A czy wy w ogóle robiłyście kiedyś rozkład, w którym karta potwierdziła dokładnie to, czego się bałaś? I co wtedy czułaś? Pytam, bo mnie interesuje, czy ta obawa przed kartą faktycznie znika po rozkładzie, czy raczej zostaje i dochodzi do niej jeszcze ciężar potwierdzenia
właśnie o to chciałam spytać, bo chyba zakładamy ze rozkład to jest jakis punkt dojścia. a może to jest raczej punkt wyjscia? Jak juz wiesz co karta pokazuje, to dopiero zaczyna sie prawdziwa praca, nie?
To mnie zastanawia jednak jedna rzecz. Mówimy o tym, żeby nie być emocjonalną przy rozkładzie, ale czy nie jest tak, że emocja jest też informacją? Jak karta wywoła we mnie silną reakcję, to ta reakcja coś znaczy. Czy całkowite wyciszenie emocji nie wyrzuca przypadkiem czegoś ważnego?
Hej, czytam ten wątek i mam pytanie trochę bardziej podstawowe. Czeremcha91 mówiła o tym, że chce zrozumieć siebie w tym konflikcie. Ale jak robimy rozkład tylko o sobie, to gdzie w tym jest ta druga osoba? Czy taki rozkład w ogóle dotyczy konfliktu, czy bardziej jest autodiagnozą?
I to jest moim zdaniem właśnie ten klucz, o którym mówiłam wcześniej. Rozkład na siebie w kontekście konfliktu to nie jest unikanie tematu. To jest przyznanie, że twoja połowa układanki jest jedyną, do której masz bezpośredni dostęp. Możesz zgadywać co robi siostra, ale nie możesz tego wiedzieć tak jak wiesz co sam czujesz.
A czy ktoś próbował zrobić dwa osobne rozkłady na ten sam konflikt? Jeden o sobie, jeden próbując spojrzeć z perspektywy tej drugiej osoby? Nie jako wróżbę o niej, tylko jako ćwiczenie empatii z pomocą kart. Zastanawiam się czy to w ogóle ma sens. 😛
No właśnie, i tu wracamy do sedna tego tematu. Bo ten drugi rozkład to jest dokładnie to, co robimy emocjonalnie, czyli stawiamy karty żeby zrozumieć drugą osobę, a w rzeczywistości opisujemy swoje przekonania o niej. Może właśnie dlatego Czeremcha91 miała rację instynktownie decydując się na rozkład o sobie.
No i właśnie to jest ta pułapka którą opisałem. Niby pytamy o drugą osobę, a w rzeczywistości rysujemy własny portret jej. Ale to mnie zastanawia - czy da się w ogóle tego uniknąć? Nawet jeśli robimy rozkład tylko o sobie, to wybieramy pytania przez pryzmat tej relacji. Może projekcja jest nieunikniona i chodzi tylko o to, żeby wiedzieć że ona tam jest? 😉
Dobra, ale tu właśnie jest różnica między projekcją świadomą a nieświadomą. Jak wiem, że interpretuję przez pryzmat własnych przekonań o siostrze, to mogę się zatrzymać i zapytać: a co jeśli jest inaczej? Jak nie wiem, to biorę te projekcje za obiektywny wgląd. I to jest ten moment, który psuje cały rozkład.
To jest właśnie to, o czym mówiłam na początku tego wątku. Bałam się, że jak usiądę z kartami do tej sytuacji z siostrą, to albo wszystko mi potwierdzi moje pretensje, albo zrozumiem za dużo i będę musiała coś z tym zrobić. Obydwa scenariusze były przerażające. Nie wiedziałam, że istnieje coś pomiędzy, czyli taki wgląd, który jest prawdziwy, ale nie przytłaczający.
I to "coś pomiędzy" jest właśnie tym, co odróżnia dojrzałą pracę z kartami od szukania wyroczni. Wyrocznia ma dać odpowiedź. Rozkład ma dać obraz. I ten obraz nie musi być ani wygodny, ani druzgocący. Może być po prostu... prawdziwy.
Mam pytanie do tego, co Tarocistka powiedziała o kilku rozkładach w czasie. Jak porównujesz dwa rozkłady zrobione w różnych momentach i sie różnią, to co z tym robisz? Szukasz tego, co jest wspólne, czy traktujesz każdy osobno?
właśnie o to chodzi, że rónice mogą byc bardziej informacyjne niz powtórzenia. bo jak co rozkład wychodzi to samo, moze sie oklamujesz. a jak wychodzi cos innego, moze pokazuje ze cos sie zmienia w tobie albo w sytuacji. czy ktos probował tak to czytać?
To jest bardzo praktyczna rada,której wcześniej nie słyszałem w takim ujęciu. zazwyczaj się mówi "naucz się znaczeń kart", a to jest bardziej jak "naucz się swojej własnej reakcji na karty". Zupełnie inne podejście
Właśnie. I wracając do tematu Czeremchy, czyli jak nie robić rozkładu na konflikt emocjonalnie, to może część odpowiedzi jest właśnie taka: zanim zasiądziesz do tego konkretnego pytania, sprawdź czy wiesz jak reagujesz na karty w ogóle. Bo jeśli nie wiesz, to nie rozpoznasz, kiedy emocja przejmuje interpretację.
Czytam to wszystkiego i mam takie poczucie, że ten rozkład, który chcę zrobić, wymaga więcej przygotowania niż myślałam. Myślałam, że wystarczy dobre pytanie i spokój przez kwadrans. A tu wychodzi, że trzeba znać siebie, znać swoje reakcje na karty, wiedzieć co się boi zobaczyć, zapisać to przed, rozróżniać emocję przed od emocji po... Czy wy naprawdę to wszystko robicie za każdym razem? To brzmi jakby samo przygotowanie zajmowało więcej czasu niż rozkład.
Szczerość? Nie za każdym razem. Przy prostych pytaniach - absolutnie nie. Ale przy takich jak twoje, czyli konflikt z kimś bliskim, gdzie sama mówisz, że masz podejrzenie o własną rolę w tym? Tak, to wszystko ma znaczenie. I nie, to nie jest lista punktów do odhaczenia. Z czasem to staje się nawykiem myślowym, który zajmuje może minutę zamiast pół godziny.
To, co napisała Tarocistka o liście do odhaczania, trochę mnie zatrzymało. Bo rozumiem, że chodzi o świadomość, nie o procedurę. Ale jak to wygląda u kogoś, kto dopiero zaczyna? Czy ta świadomość przychodzi sama z czasem, czy trzeba ją jakoś aktywnie budować?
Wracam do tego co Czeremcha napisała wcześniej, że obydwa scenariusze były przerażające. Że albo karty potwierdzą pretensje, albo każą coś zrobić. Zastanawiam się, czy jest jakiś sposób żeby wejść w rozkład bez tego zero-jedynkowego myślenia. Bo to brzmi jak pułapka jeszcze przed pierwszą karta.
To "coś, z czym nie będę umiała żyć" jest bardzo konkretną informacją. Bo pokazuje, że już wiesz mniej więcej, co mogłoby wyjść. Żebyś się tego nie bała, musiałoby cię to nie dotyczyć. A skoro się boisz, to znaczy że coś w tobie wie. I może warto się zastanowić nad tym, zanim w ogóle sięgniesz po karty. 🙂
mam pytanie trochę z boku, ale związane z tym co Martynka napisała. jak odróżnić intuicję od strachu? bo jak się boję jakiejś karty przed rozkładem, to mogę to czytać jako "wiem coś głębiej" albo jako "jestem nastraszony i projektuję". jak to rozróznic? 🙂
Czytam ten watek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mi siedzi w głowie. Czy ktoś z was próbował zrobić rozkład na konflikt z bliską osobą i potem wrócił do niego po czasie, kiedy sytuacja już się rozwiązała? Ciekawi mnie, czy interpretacja z perspektywy czasu wyglądała tak samo.
Notatki to jest coś, czego nie rboię i teraz widzę, że to błąd. Ale mam pytanie praktyczne: co zapisywać? Tylko karty i ich pozycje, czy też to, co czułam zanim usiadłam, i to, co czułam jak każda karta wychodziła? Bo to brzmi jak coraz więcej warstw do ogarnięcia.
Zapisuj wszystko, co chcesz, ale koniecznie to, co czułaś zanim zaczęłaś. To jest kontekst, który potem znika z pamięci najszybciej. Karty pamiętasz, bo masz zapisane. Stan przed rozkładem zapamiętasz jako "byłam spokojna" albo "byłam zdenerwowana", ale szczegóły przepadają. A to właśnie te szczegóły mówią potem, czy interpretacja była obiektywna.
To,co Martynka napisała o stanie przed rozkładem, bardzo mi zostało w głowie. Bo ja jak siadam do kart, to właśnie tego nie zapisuje. Pamiętam co wyszło, ale nie pamiętam czy byłam spokojna, czy trzęsły mi się ręce. I potem nie mam jak wrócić i porównać. Czeremcho, czy jak już zaczęłaś zapisywać, to skąd wiesz, że twój opis stanu jest uczciwy? Bo jak się boję, to mogę napisać "byłam trochę zdenerwowana" zamiast przyznać, że byłam roztrzęsiona.
Halszeczko, właśnie to jest moje pytanie. Nie wiem czy będę uczciwa. Mam tendencję do minimalizowania emocji nawet w myślach, a co dopiero na papierze. Jak ktoś mi mówi "jak się teraz czujesz" to mówię "w porządku" naewt jak nie jest w porządku. I nie wiem jak to obejść przy notatkach 🙂
to jest bardzo ważne, co piszesz. Masz pomysł jak sobie z tym poradzić czy czekasz na gotowe rozwiazanie? Pytam, bo odpowiedź może zależće od tego, jak w ogóle pracujesz z własnymi emocjami na co dzień, nie tylko przy kartach.
