No dobra ale to rodzi inne pytanie - skąd wspólnota wiedziała żeby mu uwierzyć? Skoro nie miał instytucji za sobą, nie miał tytułu kapłańskiego, to dlaczego ktokolwiek go słuchał? Co go legitymizowało?
Chyba po prostu treść objawienia? Albo cuda? Tak jak w Biblii Mojżesz ma znaki - laska, plagi, rozstąpienie morza. Może Zaratustra też miał coś podobnego i to po prostu nie zachowało się w Aweście tak wyraźnie?
W Aweście jest fragment gdzie Zaratustra przekonuje króla Wisztaspę do swojej nauki i ten po jakimś czasie ją przyjmuje. Ale szczegóły tego 'przekonania' są niejasne. Jedne interpretacje mówią o dysputach filozoficznych, inne o cudach uzdrowienia królewskiego konia. Już starożytni mieli różne wersje. To ciekawe samo w sobie - autorytet wizjonera jest legitymizowany przez różnych ludzi różnymi argumentami.
A czy Wisztaspa to jest ta sama postać co w eposach irańskich? Coś mi się kojarzy że to może być ojciec Dariusza albo coś w tym stylu, ale nie jestem pewna. Jeśli tak to Zaratustra działał na samym szczycie perskiej hierarchii.
Więc nawet nie wiemy kiedy żył Zaratustra? To znaczy że te wszystkie nasze rozważania o wpływie na judaizm wiszą na bardzo cienkiej nitce chronologicznej. Może idee zoroastryjskie dotarły do Babilonu nie przez żywego Zaratustrę ale przez tradycję przekazywaną przez pokolenia magów?
To jest pytanie które mnie bardzo nurtuje od początku tego tematu. Bo przecież mamy przykłady takie jak lama tybetański - jest jednocześnie głową instytucji i uważany za wcielenie boskiej istoty. Dalajlama to chyba najbardziej znany przykład. Czy to jest właśnie ta synteza o której mówisz, Mamuno?
Mnie zastanawia co by się stało gdyby te dwie legitymizacje weszły w konflikt. Znaczy - gdyby rozpoznany tulku zaczął głosić coś sprzecznego z doktryną instytucji. Czy instytucja ma prawo go odwołać? Czy to w ogóle jest możliwe?
Ale wracając do Zaratustry - bo trochę odpłynęliśmy - to cały czas nie wiemy czy on sam siebie traktował jako założyciela instytucji czy jako proroka. Jak to w ogóle wynika z Gat?
Ten motyw wyrzuconego proroka jest uderzająco podobny we wszystkich tradycjach. Zaratustra nie słyszany we własnej wspólnocie, Jeremiasz wrzucony do studni, Mahomet wygnany z Mekki. Zastanawiam się czy to nie jest po prostu część narracji - czy prorok który nie cierpiał jest wiarygodny?
ale czekajcie, Mahomet to był i prorok i potem wódz polityczny i wojskowy, nie? więc tam chyba te role też się połączyły? chociaż oczywiście sam nie zakładał kościoła ani kaplicy w tym sensie...
I to jest chyba jeden z najciekawszych efektów zoroastryjskiego rozróżnienia - jeśli Zaratustra rzeczywiście wpłynął na myśl monoteistyczną, to może właśnie to napięcie między prorokiem a kapłanem przeszło do judaizmu i potem do islamu. W islamie każdy może być imamem jeśli zna Koran. To jest antykapłańskie z założenia.
Właśnie, i w szyizmie pojawia się coś bardzo bliskiego kapłaństwu - ajatollahowie, maraje, hierarchia ulemów. Jakby islam wrócił tą samą drogą do struktury której pierwotnie chciał uniknąć. Czy to jest nieuchronne? Czy każda religia wizjonera w końcu musi stworzyć instytucję żeby przetrwać?
To brzmi jak żelazne prawo socjologii religii. Weber chyba coś o tym pisał - rutynizacja charyzmatu? Że wyjątkowy dar jednostki musi zostać zinstytucjonalizowany żeby wspólnota mogła funkcjonować po jej śmierci. Czy ktoś tu się bawił tym tematem od strony religioznawczej?
Szamanizm przetrwał też dlatego że działał na poziomie małych wspólnot gdzie relacja jest osobista. Jak wspólnota rośnie do milionów ludzi to nie możesz mieć osobistej relacji z każdym szamanem - potrzebujesz struktury. To może być kwestia skali, nie nieuchronności.
Słuchajcie, trochę z innej strony - czy w zoroastryzmie po śmierci Zaratustry funkcja athravan, czyli kapłana ognia, nie przejęła tej roli wizjonera? Znaczy czy nie stało się tak że kapłan ognia stał się strażnikiem wizji i przez to połączył obie role?
A czy w ogóle da się przekazać wizjonerstwo przez dziedziczenie? To mnie naprawdę zastanawia. Intuicja podpowiada mi że nie, że to musi przyjść z zewnątrz, z doświadczenia, nie z urodzenia. Ale może się mylę - czy znacie tradycje gdzie to faktycznie działa?
ale wracajac do tego co Mikolajek napisał o tulku - to jest ciekawe że mówimy o dziedziczeniu przez duszę a nie krew, ale efekt strukturalny jest podobny. Tylko że w Tybecie ta linia ma konkretną osobę która ją rozpoznaje, prawda? czyli sam system wyboru też wymaga autorytetu z zewnątrz. kto decyduje że to właśnie ta dusza?
To może być kluczowe - że rozróżnienie między wodzem duchowym a kapłanem jest kategoriami które MY przykładamy do tradycji, a nie które same tradycje zawsze stosowały. Zaratustra mógł po prostu być tym-co-jest, bez potrzeby etykietowania. Dopiero gdy wspólnota urosła i pojawiły się pytania o sukcesję, zaczęto kategoryzować.
ale właśnie to jest to co mnie tu najbardziej zastanawia - czy te kategorie są nasze czy ich. Bo jak patrzę na to co Wieszczka napisała, to wydaje mi się że my pytamy o coś czego tamci ludzie może w ogóle nie rozróżniali. Czy jest jakiś tekst zoroastryjski który sam wprost mówi 'to jest rola proroka a to rola kapłana'?
Poza systemem to chyba najtrafniejsze określenie. I to właśnie sprawia że porównywanie go do późniejszych proroków abrahamicznych jest kuszące - bo Mojżesz, Jeremiasz, Mahomet też byli w pewnym sensie poza dotychczasowym systemem swoich wspólnot. Czy to może być cecha definiująca proroka jako takiego - że stoi na zewnątrz istniejących kategorii autorytetu?
mam pytanie może naiwne, ale - jeśli prorok jest zawsze poza systemem, to co go odróżnia od heretyka? Bo heretycy też stoją poza systemem i też mówią że mają dostęp do wyższej prawdy. Skąd wspólnota wie komu zaufać?
A propos testów - słyszałam że w tradycji zoroastryjskiej były ordalia, próby ognia i wody. Czy to mogło być właśnie tym - że prorok albo kapłan musiał przejść próbę żeby udowodnić że mówi prawdę? To by łączyło władzę duchową z czymś bardzo konkretnym i publicznym.
To mi się kojarzy z tym jak w starym Izraelu sędzia i prorok to często była ta sama osoba - Debora, Samuel. Czyli może to jest wzorzec starszy niż zoroastryzm, wspólny dla kultur Bliskiego Wschodu, że autorytet duchowy i prawno-społeczny szły razem. A potem rozeszły się dopiero gdy wspólnoty urosły i trzeba było specjalizacji.
I to jest moment który wydaje mi się kluczowy dla całej rozmowy. Rozejście się tych funkcji to nie jest po prostu biurokratyzacja jak chciał Weber - to jest coś głębszego, zmiana w tym jak wspólnota rozumie samą siebie. Mała wspólnota może pozwolić sobie na jedną osobę która nosi wszystko. Duża już nie może i wtedy musi zapytać co jest ważniejsze - objawienie czy porządek.
i własnie o to chodzi że jak wspólnota wybiera porzadek to prorok staje się kapłanem albo jest wyrzucony, tak? a jak wybiera objawienie to może mieć ciągłą reformę ale też ciągły chaos. nie wiem czy to jest czyste albo jedno albo drugie w praktyce
to brzmi jakbyśmy mówili że każda religia musi w końcu podjąć ten wybór. Ale czy są tradycje gdzie ten wybór w ogóle nie padł? Gdzie prorok i kapłan przez wieki zostawali jednym? Szamanizm juz był wspomniany, ale może coś jeszcze?
ale zaraz, bo to mnie trochę denerwuje w tej całej dyskusji - mówimy o wódzu duchowym i kapłanie jakby to były dwie jasno zdefiniowane kategorie, a chyba w praktyce to się bardzo plącze. Czy jest w ogóle jakaś tradycja gdzie te role są rozróżnione tak precyzyjnie że możemy powiedzieć 'tak, tu jest granica'?
