Nie wiedziałam, że można to tak zrobić. Że wraca się nie żeby powtórzyć rozkład, tylko żeby go zamknąć. Czy to nie zaburzy interpretacji, którą się już ma?
To co pisze Martusia.2 o domknięciu to ma sens, ale mam pytanie bo trochę nie rozumiem, czy to dotyczy tylko sytuacji kiedy świeca zgasła, czy też jak po prostu byłaś w pośpiechu i nie miałas czasu na spokojne zakończenie?
Właśnie to chciałam dopowiedzieć po wypowiedzi Welaa. Że to poczucie zawieszenia nie musi być koniecznie złe. Może to znaczy, ze rozkład jeszcze pracuje? Nie każde niedokończenie to błąd, czasem to po prostu sygnał, żeby do czegoś wrócić z wieksza uwagą.
wiesz co, moim zdaniem kluczowe jest właśnie to odczucie. Zawieszenie bez celu to często lekki niepokój albo coś, co ciągnie, ale nie daje żadnego obrazu. Rozkład, który "jeszcze pracuje", zwykle daje fragmenty, przebłyski, jakieś skojarzenia, które wracają. Ty piszesz, że Wieża cię nie puszcza, to mi bardziej brzmi jak to drugie.
Nigdy nie myślałam o tym, że karta może czegoś "chcieć" niezależnie od całego rozkładu. To brzmi poważnie, ale jednocześnie jakoś trafia. Czy wy często tak doświadczacie pojedynczych kart, że zostają same, poza rozkładem?
wiesz co, Mnie to zdarzyło się raz z Księżycem. Przez długi czas po sesji wracałam do niej myślami. Nie wiedziałam wtedy, czy to karta, czy po prostu mój własny lęk, który się na nią przykleił.
Wracam tu do kwestii zamknięcia, bo widzę, że rozmowa idzie w stronę samej Wieży, co jest ciekawe, ale chcę żeby Kasjopeja miała jasność w jednej rzeczy. Zamknięcie sesji po czasie nie usuwa tego, co karta pokazała, ani nie zmienia jej znaczenia. To nie jest cofnięcie odczytu. To bardziej jak pożegnanie z czymś, co już się wydarzyło, żeby nie zostawało otwarte za plecami
Czytam tę rozmowę i muszę przyznać, że argument Martusia.2 o psychice jest dla mnie bardziej przekonujący niż te o otwartych sesjach. Ale mam pytanie do osób, które naprawdę wierzą w energetyczną stronę tego, czy zamknięcie po czasie jest tak samo skuteczne jak zamknięcie od razu? Bo intuicyjnie wydaje mi się, że nie.
Przy runach robiłam kiedyś eksperyment notowałam sesje z normalnym zamknięciem i te, które zamknęłam po kilku dniach. Różnica w tym, co zapamiętałam i jak interpretowalam, byla zaskakująca. Te zamknięte od razu były wyraźniejsze. Ale nie wiem, czy to energia, czy po prostu pamięć i skupienie.
To co mówi Ircia o notatach i porównywaniu mnie trochę ziemia do ziemi sprowadza. Bo jednak myślę, że cała ta rozmowa o świecy i zamknięciu sesji sprowadza się do jednej sprawy. Czy my wierzymy, że forma rytuału coś zmienia czy wierzymy, że to nasza uwaga coś zmienia. Bo to są dwie różne tezy.
eh, chyba właśnie do tego dochodzę po tej rozmowie. Że mój problem ze świecą to był problem z uwagą, nie z samą świecą. I że to co zostało po tamtej sesji, zostało właśnie dlatego, że moja uwaga była rozbita, a nie dlatego, że rytuał był energetycznie wybrakowany. Ale Wieża to osobna sprawa i mam wrażenie, że do niej i tak będę wracać jeszcze długo.
Właśnie o to chodzi, że Kasjopeja doszła do wniosku o uwadze, ale mam wrażenie, że to trochę za szybkie zamknięcie. Bo jeśli uwaga była rozbita przez świecę, to czy nie jest możliwe, że karta wylosowana w takim stanie po prostu... nie jest tą kartą? Że talia dała coś przypadkowego, bo nie było właściwego skupienia?
Czytam to i trochę mi serce przyspiesza, bo jeśli Wieża była obrazem mojego roztargnienia, a nie rzeczywistą odpowiedzią na pytanie, to przez te tygodnie przepracowywałam coś, co w ogóle nie było skierowane do mnie. Czy to jest w ogóle możliwe?
Poczekajcie, bo ten wątek robi się niebezpiecznie. Nie chcę, żeby Kasjopeja wyszła z tej rozmowy z przekonaniem, że tamten rozkład był bez wartości albo że Wieża to był błąd. Wieża w rozkładzie nie pojawia się przez przypadek, nawet jeśli sesja była niespokojna. Pytanie, które mam do Kasjopei, jest takie: czy w tamtym czasie coś się w jej życiu działo, co Wieża mogłaby opisywać, niezależnie od stanu skupienia podczas sesji?
To jest naprawdę ciekawy moment tej rozmowy. Kasjopeja zadała chyba pytanie,na które tarot nigdy nie odpowie w sposób weryfikowalny. Czy karta znalazła sytuację, czy sytuacja przyciągnęła kartę. Jak to w ogóle odróżnić?
szczerze, Ale to zakłada, że masz już sporo sesji za sobą i że regularnie zapisujesz. Kasjopeja dopiero wchodzi w tarot, więc ta weryfikacja przez notatki jest po prostu niedostępna na tym etapie. Co jej to daje praktycznie teraz?
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i jest jeden aspekt, który nikt tutaj nie poruszył, a który wydaje mi się ważny. Wieża to karta przełomu, ale nie zawsze nagłego. Czasem pojawia się, zanim coś się rozpadnie, jako zapowiedź. I jeśli Kasjopeja miała ten trudny moment, to Wieża mogła nie opisywać tego, co było, ale to, co miało nadejść. Czy tamta sesja była przed tym trudnym momentem, czy w jego środku?
To by zmieniało całą interpretację. Wieża jako zapowiedź, a nie opis. I teraz rozumiem, dlaczego ta karta tak długo przy Kasjopei została. Moze nie chodziło o to, żeby ją zrozumieć wtedy, ale żeby ją rozumieć teraz, po tym, co nastapilo.
Hej, ale czy to nie jest troche tak, że interpretujemy Wieżę wstecznie? Teraz wiemy, co nastapilo, więc łatwo powiedzieć, że karta to zapowiadała. Gdyby nic się nie stało, pewnie by się szukało innego znaczenia. Nie mówię, że to bez sensu, ale chcę się upewnić, że to rozumiemy.
Właśnie. Bo jeśli Kasjopeja przez tygodnie wracała do Wieży i teraz, po tym trudnym momencie, zaczyna rozumieć co karta mogła znaczyć, to może to jest właśnie ten moment domknięcia, o którym wcześniej mówiliście. Nie przez rytuał, ale przez samo życie.
Chyba tak właśnie to teraz czuję. Że tamta świeca i pośpiech były problemem tylko o tyle, o ile przez to dłużej szłam do tego momentu zrozumienia. Ale dotarłam. Dzięki tej rozmowie bardziej niż dzięki jakiemukolwiek ponownemu zamknięciu sesji.
To jest ładne podsumowanie, ale jeszcze jedno chce powiedzieć, zanim ta rozmowa się zamknie. Kasjopeja, jak będziesz siadała do kolejnej sesji, spróbuj zacząć od sprawdzenia, czy ta poprzednia jest już dla ciebie skończona. Nie rytualnie, ale w sobie. Czy czujesz, że tamten rozkład już nie ciągnie. To jest lepszy test niż jakakolwiek świeca.
I to jest chyba najkonkretniejsza wskazówka z calej tej dyskusji. Wewnętrzny test gotowości przed nową sesją zamiast sprawdzania czy świeca dopalona do końca. Mam to gdzieś zapisać i do tego wracac.
Chyba właśnie tego potrzebowałam, żeby to zamknąć. Karmelia, zapisz, naprawdę. Bo ja przez tyle tygodni szukałam odpowiedzi w tym, czy świeca dogorzała, czy nie, czy rytualnie domknęłam, czy nie, a tu okazuje się, że to pytanie było troche obok. Nie "czy zrobiłam to poprawnie", tylko "czy jestem gotowa na następną". To jest inne pytanie zupełnie.
