Robiłam ostatnio rozkład celtycki krzyż przy świecach i w połowie rytuału jedna świeca zgasła, a ja się trochę spanikowałam i skończyłam w pośpiechu. Karty wyciągnęłam, ale cały czas mam wrażenie, że coś poszło nie tak. czy taki rozkład ma w ogóle jakąś wartość, czy lepiej powtórzyć wszystko od nowa? Chodzi mi głównie o to, czy ten pośpiech na końcu mógł zaburzyć odczyt.
Pośpiech to jedno, ale zgasniecie świecy w środku rytuału to osobna sprawa i nie należy ich mieszać. Co to były za świece, białe, kolorowe? Bo to może mieć znaczenie dla interpretacji tego, co się stało.
Jak okno było uchylone to mógł być zwykły przecznąg i tyle filozofii. Sama tak miałam raz i w kółko analizowałam, a potem wyszło, że karty i tak trafnie pokazały sytuację. Nie przeceniałabym tego zdarzenia.
Mam inne zdanie. Notowałam kilka rozkładów z różnymi warunkami i za każdym razem, kiedy coś zakłócało sam przebieg, interpretacja była trudniejsza, jakby mniej spójna. Nie mówię, że nieważna, ale jakby poszczególne karty nie tworzyły jednej narracji. Czy u ciebie tak było?
A skończyłaś rozkład z czystą głową mimo wszystko, czy ciągle myślałaś o tej świecy? Bo moim zdaniem to właśnie skupienie osoby robiącej rozkład jest ważniejsze niż to, czy świeca się pali. Świeca to tylko element, który pomaga się skupić, a nie sam rdzeń.
Zależy też jak dawno jesteś po tym rozkładzie. Jak masz karty pod ręką i pamiętasz układ, to ja bym proponował nie powtarzać całości, tylko usiąść spokojnie i wejść jeszcze raz w tę interpretację. Często po czasie widać więcej niż zaraz po wyciągnięciu.
Szczerze to zastanawia mnie, czy świece w ogóle mają wpływ na to, co karty pokazują, czy to jest tylko kwestia atmosfery dla osoby robiącej rozkład. Bo rozumiem, że pomagają się skupić, ale czy zmieniają jakoś sam odczyt? Trochę sceptycznie do tego podchodzę.
Ale przecież świece maja konkretne znaczenia zależnie od koloru, bordowa to nie jest neutralny kolor. Może to samo zgaśnięcie tej konkretnej świecy jest czescia przekazu? Nie zastanawiałaś się nad tym?
ojej, bordowa to siła woli i skupienie, w wielu szkółach tak się to interpretuje. Jak zgasła w środku, to może tyle, że skupienie ci uciekło i to było jej zadanie, a jak uciekło to zgasła. Koło sie zamknęło. Ale to jest moje zdanie, nie ma tu jednej odpowiedzi.
Wracając do głównego pytania bo trochę odpłynęłyśmy, to moim zdaniem pośpiech nie dyskwalifikuje całkowicie rozkładu. Widziałam interpretacje robione w niezbyt sprzyjających warunkach, które były trafne. problemem jest to, czy sama ufasz temu, co wyciągnęłaś, bo jeśli nie, to żaden rozkład ci nie pomoże.
Ja też to przerabiałam, robiłam rozkład przy świecach i w połowie coś mi przeszkadzało, i przez całą interpretację siedziało we mnie to przekonanie, że coś jest nie tak. I faktycznie potem nie umiałam się odnieść do tych kart. Powtórzyłam po kilku dniach i było zdecydowanie lepiej. Może nie chodzi o same warunki zewnętrzne, ale o twój wewnętrzny spokój.
To chyba tak z tym całym tematem jest, za dużo zmiennych i nie da się stwierdzić, co konkretnie na co wpływa. Ale coś z tej dyskusji wyciągam, chyba wrócę do zapisu i spróbuję jeszcze raz wejść w ten rozkład ze świeżą głową, zamiast od razu powtarzać.
Mam pytanie do tej dyskusji, bo jestem ciekaw jednej rzeczy. Kasjopeja, napisałaś że zapisałaś układ zaraz po skończeniu. Ale czy zapisałaś też swoje pierwsze skojarzenia do każdej karty, czy tylko ich układ? Bo to drugie jest według mnie ważniejsze niż same pozycje.
Podobna zasada działa przy runach. Zapisuję zawsze trzy rzeczy od razu: układ, pierwsze słowo jakie mi przyszło do głowy przy każdej, i ogólny nastrój sesji. Bez tego środkowego nie ma jak wrócić do odczytu po czasie. Ciekawe czy ktoś tu ma podobny schemat do tarota.
no Śledzę tę rozmowę od początku i muszę powiedzieć, że Wieża w środowisku brzmi dla mnie tak że nie trzeba nawet reszty rozkładu żeby coś z tego wyciągnąć. Może zakłócenie podczas sesji i ta karta razem mówią jedno i to samo.
no nie wiem, Rycerz Pucharów i Dwójka Mieczy to są karty, które dosłownie opisują stan zawieszenia i emocjonalnego dryfu. Może spójność była, tylko akurat nie taka jakiej oczekiwałaś? Pytam serio, bo czasem interpretujemy jako chaos to, co jest po prostu nieuchwytnym przekazem.
hmm, To jest ten klasyczny problem kiedy robimy rozkład w konkretnej intencji a nie z otwartą głową. I to nie ma nic wspólnego ze świecą. Świeca tu jest kozłem ofiarnym dla czegoś, co zaczęło się przed zapaleniem pierwszej zapałki.
szczerze, słuchajcie, ale wracajac do tematu wątku, bo trochę poszłyśmy w stronę psychologii rozkładu. Czy świece przy rozkladzie mają według was jakiś konkretny wpływ na samą interpretację, czy to zawsze tylko kwestia nastroju i skupienia osoby? Bo mam wrażenie, że połowa z was mówi jedno, a połowa drugie.
Mam inne doświadczenie niż większość tu piszących. Robiłam ten sam układ dwukrotnie w odstępie kilku dni, raz ze świecami i pełnym rytuałem, raz szybko przy zwykłym swietle. Karty wyszły różne, ale nie wiem, czy to przez świece, przez czas, czy przez zmieniający się kontekst. Zbyt wiele zmiennych żeby przypisać to jednemu czynnikowi. Myślę, że to pytanie bez odpowiedzi, a przynajmniej bez takiej, która by mnie satysfakcjonowała.
no nie wiem, to mnie zastanawia, czy ktoś tu kiedyś robił rozkład bez żadnego przygotowania, totalnie spontanicznie, i czy taki był w ogóle w jakimś stopniu trafny? Bo może cały rytuał ze świecami to nie jest warunek dobrego odczytu, tylko jeden ze sposobów na skupienie się.
To pytanie które zadałam na końcu chodzi mi po głowie, bo sama robiłam raz rozkład totalnie spontanicznie, weszłam do pokoju, potasowałam i wyciagnelam trzy karty bez żadnego przygotowania. I był trafny. Więc co to mowi o świecach i rytuale? 😉
Spontaniczne rozkłady bywają świetne,bo nie ma warstwy oczekiwań. Ale to nie znaczy, że rytuał przeszkadza, tylko że skupienie można osiągnąć różnymi drogami. Kasjopeja miała problem innego rodzaju, bo zaczęła z intencją, potem ją zgubiła przez pośpiech, a do tego miała scenariusz w głowie. To jest więcej zakłóceń naraz.
Właśnie o tym myślę od dłuższego czasu czytając tę rozmowę. Że te zakłócenia się nałożyły i teraz nie wiem, co tak naprawdę zaważyło na tym, ze rozkład czuję jako niekompletny. Świeca to bylo najłatwiej zauważalne, więc na niej skupiłam uwagę.
A mogę zapytać Kasjopeja, czy ty w ogóle wierzysz, że ten rozkład coś dla ciebie znaczy, tylko nie wiesz jak go czytać, czy czujesz, że jest po prostu nieważny? Bo to by zmieniało to, co warto z tym zrobić.
To co mówi Kasjopeja o puzzlach to mi się wydaje ważne. Może problem nie jest w tym, że rozkład jest nieważny, tylko że brakuje jej jakiegoś klucza do czytania. I to nie jest wina świecy ani pośpiechu, tylko po prostu etap, na którym jest z tarotem.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że za mało tu powiedziano o samej funkcji świecy w rozkładzie, bo to jednak wątek tematu. Świeca nie jest tylko klimatem. Dla wielu osób to element, który zamyka przestrzeń, czyli sygnalizuje początku i koniec sesji. Jak gaśnie w środku, to ta granica przestaje być wyraźna. Czy to anuloguje rozkład? Nie. Ale może sprawić, że interpretacja zostaje zawieszona między wejściem a wyjściem ze stanu skupienia.
możesz wrócić do kart,ułożyć je tak jak były i tym razem świadomie zakończyć, na przykład odwracając każdą twarzą do dołu i mówiąc sobie wyraźnie, że to koniec tej sesji. Brzmi prosto, ale dla niektórych działa. Nie chodzi o powtórzenie odczytu, tylko o zamknięcie tego co zostało otwarte.
