Dokładnie to, co napisał Lucjan82. Sąd nie jest kartą, której się boję. Właśnie dlatego ta ulga była dziwna - jakby moje ciało odetchnęło z powodu braku czegoś, co normalnie jest pozytywne. I to jest właśnie to, czego nie umiem do końca wyjaśnić.
To,co opisujesz, brzmi jak sytuacja, gdy jesteś gotowa na transformację, ale jeszcze nie na jej zamknięcie. Sąd oznacza nie tylko przebudzenie, ale też ostateczność tego przebudzenia. Czy możliwe, że ulga była właśnie z powodu tej ostateczności, której jeszcze nie chcesz?
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że coraz bardziej odchodzimy od pytania z tytułu. Czy brak karty jest znakiem - to jedno. Ale teraz analizujemy emocje konkretnej osoby i to jest już zupełnie inna rozmowa, nie?
Mam inną wątpliwość. czy ktoś z was pracował z rozkładem, gdzie brakowało karty, i brak tej karty był neutralny - czyli nie wywołał żadnej szczególnej reakcji? Bo cała ta dyskusja opiera się na przypadku, gdzie reakcja była silna. Ale co z sytuacjami bez reakcji?
To, co mowi Lunaria, pasuje do czegoś, co obserwuję od lat - talia reaguje w rejestrze, w którym pracuje pytający. Jeśli pytanie jest suche i praktyczne, brak karty przechodzi bez echa. Jeśli pytanie dotyka czegoś głębokiego, każda anomalia nabiera wagi.
Czytam od początku tego wątku i właściwie milczałam, ale to, co napisał Siemargl, jakoś mnie zatrzymało. czy to nie znaczy, że "znak" jest zawsze naszą własną projekcją, a talia jest tylko lustrem? Nie wiem, czy to osłabia ten wątek czy go wzmacnia.
no dobra, i właśnie w tym miejscu przestaję szukać odpowiedzi na pytanie, czy to "naprawdę" był znak. Może to pytanie jest po prostu złe. Dostałam coś z tego rozkładu - coś, co pracuje. Czy to był znak z zewnątrz, czy moja własna intuicja w przebraniu braku karty - nie wiem i chyba nie muszę wiedzieć.
To, co napisała Pyromantka03 na końcu, jest dla mnie kluczowe. "Dostałam coś z tego rozkładu" - i tyle. Ale mam pytanie do reszty: czy ktoś z was miał sytuację odwrotną? Karta była, rozkład był kompletny, a nic z tego nie pracowało? Bo jeśli tak, to brak karty jako "znak" nabiera innego wymiaru - nie chodzi o obecność czy nieobecność, tylko o to, co zostaje uruchomione.
No to wracamy do tego samego miejsca co zawsze - zaangażowanie emocjonalne tworzy interpretację, a nie odwrotnie. Nie mówię, że to złe. Ale czy naprawdę możemy wtedy mówić o "znaku", skoro to my jesteśmy generatorem znaczenia? Pyromantka03 - jak ty to rozumiesz po tej rozmowie?
Szczerze? Przestałam się opierac na słowie "znak", bo ono zakłada coś zewnętrznego, co mi wysyła wiadomość. A to, co czuję po tej dyskusji, jest bliższe temu, co powiedział Bylica - że lustro nie jest mniej prawdziwe. Dostałam informację. Skad przyszła - nie wiem i chyba już mi to nie przeszkadza.
To jest uczciwa odpowiedź. Ale chcę wrócić do jednej rzeczy - bo wątek mi się tu rozmywa. Czy ktoś próbował kiedyś celowo sprawdzić rozkład z brakującą kartą? Nie przez przypadek, nie przez wypadnięcie karty, ale świadomie tworząc przestrzeń i obserwując co się dzieje? Pytam, bo to byłby zupełnie inny kontekst niż sytuacja Pyromantki03.
Jest coś ważnego w tym rozróżnieniu między przypadkowym brakiem a celowym. Kiedy karta znika przypadkowo - nie wiesz o tym podczas rozkładu. Odkrywasz to po. Kiedy celowo zostawiasz miejsce - twoja świadomość tego jest częścią procesu od początku. To dwa zupełnie różne stany pracy.
Czytam tę wymianę i mam wrażenie, że dochodzimy do miejsca, gdzie pytanie z tytułu wątku rozszerza się na coś dużego: co w ogóle jest nośnikiem znaczenia w rozkładzie? Karta, jej pozycja kolejność ciągnięcia, brak - to wszystko są warstwy. I może brak karty jest znakiem dokładnie tak samo jak obecność - z taką samą wagą i z taką samą niepewnością. 🙂
Zastanawiam się nad jedną rzeczą po tym co napisała Bylica. Czy intencja musi być sformułowana słowami? Bo czasem siadam do kart z czymś, co czuję, ale czego nie potrafię nazwać. I te rozkłady bywają bardzo żywe. Moze intencja nie musi być werbalna, żeby rozkład miał ładunek?
Przeczytałem ten wątek od początku i mam pytnaie - jak to jest z tymi brakującymi kartami przy mnjejszych talaiach? Bo ja mam taką mniejszą talię, 36 kart i jak mi brakuje jednej to jest to bardziej odczuwalne procentowo. Czy to ma znaczenie czy jest bez różnicy?
Wracając do Geomanty - sam miałeś taką sytuację z tą mniejszą talią? Ciekawi mnie, bo nigdy nie pracowałam z niczym innym niż standardowe 78 kart i nie wiem, jak brak jednej karty z mniejszego zestawu wyglądałby inaczej w odczuciu.
Tak, miałem taką sytaucję. Zostało mi 35 kart w talii i zrobiłem rozkład - trzy karty. I jakoś czułem, ze coś nie gra, ale dopiero po skończeniu sprawdziłem i brakuje jednej. Nie wiem która, bo nie mam talii ponumerowanej. I właśnie o to chodzi - przy 36 kartach ten brak jest jakby bardziej "głośny" niż przy 78. Jakby dziura była proporcjonalnie większa.
Właśnie to jest sedno tego wątku i cieszę się, ze Geomanta to opisał tak konkretnie. Bo przez całą rozmowę krążymy wokół jednego pytania: czy brak karty to część rozkładu, czy zakłócenie rozkładu. I mam wrażenie, że odpowiedź zależy od tego, kiedy się o tym dowiadujesz - w trakcie czy po.
Właściwie Kobalt dotknął czegoś, o co mi chodziło od początku. Mnie nie interesuje, czy "znaki istnieją obiektywnie". Mnie interesuje, czy brak karty może mieć taką samą funkcję w procesie interpretacji jak jej obecność. I chyba przez całą tę rozmowę powoli dochodzimy do odpowiedzi twierdzącej. Czy ktoś się z tym nie zgadza?
Ja się nie nie zgadzam, ale doprecyzowałbym: może mieć taką funkcję, jeśli zostanie świadomie zaadresowany. Przypadkowy brak, o którym nie wiesz - niema funkcji, bo nie ma interpretatora. Świadomy brak albo brak odkryty i włączony do refleksji - może działać tak jak karta. Różnica jest w tym, kto i kiedy nadaje znaczenie
