Mam pytanie które trochę chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Miałam ostatnio sytuację, gdzie koleżanka poprosiła mnie o rozkład - wiedziałam, że jest w kiepskim miejscu psychicznie, od kilku miesięcy leczy się na depresję. Zrobiłam ale potem przez kilka dni miałam wyrzuty sumienia, bo wyciągnęła Wieżę i Księżyc i chyba się wystraszyła. Zastanawiam się więc - czy w ogóle powinno się czytać karty dla kogoś, kto jest w takim stanie? Czy to może bardziej zaszkodzić niż pomóc?
To bardzo ważne pytanie i cieszę się że w ogóle je zadajesz bo wiele osób w ogóle się nad tym nie zastanawia. Czytasz dla kogoś, kto jest w kryzysie, i musisz mieć świadomość, ze interpretacja kart ma realny wpływ na emocje tej osoby. Wieza i Ksieżyc razem to nie jest łatwy zestaw do przyjęcia nawet przez kogoś w dobrej kondycji psychicznej. Jak zareagowała ta koleżanka po rozkładzie?
Ojej, to brzmi poważnie. czy ona jest pod opieką psychologa albo psychiatry? Bo to zdanie o 'najgorszych myślach' mogłoby oznaczać różne rzeczy i nie chcialabym żeby zostało zbagatelizowane. Karty to jedno ale jeśli ktoś jest naprawdę na dnie, to jeden rozkład może albo dać nadzieję, albo totalnie dobić - zależy od tego, co ta osoba w danej chwili jest gotowa usłyszeć. 🙂
Moim zdaniem to kluczowa sprawa, a mało kto o tym mówi otwarcie. Przed każdym czytaniem powinno się w jakiś sposób ocenić, z czym przychodzi dana osoba - nie chodzi o granie w psychologa, ale o zwykłą uważność. Ktoś w depresji ma tendencję do myślenia czarno-białego i wyciągania najgorszych możliwych wniosków z każdej informacji. Trudna karta dla takiej osoby to nie jest wyzwanie do przemyślenia - to potwierdzenie jej najciemniejszych przekonań o sobie. 🙂
Ale zaraz, zaraz - bo nie rozumiem jednej rzeczy. Karty pokazują to, co jest, prawda? Tzn. jeśli ktoś jest w depresji, to karty i tak to pokażą, tylko może w inny sposób. Czy chodzi o to, jak się te karty interpretuje, czy o to, że w ogóle nie należy czytać?
Wchodzę w to, bo to temat, który naprawdę wymaga głębszego namysłu. Depresja to nie jest 'zły nastrój' - to choroba, która zmienia sposób przetwarzania informacji. Badania pokazują, że osoby w depresji mają tendencję do selektywnej uwagi na negatywne bodźce. Więc nawet jeśli Wrozbita wytłumaczy Wieżę jako 'szansę na odbudowę', mózg w depresji zapamięta tylko 'coś się wali'. To nie jest kwestia woli - to neurologia.
Czytam tę rozmowę i mam jedno konkretne pytanie do Kasiulki - czy ta koleżanka wprost powiedziała, że chce rozkładu, czy sama zaproponowałaś? Bo to robi różnicę. Jeśli ktoś aktywnie szuka, to jest jedno, jeśli ktoś dostaje coś niezamówionego albo pod presją towarzyską - to drugie.
Także, mam podobna sytuacje z rodzina, siostra miala depresje i tez prosiala o kartry. Odmówiłam i się obraziła na mnie przez dlugi czas. Ale nie załuję tej decyzji. Pytanie tylko - jak to powiedziec czloviekowi tak, żeby sie nie obraził?
To co opisuje Fela78 pokazuje coś ważnego - osoba w depresji może odebrać odmowę jako kolejny dowód na to, że jest 'gorsza', 'słabsza', że trzeba ją traktować specjalnie. To jest właśnie ten mechanizm, o którym mówiła Liliana. Każda informacja, nawet troska, może zostać przetworzona na negatywne potwierdzenie. Więc co - czytać i ryzykować złą interpretację kart, czy odmówić i ryzykować złą interpretację odmowy? 😛
Przeczytałam całą rozmowe i mam pytanie, które może być trochę z boku - ale czy ktoś z was miał sytuację, że to sam rozkład dla kogoś w depresji okazał się dla tej osoby pomocny? nie mówię o cudownym uzdrowieniu, ale o czymś, co dało tej osobie jakiś oddech albo inną perspektywę?
Myślę ze tu chodzi głównie o to kto czyta. Doświadczony czytający wyczuje kiedy trzeba zwolnić albo zmienić podejście. Osoba bez doświadczenia może zrobić nieświadomie więcej szkody bo nie zna kart na tyle dobrze żeby wybrać właściwą narrację. Więc może reguła powinna być taka: jeśli sam/sama dopiero zaczynasz, nie czytaj dla kogoś w kryzysie. 😀
Ale zaraz, czy to nie jest tak z każdą rozmową? Przyjaciółka też może ci nieumyślnie powiedzieć coś, co zrobi krzywdę. Dlaczego akurat tarot ma być tutaj szczególnie niebezpieczny? 🙂
Właśnie, ja też tak mówie na poczatku - że to wskazówka, nie pewnik. Ale teraz się zastanawiam czy moja koleżanka to rzeczywiście tak odczytała. Może słyszała słowa ale w środku i tak potraktowała to jak coś ostatecznego?
Kasiulka, a możesz powiedzieć jakie karty wtedy wyszły? Nie chodzi mi o szczegóły jej sytuacji, ale zastanawiam się, czy rozkład sam w sobie był trudny do przekazania, czy może to było coś neutralnego, co ona odebrała bardzo ciężko. 😛
Wlasnie, bo czloviek w depresji czesto szuka znaku ze bedzie dobrze. A jezeli karta tego nie daje, to moze to byc bardzo bolasne. Nawet Ksiezyc, ktory jest przeciez karta wglądu i przemiany, dla kogoś zmęczonego może brzmieć jak 'masz jeszcze więcej do przejścia'.
To jest ważna rzecz - czy wogóle mamy przyzwolenie, żeby przerwać rozkład w trakcie? Bo z jednej strony to brzmi rozsądnie, z drugiej - czy to nie jest jeszcze bardziej dezorientujące dla osoby pytającej?
Ale czy przerywając rozkład, nie dajemy osobie sygnału, że karty pokazały coś tak strasznego, że nawet czytający się boi? Bo to chyba mogłoby być gorsze niż dokończenie?
Czytam tę dyskusję i myślę, że wszyscy kręcą się wokół jednego pytania, którego nikt wprost nie zadaje. Czy tarot w ogóle nadaje się do pracy z kryzysem? Bo to nie jest pytanie o technikę czytania - to pytanie o granice tej praktyki. I odpowiedź moim zdaniem brzmi: nie, nie nadaje się jako główne wsparcie. Może być dodatkiem, ale nigdy filarem.
Ojej, księżyc i Dziesiątka Mieczy razem to naprawdę ciężka kombinacja do przekazania komukolwiek, a co dopiero osobie, która już jest w dołku. Kasiulka, mam jedno pytanie - czy widziałaś przed rozkładem, w jakim stanie emocjonalnym ona jest? Czy powiedziała ci wprost, że jest w depresji, czy domyśliłaś się po jej zachowaniu?
Wiedziałam że od jakiegoś czasu jej nie jest dobrze, ale słowo 'depresja' nie padlo. Powiedziała tylko że 'potrzebuje jakiegoś znaku'. i właśnie to 'znaku' teraz mnie gryzie najbardziej.
To zdanie 'potrzebuje znaku' brzmi jak wołanie o nadzieję, nie o informację. To zupelnie inne oczekiwanie niż 'chcę zobaczyć, co przyniesie przyszłość'. Czy wtedy to do ciebie dotarło w ten sposób czy dopiero teraz to widzisz?
I tu jest moim zdaniem clou całej sprawy. Tarot może dawać kierunek, ale nie pociechy na zamówienie. Kiedy ktoś przychodzi po pocieche, a dostaje obraz sytuacji taki, jaki jest - to moze być zderzenie bardzo bolesne. Niezależnie od techniki czytajacego.
Oj, ale chwila - czy każdy czytający ma obowiązek robić psychologiczny wywiad przed rozkładem? Bo to mi trochę pachnie przekraczaniem w drugą stronę. Niby dbamy, ale zaczynamy traktować dorosłą osobę jak kogoś, kto nie wie, czego chce.
Także, ja robilam tak że zawsze pytam 'co chcesz z tego wyniesc' i to naprawde zmienia dynamike. Ktos kto powie 'chce wiedziec czy zwiazek ma sens' to inne nastawienie niz ktos kto mowi 'potrzebuje znaku ze bedzie dobrze'. Te dwa zdania to dwie rozne sytuacje.
A co jeśli ktoś nie umie tego nazwać? Bo osoba w depresji często nie wie, czego właściwie chce - albo wie, ale nie potrafi tego powiedzieć wprost. Czy wtedy to pytanie w ogóle pomaga?
Właśnie o to mi chodziło wcześniej, kiedy Basieńka powiedziała, że dramatyzuję. Nie chodzi o to, że tarot jest zły. Chodzi o to, że wymaga kompetencji, których większość czytających po prostu nie ma - i nie ma tu żadnej weryfikacji, kto je ma, a kto nie.
To jest właściwie pytanie o etykę praktyki. I zastanawiam się czy ktoś nas tego uczy w ogóle. Ja sama dużo czytałam o kartach, o symbolice, o rozkladach - ale kto mnie uczył, kiedy powiedzieć nie?
