Ostatnio dużo myślę o tym, jak tarot może pomóc w pracy z cieniem - tym, co Carl Jung nazwał nieświadomą częścią osobowości, którą wypychamy poza świadomość, bo jest dla nas niewygodna. Robię od jakiegoś czasu rozkłady stricte pod tym kątem i chciałam zapytać, czy ktoś z was też eksperymentował w tym kierunku? Mam na myśli nie tyle rozkład 'co mnie czeka', co raczej 'co we mnie tkwi, a czego nie chcę widzieć'. Karty potrafią to pokazać zaskakująco dosłownie. Zastanawiam się, jakie pozycje w rozkładzie najlepiej sprawdzają się właśnie do pracy z cieniem. Czy ktoś ma jakiś sprawdzony układ, który polecacie?
To ciekawe bo sama wielokrotnie widziałam, że kiedy ktoś dostaje kartę, której nie lubi i chce pominąć albo zbagatelizować - to właśnie ona niesie najbardziej wartościową informację. Mam wrażenie, ze cień w tarocie nie objawia się tylko w konkretnym rozkladzie ale też w samej reakcji na kartę. Które karty według ciebie najczęsciej wskazują właśnie na tłumione aspekty? bo ja obserwuję, ze to często Diabeł, Wieża albo odwrócona Siła - ale czy to reguła?
Słyszę, że używacie tutaj pojęcia Jungowskiego cienia, ale chcę zapytać wprost - czy wy naprawdę pracujecie z tarotem jako systemem psychologicznym, czy traktujecie karty jako przekaz z zewnątrz, z wyższych sfer? Bo to zasadnicza różnica w podejściu i wpływa na to, jak interpretujesz to, co się wyciąga. Sama stosuję podejście mieszane, ale w kontekście cienia wydaje mi się, że czysto psychologiczne jest tutaj uczciwsze. Co myślicie?
A ja mam praktyczne pytanie - jak wygląda ten rozkład? Welaa pisałaś o konkretnym układzie, ale nie podałaś pozycji. Trzy karty? Więcej? Co oznacza każda pozycja? Bo to mi bardziej pomoże niz sama teoria.
Ten rozkład mi się podoba, ale mam wątpliwość co do pozycji drugiej - 'co ukrywam nawet przed sobą'. Jak karta ma mi pokazać coś, czego doslownie nie mogę zobaczyć, skoro to JA interpretuje kartę? Nie wchodzi w to błędne kolo - że i tak interpretuję przez swój filtr i cień pozostaje cieniem?
Wchodzę do dyskusji z boku, bo mnie to trochę niepokoi. Rozkład na cień to poważna praca i nie każdy jest na nią gotowy. Pamiętam kilka przypadków, gdy ktoś wyciągnął coś trudnego i zamiast z tym popracować, wpadł w pętlę obsesyjnego wróżenia 'ale co to naprawdę znaczy'. Czy wy stosujecie jakiś sposób, żeby się przed tym zabezpieczyć? Jakiś rytuał zamknięcia sesji albo przynajmniej intencję, że to praca na ograniczony czas?
Ja zawsze przed rozkładem na cień siadam w ciszy ze trzy minuty i mowię na głos czego szukam i że jestem gotowa przyjąć odpowiedź bez osądzania. Nie wiem czy to dziala w sensie magicznym ale psychologicznie mi pomaga - jakbym dawała sobie zgodę na to co wyjdzie. Inaczej siedze i odganiam niewygodne interpretacje zaraz jak sie pojawiają. 🙂
Czytam tę dyskusję i mam jedno pytanie do Wezuwianit87 - czy to 'mówienie na głos' jest ważne, czy można to też zrobić w myślach? Pytam, bo nie zawsze mam warunki żeby coś wypowiadac głośno.
Mam pytanie do Welaa bo nie do końca rozumiem pozycję czwartą - 'co widzą inni, a ja nie widzę'. Skąd wiem co widzą inni? Czy to znaczy, że ta karta pokazuje jak mnie postrzegają, czy raczej jak mój cień wpływa na moje zachowanie zewnętrzne? To dość duża różnica.
Przepraszam ze wchodzę z praktycznym tematem ale chciałam zapytać czy rozkład na cień robi się tylko dla siebie czy można też zrobić dla innej osoby? Bo mam przyjaciółkę która prosi mnie żebym jej zrobiła rozkład i zastanawiam się czy wogóle mam prawo interpretować jej cień. To trochę jakby grzebać w cudzej szafie co? 😀
Gruszanka57 właśnie opisała coś, o czym pisałam wcześniej - to nie jest rozkład, który można komuś 'zrobić' bez jego wiedzy. Praca z cieniem to po pierwsze świadoma decyzja, po drugie gotowość do bycia niewygodnie zaskoczoną. Bez tego to może zrobić więcej zamieszania niż pożytku. Zostaw normalne rozkłady dla sytuacji kiedy ktoś po prostu chce wiedzieć 'jak będzie'.
To co napisała Bledawa o robieniu rozkładu bez wiedzy osoby jest ważne, ale chcę wrócić do samego rozkładu Welaa. Mam pytanie o kolejność - czy te pięć pozycji ma być czytane jako sekwencja, czyli od pierwszej do piątej jak historia, czy raczej jak całość do odczytania naraz?
A co jeśli karta na pozycji trzeciej, czyli ta od 'skąd to pochodzi', kompletnie nie pasuje do tego co wyszło na pierwszej i drugiej? Miałem taki rozkład i nie wiedziałem czy to ja źle interpretuję, czy może właśnie ta sprzeczność jest sensem.
To, co mowi Welaa o sprzeczności, jest ważne i zgadzam się ale chcę dodać jedno zastrzeżenie. Sprzeczność może być informacją ale może też być po prostu złym dniem na rozklad, rozkojarzeniem albo tym, że pytanie było za mgliste. Jak odróżniasz 'ta sprzeczność jest znacząca' od 'po prostu nic z tego nie wyszło'? 😀
Muszę przyznać że Onyksowa ma tu rację. Dlatego właśnie pisałam wcześniej że ta pozycja druga - 'co ukrywam przed sobą' - wymaga albo kogoś z zewnątrz albo bardzo długiej pracy. Sami sobie nie jesteśmy w stanie być superwizorem w tej pracy.
Czytam tę dyskusje od dłuzszego czasu i mam pytanie, może naiwne - czy ktoś z was robił ten rozkład regularnie, powiedzmy co miesiąc przez kilka miesięcy? ciekawi mnie czy te same aspekty cienia wychodzą za każdym razem czy coś się zmienia.
To co piszesz Welaa o powracających motywach jest niesamowite. Ale mam pytanie praktyczne - jak zapisujesz te rozkłady żeby móc je porównywać? Rysujesz karty, fotografujesz, piszesz opisy?
Także, przepraszam że dopytam, bo jestem tu trochę z zewnątrz tego tematu - czy ten rozkład na cien może robić ktoś, kto dopiero zaczyna z tarotem? Czy trzeba najpierw dobrze znać karty, żeby w ogóle wiedzieć co czytać? 🙂
No, dziękuję za tę rozmowę, bo naprawdę dużo tu rozumiem dzięki wam wszystkim! Chciałam tylko dodać że jak sama próbowałam czegoś podobnego bez nazwy 'rozkład na cień', to karta którą wzięłam na 'co mi przeszkadza' okazała się Diabłem i przez chwilę się przestraszyłam ale potem zobaczyłam że to nie jest straszna karta tylko trudna. Czy Diabeł często wychodzi w takich rozkładach?
Chcę wrócić do pytania Leny o gotowość, bo to jest naprawdę istotne dla tej pracy. Może zamiast mówić o 'gotowości' lepiej mówić o 'zasobach' - czy mam teraz kogoś do porozmawiania jeśli coś trudnego wyjdzie, czy mam czas na to żeby z tym posiedzieć, czy nie jestem w środku ostrego kryzysu. To bardziej konkretne pytania niż abstrakcyjna gotowość.
Wracając do tego co pisałam o zasobach - myślę, że to jest właśnie dobry punkt wyjścia zamiast pytania 'czy jestem gotowa'. Bo gotowość brzmi jak jakiś egzamin, który trzeba zdać. A zasoby to coś prostszego: czy mam dziś czas, czy mam kogoś do pogadania, czy nie jestem w środku kryzysu. To jest sprawdzalne.
Nawiązując do tego co mówiłyście o zasobach i pojemności - chcę wrócić do mojego wcześniejszego pytania o regularność. Bo Welaa mówiła że robiła ten rozkład przez rok i wracały te same motywy. Czy te motywy z czasem traciły siłę? Czy stawały się mniej niepokojące kiedy już je znałaś?
Pięknie to ująłaś z tą znajomością. Ale chcę dopytać o coś praktycznego - mówisz, że fotografujesz rozkład i piszesz o swoich reakcjach. Czy wracasz potem do tych zapisków? I co z nimi robisz po tym roku? Masz gdzieś całą tę dokumentacje?
Słuchajcie, a jak to jest z tymi kartami w odwróceniu przy pracy z cieniem? Bo normalnie odwróconą kartę interpretuję jako zablokowaną energię albo coś odwróconego. Ale tu przy cieniu jakoś czuję że to musi działać inaczej? Czy ktoś ma jakiś sposób na to?
O matko, Słońce jako cień - tego w ogóle bym nie wzięła pod uwagę! Ale teraz jak o tym myślę to ma to niesamowity sens, bo znam osoby które zawsze muszą być te szczęśliwe i optymistyczne i to jest wyraźnie maska. Dziękuję za tę perspektywę, naprawdę mi otworzyła oczy!
Może to naiwne pytanie, ale co to znaczy że Słońce jest 'cieniem'? Myślałam że cień to zawsze coś złego, ciemnego. A Słońce to przecież dobra karta. Nie rozumiem jak coś dobrego może być ukrytą częścią siebie, której nie chcę dostrzec.
To co pisze Joasia jest ważne. Dodałabym że w tradycjach jungowskich mówi się nawet o 'złotym cieniu' - to te nasze dobre cechy które tlumimy bo się boimy że nas za to nie polubią albo że to pycha. Wiele osób ma latwiej przyjąć że są złe niż że są dobre i zasługują na coś dobrego. 🙂
