Przepraszam że znowu wracam do swojego wątku z tą talią ale to co Eleonorka pisze o kierunkach wzroku - jak to w ogóle działa kiedy karty nie mają postaci? Czy wtedy po prostu tracę tę warstwę interpretacji? bo ja zaczęłam się zastanawiać czy może powinnam zmienić talię.
Ale z drugiej strony - jeśli ktoś regularnie pyta o relacje i dynamikę społeczną, to talia bez postaci naprawdę może być po prostu mniej wygodna. Nie mówię że gorsza, ale sposób dobiera się do pracy. Jak ktoś robi precyzyjne nacięcia to nie weźmie siekiery tylko skalpel.
Mnie bardziej interesuje co Lowczyni powiedziała kilka postów wcześniej - krok po kroku. bo ta dyskusja o taliach jest ciekawa ale wróćmy może na chwilę do sedna. Miałam ostatnio rozkład gdzie na sześć kart w krzyżu pięć miało postacie. I co zrobiłam? Najpierw poczułam ten tłok o którym mówi Czaromira w tytule wątku, a dopiero potem zaczełam analizować. Czy to dobra kolejność?
To jest właśnie ta 'nadwyżka' o której pisałam wcześniej, prawda? Że karty mogą potwierdzić cos czego człowiek nie umiał sam nazwać. To poczucie otoczenia ze wszystkich stron - może wiedziała że jest otoczona ludźmi, ale nie wiedziała że to jest 'za dużo'. Karta to nazwala.
No właśnie, to jest ta kwestia która mnie zawsze zastanawiala gdy patrzę na to z zewnątrz. skąd wiadomo że cokolwiek 'pochodzi' z kart a nie z czytającego? Czy ta granica w ogóle ma znaczenie w praktyce czy jest tylko teoretyczna?
