Mam ostatnio dziwną sytuację przy tasowaniu i zastanawiam się, czy ktoś miał podobnie. Tasowałem talię przed rozkładem dla siebie i wypadły mi trzy karty prawie jedna po drugiej - Księżyc, Wieża i jakiś dwójka kielichów. Zbierałem je z powrotem do talii, ale to mnie zaintrygowało. Czy wypadające karty traktujesz jako osobny komunikat, czy po prostu wsuwasz je z powrotem i tasujecie dalej? Bo widziałem różne podejścia i nie wiem, które ma sens. I przy okazji - czy wy w ogóle robicie jakiś rytuał zanim zaczynacie nową sesję z kartami, czy po prostu siadacie i tyle?
Wypadające karty to jeden z tych tematów, przy którym każdy ma inne zdanie i szczerze mówiąc każde z nich ma jakieś uzasadnienie. Ja od lat traktuję je jako dodatkową informację, ale nigdy nie jako główny odcyzt. Wypadła karta to coś w rodzaju komentarza z boku, nie centralna odpowiedź na pytanie. Natomiast kombinacja Księżyc plus Wieża na starcie mnie by zatrzymała - to nie jest neutralna para
A możesz opisać dokładniej jak tasowałeś? Riffle,overhand a może po prostu mieszales na blacie? Bo to ma znaczenie dla tego, czy karty wypadają losowo mechanicznie, czy rzeczywiscie coś tu działa.
Mechanika tasowania to jedno, ale pytanie jest głębsze - co czułeś w tamtym momencie? Bo jeśli tasowałeś bez skupienia, myśląc o czymś innym, to te karty wypadły prawdopodobnie bez energetycznego kontekstu. Jeśli byłeś skupiony na pytaniu i wypadły - to inna sprawa. Wypadające karty to dla mnie sygnał tylko wtedy, gdy jest intencja po mojej stronie.
Przepraszam że wejdę ale właśnie przez to zawsze się mylę przy swoich pierwszych rozkładach - jak w ogóle odróżnić tę "intencję" od zwykłego skupienia? Czy chodzi o to że myślę o pytaniu, czy o coś więcej?
No właśnie, i tu się robi ciekawie. Bo rytuał przed rozkładem to może być cokolwiek, co dla ciebie działa. Ja np. zawsze oczyszczam talię szałwią albo dymem palo santo, potem kładę ją na chwilę na swojej dominującej dłoni i dopiero zaczynam tasować. Ale znam osoby, które po prostu pukają w talię trzy razy i tyle. Efekty mówią same za siebie.
Dokładnie. Pukanie w karty to stara tradycja zresztą, ma korzenie w różnych systemach i nie jest wzięte z powietrza. Ale wracając do samego tematu wypadających kart - Wieszczbiarz88, powiedz, ta dwójka kielichów, która wypadła jako trzecia, wypadła razem z tymi dwiema, czy chwilę po nich?
A ja w ogóle nie rozumiem po co tyle filozofować. Wypadła karta - czytasz, nie wypadła - nie czytasz. Co tu jest do analizowania?
Ja w ogóle dopiero zaczynam z tarotem i nie wiedziałem, że wypadające karty w ogóle mogą coś znaczyć. to znaczy że powinienem je zawsze odkładać osobno przed rozkładem? Czy tylko te pierwsze które wypadną?
Ja miałam podobną sytuację z wypadającymi kartami i potem naprawdę żałowałam, że je zignorowałam. Wypadła mi Wieża zanim zaczęłam rozkład o pewnej decyzji życiowej, wsunęłam z powrotem, zrobiłam rozkład, dostałam coś tam neutralnego. No i Wieża się sprawdziła poza rozkładem. Teraz zawsze odkładam wypadłe karty na bok.
No ale to trochę jak z horoskopami - jak coś się sprawdzi, to pamiętamy, jak nie, to zapominamy. Nie mówię że karty nie działają, po prostu jestem ciekaw czy ktoś prowadził jakieś notatki przez dłuższy czas i widzi tam realną korelację z wypadającymi kartami. 🙂
Ale to chyba nie jest tak, że rytuał przed rozkładem to tylko kwestia skupienia? Chyba chodzi też o to żeby karty wiedziały że zaczynamy nową pracę, prawda? Że to nie jest kontynuacja poprzedniego odczytu?
Wracając do oryginalnego pytania Wieszczbiarz88 - to że dwójka kielichów wypadła osobno, kilka ruchów po tamtych dwóch, może rzeczywiście sugerować dwa oddzielne sygnały. Mam taką zasadę że jeśli karta wypadnie w innym momencie tasowania, traktuję ją jako komentarz do tego co już wypadło, nie jako część tej samej grupy. Ale co ty czułeś w tamtym momencie? Czy to było jedno ciągłe pytanie w glowie, czy myśl się urwała miedzy tymi grupami?
To odpłynięcie koncentracji to dla mnie zawsze znak do zatrzymania się. Ja w takim momencie zatrzymuję tasowanie, robię oddech, i dopiero wracam. Jeśli karta wypadła właśnie wtedy, ja bym ją jednak potraktowała osobno - nie jako część głównego pytania, ale jako coś co chce zwrócić uwagę osobno. Dwójka kielichów w takim kontekście może mówić coś o relacji z samym procesem odczytywania.
A ja mam takie pytnaie trochę z boku - czy jak ktoś robi rytuał przed każdym rozkładem, to musi on być zawsze taki sam? Bo czytałam gdzies że jak zmienisz rytuał to karty sie dezorientują ale to mi wydaje sie trochę naciągane
Kilka rozkładów jeden po drugim to temat sam w sobie. Ja mam zasadę że robię przerwę między odczytami, choćby krótką. Nie dlatego że karty "muszą odpocząć", ale dlatego że ja muszę. Jeśli robię drugi rozkład zaraz po pierwszym bez żadnej przerwy, interpretacje zaczynaja mi się mieszać i nakładać. To jest chyba jeden z częstszych błędów początkujących.
To co mówi Krysztal o zapisywaniu - to naprawdę klucz. Mam w notatnikach każdy rozkład z ostatnich dwóch lat i właśnie dlatego mogę w ogóle oceniać trafność wypadających kart. Bez notatek człowiek po prostu pamięta to co mu pasuje. Przy okazji - Wieszczbiarz88, zapisałeś te trzy karty które wypadły? Bo jeśli nie, to teraz jest dobry moment.
Właśnie, i tu dochodzimy do sedna tego wątku - może zamiast szukać jednej universal zasady dla wypadających kart, każdy powinien przez kilka tygodni zapisywać jak reaguje i potem zobaczyć co mu wychodzi? Wieszczbiarz88 ma rok notatek, więc może już teraz widać jakiś wzorzec który ty sam nie zauważasz z góry?
Wracając do samego pytania z tytułu - Wieszczbiarz88 pytał czy wypadające karty to znak czy przypadek. I właściwie po tylu postach mam wrażenie że wszyscy odpowiadamy "to zależy od twojej metody", co jest prawdziwe, ale trochę mija się z sednem. Czy ktoś w ogóle ma pogląd na to co leży u podstaw tego zjawiska?
Ja mam może głupie pytanie do wszystkich - jeśli wypadną dwie karty naraz, jednocześnie, to traktujecie je jako jeden sygnał czy dwa osobne? Bo u mnie wypadły ostatnio razem i nie wiedziałam czy je czytać razem czy każdą z osobna.
To co mówi Danusia01 otwiera ciekawy wątek - skąd w ogóle bierzemy te zasady? Większość podejść do wypadających kart to tradycja przekazywana ustnie albo wyczytana w różnych książkach które same się wzajemnie wykluczają. Nie ma jednego kanonicznego źródła.
Kilka lat to za długo. Naprawdę niema jakiegoś podstawowego zestawu zasad dla wypadających kart, od których można zacząć? Żeby nie budować wszystkiego od zera przez lata?
Mam pytanie do Wieszczbiarz88 bo chyba gdzies to umkneło - ta dwójka kielichów co wypadła po tej przerwie w koncentracji, zrobiłeś z nią w końcu osobny rozkład czy tylko ją zanotowałeś?
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które mnie nurtuje - czy ktoś z was celowo sprawdzał czy karty wypadają częściej przy konkretnych pytaniach niż innych? Albo przy konkretnych porach? Bo brzmi to jak coś co mozna by porównać z notatkami.
Niedola i Franek - to jest akurat ciekawy pomysł z porównywaniem emocjonalnych i praktycznych pytań. Ale jak w ogóle odróżniacie jedno od drugiego? Pytanie o pracę moze być bardzo emocjonalne dla jednej osoby i czysto praktyczne dla innej.
Wróciłem do notatki, ale nie robiłem nic ekstra. I właśnie zastanawiam się czy nie powinienem był zanim zacząłem nową sesję po tej przerwie zrobić czegoś żeby "wyczyścić" to co zostało z poprzedniego tasowania. Czy wy w ogóle macie jakiś rytuał przed nową pracą z kartami?
Mam i to konkretny - odkładam talie na noc na kawałek czarnej tkaniny, rano pukam trzy razy w tafle i tyle. Brzmi dziwnie, ale mi pomaga się psychicznie przestawić. Czy to robi cokolwiek "naprawdę" - nie wiem i nie twierdzę że wiem.
