Także, A czy ktos sie zastanawial czy sam rodzaj pytania z którym ktoś przychodzi jest sygnałem? Bo jak ktoś pyta czy warto żyć albo po co to wszystko - to to chyba nie jest pytanie do kart. Mialm raz taką sytuację i zupelnie nie wiedzialam co zrobic, dosłownie zamarlam.
Ta dziewczyna, o której mówiłam, też miała takie pytanie. Nie sformułowała go wprost ale powiedziała 'chce wiedzieć czy mam w ogóle iść dalej'. I ja wtedy rozkładałam karty bo myślałam że to pytanie o kierunek w życiu. Teraz nie jestem pewna czy dobrze to odczytałam. 🙂
To co mówi Kasiulka jest ważne, bo to pokazuje że część sygnałów jest ukryta w języku. 'Czy mam iść dalej' może oznaczać bardzo różne rzeczy w zależności od tego, co dzieje się z osobą. Pytanie brzmi - czy jest jakiś sposób żeby się upewnić co ktoś ma na myśli, nie wpadając przy tym w nadinterpretację?
To co mówi Kazia jest moim zdaniem sednem całej tej rozmowy. Tarot działa w przestrzeni symbolicznej, w metaforze. Ale kryzys psychiczny działa dosłownie. I te dwa języki mogą się rozminąć w bardzo niebezpieczny sposób. Karta powiedziana symbolicznie może być odebrana jak wyrok.
To jest dokładnie to, o czym chciałam powiedzieć. Sesja tarota nie ma zamknięcia w takim sensie jak sesja terapeutyczna. Po terapii jest jakaś praca domowa, jest następne spotkanie, jest kontynuacja. A po rozkładzie - co? Ktoś idzie do domu z kartą Wieży w głowie i sam musi z tym siedzieć.
Nigdy tak o tym nie myślałem. Że brakuje domknięcia. Że sesja to nie jest punkt kulminacyjny tylko środek czegoś a przed i po jest pustka którą ktoś musi wypełnić sam. Szczegolnie jeśli nie ma nikogo bliskiego. 😀
Dla mnie tak. To jest jeden z tych momentów, gdzie nie chodzi już o to co karty powiedzą, tylko o to co się stanie po. I jesli 'po' to jest osoba zupełnie sama, bez zasobów, w złym stanie - to nie ma rozkładu który zrównoważy to ryzyko.
Czytam to i rozumiem, ale mam pytanie które może brzmi naiwnie - czy naprawdę każda osoba w depresji jest w tym stanie? Bo depresja to bardzo szeroki termin. Ktoś może mieć epizod depresyjny i jednocześnie mieć bliskich, mieć terapeutę, mieć zasoby. Czy to nie jest trochę zbyt ogólne?
I to jest chyba to, z czym wyszłam z tej całej rozmowy. Nie z zasada, nie z regułą. Z pytaniem które powinnam sobie zadać przed każdą sesją z kimś w trudnym miejscu: czy ta osoba ma coś, do czego wróci po tym jak wyjdzie. i jeśli odpowiedź brzmi 'nie wiem' albo 'nie' - to może najpierw to ustalić, zanim siądziemy do kart.
To zdanie Kasiulki o tym, żeby sprawdzić 'czy ta osoba ma coś, do czego wróci' - to mi zostaje. Bo to nie jest pytanie o depresję jako diagnozę, to jest pytanie o zasoby. I teraz się zastanawiam, czy to w ogóle jest coś, o co można zapytać wprost przed sesją. Jak wy to robicie? Czy pytacie o coś konkretnego, czy to raczej intuicja?
