Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co mnie trochę blokuje przy rozkładach. Robiłam czytanie dla osoby, którą znam może trzy tygodnie - i cały czas miałam z tyłu głowy, że nie mam pojęcia, czy karty mogą cokolwiek sensownego pokazać, jeśli ja praktycznie nic o niej nie wiem. Czy wogole ma to sens? Czy karty potrzebują jakiegoś "oparcia" w tym, co my wiemy o osobie? Może to głupie pytanie, ale mnie to naprawdę dręczy.
To nie jest głupie pytanie, bo jest za tym coś ważnego. Według mnie karty nie czytają CIEBIE ani tego co TY wiesz o kimś - one odpowiadają na energię pytania i na energię osoby, której dotyczy rozkład. Twoja wiedza o niej jest właściwie drugorzędna. Ale powiedz mi - czy ta osoba była obecna przy czytaniu, czy robiłaś to zaocznie?
Też jestem ciekawa odpowiedzi na to pytanie, bo robiłam kiedyś rozkład dla kogoś zaocznie, kogo znałam bardzo krótko, i wyszło mi coś, co... potem się potwierdziło w szczegółach. Ale nadal nie wiem, czy to "karty wiedziały", czy po prostu przypadek albo moja intuicja uzupełniała luki. 🙂
Właśnie o to chodzi, że tarot nie wymaga żebyś wiedziała wszystko o osobie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Sama robiłam czytania dla zupełnie obcych i czasem trafiałam lepiej niż dla bliskich, bo przy bliskich za dużo wnosisz własnych skojarzeń. Może paradoksalnie nieznajomość osoby to zaleta?
A może ktoś mi wyjaśnić - czy jak osoba pyta o kogoś nowo poznanego, to w ogóle powinna go włączać do rozkładu, czy lepiej zapytać o swoje odczucia względem tej osoby? Bo wydaje mi się, że to są dwa różne pytania i że często je mieszamy.
To jest interesujące co mówisz, Czulu - "bez zaproszenia". Czyli uważasz, że kwestia zgody osoby też tu wchodzi? Że czytanie o kimś bez jego wiedzy jest problematyczne nie tylko etycznie, ale też po prostu... może nie działać? 😉
Sama się zastanawiałam nad tym aspektem etycznym. Czytalam gdzieś, że niektórzy praktycy w ogole odmawiają robienia rozkładów o trzecich osobach bez ich zgody. Ale nie wiem czy to kwestia skuteczności czy po prostu zasad.
Etyka to jedno, ale wracając do meritum - czytanie o kimś kogo mało znasz jest trudniejsze nie dlatego że karty "nie wiedzą", tylko dlatego że ty interpretujesz przez filtr swoich braków informacyjnych. Karty pokażą coś, ale czy zdołasz to dobrze odczytać bez kontekstu? To jest pytanie o kompetencje czytelnika, nie o moc kart.
Ale to chyba zależy też od tego co chcemy z tego czytania wyciągnąć? Jeśli pytam czy mogę tej osobie zaufać, to jest inne pytanie niż jak ona się czuje w danej chwili. To pierwsze jest bardziej o mnie i mojej relacji z nią, więc może łatwiej trafić?
Chciałam zobaczyć czy ta osoba jest szczera w kontakcie ze mną. Takie ogólne pytanie o intencje. I dostałam karty, które mogłam interpretować na sto sposobów, bo nie wiedziałam nic o kontekście jej życia. Szóstka Kielichów, Kapłan i Miesiąc. I siedzę z tym do dziś.
Miesiąc w tym zestawie to ciekawa wskazówka sama w sobie - sugeruje że coś jest ukryte albo nie do końca jasne. Ale masz rację że bez kontekstu trudno powiedzieć czy to chodzi o nią, o ciebie, o samą relację. Co czułaś intuicyjnie gdy patrzyłaś na te karty? Bo to też jest część interpretacji, nie tylko symbolika.
Szóstka Kielichów sprawiała wrażenie jakby karta mówiła o czymś z przeszłości - może jej, może mojej. Kapłan zawsze kojarzy mi się z tajemnicą i wiedzą ukrytą. A Miesiąc... no właśnie, Czulu miałeś rację, to jakby pieczęć na całym układzie. Czułam że coś tu jest, ale nie umiałam tego ugruntować. Jakby czytać tekst w połowie wymazany.
Ta kombinacja Szóstka Kielichów plus Miesiąc jest naprawdę mocna jeśli chodzi o niejednoznaczność. Ale mam pytanie do Dobemy - czy robiłaś ten rozkład z konkretnym pytaniem sformułowanym na głos, czy bardziej wchodziłaś z ogólnym zamiarem "sprawdźmy co tu jest"? Bo to może mieć znaczenie dla tego, co karty ci pokazały.
no i to jest właśnie kolejna warstwa tego samego problemu. Nie znasz osoby, więc pytanie jest rozmyte, bo nie wiesz co tak naprawdę chcesz wiedzieć. I to idzie razem - im mniej wiesz o osobie, tym trudniej sformułować konkretne pytanie. Zamknięte koło trohcę.
Ale czy precyzja pytania naprawdę tak dużo zmienia? Pytam serio, bo ja często wchodzę bez wyraźnego pytania i jakoś czytanie się klei. Może to kwestia tego jak kto pracuje?
Przepraszam że wchodzę bo jestem tu mniej doświadczona, ale mam pytanie - ta Szóstka Kielichów, czy ona nie może też oznaczac że ta osoba jest bardzo przywiązana do pewnego obrazu siebie z przeszłości i dlatego w kontakcie z tobą coś nie gra? Czytałam że ta karta czesto mówi o tym jak ktoś żyje starymi wzorcami.
To pytanie Dobemy jest właściwie pytaniem o to czym jest interpretacja w ogóle. Czy czytamy co jest w karcie, czy czytamy co jest w nas. Mysle że przy osobie obcej te dwa strumienie są jeszcze trudniejsze do rozdzielenia, bo nie masz zewnętrznego punktu odniesienia ktory by cię trzymał przy czymś konkretnym.
Zastanawiam się czy ktoś próbował robić takie czytanie dwuetapowo - najpierw ogólnie, a potem po jakimś czasie kiedy trochę więcej wiadomo, wracać do tych samych kart i reinterpretować? Czy to w ogóle ma sens?
Dobre pytanie Gucio05 i myślę że to zależy od tego co ktoś chce z tarota wyciągać. Jeśli traktujesz go jako lustro - to dojrzewanie razem z relacją ma sens. Jeśli oczekujesz informacji o kimś kogo nie znasz - to jest już bliżej wróżenia i tam precyzja pytania i wiedza o osobie mają inne znaczenie. Dobema co ty właściwie chciałaś - lustra czy informacji?
Chyba chciałam informacji. I to jest może mój błąd - bo tarot daje mi najlepsze czytania wtedy gdy szukam lustra, a gdy szukam odpowiedzi na zewnątrz, coś się rozjeżdża. To co teraz piszę do siebie zaczyna być ważniejsze niż te karty. 😛
To co mówisz jest piękne,ale mam wrażenie że trochę odchodzimy od pytania z tytułu. Bo pytanie było czy karty MOGĄ widzieć osobę, którą znasz krótko - a teraz rozmawiamy o tym czego ty od kart chcesz. To trochę inne zagadnienia, nie?
To co Halineczka napisała mnie zatrzymało. Bo faktycznie - może te dwa pytania są jedno? Jeśli pytam "co widzą karty w tej osobie", to już zakładam że patrzę na nią z zewnątrz. A jeśli pytam "co ta relacja mówi o mnie" - to jestem w środku. I może to właśnie decyduje o tym jak czytanie wychodzi, a nie to czy osobę znasz od tygodnia czy od roku.
Ale poczekaj, bo tu jest coś ważnego. Mówimy jakby te dwa pytania były wymeinne - a czy naprawdę są? Bo ja mogę pytać o siebie w relacji z kimś obcym i nadal kompletnie nie wiedzieć nic o tej osobie. To nie jest to samo co widzenie jej przez karty.
Przy czytaniach dla kogoś innego - nie o kimś, ale dla - jest trochę inna dynamika. Tam ta osoba jest obecna, pyta, niesie energię pytania. Ale gdy robisz czytanie o kimś nieobecnym i nieznanym, to nie masz żadnego z tych elementów. Ani obecności, ani historii, ani nawet dobrego pytania. To jest chyba najbardziej "ciemna" wersja czytania jaka istnieje. 😛
To porównanie z mówieniem przez drzwi jest celne. I wraca do sedna pytania Dobemy - ona ta osoba znała krótko, więc drzwi były szczelnie zamknięte. Ale zastanawiam się czy znajomość otwiera te drzwi, czy tylko sprawia że masz złudzenie że są otwarte.
OK ale chyba trochę znowu odchodzimy od tego co było w tytule. Dobema pytała konkretnie - czy karty MOGĄ widzieć obcą osobę. Nie czy my możemy ją widzieć, nie czy relacja jest lustrem. Czy ktoś ma po prostu doświadczenie z takim czytaniem które potem się sprawdziło albo nie?
Mandragora ma rację, że odchodzimy - ale szczerze, to co tu piszemy jest dla mnie bardziej użyteczne niż prosta odpowiedz tak/nie. chociaż... mam pytanie. Czy ktoś robił takie czytanie o osobie nieznanej, a potem po czasie miał możliwość sprawdzenia? Co wyszło? :/
