Zrobiłam sobie rozkład keltyjski krzyż w sprawie zmiany pracy i wyszło mi coś dziwnego - dokładnie połowa kart to karty, które interpretuję jako pozytywne, a połowa jako negatywne. Ani jeden gest w stronę jasnej odpowiedzi. Głowię się nad tym od kilku dni i nie wiem, co z tym zrobić. Czy ktoś miał podobną sytuację? Czytałam różne źródła i jedne mówią, że to równowaga, inne że brak rozstrzygnięcia, a jeszcze inne że karty po prostu odzwierciedlają wewnętrzny konflikt pytającego. Co wy na to?
Takie równe rozłożenie to wcale nie jest sytuacja wyjątkowa, choć rozumiem, że może dezorientowac. Zanim cokolwiek powiem - jakie konkretnie karty wyszły i na jakich pozycjach? Bo to robi ogromną różnicę. Inna wymowa jest, gdy negatywna karta jest w pozycji podstawy, a inna gdy jest w pozycji możliwego rezultatu
Zgadzam się z Reną, kontekst pozycji to klucz. Poza tym chciałem zapytać - po czym w ogóle klasyfikujesz kartę jako pozytywną albo negatywną? Bo sam mam z tym problem. Słońce to niby pozytywna, ale w pewnych kontekstach może oznaczać złudzenia. Księżyc niby negatywna, a potrafi mówić o głębokiej intuicji, której potrzebujesz.
Szczerze? Samo myślenie w kategoriach "dobre karty, złe karty" to jest pułapka,w którą wpada większość osób na początku pracy z tarotem. Karty nie są wyrokiem, są opisem energii. Wieża może być bolesna, ale oznacza też konieczną przemianę, bez której utknęłabyś w miejscu. Warto popatrzeć na rozkład całościowo - jaką historię opowiadają razem, a nie liczyć punkty na plusy i minusy.
Ale hej, nie mówmy, ze podejście plus/minus jest złe dla wszystkich. Ja na przykład pracuję z tarotem od kilku lat i czasem szybka klasyfikacja daje mi kierunek, zanim wejdę w głębszą analizę. Jeśli wychodzi mi 8 kart, które intuicyjnie czuję jako ciężkie, to nie jest zbieg okoliczności. Problem pojawia się wtedy gdy klasyfikacja jest mechaniczna i ignoruje pozycję.
Wracając do pytania - mnie bardziej interesuje, jakie karty wypadły na których pozycjach. Elara, czy mogłabyś napisać chociażby te, które uważasz za negatywne i gdzie konkretnie leżały? Bo jeśli np. Wieża siedzi na pozycji "co mnie blokuje", to jest zupełnie inny przekaz niż gdyby była w centrum jako "istota sytuacji".
Ja mam pytanie z innej strony - czy gdy robi się rozkład i wychodzi taki pat, to można go powtórzyć? Czy to wogóle ma sens? Pytam, bo sama kiedyś dostałam podobny rozkład i nie wiedziałam czy pociągnąć dalej, czy zostawić.
Zatrzymałabym się przy jednej rzeczy, bo mam wrażenie, że dyskusja zmierza w kierunku technikaliów, a gubi główny wątek. Równe rozłożenie między tak zwanymi kartami pozytywnymi a negatywnymi bardzo często mówi dokładnie tyle, ile pytająca czuje - że sama jest w rozdrożu. Karty są lustrem. Jeśli jesteś pół na pół w swojej decyzji wewnętrznie, rozkład to pokaże. Elara, czy sama masz poczucie, że nie wiesz, czego chcesz w tej kwestii zmiany pracy?
Miałam kiedyś podobny rozkład w sprawie przeprowadzki. Też wyszło mi mniej więcej po równo i przez długi czas myślałam, ze karty mi nic nie mówią. Dopiero kiedy wróciłam do rozkładu po kilku tygodniach i zobaczyłam go świeżym okiem, zrozumiałam, że pozycja kart "drogowskazowych", czyli tych z linii środkowej w keltyjskim, była jednak bardziej ku pozytywom. Warto popatrzeć, które pozycje mają w danym układzie największy ciężar.
Wchodzę w ten wątek, bo sprawa równowagi kart to coś, o czym myślę od dawna. Moje pytanie jest takie - czy ktoś z was rozróżnia między kartami trudnymi a kartami negatywnymi? Bo to są dla mnie dwie różne kategorie. Trudna karta to taka, która wymaga wysiłku lub zmiany. Negatywna to taka, która wprost mówi o stracie lub blokadzie. I to rozróżnienie mocno zmienia interpretację takiego "pata".
Moim zdaniem zbyt komplikujemy prostą sprawę. Jak masz pat w rozkładzie, to karty mówią ci, żebyś nie podejmowała decyzji terza. Proste. Po co szukać głębszych warstw, skoro odpowiedź jest na powierzchni?
A jak w ogóle rozpoznać, ze karta siedzi na pozycji "czasu"? Znaczy w keltyjskim krzyżu wiem mniej więcej ale jeśli ktoś robi prostszy rozkład, to chyba nie ma takiej pozycji wprost?
no Robiłam keltyjski krzyż. I teraz jak patrzę na tę rozmowę, to zaczynam myśleć, że może powinnam po prostu napisać tu wszystkie karty z pozycjami zamiast pytać abstrakcyjnie o "równe rozłożenie". Tylko bałam się, że to za długo.
Elara, napisz. Serio. Ta rozmowa kręci się w kółko trochę przez brak konkretów. Każda interpretacja, którą tu dostaniesz, będzie lepsza, jeśli będziemy wiedzieć co i gdzie leżało.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie - czy wy w ogóle uważacie, że równe rozłożenie to konkretna informacja, czy raczej przypadek wynikający z tego, jak ktoś klasyfikuje karty? Bo może Elara inaczej ułoży granicę plus/minus i wyjdzie jej nagle siedem do trzech.
No ale w takim razie co w ogóle daje nam tarot, jeśli wszystko sprowadza się do stanu pytającej? Może po prostu każdy widzi w kartach to, co chce zobaczyć?
Poza tym tarot nie jest tylko projekcją - są tradycje, w których traktuje się go jako realny kanał informacji, nie tylko lustro psychiki. Goździka, myślę, że zbyt szybko skaczysz do wniosku, że to wszystko subiektywne.
Wracając do Elary - bo trochę uciekliśmy od jej pytania - jest jeszcze jedna rzecz, której nikt nie poruszył. Czy w tym rozkładzie była jakaś karta dworska? Bo figury - Królowa, Król, Rycerz, Paź - one często nie są ani pozytywne, ani negatywne, tylko opisują osoby lub typy energii. I to może zaburzać bilans, jeśli ktoś je próbuje wliczyć do jednej kolumny.
Rycerz Kielichów jako neutralny - to ma sens. Ale na tej konkretnej pozycji może mówić o kimś, kto na zewnątrz wydaje się romantyczny czy emocjonalny, ale w praktyce jest niezdecydowany. I to by się łączyło z tym, co pisałaś wcześniej o własnej ambiwalencji. Ciekawe.
Ale chwila - jak to jest z tymi pozycjami? Bo ja do tej pory myślałam, że pozycja "oczekiwania innych" to po prostu co inni chcą od ciebie. A Albinek mówi, że karta na tej pozycji może opisywać też stan samych tych innych? To można tak czytać?
Mam pytanie bo troche nie nadążam - jeśli ta sama karta może znaczyc coś innego w zależności od pozycji, to jak sie w ogóle uczyć tarota? Bo wygląda jakby każda zasada miała wyjątek i nie wiem od czego zacząc
Ok,dzieki Dominisia, to pomaga troche. Ale mam jeszcze pytanie - jak to jest ze znaczeniem bazowym i pozycją kiedy ze sobą "gadają"? Bo z tego co rozumiem Rycerz Kielichów na pozycji oczekiwań innych to nie jest to samo co ten sam Rycerz na pozycji np. przyszłości? To jakby inna karta praktycznie?
Właśnie o to mi chodzi z tym moim rozkładme. Zaczęłam rozpisywać karty i pozycje na kartce żeby wrzucić tu, ale teraz widzę, ze sama nie jestem pewna czy dobrze rozumiem połowę pozycji w keltyjskim krzyżu. Czy mogę zapytać - pozycja szósta, ta "co będzie" - to jest bliższa przyszłość czy daleka? Bo to zmienia sens całkowicie.
To zależy od szkoły, ale najczęściej szóstka to bliższa przyszłość, a dziesiąta pozycja to ten daleki wynik. Niektórzy mówią, że szóstka to kilka tygodni, a dziesiątka to cel, do którego zmierza cała sytuacja. Jaką kartę masz na szóstej? 🙂
Dodam do tego co Jacenty pisze - w różnych tradycjach pozyjce w keltyjskim krzyżu są opisywane różnie i naprawdę warto sprawdzić z której talii korzysta Elara i z jakim kluczem interpretacyjnym. Rider-Waite ma swój zapis pozycji ale np. Thoth ma inaczej. Elara, z jakiej talii korzystasz?
Rider-Waite, klasyczna. I korzystałam z opisu pozycji, który był w dołączonej książeczce. Szóstka to u mnie "najbliższa przyszłość". Mam tam Dwójkę Kielichów, i to była jedna z kart, którą wrzuciłam do pozytywnych.
Dwójka Kielichów na najbliższej przyszłości to rzeczywiście karta silnie pozytywna w kontekście relacji. I teraz mnie ciekawi - powiedziałaś, że to był rozkład o sytuacji, ale o jakiej konkretnie? Bo Dwójka Kielichów tam, gdzie jest, może sugerować, że mimo tej ambiwalencji w centrum, relacyjnie coś się zbliża lub stabilizuje. 🙂
