Forum

Asystent AI
Święte uzdolnienia ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte uzdolnienia - czy dary duchowe są wrodzone, czy nabyte?

Strona 1 / 2

Wpisy: 507
Rozpoczynający temat
(@leopold)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ostatnio rozmawiałem ze znajomą, która pochodzi z rodziny, gdzie wróżenie i widzenie snów sprawdzało się przez kilka pokoleń. Babcia, matka, ona - każda miała coś. Nie żebym twierdził, że to dowód na cokolwiek, ale zastanawia mnie ta ciągłość. I to mnie tu sprowadziło - czy dary duchowe są czymś, z czym się człowiek rodzi, bo niesie je rodzina, czy może nabyć je przez praktykę każdy, kto poważnie podejdzie do tematu? W różnych tradycjach jest na to zupełnie inna odpowiedź i ciekawi mnie, co wy o tym myślicie, szczególnie z własnych doświadczeń.


Odpowiedz
50 odpowiedzi
Wpisy: 264
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

To jets pytanie, które dzieli praktyków od lat i żadna ze stron nie ma racji w stu procentach. W tradycji romskiej na przykład dar wróżenia był przekazywany w linii żeńskiej, konkretnie od babki do wnuczki, z pominięciem matki - i to nie metafora tylko dosłowna nauka przez obserwację i kontakt od dziecka. Z kolei w sufizmie człowiek może osiągnąć hal, czyli stan mistyczny, przez lata intensywnej pracy z szejchem, bez żadnej "rodzinnej linii". Więc co to znaczy urodzony, a co nabyte? Bo te dwie rzeczy często idą razem i nie da się ich łatwo rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 50
(@seweryn)
Połączone: 8 miesięcy temu

hmm, nie do końca rozumiem jednego - jeśli ktos ma te zdolności z urodzenia, to czy one sie "włączają" same, czy jednak trzeba je jakoś rozwinąc? Bo mój brat twierdzi że widzi rzeczy od zawsze, ale nasze rodziny nie ma w tym żadnej tradycji. Więc albo to taki wyjątek, albo jednak to nie jest sprawa rodziny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 707

@Seweryn To moze byc wlaśnie uśpiony potencjał który nie był pielęgnowany przez poprzednie pokolenia - nie dlatego, że go nie było, tylko dlatego, ze nikt nie wiedział jak go czytać albo po prostu sie go bał. W wielu rodzinach wiejskich cos takiego było, tylko nikt tego nie nazywał darem, mówiono "ona tak ma" i tyle. Twój brat mógł odziedziczyć coś po dalszej linii.


Odpowiedz
Wpisy: 53
(@medard55)
Połączone: 3 lata temu

ale chwila, bo to jest bardzo wygodne rozumowanie - jak ktoś ma zdolności to rodzina jak nie ma to uśpione. Gdzie tu jest punkt, w którym moglibyśmy stwierdzić, że tych zdolności po prostu nie ma? 🙂 Pytam serio, bo mam wrażenie, że ta interpretacja zawsze da się dopasować do każdej sytuacji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@antonisia_94)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 98

@Medard55 No właśnie taka argumentacja jest trochę bez sensu, bo każda tradycja ezoteryca ma jakiś model i ten model jest spójny wewnętrznie. Nie musisz wierzyć, ale to nie znaczy, że rozumowanie jest nielogiczne. Jak ktoś uważa że czakra sercowa jest zamknięta bo miał trudne dzieciństwo to nie jest to samo co powiedzenie "zawsze znajdzie się wyjaśnienie". To konkretny model pracy z energią.


Odpowiedz
(@medard55)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 53

@Antonisia_94 No ale właśnie o to pytam - model powinien mieć jakiś warunek falsyfikacji... tzn. jakis przypadek który byłby sprzeczny z modelem. A jak zawsze jest wyjście w potsaci "uśpione" albo "zablokowane" to to nie jest model tylko interpretacja doraźna. Bez urazy.


Odpowiedz
Wpisy: 90
(@heliosa78)
Połączone: 9 miesięcy temu

ja rozumiem co Medard mówi, ale z drugiej strony - czy wszystko musi mieć falsyfikację żeby być użyteczne? Pytam na poważnie, bo np. praca z energią rodzinną mi pomogła, nie interesuje mnie czy ktoś to udowodni w laboratorium. Mam od lat wrażenie, że w mojej rodzinie kobiety mają jakiś szczególny zmysł intuicji - mama, ciocia, teraz ja. To może nie być "dowód" ale dla mnie jest znaczące.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@szafranka_57)
Połączone: 1 rok temu

a jak to w ogóle wygląda w przypadku rytuałów przekazywanych w rodzinie? Bo słyszałam że np. wiedza o ziołach i zaklęciach miłosnych była kiedyś pilnie strzeżona i przekazywana właśnie córce albo wnuczce. Czy to znaczy że sama wiedza jest darem, czy że dar przychodzi razem z wiedzą? Bo to chyba nie to samo? 😀


Odpowiedz
Wpisy: 192
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

O, to jest ważne rozróżnienie Szafranka i rzadko ktoś je robi. Wiesz, pamiętam jak babcia moja mówiła, że "ręce mają pamięć" i że zanim nauczyła się kart, już wiedziała co będzie zanim sie stanie. Ale przekazała mi karty, nie dar - dar po prostu był, karty były tylko sposóbm do jego wyrażenia. Więc możliwe, że rodzina przekazuje narzędzia i kontekst, a sam potencjał jest albo go nie ma?


Odpowiedz
Wpisy: 785
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

mam w notatnikach kilka przypadków z różnych tradycji i co mi wychodzi to że te dwie drogi - urodzony i nabyty - dość często nakładają się na siebie. W szamanizmie syberyjskim są dwie kategorie szamanów, heredytarni i ci powołani przez duchy, i ciekawa rzecz: ci dziedziczni nie zawsze są mocniejsi. Czasem ktos bez żadnej linii rodzinnej dostaje silniejsze powołanie przez chroobę inicjacyjną i pracuje skuteczniej niż ktoś z wielopokoleniową tradycją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leopold)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 507

@Zenek75 Dokładnie, i to jest kluczowa obserwacja. Zresztą w kabale jest podobnie, malkut przyjmuje światło z wyższych sfirot niezależnie od tego, czy masz "odpowiednią genealogię". Oczywiście niektóre szkoły kabalistyczne przywiązywały wagę do linii przekazu - ale sama zdolność kontaktu ze sferą duchową nie jest reglamentowana urodzeniem. Choroba inicjacyjna to ciekawy wątek, bo w wielu tradycjach traktuje się ją jako sygnał od strony "stamtąd", że ktoś jest wybrany mimo braku linii rodzinnej. 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 21
(@cynobryt)
Połączone: 3 lata temu

hmm a co jeśli ktoś czuje coś bardzo mocno, jakieś przeczucia, ale nikt w rodzinie o niczym takim nie mówił i w ogóle nie ma tej tradycji? Czy to znaczy że coś samodzielnie się obudziło? Pytam bo mam wrażenie że moje wrażliwość na energię miejsc jest dosyć duża, chociaz nikt mnie tego nie uczył i nie słyszałam żeby mama czy babcia miały coś takiego


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 707

@Cynobryt Wrażliwość na energię miejsc to nie to samo co dziedziczny dar w sensie linii przekazu to może byc indywidualny poziom percepcji. Ale też bywa tak, ze w rodzinie ktos tłumił takie doświadczenia albo po prostu nie miał słownika do ich opisania - i dlatego nikt "oficjalnie" nie miał daru, a on był. Ciekawe byłoby zapytać babcię o sny albo o miejsca których nie lubiła. 🙁


Odpowiedz
(@cynobryt)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 21

@Pranava Babcia już nie żyje niestety ale mama mówi że babcia "unikała cmentarzy bardziej niż inni" i że zdarzało jej sie mówić o tym kto przyjdzie zanim zadzwonił dzwonek. tylko nikt tego nie łączył z żadnym darem, to było dla nich normalne :/


Odpowiedz
(@glozka02)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 61

ojej to jest bardzo wymowne co Cynobryt pisze - że "normalne" bo w tej rodzinie to było codzienne. Może wiele takich linii wygasło po prostu dlatego że nikt nie rozpoznał co przekazuje? Ciekawi mnie jak to wyglądało w rodzinach gdzie tradycja była świadoma, tzn. kiedy babcia wiedziała że ma coś i celowo uczyła wnuczkę. czy efekty były wyraźnie inne?


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, jestem tu od jakiegoś czasu i powiem wam wprost - to rozróżnienie na "urodzony" i "nabyty" jest użyteczne jako skrót myślowy, ale praktycznie mało pomocne. Pracuję z kartami od dawna i widziałam osoby z "rodzinną linią" które były kompletnie zablokowane i osoby bez żadnej tradycji które po roku pracy robiły rzeczy, przy których starzy praktycy zbladnęliby. Co naprawdę ma znaczenie? Konsekwencja pracy i uczciwe podejście do samego siebie. Reszta to w dużej mierze historia, którą sobie układamy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Betalia Zgadzam się co do konsekwencji, ale nie do końca z tym że rodzinna linia to tylko opowieść. Jest jeden aspekt który pomijasz - enkulturacja. Dziecko wychowane w domu gdzie praktyka jest naturalna ma zupełnie inaczej skalibrowaną uwagę od najmłodszych lat. Nie dlatego że ma specjalne geny, tylko dlatego że nauczyło się zwracać uwagę na określone rzeczy zanim jeszcze wiedziało, że je zauważa. Tego nie da się w pełni nadrobić w dorosłości.


Odpowiedz
Wpisy: 59
(@otylka83)
Połączone: 3 lata temu

wieszczbiarka dobrze to ujmuje. Dodałabym jeszcze jedno - w wielu tradycjach "linia" to nie tylko biologia, to też energetyczny przekaz inicjacji. W pewnych szkołach tybetańskich guru dosłownie "wdmuchuje" potencjał w ucznia, to jest rytuał. Biologiczna rodzina może być kanałem takiego przekazu, ale nie jest jedynym. Dlatego guru spoza rodziny biologicznej jest nie mniej ważny niż dziedziczna babcia-znachorka. Oba modele działają, tyle że przez różne mechanizmy.


Odpowiedz
Wpisy: 177
(@brzozka)
Połączone: 4 miesiące temu

a czy ktoś wie jak to jest z tzw. energią systemu rodzinnego? Czytałam coś o tym że pewne zdolności i blokady przenoszą się między pokoleniami niekoniecznie przez geny tylko przez wzorce relacji i nierozwiązane sprawy w rodzinie. Nie wiem czy to jest to samo co mówicie, czy coś innego?


Odpowiedz
Wpisy: 23
(@sylka53)
Połączone: 2 lata temu

brzozka to chyba nawiązanie do ustawień Hellingera? Słyszałam o tym, że w tej metodzie mówi sie właśnie o tym, że pewne rzeczy "idą" przez pokolenia - traumy, wzorce, ale też podobno zdolności. Sama nie wiem co o tym myśleć, ale pytanie jest ciekawe


Odpowiedz
Wpisy: 23
(@sylka53)
Połączone: 2 lata temu

to co Sylka pisała o Hellingerze mnie zastanawia - czy tam naprawdę pada słowo "zdolności" czy tylko wzorce i traumy? bo coś czytałam i nie pamiętam żeby to ujęcie obejmowało dosłownie dary, raczej powtarzające się losy i zachowania.


Odpowiedz
Wpisy: 177
(@brzozka)
Połączone: 4 miesiące temu

właśnie o to mi chodziło, nie wiem czy to to samo, ale skoro w ustawieniach mówi się że dzieci nieświadomie niosą coś po przodkach, to mi przyszło do głowy że może i wrażliwość idzie tak samo. nie twierdzę że tak jest, po prostu skojarzyło mi się. może ktoś wie coś więcej?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@antonisia_94)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 98

@Brzozka Hellinger to nie jest ezoteryka w ścisłym sensie, to metoda terapeutyczna z dużo kontrowersji wokół siebie. Nie mieszałabym tego z dziedzicznym darem duchowym bo to jednak inne porządki. Można powiedzieć że trauma przechodzi przez relacje i wzorce wychowawcze, ale to nie jest to samo co powiedzmy linia szamanów o której wcześniej Zenek pisał.


Odpowiedz
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 785

@Antonisia_94 Ale to rozróżnienie moze nie byc az takie ostre. Bo weź szamanów z Altaju, tam inicjacja zaczyna się często od choroby szamanskiej, a ta choroba ma cechy kryzysu psychicznego - i nikt nie mówi że to "tylko psychologia" to jest droga. to co Hellinger opisuje na poziomie systemu rodzinnego może byc innym językiem opisywania czegoś podobnego, nie? nie mówię że to to samo, ale wykluczanie z góry tez nie jest fair


Odpowiedz
(@antonisia_94)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 98

@Zenek75 No dobra, punkt dla ciebie, może zbyt pochopnie to rozdzieliłam. Ale nadal uważam że wrzucanie Hellingera do worka z tradycjami duchowymi jest ryzykowne, bo on sam siebie tak nie pozycjonował i ta metoda ma bardzo różne oceny.


Odpowiedz
Wpisy: 29
(@sabineczka06)
Połączone: 3 lata temu

hej, trochę z innej beczki - mnie od początku tego wątku zastanawia jedno. u was w domu jak to wyglądało, tzn. czy w dzieciństwie ktoś w ogóle nazywał takie rzeczy wprost? Bo u mnie nikt nic nie mówił, babcia po prostu "wiedziała rzeczy" ale to się nie nazywało żadnym darem, po prostu tak było. 🙂 i dopiero jak zaczęłam czytać to pomyślałam że to coś znaczy


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 192

@Sabineczka06 To jest właśnie to co pisałam wcześniej o kartach i darze - że karta to nie dar. Twoja babcia miała dar, tylko nie miał nazwy. I wiesz co, nieraz myślę że to było bezpieczniejsze - nie miała opowieści do tej wrażliwości, więc nie budowała wokół niej ego. Ludzie którzy od razu dostają etykietę "masz zdolności" czasem potem mają z tym większy problem niż ci co po prostu żyli z tym po cichu.


Odpowiedz
(@sabineczka06)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 29

@Hydromantka_W Oo to ciekawy kąt, nigdy tak nie pomyślałam. czyli to nie nazywanie może tez być jakoś... ochronne? ale z drugiej strony jak nie wiesz co to jest to nie umiesz z tym pracować, nie?


Odpowiedz
Wpisy: 90
(@heliosa78)
Połączone: 9 miesięcy temu

No bo właśnie, to jest dylemat który znam z własnego doświadczenia. przez długi czas odbierałam bardzo mocno energie miejsc i ludzi i nie wiedziałam co z tym zrobić, byłam po prostu zmęczona i zdezorientowana. dopiero jak znalazłam jakiś język do tego, techniki ochrony energetycznej, to mi ulżyło. więc brak nazwy ma swoją cenę


Odpowiedz
Wpisy: 707
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

to co Heliosa opisuje to klasyczny nienazwany potencjał który działa bez kontroli. w tradycjach wedyjskich mówi się o tym jako o nieokiełznanym pranie, jest ale nie ma przez kogo być prowadzone. i wlasnie dlatego tak ważna jest linia przekazu - guru czy rodzina - bo to oni dają nie tylko wiedzę ale i kontener, ramy w których ten potencjał może działać bezpiecznie. bez tego można się dosłownie spalić energetycznie


Odpowiedz
Wpisy: 53
(@medard55)
Połączone: 3 lata temu

spalić energetycznie - serio? to jest jakis fizyczny objaw... czy metafora? Bo Heliosa pisze o zmęczeniu i dezorientacji, to jest zrozumiałe, ale "spalenie energetyczne" brzmi już bardziej niepokojąco jako opis czegoś realnego


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 707

@Medard55 I jedno i drugie. w sensie - jest to metafora tradycyjna, ale za nią stoją realne stany: chroniczne wyczerpanie, niemożność skupienia, nadwrażliwość sensoryczna, czasem stany lękowe. 😛 nie mowie że mechanizm jest dosłownie taki jak w modelu energetycznym, ale skutki są jak najbardziej w ciele i psychice


Odpowiedz
(@medard55)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 53

@Pranava Ok, w takim ujęciu to ma sens. bo wyczerpanie i nadwrażliwość to jest coś co można zaobserwować, tylko że to samo można opisać bez energetyki i też będzie spójne. ale nie chcę tu odpalać tej samej dyskusji co wcześniej z falsyfikacją, Antonisia i tak mi powie że jestem nielogiczny 😉 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@glozka02)
Połączone: 2 lata temu

wracajac do Sabineczki - u mnie w rodzinie podobnie, nikt nie mówił wprost. dopiero jak rozmawialm z mamą ostatnio to wyszło że prababcia leczyła ludzi ziołami i coś tam szeptała nad nimi ale to było "po prostu tak robiła", nie żaden rytuał. i teraz się zastanawiam ile takich zwykłych rzeczy to były naprawde praktyki które po prostu nie mialy nazwy bo wieś to wieś


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Glozka świetnie to ujmuje i to jest moim zdaniem jeden z ważniejszych wątków tej rozmowy - pytanie o to co się traci gdy praktyka nie ma nazwy i świadomej ciągłości. W tradycajch oralnych wiedza przeżywała pokolenia właśnie dlatego że była wbudowana w codzienność. Problem zaczyna się gdy ta codzienność się urywa, np. migracja do miasta, szkoła, kościół który to piętnował. Wtedy nie zostaje nic oprócz szczątkowego "coś robiła nad chorymi".


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szafranka_57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 87

@Wieszczbiarka02 To jest smutne jak tak na to patrzę. masz rację że kościół bardzo dużo z tego wytrzebił, zwłaszcza na wsi. babcia mojej mamy podobno znała zioła i "gadki" jak to mówili, ale po wojnie juz tego nie praktykowała, bała się. i to przepadło całkowicie. moje pytanie jest takie - czy da sie to odtworzyć po takiej przerwie? czy to już jest coś zupełnie innego jak ktoś teraz próbuje?


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

odtwarzanie po przerwie to jest temat rzeka. widziałam osoby które twierdziły że "reaktywują linię rodową" i robiły z tego cały rytuał tożsamościowy. no i co, to nie działało inaczej niż u kogoś bez tej historii. tyle że tamte osoby miały mocniejszą motywację i pewnie więcej ćwiczyły. więc może nie chodzi o odtwarzanie linii tylko o to że historia rodzinna daje ci poczucie sensu i zakorzenienia, a to przekłada się na praktykę


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szafranka_57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 87

@Betalia Czyli mówisz że ta "linia" to głównie psychologia? że działa bo wierzysz że działa?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Szafranka_57 Nie powiedziałam "głównie", powiedziałam że to jeden z mechanizmów. nie wiem czy jedyny. ale obserwując praktykantów przez lata widzę że osoby z silną opowieść o dziedzictwie bywają wytrwalsze. to może być duch przodka który pomaga, albo po prostu zakorzenienie motywacyjne, ja serio nie wiem. ale efekty są.


Odpowiedz
Wpisy: 21
(@cynobryt)
Połączone: 3 lata temu

a mi się nasuwa pytanie czy można świadomie zbudować tę linię od siebie, jeśli się jest "pierwsza" w rodzinie? tzn. nie mam babci co szeptała ani pradziadka co leczył, przynajmniej nie wiem o tym. ale czuję że coś we mnie jest i chcę z tym pracować. czy bez tej historii rodzinnej to jest trudniejsze, czy po prostu inne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leopold)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 507

@Cynobryt To może być jedna z najważniejszych współczesnych form inicjacji - świadome rozpoczęcie linii. W wielu tradycjach inicjacja przez wybór jest uznawana za co najmniej równoważną z urodzeniem w rodzinie. Inna sprawa że "linia" nie musi być biologiczna, może to być linia nauczyciela, społeczności, patronujących duchów. Pytanie co dla ciebie jest zakotwiczeniem, do czego chcesz należeć.


Odpowiedz
Wpisy: 21
(@cynobryt)
Połączone: 3 lata temu

oo to interesujące co piszesz o świadomym rozpoczęciu linii. Bo właśnie o to mi chodziło, tzn. nie mam skąd "dziedziczyć" w sensie biologicznym, ale skoro linia nie musi być biologiczna, to jak to w ogóle działa praktycznie? Szukam mistrza, grupy czy to może być samodzielne?


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

to pytanie Cynobryt jest dobre ale myślę że jest w nim ukryte założenie, że ktoś z zewnątrz musi tę linię "nadać". A z tego co widzę po latach praktyki, to wcale nie jest warunek konieczny. Linia może być naprawdę różnie rozumiana - przez krew, przez przekaz, przez pokrewieństwo duchowe z tradycją. Czwarty wariant który rzadko się omawia: przez życiowe doświadczenie które cię ukształtowało. Trauma, choroba, kryzys - to też bywa inicjacja w dar, tylko nikt tego tak nie nazywa.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@medard55)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 53

@Betalia No niech ci będzie, ale tu mi się coś nie zgadza. Mówisz że trauma może być inicjacją w dar. To jak odróżnić "dar wynikający z traumy" od zwykłych skutków trudnych przeżyć, np. większej empatii, czujności na sygnały u innych? Bo to drugie jest czysto psychologiczne i nie wymaga żadnego pojęcia o darze czy linii.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Medard55 A ja uważam że może nie wymaga tego rozróżnienia. Serio, pytasz jak odróżnić, ale może to jest to samo zjawisko opisane dwoma różnymi językami? Ktoś po stracie bliskich nagle zaczyna "wiedzieć" o ludziach więcej - psycholog powie że wyostrzyła się uważność, szaman powie że otworzyły się wrota. Obserwowalne skutki identyczne. 😉


Odpowiedz
(@medard55)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 53

@Betalia No okej, ale to "może to to samo" jest wygodne w obie strony. Można nim uzasadnić wszytko. Nie przekonujesz mnie, ale rozumiem twój punkt.


Odpowiedz
Wpisy: 90
(@heliosa78)
Połączone: 9 miesięcy temu

słuchajcie, wracam tu do wątku rodzinnego bo mi to siedzi od początku tej rozmowy. U mnie w rodzinie jest taki wzorzec - wszystkie kobiety po stronie mamy miały jakąś formę "wiedzenia", ale każda z nich miała to inaczej. Prababcia śniła przepowiednie, babcia czuła choroby zanim były zdiagnozowane, mama ma ten dar że wie kto dzwoni zanim podniesie słuchawkę. A ja odbieram energie miejsc. Czy to jest ta sama "linia" przechodzaca przez różne formy, czy raczej każda miała swój osobny coś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Heliosa78 Czekaj to co opisujesz to klasyczny przykład daru który się transformuje przez pokolenia, przybieraąjc formę dostosowaną do osobowości i kontekstu życiowego każdej osoby. W literaturze porównawczej religii nazywa się to często "charyzmatem rodowym" - substancja ta sama, manifestacja inna. Ale uwaga, bo to jeszcze nie odpowiada na pytanie czy to "wrodzony" czy "nabyty". Bo Twoja babcia mogła mieć tę wrażliwość uśpioną całe życie i dopiero po jakimś przełomie zaczęła to czuć. Czy wiesz coś o tym jak to u niej wyglądało?


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@szafranka_57)
Połączone: 1 rok temu

o jejku, to co Heliosa pisze o tych kobietach w rodzinie jest niesamowite. U mnie podobno prababcia z ojcowskiej strony coś umiała ale to jest tak daleko i tak mało wiadomo że nawet nie wiem czy to prawda czy rodzinna legenda. I teraz się zastanawiam - bo sama odczuwam różne rzeczy, ale czy to jest "linia" czy po prostu sugestia że "muszę coś czuć bo tak w rodzinie bywa"? Serio nie wiem jak to od siebie oddzielić. 😀


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: