Robiłam. Nie powiem że to był spektakularny przypadek,ale - zrobiłam czytanie o kimś kogo wtedy ledwo znałam i wyciągnęłam Diabła w pozycji tego co ukrywa. Miesiące później okazało się że ta osoba miała bardzo poważny problem z alkoholem którego nie pokazywała. Więc coś tam było. Ale nie wiem czy to karty, intuicja, czy zwykły traf.
No i tu dochodzimy do tego samego problemu co wcześniej. Weryfikacja jest prawie niemożliwa, bo albo nie masz jak sprawdzić, albo sprawdzasz po czasie gdy już wiesz więcej i nieświadomie reinterpretujesz. Mówię to nie żeby podważać czytanie Leonory - bo to brzmi jak trafienie - tylko żeby pokazać że metodologicznie jesteśmy w trudnym miejscu.
Dziękuję Leonora że to napisałaś tak otwarcie, bo ta szczerość "nie wiem" jest chyba najcenniejsza w całym wątku. Sama zaczęłam niedawno pracę z kartami i ciągle zastanawiam się czy to co czuję jest czymś prawdziwym czy tylko projekcją. I czytam tu że nawet osoby z dużym doświadczeniem tego nie wiedzą na pewno.
Czytałem to co napisała Halineczka i mam pytanie - to znaczy że im mniej pewny siebie jesteś w czytaniu, tym bardziej wiarygodne to czytanie? Bo to trochę paradoks.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie że wracacie do pytania które Dobema zadała na początku, ale z innej strony. Ona pytała czy karty mogą widzieć osobę. Tu mówimy czy my możemy widzieć siebie w tym procesie. To jest inna kwestia, nie?
Danka dotknęła czegoś ważnego. Może nie da się odpowiedzieć na moje pytanie bez odpowiedzi na to drugie. Jak karty mają cokolwiek zobaczyć, jeśli ja jako czytelnik jestem głównym filtrem? Ale z drugiej strony - czy da się to rozdzielić w ogóle?
myślę że nie da się i to jest właśnie clou problemu. Czytajac o osobie której nie znasz, nie masz żadnego odniesienia żeby sprawdzić czy to co "widzisz" to jest ta osoba czy ty. Z kimś bliskim przynajmniej masz jakąś siatke faktów do porównania.
Moim zdaniem przy osobie nieznanej karty tak naprawdę czytają pytanie, nie osobę. Skupiasz się na relacji, na sytuacji, na tym co czujesz w kontakcie z tą osobą - i karty to odpowiadają. To nie jest złe czytanie, tylko trzeba wiedzieć co się tak naprawdę pyta.
To co mówi Lipka i Czulu to jest klasyczny spór w teorii tarota - czy rozkład jest subiektywny czy obiektywny. I szczerze - nie ma konsensusu. Różne tradycje mają różne odpowiedzi. Ja skłaniam się ku temu że oba elementy są obecne, ale nie umiemy ich rozdzielić
Wyniosłam intuicję. Pewne wrażenie o tej osobie które potem chciałam sprawdzić. I to jest może uczciwa odpowiedź na moje własne pytanie - nie wiem czy karty ją "widziały", ale ja coś przez te karty zobaczyłam. Czy to o niej, o mnie, o naszej relacji - tego nie rozstrzygam.
To co napisała Dobema brzmi dla mnie bardzo dojrzale i szczerze. Ale mam pytanie - co zrobiłaś z tą intuicją? Czy to wpłynęło na to jak podchodziłaś do tej osoby potem?
To co napisała Mandragora jest dla mnie chyba najciekawsze w całej tej dyskusji. Że czytanie mogło "spełnić się" przez moje własne działania wynikające z interpretacji. Czyli tarot jako coś co nie przepowiada, ale uruchamia. Ale wtedy co to mówi o tej osobie? Absolutnie nic, prawda? Tylko o mnie
wiesz co, a czy jesteś w stanie powiedzieć jak zachowałaś się wobec niej po tym czytaniu? Czy zmienilas coś w podejściu? Bo to jest właśnie klucz do tego co mowila Mandragora.
i właśnie tu jest sedno. To pytanie którego prawdopodobnie nie rozstrzygniesz. Ale to jest ciekawe samo w sobie - czy tarot jako "hamulec" albo "akcelerator" relacji jest w ogóle tym do czego powinien służyć przy osobie nieznanej?
To jest naprawdę klasyczny spór epistemologiczny. Halineczka mówi o tarota jako projekcji wewnętrznej wiedzy. Zielarz pyta o źródło tej wiedzy. Żeby rozwiązać ten spór trzeba by najpierw ustalić co to jest "wiedza o człowieku" - czy może istnieć bez kontaktu, bez obserwacji?
Czytam was i mam pytanie. Czy w ogóle rozróżniacie między czytaniem dla kogoś przy nim (na żywo) a czytaniem o kimś bez jego wiedzy? Bo wydaje mi sie że to są zupełnie różne sytuacje,nie?
Robiłam to bez jej wiedzy, żeby to sprecyzować. I to mnie teraz trochę niepokoi po tej rozmowie. Czy miałam prawo? Nie pytałam jej o zgodę, nie powiedziałam że robię rozkład. Po prostu poczułam potrzebe i zrobiłam. Czy to jest w ogóle ok?
To ciekawe że pytasz teraz o etykę bo ja miałam to na myśli odkąd weszłam w ten wątek. Czy czytanie o kimś bez wiedzy i zgody tej osoby jest w porządku? Mam co do tego wątpliwości szczerze mówiąc.
Mnie bardziej interesuje wróćmy do pytania z tytułu bo trochę odpłynęliśmy. Dobema spytała czy karty mogą widzieć osobę którą znasz krótko. Po tej dyskusji mam wrażenie że doszłyśmy do wniosku że nie da się tego rozdzielić od pytania kim jest czytelnik i co on wnosi. Ale czy to odpowiada na pierwotne pytanie?
Dokończę myśl bo ucięło - chodziło mi o to że nie da się rozdzielić pytania "czy karty widzą tę osobę" od pytania "co czytający wnosi do rozkładu". To nie są dwie niezależne zmienne. I to jest chyba wniosek z tej całej dyskusji, nawet jeśli nie rozstrzygamy mechanizmu.
Wróćmy na chwilę do konkretnego przypadku. Dobema robiła rozkład o osobie, którą ledwo znała. Karty coś pokazały. Potem zachowała dystans. Teraz nie wie czy słusznie. Czy ktoś miał identyczną sytuację - czytał dla nieznanej osoby i potem sprawdził w rzeczywistości czy to się potwierdziło?
Jest jeden aspekt który pojawił się wcześniej i myślę że nie został wystarczająco rozwinięty - kwestia intencji przy czytaniu bez wiedzy osoby. Mandragora porównała to do analizowania kogoś w myślach. Ale jest różnica: myśl jest prywatna i efemeryczna. Rozkład kart jest aktem, ma strukturę, zostawia coś. Czy to zmienia ocenę etyczną?
Ciekawe że przy tej etycznej rozmowie cały czas mówimy o czytającym. A co z osobą o której się czyta? Czy ona cokolwiek "odczuwa" że ktoś robi o niej rozkład? Czy to w ogóle możliwe?
Słuchajcie, wracam do swojego przypadku bo chyba za bardzo weszłyśmy w abstrakcję. Mnie interesuje coś praktycznego - czy powinnam w ogóle brać pod uwagę tamten rozkład przy kolejnych spotkaniach z tą osobą? Czy lepiej go "zresetować" i czytać ją od nowa, bez tamtego filtru?
To jest właściwie dobre pytanie operacyjne. Czy rozkład zrobiony na początku znajomości powinien być traktowany jako wstęp do rozumienia kogoś, czy jako coś co może zamknąć na inne odczytania? Bo wyobraź sobie że tamte karty były projekcją twojego lęku. I teraz każde jej zachowanie czytasz przez ten filtr.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie bo jestem dość na początku drogi z tarotem - czy w ogóle jest jakaś tradycja lub szkoła czytania kart która mówi wprost co można czytać na osobę nieznaną a czego nie? Bo z tego co tu widzę każda z was ma inną odpowiedź.
no Właśnie o to mi chodzi - czy traktować tamten rozkład jako punkt wyjścia, czy go po prostu zostawić i zacząć od nowa. Bo z jednej strony wyrzucenie go w kąt też jest jakąś decyzją. Z drugiej - jeśli będę do niego wracać przy każdym spotkaniu, to zamiast poznawać tę osobę, będę szukać potwierdzenia tamtych kart.
