Nikto. I to jest problem. Mozna przestudiowac kazda karte kazdy rozkad znac Waite'a na pamiec - i nadal nie wiedziec co robic kiedy czlowiek siedzacy naprzeciwko zaczyna plakac. Albo milczec w taki sposob jak ta kolezanka Kasiulki. 😀
Właśnie to milczenie. Ona siedziała i patrzyła na te karty i nie powiedziała prawie nic. A ja gadałam dalej bo nie wiedziałam co innego robić. teraz myślę że powinnam była po prostu... milczeć razem z nią przez chwilę. Ale wtedy to wydawało się dziwne. 🙂
Kasiulka, to co teraz opisujesz - siedzenie w ciszy, danie komuś czasu żeby poczuł to co czuje - to jest coś, czego uczy się w terapii, nie w podręcznikach do tarota. I myślę że to nie jest twoja wina że tego wtedy nie zrobiłaś.
Zgadzam się z Jasnowidką. Ale mam pytanie do dyskusji - czy ktoś z was miał doświadczenie, że rozkład pomógł komuś w trudnym stanie? Bo do tej pory mówimy głównie o ryzyku, a może jest też druga strona tej historii?
Pytam, bo sama mam takie doświadczenie. Przyjaciółka przez dwa lata była w bardzo złym miejscu, i raz poprosiła mnie żebym zrobiła jej rozkład. Wahałam się, ale zrobiłam. I wyszło coś, czego się nie spodziewałyśmy - same karty wody, dużo emocji, ale też Gwiazda. Powiedziałam jej, że widzę w tym nadzieję, ale też potrzebę odpoczynku i zatrzymania. Ona zapłakała, ale powiedziała potem, że to było pierwsze coś, co poczuła jako 'moje' w tamtym czasie. Nie twierdzę, że karty ją uzdrowiły. Ale pomogły?
To jest sedno. Przygotowanie na każdą możliwą karte, nie tylko na te, które 'pasują' do sytuacji. I szczerosć wobec siebie - czy umiem przeprowadzić osobę przez trudną kartę bez dokładania lęku do i tak już cieżkiego stanu? wiekszość czytających, w tym ja sam na początku, nie zadawała sobie tego pytania.
Ale czy to nie jest trochę jak... selektywne czytanie? Jeśli dobieramy interpretację pod stan emocjonalny osoby, to czy to jest jeszcze tarot, czy już terapia wsparciem?
Słuchając was myślę o tym, co zrobiłam inaczej niż Iwetka. Ja nie znałam tej dziewczyny tak dobrze. Przyszła przez wspólna znajomą. I teraz widzę że to miało znaczenie - Iwetka wiedziała, co jej przyjaciółka może unieść, a ja nie wiedziałam praktycznie nic. I mimo to siadłam do rozkładu.
To jest bardzo ważna obserwacja. Znajomość osoby to nie jest bonus - w takich sytuacjach to może być warunek konieczny. czy czytasz dla kogoś bliskiego to jedno ale obca osoba w kryzysie to zupełnie inny poziom odpowiedzialności. Kasiulka, czy ta dziewczyna sama do ciebie napisała czy ktoś ją do ciebie skierował?
To jest bardzo uczciwe podsumowanie. I chcę powiedzieć - nie mówię tego, żeby dokładać ci poczucia winy, bo to naprawdę nie o to chodzi. Ale ten mechanizm, gdzie ktoś mówi za ciebie 'ona ci pomoże', jest bardzo ryzykowny. Bo ty stajesz się odpowiedzialna za oczekiwania, których nie ustalałaś.
Ja mialam podobna sytuacje tylko odwrotnie - to moja mama powiedzila sasiadce ze 'Fela robi karty i zobaczy co w zyciu'. I ta sasiadka przyszla z czyms co bylo daleko za moimi mozliwosciami. Od tamtej pory mam zasade - sama decyduje komu i kiedy. Nikomu nie dalem prawa zapisywac mnie do czegos. 🙂
To co opisuje Fela to jest granica, której nikt nas wprost nie uczy. I zastanawiam się, czy to nie jest jeden z większych problemów w całym tym środowisku - że uczymy się kart, symboliki, rozkładów, a nikt nie mówi nam żeby ustalać zasady zanim się zacznie. Kto wam powiedział o granicach po raz pierwszy? Bo mnie nikt.
Mi tez nikt. doszedlem do tego sam po tym jak zrobilem rozkad komus kto pozniej pytal mnie o interpretacje co dwa dni przez miesiac. Myslal ze jestem jego osobistym wyrocznie. I nie umiałem wtedy powiedziec dosyc. Dopiero po czasie zrozumialem ze nie ustalilismy zadnych zasad na poczatku.
Czytam tę rozmowę od początku i jedno mi się kręci w glowie - czy ktos z was kiedykolwiek po takim trudnym rozkładzie powiedział wprost 'myślę, że powinnaś porozmawiać z kimś profesjonalnym'? Nie zamiast rozkladu, ale po?
Tego mi właśnie brakowało. Tej jednej konkretnej frazy albo sposobu. Tamtej dziewczynie nie powiedziałam nic o terapii bo nie wiedziałam jak. I bałam się że poczuje się odrzucona. Jasnowidka60 skąd wziałaś tę formułę? Sama ją wypracowalaś czy gdzieś o tym czytałaś? 🙂
Kasiulka, tę formułę wypracowałam sama ale nie od razu. Najpierw mówiłam cos w stylu 'może warto porozmawiać ze specjalistą' i widziałam, jak osoba się zamyka. Potem zaczęłam próbować inaczej - zaczęłam od tego, co karta mówi o jej sile, a dopiero potem dodawałam ze to, z czym przyszła, zasługuje na więcej niż jeden rozkład. Że tarot może pokazać kierunek, ale ktos powinien iść z nią tą drogą. I nie padało slowo 'terapeuta' od razu. Czasem pytałam najpierw 'czy masz kogoś, z kim możesz o tym porozmawiać?' - i to otwierało rozmowę, zamiast ją zamykać.
I tu jest właśnie ten moment, który wielu czytających omija szerokim łukiem, bo nie wiedzą co z nim zrobić. Jeśli ktoś mówi że nie ma nikogo - to nie jest już teren tarota. To jest teren kryzysu. I trzeba wtedy umieć powiedzieć wprost, że są miejsca, gdzie można zadzwonić, że jest telefon zaufania. Brzmi może zbyt dosłownie jak na sesję z kartami ale naprawdę - czy jest coś ważniejszego w tym momencie niż karty?
Ale czy to nie jest trochę za duże oczekiwanie wobec osoby, która po prostu lubi rozkładać karty? Bo jeden z nas jest psychologiem, a drugi jest... no, czytającym kartomanką. Gdzie jest granica między 'mam obowiązek' a 'to nie moja rola'?
Także, ale czy ktoś w prawdziwej depresji w ogóle szuka kart? Pytam serio, nie retorycznie. Bo z tego co czytam, ta dziewczyna, o której mówi Kasiulka, przyszła przez polecenie znajomej - nie dlatego że szukała tarota, tylko dlatego że szukała kogokolwiek. Czy to nie jest inny problem niż 'jak czytać karty dla osoby w złym stanie'? 😀
Mnie to zastanawia od początku tej rozmowy - czy wy w ogóle pytacie na początku sesji, w jakim stanie jest osoba? Nie w sensie wywiadu medycznego ale chociaz 'co cię do mnie sprowadziło' albo 'jak teraz z tobą jest'? Bo to chyba zmienia wszystko - czy wchodzisz w rozkład z jakimś podstawowym obrazem czlowieka czy od razu tasujecie i idziecie w karty.
Ja z początku nie pytałem. Myslałem że karty powiedzą wszystko same. Dopiero po kilku sytuacjach, które mnie zaskoczyły, zacząlem wprowadzać tę rozmowe wstępną. I szczerze? Zmieniło mi to całe podejście do sesji. Ale nadal nie wiem jak pytać o stan psychiczny bez tego żeby nie brzmiało jak ankieta.
Wracając do tego, o czym mówiła Kasiulka wcześniej - że nie wiedziała jak odmówić, bo znajoma ją poleciła. Mam wrażenie, że to jest osobny problem, który wraca w tej rozmowie co jakiś czas, ale nie nazywamy go wprost. Czy ktoś ma przemyślane kryterium, kiedy odmawia? Nie ogólnie 'nie każdemu', ale konkretne - co musi się zadziać, żebyś powiedział lub powiedziała 'nie robię tego rozkładu'?
To co powiedziała Jasnowidka o byciu samemu w niedobrym miejscu - to mnie zatrzymało. Nigdy o tym nie myślałam w kontekście tarota, ale to ma sens. Czy wy macie jakieś sygnały, że 'nie dziś'? Coś co mówi wam, że sami nie powinniście teraz siadać do kart z kimś innym?
Słysząc to wszystko zastanawiam się, czy tamtego dnia byłam w dobrej formie. I szczerze - nie wiem. Pamiętam że byłam trochę zdenerwowana już na etapie rozmowy przez telefon z tamtą dziewczyną, bo coś nie grało w tym co mówiła. I może to był sygnał ktory powinnam była potraktować poważniej. Że to zdenerwowanie to nie był przypadek.
To co opisuje Kasiulka to jest coś, o czym mało się mówi - reakcja własna przed sesją jako informacja. Ciało i emocje często wiedzą coś wcześniej niz świadoma myśl. I pytanie jest czy to traktujemy poważnie, czy zagadujemy to 'no dobra, dam radę'.
Mnie bardziej zastanawia coś innego - czy w tej całej rozmowie nie wpadamy w pułapkę, że rozmawiamy tylko o tym, jak chronić siebie? Kasiulka zaczęła od pytania czy karty mogą pomóc czy zaszkodzić - w kontekście osoby w depresji. A coraz bardziej rozmawiamy o tym, jak my mamy się czuć bezpiecznie jako czytający. To są powiązane rzeczy, ale to nie to samo.
To jest trochę inne podejście niż to co słyszałam wcześniej. Bo do tej pory mówiłyśmy głównie o tym czy czytający sobie poradzi, czy ma kompetencje, czy jest gotowy. A tu Wrozbita mówi coś innego - że problem może leżeć w tym jak osoba odbiera informację. Jak to rozpoznać z zewnątrz?
