Zastanawiam się nad czymś, co mnie ostatnio mocno uderzylo podczas rozkladów. Kiedy w jednym układzie wypadają same karty zaludnione postaciami - mam na mysli takie jak Sąd, Świat, Koło Fortuny, Gwiazda, Głupiec ale też dworskie karty w rodzaju Rycerza czy Królowej - to czy to jakoś sensownie interpretować jako informacje o otoczeniu społecznym pytającego? Mam wrażenie, że coś się za tym kryje, ale nie wiem czy to moja nadinterpretacja czy naprawdę jest jakaś szkoła myślenia która idzie w tym kierunku.
To ciekawe spostrzeżenie, ale zanim odpowiem konkretnie - chciałabym wiedzieć, o jakim typie rozkładu mówimy? Bo interpretacja skupiska postaci w keltyjskim krzyżu będzie się różnić od interpretacji w trójce kart. W keltyjskim masz pozycje, które już z założenia opisują otoczenie, innych ludzi, opinie środowiska. Tam tłok postaci może po prostu potwierdzać, że odpowiedź dotyczy relacji. Ale jeśli to prosty rozkład bez pozycji społecznych, to już inaczej to widzę. Jaki rozkład robisz najczęściej?
Sama liczba postaci na karcie to trochę fałszywy trop, moim zdaniem. Weźmy Koło Fortuny - w wielu taliach są tam różne istoty, anioły, sfinksy, ludzie na kole, ale ta karta dotyczy cykli i zmiany, niekoniecznie tłumu wokół nas. Z kolei Pustelnik jest sam jeden, a może symbolizować moment, kiedy wielu ludzi szuka u nas rady albo gdy ktoś ważny odsunął się w milczenie. Więc bym ostrożnie z tą wizualną interpretacją.
Tu chcę doprecyzować, bo to ważna różnica. Są dwie rzeczy, które ludzie często mieszają. Jedno to symbolika liczby postaci wbudowana przez twórców talii - i tu Naparstnica ma rację, ze Koło Fortuny to nie jest karta o ludziach, mimo że postaci tam jest wiele. Drugie to intuicyjna praca z obrazem, gdzie patrzysz na kartę i twój wzrok jest przyciągany przez tłum albo samotną postać, i to coś mówi o energii odczytu. Te dwie warstwy mogą iść w zupełnie różnych kierunkach i obie mogą być trafne jednocześnie.
A czy to nie jest tak, że jesli w całym rozkładzie wypadaja same karty z wieloma postaciami, to karty mówia nam że jesteśmy teraz na jakimś rozdrozu społecznym? Że nasz problem dotyczy właśnie relacji, grupy, środowiska? Mam takie przeczucie, że nie jest to przypadek gdy połowa rozkładu to karty 'zbiorowe'.
Decyzja faktycznie była wieloosobowa, cały zespół musiał głosować, ja byłam tylko jedną z wielu. Więc w tym sensie karty chyba mówiły prawdę. Ale mam ten sam dylemat co ty - nie wiem czy to przez postaci na kartach czy przez tradycyjne znaczenia. 😉
Robię notatki z moich rozkładów od dłuższego czasu i mam jedno obserwacje - kiedy w rozkładzie dominują karty dworskie (Paź, Rycerz, Królowa, Król), to prawie zawsze rozkład dotyczy relacji z konkretnymi osobami. Te karty są projektowane jako archetypy ludzkich postaw. Natomiast inne 'zaludnione' karty jak właśnie Sąd czy Świat mają tę gęstość postaci z zupełnie innego powodu - symbolicznego, nie dosłownego. Więc może warto rozróżnić: karty dworskie kontra zaludnione karty Wielkiej Arkany?
Przepraszam że wejdę z bardzo podstawowym pytaniem, ale czy dobrze rozumiem, że w Wielkiej Arkanie te postacie na kartach to nie są prawdziwi ludzie tylko symbole? Bo ja patrzac na Sąd widze dosłownie tłum ludzi wychodzacych z trumien i myślałam że to może oznaczać że ktoś z otoczenia wróci, albo ze wiele osób wroci do naszego życia. 😀
A ja mam inne pytanie. Czytalam gdzies, ze talie sie roznia i w jednej Sad wyglada zupelnie inaczej niz w drugiej. Ze w niektórych nowoczesnych taliach ta karta moze nie miec w ogole tlumu ludzi, tylko jakis abstrakcyjny obraz. To znaczy, ze jesli patrzymy na wizualna 'gestosc' postaci, to ta metoda interpretacji zalezy od konkretnej talii?
W sumie, mam jedno doświadczenie do dorzucenia. Robiłam kiedyś rozkład dla siebie w momencie kiedy bardzo angażowałam się w jakąś grupę i pytanie dotyczyło właśnie tej grupowej decyzji. Wypadły mi cztery karty z Małej Arkany, wszystkie z postaciami w zbiorowej scenie. Pięć Buław, Trójka Kielichów, Sześć Kielichów i Dziesięć Pentagli. Interpretowałam to jako potwierdzenie że sprawa jest wielowymiarowo ludzka, pełna różnych energii i że kazda z tych postaci na kartach reprezentuje inną perspektywę w grupie. Czy to naciągane?
Szczerze mówiac jestem sceptyczny wobec całej tej dyskusji o 'zaludnieniu' kart. Mam wrażenie, ze to trochę jak szukanie wzorców tam gdzie ich nie ma. Człowiek pyta o coś związanego z ludźmi więc naturalnie wyczula się na postaci w kartach. Czy ktos tu robił jakies systematyczne porównania, a nie tylko wspomina anegdotyczne przypadki?
Dobrze że Judytka to powiedziała bo ja też zacząłem się zastanawiać nad tą kwestią weryfikacji. Ale mam inne pytanie - czy ktoś w ogóle próbował porównać dwa rozkłady na to samo pytanie, raz na talii z dużą ilością postaci, raz na bardziej abstrakcyjnej? Żeby zobaczyć czy interpretacja idzie w tym samym kierunku?
Akurat mam u siebie trzy wersje Trójki Kielichów - Rider-Waite, Thoth i jedną współczesną. W Rider-Waite trzy kobiety tańczą, w Thoth to bardziej abstrakcja z lotosamii, a w tej mojej trzeciej są trzy sylwetki w tańcu ale bardzo umowne. I powiem szczerze, że mimo tych różnic interpretuję tę kartę tak samo. Ale nie wiem czy to dlatego, że znaczenie jest obiektywne, czy dlatego, że mam już wyrobiony schemat.
O właśnie! Ja mam tak samo. Jak widzę kartę z tłumem to pierwsze co mi przychodzi do głowy to 'o, dużo ludzi, coś grupowego' i dopiero potem sięgam do znaczenia. I zastanawiam się czy to jest błąd, czy może po prostu moja intuicja mówi cos ważnego. Chyba nie ma jednej odpowiedzi?
Przepraszam, ze znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy Pięć Buław to ta karta gdzie ci ludzie jakby biją się kijami? Bo jak ona wychodzi to zawsze myślałam, że to znaczy że będzie jakaś bójka albo kłótnia dosłownie. A tu słyszę że to karta konfliktu w szerszym sensie. Jaka jest różnica?
Ale właśnie to mnie zastanawia. Może nie chodzi o samą liczbę postaci, tylko o to co te postaci robią na karcie? Bo Pięć Buław pokazuje conflict, Trójka Kielichow pokazuje radość razem, Dziesięć Pentagli pokazuje rodzinę w dobrobycie. We wszystkich trzech jest dużo ludzi, ale w każdej scena jest inna. To może bardziej ta 'scena społeczna' jest wskazówka niż sama liczba? 😉
Zapisalem sobie ten podzial na wskazowki pierwszego i drugiego rzedu bo to naprawde ladnie to porzadkuje. Ale teraz mam pytanie do Wrzosianki albo Naparsnicy - co z kartami gdzie postaci sa na roznych planach, daleko od siebie? Na przyklad taka Smierc w Rider-Waite, gdzie jest jezdziec na czele, a z boku rozne postacie w roznych pozach. To tez 'scena spoleczna'?
Wchodze do tej dyskusji bo cos mi przyszlo do głowy. Czy ktos brał pod uwage uklad kart wzgledem siebie w rozkladzie? Mam na mysli to, ze jesli w pozycji 'środowisko' wypada karta zaludniona, to to chyba ma inne znaczenie niz gdy ta sama karta wypada w pozycji 'wewnetrzne nastawienie'. W tym samym rozkladzie ta sama karta moglaby mowic co innego.
Właśnie, pozycja w rozkładzie to podstawa. I chcę dodac coś czego tu nie padło - kolejność kart też ma znaczenie! Jeśli zaludniona karta jest pierwsza, to nadaje ton całemu rozkładowi. Jak jest ostatnia, to może być wskazówką co do rezultatu w sferze grupowej. Przynajmniej tak to czytam.
No racja, miałam na myśli rozkłady liniowe, np. układ trzech kart gdzie interpretujesz przeszłośc, teraźniejszość, przyszłość. Tam właśnie ta trzecia karta to finał i jeśli jest 'zaludniona', to ja to czytam jako wynik w sferze grupowej.
To co mówi Julisia o rozkładach liniowych przypomniało mi moje własne doświadczenie. Zrobiłam ostatnio prosty rozkład trzy karty na temat decyzji w pracy i na pozycji 'przyszłość' wypadł Świat. W Rider-Waite na Świecie jest jedna postać w centrum i cztery stwory w rogach. Czy to traktujemy jako kartę 'zaludnioną'? Bo to nie jest scena z tłumem a jednak tych postaci jest pięć... 🙂
Dobra, to ja mam kolejne pytanie naiwne, ale muszę zapytać. Wrzosianka napisała, że Świat to nie jest karta 'zaludniona' w sensie społecznym bo te cztery stwory to symbole kosmiczne. Ale jak mam to odróżnic? Tzn. skąd mam wiedzieć patrząc na kartę że dana postac to symbol a nie 'człowiek w scenie'? Bo dla mnie ta tanczaca osoba na Świecie wyglada jak człowiek.
To bardzo dobre pytanie i wcale nie naiwne. Różnica leży w tym, czy postać ma własną narrację czy tylko ilustruje ideę. Na Świecie ta centralna figura jest sama, zawieszona w mandorli, otoczona przez cztery stwory - ona nie jest uczestnikiem sceny społecznej, nie wchodzi w relację z innymi postaciami. Porównaj to z Trójką Kielichów - tam trzy kobiety zwrócone są ku sobie, trzymają się za ręce lub unoszą kielichy, jest między nimi wyraźna wymiana energii. To jest właśnie ta różnica, której szukasz.
Masz rację, to nie jest jedyny wyznacznik. Kochanek pokazuje relację przez sam kontekst sceny - to trójkąt wyboru. Powiedziałabym że liczy się kilka warstw jednocześnie: kierunek uwagi, kontekst narracyjny, symboliczne atrybuty postaci i tradycja interpretacyjna danej karty. Żaden jeden element nie wystarczy. Dlatego właśnie nauka czytania tych warstw razem to proces na miesiące, nie dni.
Zapisuje sobie ten przyklad z Kochankiem bo mnie akurat ta karta zawsze mylila. Ale wracajac do tematu zaludnionych kart - czy ktos moze powiedziec jak to dziala z Dziewiatka Kielichów? To jest ta karta gdzie siedzi jeden zadowolony z siebie facet, a za nim stoja kielichy na polce. Zupelnie nikt inny nie jest na karcie. Czytamy ja jako spoleczna czy nie?
Ale czy ten wzorzec działa też w Marsylii? Bo tam karty numeryczne wyglądają zupełnie inaczej - tam nie ma w ogóle scen z ludźmi, tylko same symbole. Jak wtedy interpretujesz 'zaludnienie' rozkładu?
Eh, właśnie, to ważne zastrzeżenie. Ja mam Marsylię i jak czytam ten wątek to trochę czuję jakbym rozmawiała o innym temacie niż wy. Czy ktoś tu pracuje regularnie z Marsylią i ma jakiś odpowiednik tej analizy 'zaludnienia'? Bo może w Marsylii to po prostu nie ma sensu szukać?
