Może zamiast opisywać stan słowami, zapisuj fizyczne odczucia? "Ściśnięty żołądek", "szybkie bicie serca", "suchość w ustach". Ciało trudniej okłamać niż słowami. Jak piszesz "byłam spokojnA", możesz się mylić. Ale jak piszesz "ręce mi się trzęsły przy tasowaniu", to już jest konkret.
Troche wracam do tego co Czeremcha mówiła o tym, że czeka na gotowe rozwiązanie. Bo to mnie uderzyło. Czy to nie jest troche tak, że robimy rozkłady właśnie po to, żeby ktoś nam powiedział co mamy zrobić? I ten odruch "czekania na gotowe" jest dokładnie tym samym odruchem, który powoduje, że rozkłady emocjonalne idą krzywo?
Korzystanie z zewnętrznego głosu nie jest błędem. Błędem jest oczekiwanie, że ten głos zwolni cię z myślenia. Tarot może ci pokazać perspektywę, której nie widzisz. Ale nie może podjąć za ciebie decyzji i nie powinien. Jak oczekujesz od kart gotowego scenariusza, to zwykle dostajesz to, czego się boisz albo to, czego chcesz, nie to, co jest
Mam pytanie do Tarocistki, bo to co napisałaś o formułowaniu pytania wydaje mi się kluczowe dla całego tematu tego wątku. Czy robiłaś kiedyś ten sam rozkład z dwoma różnymi pytaniami o tej samej sytuacji i porównywałaś? Jak to wyglądało?
no nie wiem, to bardzo zmienia moje myślenie o tym, jak układam pytania. Ja zazwyczaj pytam "jak to się skończy" albo "co on teraz myśli". Czyli pytam o fakty z zewnątrz, a nie o siebie. Czy to jest ten błąd, o którym mówiłyście? Że pytanie jest skierowane na zewnątrz, a nie do środka?
To jest dokładnie to, co robiłam. Pytałam "co on myśli, dlaczego tak postąpił, czy żałuje". Teraz jak to czytam, to widzę, że te pytania były sposobem na kontrolę, nie na rozumienie. Chcialam wiedzieć co jest w jego głowie, zeby czuć się bezpieczniej. A to się nie da.
oj, Czeremcha, to co napisałaś o kontroli, brzmi bardzo szczerze. I zastanawiam się czy to nie jest wręcz jeden z głównych powodów, dla których w ogóle siadamy do kart w trudnych sytuacjach. Bo jak nie mamy kontroli nad sytuacją, to przynajmniej chcemy mieć kontrolę nad informacją o niej. I to właśnie sprawia, że te rozkłady idą krzywo.
I tu się zaciska pętla,o której mówiłyśmy wcześniej. Brak kontroli prowadzi do pytania o kontrolę, pytanie projektuje odpowiedź, odpowiedź daje złudzenie kontroli, sytuacja nadal jest poza kontrolą. Wracacie do kart. Znam ten cykl z własnego doświadczenia i wyjście z niego nie jest proste. 🙂
I tu się właśnie chcę zatrzymać, bo ten cykl, o którym piszę, bezpośrednio wraca do pytania Czeremchy z początku wątku. Ona zapytała jak robić rozkład na konflikt bez emocji. A może to jest po prostu niemożliwe, dopóki jest się w środku tego cyklu? I wtedy pytanie nie brzmi "jak to zrobić obiektywnie", tylko "czy w ogóle powinnam to teraz robić"
To co Tarocistka pisze, czyli "czuć i czytać jednocześnie nie mieszając", brzmi jak coś, czego ja kompletnie nie umiem. Ale zastanawiam się, czy jest jakiś konkretny moment podczas rozkładu, kiedy można to sprawdzić? Że "ok, teraz interpretuję kartę albo życzeniowo i to jest znak"? Czy to widać dopiero po wszystkim?
widać w tym momencie, kiedy zaczynasz "dopasowywać" kartę do tego, czego chcesz. To jest konkretny sygnał. Ciągniesz Szóstę Mieczy i zamiast przeczytać ją jako odejście, konieczne rozstanie, to mówisz sobie "no tak, ale to może znaczyć że on jednak wróci, tylko musi trochę odsapnąć". Jak łapiesz się na takim "ale może", to znaczy, ze już nie czytasz karty, tylko ją negocjujesz.
