Wpadłam ostatnio na temat Gai i kompletnie mnie wciągnął. Chodzi o to, że Grecy traktowali Ziemię naprawdę jako żywą istotę, nie tylko jako symbol czy metaforę. Gaja była boginią, która po prostu jest, oddycha, rodzi, żyje. I teraz czytam o tej nowoczesnej hipotezie Gai (Lovelock i te sprawy) i zastanawiam się czy to w ogóle jest coś nowego czy oni po prostu odkryli na nowo to co starożytni wiedzieli od zawsze? Bo te podobieństwa sa naprawde uderzające. Ktoś się orientuje jak to wyglądało w oryginalnej greckiej tradycji?
Świetny temat. W greckiej teogonii Hezjoda Gaja jest jednym z pierwszych bytów, które wyłoniły się z Chaosu, dosłownie wśród pierwszych, zaraz po Erosie i Tartarze. to nie jest zwykła bogini rolnictwa czy plodności jak wiele osób myśli. Ona jest substratem, jest podłożem wszystkiego. Z siebie zrodziła Uranosa, góry, morze, a potem razem z Uranosem Tytanów. Grecy nie rozumieli Ziemi jako martwej materii pod nogami, to była żywa pramatka która pamieta, czuje, reaguje. To zupełnie inna kategoria niż np. Demeter, która jest boginią urodzaju. Gaja to sam fakt istnienia Ziemi jako bytu świadomego.
Dodam tylko ze Gaja miała też funkcję wyroczni. Zanim Apollo przejął Delfy, to miejsce należało do niej. Pyton, którego Apollo zabił, był jej sługą. To jest bardzo wymowne, ze pierwotna wyrocznia swiata należała do bogini Ziemi bo Ziemia pamięta wszystko, co się na niej wydarzyło. Lovelock pisząc o Gai jako samoregulującym sie systemie chyba tego nie wiedział ale trafił w jakiś archetyp.
przepraszam że się wtrącam bo dopiero zaczynam się tym interesować, ale chciałam zapytać, czy ta hipoteza Gai o której piszecie to jest jakoś powiązana z tym co bioenergoterapeuta robi? Byłam kiedys u jednego i on mówił że pracuje z energią ziemi, że czerpie ją z głębi, to mnie zaintrygowało i nie wiedziałam jak to rozumieć
o to ciekawe co piszesz Mimoza. Ja się interesuje bioenergią od dłuższego czasu i faktycznie wielu terapeutów mówi o ziemskiej energii jako o źródle. Chodzi o to że ziemia ma swoje pole elektromagnetyczne, swoj rytm, i czlowiek który potrafi sie z nim zsynchronizowac moze z tego czerpac. Niektórzy to nazywają uziemieniem, inni rootingiem, jeszcze inni piszą wprost o kontakcie z Gają. Czy to jest ta sama Gaja co w mitologii? Hmm, no nazwy sie pokrywają przynajmiej 🙂
a jak długo trzeba stać boso żeby poczuć tą energię? Bo próbowałem kilka razy i nic specjalnego nie czulem... moze jakiś chłód ale to chyba normalne
wróćmy na chwile do wątku mitologicznego bo jest naprawdę głęboki. Gaja w tradycji orfickiej to jest jeszcze inna warstwa. Orfeicy mieli swoją kosmogonię i tam Gaja jest nie tylko pramatką bogów ale też powiązana z cyklem wcielenia i wyzwolenia dusz. Ziemia była dla nich i więzieniem i miejscem inicjacji. Ciało z ziemi, powrót do ziemi, ale dusza może się wyrwać z tego kręgu. To jest absolutnie unikalne i bardzo różne od Hezjoda.
a czy ktoś wie jak wyglądały konkretne rytuały odprawiane ku czci Gai w starożytnej Grecji? Czy były jakieś święta, ofiary, coś w tym stylu? Bo dużo czytam o miotlogii ale mało o tym jak to wyglądało w praktyce
mnie osobiście bardzo uderza ten wątek z wyrocznią. Że przed Apollem były Delfy Gai. Mam wrażenie ze to jest jakaś ogromna zmiana w europejskiej duchowości, że solarne, patriarchalne bóstwo zastępuje chtoniczne, żeńskie. I potem ten wzorzec się powtarza w tylu miejscach na świecie. Jakby historia religii była historią tego właśnie przejścia.
ta interpretacja o patriarchalnym przejęciu kultu jest popularna od czasu Bachofen i potem Gimbutas, i jest też kwestionowana. Archeologia nie daje nam jednoznacznych dowodów że był jakiś matriarchalny złoty wiek przed patriarchatem. Ale niezależnie od tego sporu, faktem jest że w wielu religiach widać warstwowość, i starsza warstwa często jest bardziej chtoniczna, ziemska, żeńska. 🙁 To jest obserwacja, a nie ideologia.
ja bym chciała wrócić do tego co Mimoza pisała o bioenergoterapii bo to ciekawy trop. W neopogaństwie, w tradycji Wicca na przykład, Gaja jest aktywnie praktykowaną zasadą, nie tylko mitologicznym wspomnieniem. Rytuały prac z ziemią, uziemienie przed każdą magiczną pracą, oddawanie energii do Ziemi po rytuałach, to jest codzienna praktka dla wielu osób. I tam nie ma rozróżnienia na mitologię i bioenergię, to jest jedno.
no właśnie, i to jest ten problem. Każdy mówi inaczej, używa swoich słów, i potem trudno ocenić czy mówią o tym samym. Bioterapeuta, szaman, wiccanka, grecki kapłan, wszyscy mówią o energii ziemi, ale czy to jest ta sama energia? Może każdy z nich widzi tylko kawałek słonia.
a czy ktoś z was praktycznie pracuje z czakrą Muladhara właśnie w kontekście połączenia z ziemią? Bo czytałam że to jest ta czakra która odpowiada za uziemienie i połączenie z Gaią właśnie, i zastanawiam sie czy rytuały związane z Gają z tradycji greckiej moglaby wzmocnić tę czakrę? To nie jest głupie pytanie mam nadzieję 🙂
no i wlasnie o to mi chodziło w tym pytaniu o Muladhara, bo jak patrzę na to co wszyscy piszą, to wychodzi ze ta czakra to jakby biologiczny punkt kontaktowy z Gają. Zarówno w hinduizmie jak i w tym co mówią wiccanie czy bioenergoterapeuci, chodzi o ten sam obszar ciała, tę sama strefę. Czy to przypadek? Chyba nie
to nie jest przypadek i mam wrażenie ze różne tradycje wypracowały podobne mapy ciała niezależnie od siebie. Mam notatki z porównania Muladhary z chińskim dan tian i z europejską koncepcją centrum ciałą u alchemików... i wszędzie gdzieś w okolicach kości ogonowej / dolnego brzucha mamy tę strefę zakorzenienia. To jest zbyt spójne żeby to ignorować
powiem szczerze że to porównanie Muladhara - Gaja to trochę pomieszanie dwóch różnych porządków. Muladhara to kategoria wewnętrzna, energetyczna mapa ciała, Gaja to byt zewnętrzny, boska personifikacja Ziemi. Nie mówię ze nie ma związku, ale żeby je zestawiać trzeba by jasno powiedzieć na jakim poziomie. Bo to trochę jak porównywać mapę miasta do samego miasta
Dokładnie i tu jest problem. "Czuję połączenie" to nie jest argument. Mrowienie w nodze też możesz poczuć jak za długo siedzisz 🙂 Nie mówię ze doświadczenie jest bez wartości, ale zamiana pojęć tylko dlatego ze coś podobnie odczuwamy, to za mało do wyciągania wniosków o tym ze Muladhara = Gaja
wróćmy na chwilę do samej Gai bo mam wrażenie ze wątek Muladhary trochę nas odciągnął. Chciałam się zapytać o coś co mnie nurtuje od początku tego wątku, mianowicie czy Gaja w tradycji greckiej miała w ogóle aktywnych wyznawców, jakiś kapłański kult, czy to była bardziej figura teologiczna bez żywego kultu?
ok, był kult, ale był słabszy i starszy niż kult Olimpijczyków. Gaja była raczej tą warstwą przed-olimpijską, do której sięgano przy przysiędze i w wyroczelniach. Hezyod opisuje ją jako pramat wszechrzeczy, ale to nie przekładało sie na rozbudowane świątynie jak Atenie czy Apollinowi. Delfickie sanktuarium to bodajże największy ślad jej aktywnego kultu, i to taki który szybko przeszedł w inne ręce
to co mówi Slawek o pytii mnie bardzo uderza, bo to jest dosłownie kobiece ciało jako medium ziemi. Ona siedziała nad pęknięciem, opary Ziemi wchodziły w nią i mówiła. To jest archetypiczny obraz który wraca w tylu miejscach, szamanka syberyjska, kapłanka Izydy, wicca w kręgu, wszędzie jest ten wzorzec kobiecego ciała jako przewodnika energii ziemskiej
czytam to wszystko i zastanawiam sie, czy jak robie afirmacje związane z uziemieniem, to mogę je jakoś połączyć z tym o czym tu piszecie? Tzn. czy odwoływanie sie do Gai w afirmacji ma jakis sens praktyczny, czy to tylko słowa?
kurcze, ta rozmowa o pytii i gazach z ziemi to jest dla mnie trochę szokujące bo niby to fizyczne a niby coś w tym jest, nie? Jakby Ziemia naprawdę komunikuje sie przez pęknięcia i ciała ludzi. Mój bioterapeuta mówił cos o tym ze miejsca na ziemi mogą być więcej lub mniej naładowane. Czy to jest powiązane z tym co macie na myśli przez Gaję jako żywy organizm?
linie ley i smocze żyły to jest ciekawe zestawienie bo w feng shui te smocze żyły (lung mei) są dosłownie mapą żywotności ziemi, chi przepływa tymi kanałami jak krew. a w tradycji zachodniej linie ley to bardziej geometria, proste linie między miejscami mocy. pytanie czy to jest to samo zjawisko opisane z różnych stron czy dwie różne rzeczy które tylko brzmią podobnie
a linie ley to w ogóle jest coś udowodnionego czy to jest ten sam poziom co homeopatia, tzn. koncepcja która brzmi sensownie dopóki nie zaczniesz szukać twardych danych
albo ludzie niezależnie od siebie szukali wzorców i znajdowali, bo mózg ludzki jest do tego zaprogramowany. to nie jest argument za istnieniem linii ley, to jest argument za tym że ludzie lubią linie i połączenia. trochę tak jak widzimy twarze w chmurach
hej, wróćcie na chwilę do tego co mówiła Wiciokrzew o miejscach naładowanych, bo mój bioterapeuta mówi dokładnie to samo i chciałam zapytać jak to się ma do Gai w sensie mitologicznym. tzn. czy w tej greckiej tradycji było coś o miejscach gdzie Gaja jest silniejsza, jakieś konkretne miejsca mocy?
a da się jakoś samemu wyczuć takie miejsce? bo czytałem że podobno przy liniach ley kompas sie zachowuje dziwnie albo coś. czy to prawda czy mit
