie jest inne, czy wróżba zrobiona w takim stanie ma wogóle wartość poznawczą?
No ale jak mam czekać tydzień, żeby się czegoś dowiedzieć, to po co w ogóle wróżyć? Ja jak mam ból głowy, to właśnie wtedy chcę wiedzieć, co jest grane, a nie odkładać wszystko na potem.
mam pytanie do Jasnoslyszki, bo piszesz że masz migrenę, to jak w ogóle skupiasz sie przy kartach jak boli glowa? Ja jak mam taki bol to nie jestem w stanie patrzyc na kartę i myslec sensownie, wiec troche nie rozumiem co chcesz z tej wrozby wyciagnac w takim stanie
szczerze, dobrze, że pytasz zanim zaczniesz, bo to jest akurat mądre podejście. Znam ludzi, którzy w takich momentach robią rozkład za rozkładem i za każdym razem dostają inny wynik, bo za każdym razem inaczej się czują. To jest pętla, z której ciężko wyjść. Obiektywność w tarocie dla siebie to nie jest kwestia dobrej woli, to jest kwestia stanu energetycznego i mentalnego w danej chwili. Migrena i ból gardła to sygnały, że ciało jest pod presją, a presja robi z interpretacji coś bardzo subiektywnego. Czy to znaczy, że zawsze trzeba czekać? Nie wiem, zależy od pytania.
Ja bym powiedział, że to zależy od doświadczenia. Im więcej lat za sobą, tym łatwiej utrzymać ten dystans, nawet w chorobie. To jest trochę jak z medytacją, z czasem robisz ją niezależnie od nastroju i wychodzi. Więc nie zgadzam się, że stan fizyczny zawsze blokuje dobre czytanie.
No właśnie, Albinek trafił w punkt. Tobiaszek, nie kwestionuję że doświadczenie pomaga, ale skąd pewność że to co robisz wtedy jest rzetelne, a nie po prostu sprawnie wykonane?
To jest fundamentalne pytanie tego wątku i myślę, że niema jednej odpowiedzi. Może warto by rozróżnić dwa rodzaje pytań, które można zadawać kartom w takim stanie. Jedno to pytanie o sytuację zewnętrzną, drugie to pytanie o własne ciało i zdrowie. To drugie przy migrenowym bólu głowy chyba najbardziej naraża na brak obiektywności, bo jest dosłownie tematem bólu.
Właśnie w tym tkwi problem, który Albinek próbuje pokazać. Nie mamy dobrego sposobu, żeby zweryfikować trafność odczytu w czasie rzeczywistym. Retrospektywnie zawsze można powiedzieć że "no, trochę to pasowało". A co z odczytami, które w ogóle nie pasowały? Zazwyczaj je zapominamy.
To, co mówisz o notatkach, przypomniało mi, że ja rzeczywiście skracam procedurę, jak mi niedobrze. Nie zapinam kontekstu, nie piszę co czuję przed rozkładem, tylko siadam i ciągnę. Może właśnie to jest problem a nie sama choroba.
To ciekawe rozróżnienie. Masz na myśli, że gdybyś zachowała pełną procedurę, migrena by nie wpłynęła na jakość odczytu? Serio pytam, bo to by zmieniało diagnozę problemu z "kiedy wróżyć" na "jak wróżyć".
Jest jeszcze jedna warstwa,której nie ruszyliśmy. Procedura przed rozkładem to jedno, ale co z samym skupieniem podczas czytania? Migrena atakuje zdolność do koncentracji na poziomie fizycznym. To nie jest kwestia woli ani doświadczenia, to jest kwestia neurologii. Jak intepretować cokolwiek, kiedy część twojego umysłu przetwarza sygnały bólowe?
Ale słuchajcie, to co mówicie to tak jakby powiedzieć, ze nigdy nie możemy wróżyć, bo zawsze jest jakiś powód, żeby nie. Raz choroba, raz stres, raz zły humor. Kiedy w takim razie jest ten idealny moment?
A co, jeśli zadasz pytanie zupełnie niezwiązane ze zdrowiem? Nie o migrenę, nie o samopoczucie, ale o coś innego, co masz na głowie? Czy to zmienia sytuację, czy i tak ciało wpływa na czytanie?
Wtrącę się z boku. Znam podejście, gdzie przed rozkładem robi się krótką skanowanie intencji, takie dosłownie trzyzdaniowe sprawdzenie, po co sięgam po karty teraz, co chcę z tego wyciągnąć i czy jestem gotowa na odpowiedź która może mi się nie podobać. W stanie choroby to skanowanie prawie zawsze pokazuje, że pytający jest nastawiony na konkretny wynik. I to jest sygnał do odłożenia kart.
Dziękuję wam wszystkim za tę rozmowę, serio, bo ja mam dokładnie ten sam problem i nigdy nie umiałam go tak nazwać. Zawsze mi się wydawało, że jak mi jest źle, to właśnie wtedy najbardziej potrzebuję kart. A teraz widzę, że właśnie wtedy najbardziej chcę usłyszeć konkretną odpowiedź, a nie zobaczyć to, co jest. Czy ktoś miał kiedyś tak, że odkrył po czasie, że odczyt robiony w takim stanie był kompletnie chybiony?
To, co napisała Eufemia, to jest bardzo uczciwe. Ale mam pytanie do Jasnoslyszki, bo mi się kręci po głowie od jakiegoś czasu. Powiedziałaś, ze chciałaś usłyszeć, że to przemęczenie i że przejdzie. No to powiedz mi, gdybyś wyciągnęła kartę, która mówiłaby coś odwrotnego, to jak byś zareagowała? Czy wzięłabyś to poważnie, czy szukałabyś innej interpretacji?
I tu dochodzimy do sedna, bo to nie jest tylko problem wróżenia dla siebie. To jest problem wróżenia w ogóle, kiedy masz duże emocjonalne zaangażowanie w wynik. Choroba go tylko wyostrza, bo dodaje do niego panikę i potrzebę natychmiastowej odpowiedzi. Ktoś zdrowy z pytaniem o ważną decyzję zawodową ma dokładnie ten sam mechanizm.
To co Ludwinia mowi o separacji faz to brzmi sensownie, ale mam watpliwosci. Jak mam migrenę albo boli mnie gardło to ta separacja jest pierwsza rzecz, ktora sie spyie. Zlewam opis z emocja automatycznie, bo nie mam sily pilnowac procesu. Czy ktos probował to robic w chorobie i sie udalo?
Ja próbowałam i nie powiem, żeby mi wyszło. Myślałam, że skoro wiem o tej pułapce, to jej uniknę. Ale świadomość mechanizmu nie chroni przed nim tak, jak bym chciała. To trochę jak z iluzjami optycznymi, wiesz, że linie są równe, i dalej widzisz, że jedna jest dłuższa.
A może problem jest też w tym, że za bardzo analizujemy warunki, zamiast po prostu usiąść i sprawdzić? Bo jakby karty miały działać tylko przy idealnych warunkach, to po co w ogóle?
Właśnie sobie uświadomiłam słuchając tej dyskusji, że ja właściwie nigdy nie robiłam odczytu dla siebie w neutralnym stanie. Zawsze sięgam po karty, kiedy coś mnie niepokoi, boli, martwię się. Czy to oznacza, że żaden mój odczyt nie był uczciwy? Trochę mnie to przeraza.
