A czy właśnie ten tulku nie jest najlepszym przykładem jak te dwie rzeczy mogą na siłę zostać scalone przez instytucję? Bo przecież rozpoznanie tulku to jest ceremonia, procedura - czyli coś instytucjonalnego - a nie spontaniczne objawienie.
Dokładnie, i to jest paradoks który mnie tu od początku intryguje - im bardziej tradycja próbuje uchwycić i utrwalić charyzmat proroka, tym bardziej go zabija. Zaratustra żywy był wyzwaniem. Zaratustra w księdze liturgicznej staje się sposobem kapłańskim. Czy ktoś zna tradycję która jakoś temu oparła?
Kwakrzy może? U nich nie ma kapłana w ogóle, każdy na spotkaniu może przemówić kiedy poczuje natchnienie. Teoretycznie wódz duchowy i zwykły uczestnik są jednym. Ale słyszałam że w praktyce i tak wyłaniają się nieformalne autorytety których głosu słucha się bardziej.
ale z kwakrami to ciekawe bo oni nie mają tez zadnych swiętych tekstów w sensie liturgicznym, prawda? każdy czyta Biblię sam. więc może to że nie mają kapłana wynika z tego że nie ma co odprawiać, nie ma obrzedu który wymaga specjalisty
a wracając do Zaratusztry który jakoś nam umyka - czy on w ogóle odprawiał rytuały? Znaczy, jak czytam o tym że układał Gathy, to bardziej mi to wygląda na kogoś kto pisze poezję religijną niż na kogoś kto stoi przy ogniu i odprawia obrzędy. Czy mam złe wyobrażenie?
haha, to byłoby niezłe widowisko. Ale poważnie - skoro Zaratustra reformował rytuał od wewnątrz, to jest bardziej kapłanem-reformatorem niż prorokiem-outsiderem? Czy ta różnica ma znaczenie dla całej tej dyskusji o autorytecie?
Jeśli tak, to może cała dychotomia wódz duchowy kontra kapłan jest po prostu dychotomią między tym kto jest wewnątrz i tym kto na zewnątrz systemu - a nie między dwiema jakościowo różnymi funkcjami. Ten sam człowiek z zewnątrz jest prorokiem, z wewnątrz kapłanem-reformatorem.
O, to brzmi bardzo przekonująco. Ale jak to przykładamy do szamanów - bo szamani w tradycyjnych kulturach syberyjskich czy mongolskich zazwyczaj nie reformowali żadnego systemu, a jednak mieli autorytet duchowy. Czy szaman to trzecia kategoria w ogóle?
ale czy wspólnota nie musi w końcu potwierdzić szamana? Bo co z tego że szaman twierdzi że rozmawiał z duchami, skoro nikt mu nie wierzy. Wracamy do tego problemu z prorokiem - skąd wiemy że to prawdziwy szaman a nie ktoś kto po prostu ma wizje.
ale chwila, bo chyba za szybko idziemy. Szaman który przeżył chorobę inicjacyjną to jedno - ale co jeśli ktoś po prostu zachorował i wyzdrowiał i zaczął twierdzić że to była inicjacja? Skąd wspólnota wie że to prawdziwe? Czy jest jakiś sposób weryfikacji poza 'on tak mówi'?
czyli właściwie nigdy nie ma autorytetu który wychodzi z zera, z próżni? Zawsze jest ktoś kto musi powiedzieć 'tak, ten jest prawdziwy' - i ten ktoś jest albo starszym szamanem, albo soborem biskupów, albo Sanhedrynem. To trochę rozbija mit samotnego proroka który staje naprzeciw całego systemu.
hej, ale czy nie o to właśnie chodzi w wierze? Znaczy rozumiem że z punktu widzenia historycznego to jest problem weryfikacji, ale z punktu widzenia wyznawców ta wiara jest właśnie tym co zastępuje dokumentację. Pytam szczerze bo nie jestem ekspertem - czy religie w ogóle zakładają że można to weryfikować?
O, ale to chyba za daleko idzie. Bo szaman który umarł młodo w małej wiosce i nikt o nim nie napisał - czy przez to nie był prawdziwym wodzem duchowym? Intuicyjnie czuję że autorytet duchowy istnieje niezależnie od tego czy historia go zapamiętała.
I tu wchodzimy w filozofię autorytetu jako takiego - czy jest obiektywny czy relacyjny. To jest pytanie które chyba wykracza poza religioznawstwo. Ale wracając do Zaratusztry - on akurat historię przetrwał i to mocno. Co ciekawe właśnie przez to że stał się instytucją, czyli przez kapłanów Awesty którzy go skodyfikowali. Bez nich może byłby tym szamanem z wioski.
to trochę smutne. Czyli żeby prorok przetrwał, musi go uratować ten kogo krytykuje - kapłaństwo? Zaratustra krytykował starych kapłanów a przeżył bo nowi kapłani go zapisali?
czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie może naiwne - czy w takim razie w ogóle jest jakaś tradycja gdzie wódz duchowy i kapłan to naprawdę są dwie wyraźnie oddzielone role, bez tej mieszaniny? Gdzieś gdzie się nie przenikają?
albo stary Rzym - tam masz flaminów jako kapłanów ściśle rytualnych i augurów jako specjalistów od wróżb, i pontyfików jako zarządców religii. Trzy różne role instytucjonalne. Ale żaden z nich nie był 'wodzem duchowym' w sensie osobistego autorytetu mistycznego - ten element Rzymianie chyba po prostu wycinali z oficjalnej religii.
Jan Chrzciciel to ciekawy przykład bo on był i kapłanem z urodzenia i wodzem duchowym z powołania, i skończył ścięty. Może to jest ta trzecia ścieżka - kiedy ktoś łączy obie role i nie przynależy do żadnego obozu, to po prostu jest niebezpieczny dla wszystkich?
to by tłumaczyło czemu tak wielu reformatorów kończyło źle. Zaratustra według niektórych przekazów też zginął, choć to niepewne. Sokrates, Jan Chrzciciel, Jezus, Mansur al-Hallaj w sufizmie. Ten kto stoi w pół drogi między kapłanem a prorokiem chyba jest zawsze najbardziej narażony - bo żadna ze stron go do końca nie ochroni.
ale czekajcie, Bronek56 mówi że ten kto stoi w pół drogi jest zawsze zagrożony - ale może to nie jest kwestia niebezpieczeństwa tylko kwestia tego, że taki człowiek nie ma zaplecza? Kapłan ma instytucję za plecami, szaman ma klan i wioskę, a prorok-reformator który stoi pomiędzy nie ma nic. Zaratustra podobno przez lata tułał się zanim znalazł patrona w Wisztaspie. Bez tego patrona by przepadł i nikt by nie zapisał Gat.
