Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czy stare talie tarota, te używane od lat przez jedną osobę, mają inną "jakość" odczytów niż zupełnie nowe? Słyszałam różne opinie - jedni mówią, że karty nabierają energii właściciela i dzięki temu działają lepiej, inni twierdzą, że nowa talia jest jak czysta karta, bez zakłóceń. Sama mam dwie talie - jedną kupioną ze trzy lata temu i jedną dostałą od znajomej, która używała jej z dziesięć lat. Ta druga jakoś inaczej leży w rękach, trudno opisać. Ktoś miał podobne odczucia?
no dobra, To jest jeden z tych tematów, przy których każda tarocistka ma inne zdanie i każda jest głęboko przekonana, ze ma rację. 🙂 Ja pracuję z kilkoma taliami i powiem szczerze - stara talia od znajomej brzmi dla mnie jak coś, do czego podeszłabym ostrożnie. Nie dlatego, że karty są "złe", ale dlatego, że nie wiesz, z jakimi pytaniami, z jakimi emocjami ta osoba z nimi pracowała. Przez lata. Nowa talia to tabula rasa, ale wymaga nawiązania relacji od zera. Czy ta talia od znajomej była wcześniej czyszczona przed przekazaniem?
Samo pytanie o "rozbudzenie" już zakłada pewną odpowiedź, więc chciałbym trochę cofnąć temat. Co rozumiesz przez "rozbudzoną" talię? Bo jeśli chodzi o responsywność, o to że karty jakby wiedzą czego szukasz - to doświadczyłem tego z taliami starymi i z nowymi. Miałem nową talię, która od pierwszego rozłożenia dawała uderzająco trafne rozkłady. I miałem starą, po kilku właścicielach, która była głucha jak pień. Więc sam wiek raczej nie jest tu kluczowy.
no dobra, mnie zawsze uczono że talia to nie jest żywa istota tylko kanał i że cały "impuls" idzie od czytającego, nie od kart. Więc dyskusja o tym czy karta jest stara czy nowa to trochę jak pytanie czy lepiej wróżyć ze starą czy nową szklanką. Ale rozumiem o co chodzi - chodzi chyba o to że stare talie budują w nas jakiś nawyk intuicyjny, oswajamy sie z nimi i dlatego czytamy lepiej. Nie ze karta jest mądrzejsza.
Słuchajcie, a czy ktoś z was w ogóle robi jakiś rytuał wprowadzający z nową talią? Bo ja zawsze robię coś w rodzaju pierwszego rozkładu tylko dla siebie i karty - pytam talię kim jest, czego ode mnie oczekuje i z czym mi nie pomoże. Brzmi może dziwnie, ale to pomaga mi "wczuć się". I z taką nową talią po tym rozkładzie czuję się jakby zaznajomiona. Zastanawiam się czy z przejętą talią powinnam to powtórzyć, czy raczej zacząć od gruntownego czyszczenia najpierw.
no czy to nie jest tak że to my budujemy tę relację i to nasze skojarzenia sprawiają, że z jedna talią czytamy lepiej? Pytam serio, bo obserwuję tę dyskusję i zastanawiam się ile w tym energetyki kart, a ile naszej wlasnej psychiki i przyzwyczajeń.
Ja mam stare Rider-Waite po babci i powiem wam, że te karty mają COŚ. Dosłownie jak je biorę do ręki to czuję jakiś ciężar, jakieś nasycenie. Nowe talie, które kupowałam, były jakieś plastikowe w odbiorze, nawet jeśli fizycznie były ładniejsze. Może to przez to że babcia była tarocistką, może przez te lata użycia. Nie wiem, ale różnica jest wyraźna.
Ja zazwyczaj zaczynam od trzymania talii w słonej wodzie przez noc - nie zanurzam kart oczywiście,kładę je obok naczynia z solą, w tej samej przestrzeni. potem kadzę palo santo i każdą kartę trzymam chwilę w dymie. To jest pracochłonne przy pełnej talii, ale przy przejętej od kogoś innego uważam za konieczne. Dopiero po tym robię swój rytuał powitalny. Co do pytania o znajomą - warto zapytać, naprawdę. "Dlaczego przestałaś pracować z tymi kartami" to ważna informacja.
Czytam was i myślę o tym, że może kluczem nie jest wiek talii tylko ciągłość intencji. Jeśli pracujesz z kartami regularnie spokojnie, z pełną uwagą - niezależnie od tego czy są stare czy nowe - to ta relacja się buduje. Meditując widzę podobieństwo - nowe drzewo i stare drzewo różnią się wyglądem, ale oba mogą dawać cień. Ważne co z tym cieniem robisz.
Wchodzę w temat bo właśnie kupuję swoją pierwszą talię i nie wiem czy lepiej wybrać coś nowego czy może poszukać czegoś starszego, używanego. Po tym co czytam mam wrażenie, że nowa jest bezpieczniejsza dla kogoś zaczynającego, bez cudzej energii. Ale czy stara od kogoś sprawdzonego może być lepsza? Jak to wygląda w praktyce, bo trochę się gubię.
Czytam tę dyskusję z uwagą. Jedno mnie zastanawia - czy ktoś z was testował to empirycznie? Rozumiem przez to: ten sam rozkład, to samo pytanie, dwie różne talie - stara i nowa. I porównał wyniki. Bo dużo tutaj mówi się o odczuciach, a mało o tym czy odczyty są trafniejsze. To przecież jest chyba ostateczna miara.
wiesz co, przepraszam że się wtrącę bo tu jestem bardziej z ciekawości - ale co to znaczy że talia jest "rozbudzona"? Czy to jest coś co można zmierzyć, opisać konkretnie? Pytam szczerze, bez złośliwości, bo chciałbym zrozumieć co wy dokładnie czujecie kiedy tak mówicie.
No tak,ale Seid, to troche jest ucieczka od pytania. Jesli mechanizm sie nie liczy, to mozna rowniez powiedziec ze lepsza jest ta talia na ktorej wydrukowano ladniejsze obrazki. I moze to nawet prawda. Ale co to mowi o "rozbudzeniu"?
Wracam do tego co pisała Welaa o czyszczeniu każdej karty w dymie - ja mam ten sam problem z praktyką rytualną co kilka innych osób tutaj pewnie ma. Mieszkam w bloku, sąsiedzi po obu stronach, nad i pod. Kadzidło jest nie do pomyślenia bez komentarzy przy otwartym oknie. Jak wy to rozwiązujecie kiedy chcecie porządnie przeprowadzić taki rytuał czyszczenia?
O, to jest praktyczny problem, który mnie też dotyczył latami. Przeszłam na palo santo zamiast kadzideł - dużo mniej dymu, krócej się tli, sąsiedzi nie czują prawie nic przez ścianę. Do czyszczenia talii to zupełnie wystarcza.
Ja z kolei całkowicie zrezygnowałam z dymu do czyszczenia kart i przeszłam na moonlight - kładę talię przy oknie na noc podczsa pełni albo nowiu. Zero zapachu, zero hałasu, można to robić zupełnie niewidocznie. Nie wiem czy to "słabsze", ale efekt odczuwam podobnie.
A czy to nie jest tak, że sam rytuał czyszczenia to bardziej ten nasz nastrój przed czytaniem niż cokolwiek innego? Pytam bo jako ktoś zaczynający zastanawiam się czy to w ogóle konieczne czy można po prostu... wziąć karty i zacząć?
Wracając do bloku i sąsiadów - właśnie to mnie ciekawi. Czujecie się nieswojo kiedy robicie rytuał, wiedząc że ktoś jest za ścianą? Pytam bo mam wrażenie że to poczucie obserwowania potrafi naprawdę zaburzać skupienie niezależnie od kadzideł.
Próbowałaś oddychania przed rozkładem? Nie jako cały rytuał, tylko dosłownie kilka minut - skupienie na wydechu, odpuszczenie zewnętrznych dźwięków. dźwięki z zewnątrz nie muszą znikać, wystarczy żeby przestały być priorytetem dla uwagi. To samo co przed medytacją.
A ja wróciłabym na chwilę do głównego wątku, bo trochę odpłynęłyśmy. Sigilnik pytał czym jest "rozbudzona" talia i mam wrażenie że nie dostał pełnej odpowiedzi. Czy to jest zawsze coś co czujesz od razu przy pierwszym kontakcie, czy to się buduje stopniowo?
Ale Wajdelota, czy ty wogole wierzysz że karty mogą mieć jakąś własną energię czy jesteś tutaj tylko po to żeby wszystko racjonalizować? Szczerze pytam, bo to już kolejny raz kiedy odrzucasz to co piszemy.
To może inaczej - czy ktoś z was miał tak, że stara talia zachowywała się inaczej niż oczekiwaliście po tym jak zmieniło się wasze życie? Pytam bo mi się zdarzyło, że talia której bardzo ufałam zaczęła dawać odpowiedzi które zupełnie do mnie nie trafiały - jakby przestała mówić moim językiem.
To co opisałam z tą talią, którą odłożyłam - zastanawiam się teraz czy to nie jest odpowiedź na pytanie Wajdeloty o "rozbudzenie". Może to nie jest tak, że talia MA energię sama z siebie, tylko że jest między nami jakiś rodzaj relacji, która może się rozluźnić i zacisnąć? Wtedy stare talie nie byłyby "bardziej rozbudzone" per se, tylko po prostu mamy z nimi dłuższą historię.
Hej, wróciłem bo nie byłem tu przez chwilę i widzę że dyskusja poszła dalej. Bernadka pytała czy dostałem odpowiedź na moje pierwotne pytanie - szczerze? Trochę tak i trochę nie. Czyli to o "rozbudzeniu" zależy od nas? Czy jednak jest coś w samych kartach?
szczerze, Właśnie o to chodzi, że nie da się tego zawsze opisać. Ja mam talię po babci, nie jest stara w sensie historycznym, ale babcia z niej czytała całe życie. I kiedy ją trzymam to jest coś zupełnie innego niż przy nowej. Może to sentymenty? Może. Ale czy to zmienia doświadczenie? Nie zmienia.
To czy talia po bliskiej osobie w ogóle jest "twoja" do czytania? Słyszałam różne opinie, że cudze talie przejmują energię właściciela i albo pasują albo nie. Czy któraś z was miała problem z czytaniem na odziedziczonej talii?
To co opisuje Kolczasta z talią po babci - myślę że tu jest klucz do całej dyskusji. Historia tali, kto z nią pracował, ile sesji ma za sobą. To jest coś innego niż wiek mierzony latami od druku. Stara talia z kolekcji, nigdy nieużywana, kontra nowa używana intensywnie przez rok.
